W wyniku I Wojny Punickiej Kartagina straciła ostatecznie swoją emparchię na Sycylii i musiała zapłacić Rzymowi olbrzymie kontrybucje. Zaraz po zakończeniu wojny bunt żołnierzy najemnych w Kartaginie został wykorzystany przez Rzymian do odebrania jej Sardynii i Korsyki oraz do wymuszenia dodatkowego okupu. Trzyletnie zmagania ze zbuntowanymi najemnikami, które doprowadziły państwo na skraj przepaści, zakończyły się w 238 r. zwycięstwem Hamilkara Barkasa. Ten wybitny wódz i polityk ukierunkował ekspansję kartagińską na Hiszpanię. Z jednej strony miał nadzieję na zrekompensowanie ogromnych strat jakie poniosło jego rodzinne miasto, a z drugiej strony dążył do stworzenia dla siebie zaplecza ekonomicznego i militarnego, które uniezależniłoby go od przeciwników politycznych w Kartaginie. Wspólnie ze swoim zięciem Hazdrubalem, na drodze podbojów i sojuszów, skutecznie rozszerzał granice dominacji kartagińskiej w Hiszpanii. Towarzyszył mu tam syn, Hannibal, którego, już jako 9-letniego chłopca Hamilkar zabrał ze sobą na Półwysep Iberyjski. Podbój nie był łatwy, gdyż miejscowe ludy iberyjskie i celtyberyjskie były bitne i przywiązane do wolności. Hamilkar zginął w 229 r., w przegranej bitwie z Iberami, w której ci rozproszyli szyki Kartagińczyków, wypuszczając na nich woły ciągnące wozy wyładowane palącym się drewnem. Po jego śmierci podboje w Hiszpanii kontynuował Hazdrubal, który założył ważne miasto portowe Nową Kartaginę. Rzymian niepokoił wzrost kartagińskiego imperium w Hiszpanii, jednak byli w tym czasie zaabsorbowani inwazją Gallów, więc ograniczyli się do zawarcia w 226 roku traktatu z Hazdrubalem, na mocy którego rzeka Iber (Ebro) miała stanowić granicę stref wpływów obu stron. W 221 roku Hamilkar zginął w zamachu skrytobójczym, a na jego miejsce wodzem wojsko wybrało 25-letniego Hannibala. Wybór ten został zatwierdzony przez senat kartagiński.
Sprawa oblężenia i zdobycia Seguntu przez Hannibala stała się pretekstem do wypowiedzenia przez Rzymian wojny Kartagińczykom. Segunt leżał na południe od rzeki Iber, a więc, zgodnie z ustaleniami traktatu, w sferze wpływów kartagińskich. Jednakże Rzymianie zastosowali swój wypróbowany, obłudny manewr. Zawarli z mieszkańcami Seguntu przymierze i wystąpili w ich obronie, gdy ci zaatakowali sprzymierzeńców kartagińskich. Warto tu może wspomnieć, że Appian z Aleksandrii, opisując te wydarzenia po blisko czterystu latach, błędnie umieścił Sagunt na północ od Ibru. Mogła to być zwykła nieznajomość geografii, a może także wpływ propagandy rzymskiej, która z właściwą sobie hipokryzją, winą za wszystkie swoje imperialistyczne posunięcia obarczała stronę przeciwną. Żeby użyć współczesnego porównania, ugięcie się pod rzymskim naciskiem miałoby zapewne taki sam skutek jak odstąpienie Sudetów Niemcom w ramach Układu Monachijskiego. Hannibal zdawał sobie z tego sprawę i nie ustąpił. Po dziewięciu miesiącach oblężenia Segunt został zdobyty, a poselstwo senatu rzymskiego dało Kartagińczykom do wyboru hańbę – wydanie Rzymianom Hannibala i jego doradców- lub wojnę. Ci odrzucili hańbę, a Rzymianie wypowiedzieli im wojnę.
W 218 roku Publiusz i Gajusz Scypionowie zostali wysłani do Hiszpanii na czele 10 tysięcznej armii, ale Hannibal zdążył już wcześniej przekroczyć Pireneje, a w październiku również Alpy. Obaj Scypionowie prowadzili w Hiszpanii wojnę z Hazdrubalem, bratem Hannibala, a gdy ten został odwołany do Afryki, ze względu na zagrożenie Kartaginy ze strony króla numidyjskiego Syfaksa, rozgromili wojska kartagińskie i przeciągnęli na swoją stronę wiele miast iberyjskich. Jednakże, gdy w 212 roku, po zawarciu pokoju z Syfaksem, Hazdrubal powrócił do Hiszpanii z dużą armią, obaj Scypionowie polegli w potyczkach, a Rzymianie zostali wyparci na północny skraj Półwyspu.
Senat, słusznie obawiając się najazdu Hazdrubala na północną Italię, w jesieni 210 roku wysłał do Hiszpanii nową armię pod wodzą Publiusza Korneliusza Scypiona, syna zabitego Publiusza, późniejszego zwycięzcę spod Zamy. Zmieniło to całkowicie sytuację na półwyspie. Scypion, działając z wielkim zdecydowaniem i pośpiechem, zaatakował niespodziewanie Nową Kartaginę, która stanowiła główną kartagińską bazę zaopatrzeniową w Hiszpanii. Bronił jej 10-tysięczny garnizon pod dowództwem Magona. Scypion, rozporządzał podobnymi siłami. Jednak w brawurowym ataku zdobył miasto, wykorzystując podczas odpływu morza, przejście przez nadbrzeżne moczary, do słabo obwarowanej i obsadzonej partii murów. Obok ogromnych zapasów wojennych i żywnościowych, zagarnął 32 okręty, a także iberyjskich zakładników przetrzymywanych przez Kartagińczyków, których rozpuścił do miast rodzinnych. Potem w 208 roku pod Bakulą Scypion zadał bolesną klęskę armii kartagińskiej dowodzonej przez Hazdrubala. Po tej klęsce Hazdrubal wymyknął się Rzymianom i pociągnął do Italii, a tam w 207 roku sam poległ i stracił armię w bitwie nad rzeką Metaurem. Scypion wyparł całkowicie Kartagińczyków z Hiszpanii i w 205 roku powrócił triumfalnie do Rzymu, by potem kontynuować wojnę w Afryce, ukoronowaną ostatecznym zwycięstwem nad Hannibalem pod Zamą w 202 roku.
Po zakończeniu II Wojny Punickiej Kartagina straciła całkowicie swoje imperium, a Rzymianie zabrali się do pacyfikowania Hiszpanii. Nie było to zadanie łatwe, gdyż zamieszkujące Półwysep bitne ludy iberyjskie i celtybreryjskie były namiętnie przywiązane do wolności, którą często rozumiały jako prawo do prowadzenia wojen między sobą oraz wypraw rabunkowych. Prędko przekonały się, że przymierze z Rzymem oznacza bezwzględną podległość, oraz zdzierstwa i samowolę rzymskich namiestników. Poczęły zrywać się do powstań, które trwały przez prawie cały II wiek przed Chr., zmuszając Rzymian do stałego wysiłku militarnego. Polibiusz w XXXV Księdze „Dziejów” pisze:
„Ognistą wojnę prowadzili Rzymianie z Celtyberami. Dziwny był jej charakter i nieprzerwane walki. Bo wojny prowadzone w Grecji czy Azji rozstrzyga przeważnie jedna bitwa, rzadko druga, a same bitwy jedna chwila zależna od pierwszego natarcia i zderzenia się wojsk. W tej wojnie było całkiem inaczej. Walki przerywała przeważnie tylko noc, bo ludzie nie chcieli ani psychicznemu poddać się wyczerpaniu, ani fizycznemu ustąpić znużeniu, ale ciągle zawracali i z nowym postanowieniem zaczynali walkę od nowa. Całą tę wojnę i nieustanne staczanie regularnych bitew dopiero zima przerywała na chwilę. ” 1
Bezwzględność i okrucieństwo tych walk nasuwa porównanie z „Los Desastres de la Guerra”, chociaż nie znalazły one swojego Goyi. Głos Iberów do nas nie dotarł, ale świadectwo Appiana, Greka z Aleksandrii, wskazuje na Rzymian jako głównych sprawców tych okrucieństw.
Wśród tych krwawych zmagań wyróżnia się postać Wiriatusa, wybitnego przywódcę Luzytanów, który przez osiem lat zadawał dotkliwe klęski Rzymianom i ci zdołali się go pozbyć dopiero na drodze skrytobójstwa. Historia zaczęła się w 151 roku, gdy konsul Lucjusz Licyniusz Lukullus został wysłany z armią do Hiszpanii by rozprawić się z celtyberyjskimi plemionami Arawaków, Bellów i Titów, zamieszkującymi w centrum Półwyspu. Jednakże gdy przybyło na miejsce okazało się, że jego poprzednik Marek Klaudiusz Marcellus zawarł już był pokój z tymi plemionami. Dla Lukullusa był to zawód, gdyż liczył na to, że podobnie jak inni rzymscy wodzowie obłowi się na łupieniu przeciwnika, co nie pozostawało w sprzeczności ze starorzymskimi cnotami, a dodatkowo przynosiło sławę. W tej sytuacji uderzył na sprzymierzonych z Rzymianami Wakcenów, bez żadnej prowokacji z ich strony i oblegał ich w mieście Kauka. Gdy obrońcy zwrócili się do niego z zapytaniem o warunki pokoju, zażądał 100 talentow srebra, wydania zakładników i wpuszczenia do miasta rzymskiej załogi. Kiedy te warunki zostały spełnione, obsadził wojskiem mury i kazał wymordować wszystkich mężczyzn. Zginęło ich około 20 tysięcy, nieliczni tylko zdołali się ukryć w pobliskich wąwozach.
W tym samym czasie podobne metody zastosował inny wódz rzymski w Hiszpanii, Serwiusz Sulpicjusz Galba, pretor w 151 roku. Kiedy zbuntowani przeciwko Rzymianom Luzytanie wysłali do niego posłów by negocjować ponowne nawiązanie zerwanego przymierza, Galba zgodził się na to chętnie i obiecał przydzielić im żyzną ziemię. Rzekomo w tym celu kazał zgromadzić się całej ludności w trzech, odległych od siebie, punktach kraju. Nic nie przeczuwając, na jego żądanie oddali swoją broń, a wówczas kazał kolejno wymordować każdą z grup.
Tego rodzaju polityka najwyraźniej znajdowała uznanie w Rzymie, gdyż ani Lukullus ani Galba nie zostali pociągnięci do żadnej odpowiedzialności, a pół wieku później konsul Tytus Lidiusz poszedł w ich ślady z oficjalnym błogosławieństwem senatu. Na kilka lat przed nim pretor Marek Mariusz osadził był swoich celtyberyjskich weteranów na roli w pobliżu miasta Kolenda. Ci jednak cierpieli nędzę, gdyż ziemia była jałowa, co popchnęło ich do rozbojów. Dediusz, w porozumieniu z dziesięcioosobową komisją senatu, przysłaną dla uporządkowania spraw Hiszpanii, postanowił zastosować „ostateczne rozwiązanie”. Oświadczył mianowicie weteranom, że ze względu na ich ubóstwo chce przyznać im więcej ziemi. Kiedy zgodzili się na to z radością, zgromadził ich wszystkich w dawnym obozie wojskowym, osobno mężczyzn, a osobno kobiety i dzieci, i kazał wszystkich wymordować. Za zasługi wojenne w Hiszpanii przyznano Dediuszowi triumf w Rzymie.
Wracając do Wiriatusa, był on Luzytanem, który, jako jeden z nielicznych, zdołał uniknąć śmierci w masakrze urządzonej przez Galbę. W 147 roku znalazł się w oddziale Luzytanów, który, w sile 10 tysięcy ludzi, najeżdżał zajętą przez Rzymian Turdytanię, na południowym-zachodzie Półwyspu Iberyjskiego. Osaczeni przez wojska Gajusza Witeliusza, zdawałoby się w beznadziejnej sytuacji, gotowi już byli się poddać, gdy Wiriatus przypomniał im rzymskie wiarołomstwa i obiecał wyprowadzenie z matni. Rzeczywiście, po raz pierwszy zabłysnął tu swoim talentem wojskowym. Z całego oddziału wydzielił około tysiąca jezdnych, z którymi nękał Rzymian szybkimi atakami. Pozostałym zaś rozkazał, by po podzieleniu się na wiele grup uciekali dwiema różnymi drogami. Powstrzymywał Rzymian tak długo, aż uciekinierzy oddalili się bezpiecznie i w zapadających ciemnościach wyprowadził również swój oddział. Zyskał dzięki temu sławę i zaczęli napływać do niego nowi ochotnicy. W urządzonej zasadzce zadał dotkliwą klęskę wojskom Witeliusza, zabijając jego samego i około 4 tysięcy żołnierzy.
Kolejne zwycięstwa Wiriatusa zmusiły Rzymian do zamknięcia się w miastach, aż do przybycia posiłków w sile 10 tysięcy piechoty i 1300 jeźdźców pod wodzą pretora Gajusza Plaucjusza. W pogoni za symulującym ucieczkę Wiriatusem Plaucjusz wysłal czterotysięczny oddział, który został wybity prawie do nogi, a atak na obóz Wiriatusa, rozbity na Wzgórzu Wenery, zakończył się kolejną klęską Rzymian, tak, że Wiriatus mógł krążyć swobodnie po całym kraju, ściągając zaopatrzenie i daniny od mieszkańców.
W 145 roku Rzymianie wysłali przeciwko Wiriatusowi nową armię złożoną z 15 tysięcy piechoty i 2 tysięcy jazdy, pod wodzą Fabiusza Maksymusa Emilianusa, syna zwycięzcy Perseusza spod Pydny. Pomny dotychczasowych doświadczeń, nie wystąpił on do bitwy, lecz ćwiczył swoich żołnierzy, których Wiriatus nękał wojną podjazdową. W następnym roku Emilianus zadał co prawda porażkę Wiriatusowi i zniszczył kilka miast Luzytanów, nie zakończyło to jednak wojny, którą w latach 142-140 prowadził dalej Fabiusz Maksymus Serwilianus. Przybył on na czele armii liczącej 18 tysięcy pieszych i 1600 jeźdźców, do których dołączyło 10 słoni przysłanych z Afryki. Po założeniu obozu Serwilianus zaatakował i zmusił do odwrotu Wiriatusa, ten jednak zawrócił i zapędził do obozu ścigających go Rzymian, zabijając około 3 tysięcy. W 140 roku, w kolejnym starciu z wojskami Serwilianusa, Wiriatus otoczył je na wzgórzu, co groziło ich całkowitym unicestwieniem. Nie dał się jednak ponieść żądzą zemsty. Wykazał znaczny umiar i, ku radości Rzymian, zawarł z nimi pokój, zatwierdzony przez senat, na mocy którego jego stronnicy mieli zachować swe ziemie. Jak widać nie znał do końca Rzymian. Pokój przetrwał bardzo krótko, gdyż Cepion, brat i następca Serwilianusa, przekonał senatorów, że należy go zerwać, jako hańbiący dla Narodu Rzymskiego. Jak wiadomo, nie hańbiące dla Rzymian było tylko bezwzględne poddanie się przeciwnika.
Wobec przewagi Cepiona, Wiriatus sprytnie się przed nim wycofywał. Nie mogąc sobie z nim poradzić wódz rzymski zastosował inne środki: przekupił posłów Wiriatusa, by go skrytobójczo zgładzili. Rzeczywiście został przez nich zasztyletowany podczas snu w 139 roku. Kiedy jednak skrytobójcy zgłosili się po obiecaną nagrodę, w Cepionie obudziła się rzymska cnota i odmówił wypłacenia nagrody ze względów moralnych.
Żołnierze Wiriatusa urządzili mu wspaniały pogrzeb i opłakiwali go gorąco. Jak pisze Appian:
„Taką żałobę zostawił po sobie Wiriatus, człowiek, który wśród barbarzyńców okazał się jak nikt inny urodzonym władcą, przed wszystkimi innymi gotów był w każdej okoliczności iść pierwszy w niebezpieczeństwo, a przy podziale zdobyczy obstawał bezwzględnie przy zasadzie równości. Nigdy bowiem nie chciał wziąć więcej niż inni, mimo wszelkich wezwań w tym kierunku, a jeśli coś wziął, rozdawał to tym, , którzy się okazali najdzielniejsi. Tu leżała też przyczyna, że przez osiem lat tej wojny przy tak różnorodnym wojsku nigdy się żaden bunt nie przejawił, a przeszkodzić temu jest trudno, nigdy też żadnemu wodzowi łatwo to nie przychodziło; a jednak wobec Wiriatusa wojsko okazywało się zawsze uległe i gotowe do narażania się na wszelkie niebezpieczeństwa” 2

Dla Rzymian nie oznaczało to jednak końca wojny. Przykład i namowa Wiriatusa popchnęły do powstania Arewaków i Numantynów. Numantynowie swoim umiłowaniem wolności i heroicznym męstwem zasłużyli sobie na wiekopomną sławę. Według Appiana ich siły zbrojne składały się zaledwie z 8 tysięcy pieszych i konnych, podczas gdy armia rzymska, pod wodzą Kwintusa Pompejusza, która przeciwko nim wystąpiła, liczyła 30 tysięcy piechurów i 2 tysiące jezdnych. Pompejusz rozbił obóz pod Numancją i zmienił bieg płynącej obok rzeki, usiłując zmusić mieszkańców głodem do poddania się. Jednak Numentynowieswoimi wypadami zadawali Rzymianom takie straty, że ci musieli wycofać się do sąsiednich miast. Ponieważ również Numintynowie byli wyczerpani wojną, więc wysłali posłów do Pompejusza z propozycjami pokojowymi. Ten poradził im by się poddali, gdyż tylko ta forma traktatu (deditio) jest godna Rzymian, nieoficjalnie jednak przyrzekł im pomoc w uzyskaniu statutu sprzymierzeńców (foedus). Numentynowie zgodzili się na takie rozwiązanie i zgodnie z ustaleniami wydali jeńców i zbiegów, oraz dostarczyli zakładników i okup. Gdy jednak przybył z Rzymu następca Pompejusza, Popiliusz Lenas, ten wyparł się wszystkiego, a senat, po wysłuchaniu obu stron postanowił kontynuować wojnę. Popiliusz nie osiągnął znaczących rezultatów, a kolejny wódz, konsul Gajusz Hostyliusz Mancynus ponosił z rąk Numantynów same porażki, a wreszcie został zamknięty w źle zaopatrzonym obozie. Wobec zagrożenia unicestwieniem całej armii zawarł z Numantynami pokój na warunkach przystępnych dla obu stron. Numantynowie, pomni swoich doświadczeń, zażądali by, poza Mancynusem, traktat zaprzysięgli również jego oficerowie. Niewiele to pomogło. Senat uznał zawarty pokój za hańbiący i postanowił prowadzić wojnę dalej, a dla zachowania twarzy wydali Mancynusa Numantynom, którzy wielkodusznie go nie przyjęli. Rzymian niczego to nie nauczyło.
Drugi konsul Emiliusz Lepidus, wysłany na miejsce Mancynusa, rozpoczął na własną rękę wojnę z Wakcenami, lecz przy oblężeniu Palancji poniósł klęskę i został odwołany do Rzymu. W 134 roku Rzymianie, wbrew obowiązującemu prawu, po raz drugi wybrali konsulem Publiusza Korneliusza Scypiona Emilianusa, licząc na to, że ten wykonawca wyroku na Kartaginie, zniszczy również oporną Numancję. Nie zawiedli się. Scypion po przybyciu do Hiszpanii rozpoczął swoją działalność od narzucenia surowej dyscypliny wojsku i od intensywnych ćwiczeń, które osobiście nadzorował. Po tych przygotowaniach posuwał się w szyku zwartym ku Numancji, zbierając po drodze zaopatrzenie i niszcząc wszystko dookoła. Pod miastem założył dwa obozy, jednak nie dał się sprowokować do bitwy, mimo, że obrońcy wielokrotnie ustawiali się w szyku na zewnątrz murów. Postanowił zmusić ich głodem do poddania się. Dlatego otoczył całe miasto rowem i wałem o długości 50 stadiów (około 9 kilometrów), z ustawionymi w niewielkich odstępach strażnicami. Połowa wojska dniem i nocą strzegła przydzielonych sobie segmentów wałów i miała natychmiast sygnalizować o jakichkolwiek zaobserwowanych ruchach obleganych. Rzekę najeżono ostrzami, by żaden pływak nie mógł się przemknąć. Zamknięto metodycznie zaplanowany i perfekcyjnie zorganizowany pierścień śmierci.
A jednak znaleźli się śmiałkowie, którzy przedarli się przez ten pierścień. Podczas ciemniej nocy sześciu Numantyńczyków pod dowództwem Retogenesa, po składanych drabinach wspięło się cicho na wał. Zabili straże, po pomoście przeprowadzili konie i pomknęli do innych miast Arewaków by błagać o pomoc. Wobec Rzymskiego terroru, nikt nie śmiał takiej pomocy udzielić. Jedynie młodzież miasta Lutia odpowiedziała pozytywnie na ten apel. Jednakże starsi obywatele, przerażeni perspektywą zemsty Rzymian, wysłali gońca do Scypiona, zawiadamiając go o tych planach. Ten zareagował natychmiast. Na czele lekkozbrojnej kawalerii otoczył Lutię dookoła i zażądał wydania „buntowników”, w przeciwnym razie grożąc zniszczeniem całego miasta. Mieszkańcy się ugięli i wydali około 400 młodych ludzi, którym Scypion kazał poobcinać ręce.

Odcięta od świata Numancja umierała z głodu. Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy wyprawili poselstwo do Scypiona, próbując wynegocjować warunki kapitulacji. Otrzymali krótka odpowiedź, że mają się poddać bezwarunkowo. Rozwścieczeni zabili własnych posłów. Po ośmiu miesiącach oblężenia, zdziesiątkowani głodem, który doprowadził aż do kanibalizmu, zdecydowali się wreszcie poddać. Scypion przychylił się wielkodusznie do ich prośby i opóźnił o jeden dzień termin zajęcia miasta, aby ci, którzy woleli śmierć niż niewolę mogli się sami pozabijać. Spośród kilkuset nędzarzy, którzy woleli życie Scypion wybrał pięćdziesięciu, aby uświetnili jego triumf w Rzymie. Pozostałych zaprzedał w niewolę, a miasto zrównał z ziemią. Appian napisał o nim:
„Ten rzymski wódz zdobył i zniszczył dwa niezmiernie trudne do zwalczenia miasta: Kartaginę na skutek uchwały samych Rzymian, niechętnie widzących wielkość tego miasta i państwa oraz dogodnego jego położenie na lądzie i nad morzem, Numancję zaś, która była małym i niezbyt ludnym miastem, sam z własnej woli, bo Rzymianie nic w tym wypadku nie postanowili. Może uważał, że będzie to dla Rzymian korzystne, może zaciął się w gniewie i niechęci do zdobytego miasta, a może też, jak sądzą niektórzy, uważał, że sława jego stanie się głośniejsza dzięki wielkim klęskom jakie szerzył. Przynajmniej Rzymianie do dziś dnia od miast, które w nieszczęściu pogrążył nazywają go Afrykańskim i Numantyńskim” 3.
Scypion, przyjaciel Polibiusza i subtelny miłośnik kultury greckiej, który na murach niszczonej Kartaginy ze łzami w oczach cytował Homera, zachwycał się niewątpliwie postawą Leonidas i jego trzystu Spartiatów, ale nie miało to przecież nic wspólnego z numantyńskimi barbarzyńcami.