Andaluzja 2009, 2011

Wylądowaliśmy  w Maladze, która jest głównym portem lotniczym Andaluzji. Hiszpania przywitała nas pochmurnym niebem. Z Malagi do Grenady jedzie się autobusem około półtorej godziny. Jak wszędzie w Hiszpanii autobusy luksusowe i czyste. Droga bardzo piękna, w górzystym terenie. Prawie wcale nie widać osiedli, za to całe stoki gór pokryte sadami oliwnymi, które, równoległymi szeregami drzewek, pną się w górę aż do skalistych szczytów. Ziemia miedzy nimi starannie wybronowana; ceglasto czerwona w okolicach Malagi, potem nabiera złotawego odcienia,. Jej ciepły odcień podkreśla zimna  srebrzysta szarość drzewek oliwnych. Od czasu do czasu, miedzy sadami,  przerywnik w postaci zarośniętej trawą hali z nieregularnie rozrzuconymi dębami korkowymi. Zieleń świeża i soczysta, nie spalona jeszcze słońcem.

Grenada

Gdzieś w połowie drogi zaczyna kropić, a do Grenady dojeżdżamy w strumieniach deszczu. Nasz hostel mieści się w samym sercu starego miasta, bardzo blisko katedry, ale znalezienie malutkiej uliczki w plątaninie zaułków wcale nie jest łatwe. W recepcji przedstawiam się swoim łamanym hiszpańskim, na co miła dziewczyna w okienku odpowiada „może pan mówić po polsku”. Okazuje się, że pochodzi z Białegostoku, ale od pięciu lat pracuje w Andaluzji, a od dwóch w Grenadzie.  Poza hiszpańskim zna dobrze angielski, a teraz studiuje języki słowiańskie na miejscowym uniwersytecie, bo na to, żeby dostać pracę tłumacza, potrzebny  jest jej dyplom uniwersytecki. Zajmuje się nami bardzo serdecznie, tylko ostrzega, że od tygodnia w Grenadzie pada.  Dostajemy duży pokój z własnym ogromnym tarasem, wychodzącym na wąziutką, cichą uliczkę. Warunki byłyby idealne, gdyby przestało padać. Mam dokładnie opracowany plan zwiedzania, uwzgledniający godziny dostępności poszczególnych obiektów, ale przy założeniu, ze pogoda dopisze. Przyjechaliśmy w sobotę, a bilety do Alhambry wykupiłem przez Internet na poniedziałek, licząc na to, ze będzie mniejszy tłok niż w niedzielę. Rano wygląda na to, ze będzie dalej padać, ale na szczęście wiatr rozprasza chmury i pokazuje się niebieskie niebo. Taka pogoda utrzymuje się przez cały czas naszego pobytu w Hiszpanii.

Zwiedzanie zaczynamy nietypowo od „Kartuzji” – klasztoru kartuzów położonego dość daleko od historycznego centrum miasta. Klasztor został ufundowany na początku XVI wieku, niedługo po zajęciu Grenady przez Hiszpanów, ale wystrój z początku XVIII wieku stanowi kulminację hiszpańskiego baroku. Inaczej niż w baroku włoskim, ściany i plafony nie są polichromowane, tylko pokryte koronką stiuków w kolorze kości słoniowej. Ten istny „horror vacui” to  niewątpliwie dziedzictwo arabskie.  Białość ścian podkreśla złoto ołtarzy i ozdobnych ram obrazów.  Za głównym ołtarzem znajduje się tzw. „Sagrario” – rodzaj sanktuarium z odkrytą szafą ołtarzową z kolorowego marmuru. Dominuje czerwono-brunatny i czarny. Widocznie właśnie taki kamień był dostępny w Andaluzji, bo zauważyliśmy, że połączenie tych dwóch kolorów często się powtarza, poczynając już od posadzek rzymskich domów z  Kordoby. Niewątpliwie punktem szczytowym tego barokowego szaleństwa jest zakrystia Kartuzji. Wprowadzam tam Małgosię z zamkniętymi oczami, żeby spotęgować jeszcze pierwsze wrażenie. Potem zauważyłem, że podobny trik stosują przewodnicy wycieczek, otwierając przed zwiedzającymi na oścież zamknięte chwilowo drzwi zakrystii. Spienione potoki białych stiuków spływają z sufitu do lamperii z kolorowego marmuru, a we wnękach stoją komody na szaty liturgiczne, intarsjowane szlachetnym drewnem i masą perłową. Ponad nimi stare przymglone zwierciadła, w bogato rzeźbionych złoconych ramach.  Może się to komuś podobać lub nie, lecz nie wyobrażam sobie, żeby nie robiło wielkiego wrażenia. Dla mnie osobiście granica kiczu nie została przekroczona.

Kartuzja w Grenadzie, widok od strony patia
Zakrystia Kartuzji
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 1
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 2
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 3
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 4
Sagrario w Kartuzji 1
Sagrario w Kartuzji 2

 Plac przed brama Kartuzji wybrukowany jest mozaiką z ustawionych na sztorc otoczaków. Data wskazuje, ze mozaika powstała w końcu XVIII wieku. Jest tam wielki orzeł cesarki, postacie ludzkie i zwierzęce. Tego typu ozdobny bruk powtarza się na starych uliczkach, placykach i patiach w Andaluzji.

Mozaiki z otoczaków przed Kartuzją w Grenadzie

Grenada położona jest u zbiegu dolin dwóch rzeczek Genil i Darró. Na wysokim wzgórzu pomiędzy nimi leży Alhambra. Droga dla pieszych wiedzie do niej w górę, wśród starych drzew i krzewów, pokrytych w tej chwili świeżymi liśćmi. Potężne zewnętrzne mury obronne w najmniejszym stopniu nie zapowiadają cudów, które się za nimi kryją – wspaniałej spuścizny po sułtanach Grenady z arabskiej dynastii Nasridów, ostatnich monarchów muzułmańskich na Półwyspie Iberyjskim. Ich władza zaczęła się konsolidować w okresie zamętu jaki zapanował w świecie muzułmańskim na Półwyspie Iberyjskim po decydującym zwycięstwie sił chrześcijańskich nad berberyjską monarchią Almohadów, pod Las Navas de Tolosa w roku 1212, a w roku 1237 przyjęli tytuł sułtanów Grenady i ich królestwo przetrwało aż do roku 1492, jako państwo wasalne królów Kastylii. Mimo trudnej sytuacji politycznej i nacisku rekonkwisty, zdołali się utrzymać na tronie przez ponad dwieście pięćdziesiąt lat, a ich państwo przeżywało okres gospodarczej i kulturalnej świetności, szczególnie w XIV w. Jego ostateczny upadek wyglądał znacznie mniej heroicznie niż opisał to Mickiewicz w balladzie „Alpuhara”: Królowie Katoliccy wykorzystali wewnętrzne konflikty dynastyczne w łonie w rodu Nasridów i w roku 1491 rozpoczęli oblężenie Grenady, która została im poddana 2 stycznia 1492 r.  przez ostatniego sułtana Muhammada XII, nazywanego przez Hiszpanów Boabdilem.  

Właściwa twierdza – Alkazaba, pochodząca z XIII wieku, z potężnymi basztami obronnymi, tworzy jakby dziób okrętu. Pałac Nasridów i Generalife, to wspaniałe rezydencje, wzniesione w XIII i XIV wieku, które, w przeciwieństwie do meczetu w Kordobie, nie miały służyć nie tyle celom religijnym, co radości życia. Pełno tu światła dochodzącego do bajkowo ozdobnych sal z okien umieszczonych w kopułach i z krużganków otaczających patia.

O ile w meczecie z Kordoby zasadniczymi elementami ozdobnymi są wzory geometryczne z biało-czerwonych kamieni, to tu cale ściany pokryte są yeserías – koronką stiuków, z dekoracjami geometrycznymi, roślinnymi lub kaligraficznymi, na których zachowały się ślady polichromii. Elementy konstrukcyjne są całkowicie podporządkowane zadaniom dekoracyjnym. Kolumny wydają się zbyt cienkie na to, by unieść na sobie to cale bogactwo. Mukarnas – sklepienia stalaktytowe, takie jak w Sala de Dos Hermanas  czy w Sala de Abencerrajes, to prawdziwe plastry miodu, które, jak się zdaje, tylko cudem utrzymują się w górze. Podobne sklepienia mają obramowania okien i liczne nisze spełniające rolę czysto dekoracyjną. W niektórych pomieszczeniach, np. w Sala de los Embajadores i w krużgankach, zastosowano stropy kasetonowe typu artesonado – płytki ze szlachetnego drewna ułożone w misterne geometryczne wzory. Innym, ważnym elementem ozdobnym są lamperie z azulejos – kolorowych płytek ceramicznych.

Panorama Alhambry na tle Sierry
Alcazaba
Patio de los Arrayanes
Kolumny wokół Patio de los Leones z dekoracją typu yeseria
Mirador de Lin-dar Aixa
Stalaktytowa głowica kolumny
Głowice kolumn z dekoracją typu yeseria
Nisza udekorowanaa yeserias i azulejos
Sala de Dos Hermanas, sklepienie typu mukarnas
Sala de Abencerrajes, sklepienie typu mukarnas
Sklepienie typu mukarnas
Stropy typu artesonado

Niezbędnymi elementami arabskich rezydencji była woda, kwiaty i krzewy ozdobne, toteż pełno tu kanałów, fontann i basenów, takich jak ten na Patio de los Arrayanes. Niestety najsłynniejsza z fontann, ta na Patio de los Leones, poddawana jest obecnie renowacji. Generalife – letnia rezydencja władców- wywodzi podobno swą nazwę z arabskiej wersji określenia „najszlachetniejszy ogród”. Zgodnie z tą nazwa wykorzystano wszystkie umiejętności arabskich ogrodników, żeby stworzyć tu rajski zakątek. Jednakże życie w Alhambrze nie zawsze było rajem. W tej pełnych eleganci i subtelności rezydencji toczyła się bezwzględna walka o władzę.   Według tradycji nazwa Sala de Abencerrajes wywodzi się stąd, że na rozkaz władcy,  wymordowano tu wszystkich przedstawicieli tej możnej rodziny, zdradziecko zaproszonych na ucztę.

Generalife, Patio de Asequia
Generalife, Camara Real
Camarav Real, wystrój łuków
Generalife, Mirador
Mirador, stiuki na ścianie

Elementem, który dodatkowo potęguje urok Alhambrze są wspaniałe widoki. Po przeciwnej stronie głębokiej doliny rzeczki Dorró, krętymi uliczkami pnie się w górę Albaicín – dawna dzielnica arabska, zabudowana białymi domami z dachami krytymi spatynowaną „śródziemnomorską” dachówką, a wyżej jeszcze wznosi się zielona góra Sacramone, z liną jedenasowiecznych   murów obronnych, wzniesionych podczas panowania berberyjskiejj dynastii, Zirydów. Horyzont zamykają niebieszczejące szczyty Sierry…

Widok Albaicin z Alhambry
Góra Sacramonte widziana z Alhambry

Przy zwiedzaniu, zwykle mamy z Małgosią odwrotne tendencje. Ja preferuję poruszanie się zgodnie z ustalonym planem, wzdłuż trasy wyznaczonej na mapie, a ona wędrówkę przed siebie. W przypadku takich zaczarowanych miejsc jak Albaicín, moja metoda okazuje się nie tylko niepotrzebna, lecz wręcz nie możliwa do zrealizowania. Po paru krokach gubimy się w plątaninie uliczek i zaułków, co absolutnie  nie przeszkadza, bo o uroku Albaicín nie decydują żadne nadzwyczajne zabytki, tylko malowniczość białych domków z dachami pokrytymi karbowaną brunatno-czerwoną dachówką, palm, cyprysów i drzewek cytrusowych, wyzierających spoza murów ogrodowych, oraz wspaniałych widoków, na Sierrę Nevadę, Alhambrę i, widziane z góry dachy starego miasta, z dominującą nad nimi katedrą.  Niebo jest trochę zachmurzone, a pokryte śniegiem szczyty Sierra Nevada zlewają się z obłokami. Za to niższe partie gór są intensywnie granatowe.

Dzielnica jest uboga, podobno zamieszkała głównie przez Cyganów.  Tak jak i w całej Andaluzji, jest tu bardzo czysto. Na uliczkach ani śladu śmieci. Kolosalna różnica w zestawieniu z południowymi Włochami.  Inaczej niż w Kordobie i Sewilli tu lamperie domów są koloru szaro-niebieskawego, co, jak słusznie stwierdziła Małgosia, stwarza wrażenie skromnej elegancji.  Na balkonach i zakratowanych oknach dominują doniczki  z pelargoniami o dosyć przypadkowo dobranych kolorach. Patia na ogół zamknięte murami i niewidoczne od ulicy. W sumie ma się wrażenie pełnego autentyzmu – nic z atrakcji turystycznej.  Nawet na placyku Mirador de San Nicolas, przed kościołem o tej samej nazwie – najpopularniejszym punkcie widokowym – żadnych sklepów z pamiątkami, tylko grupki hipisów rozkładających na ziemi swoje rękodzieła. Małgosia kupiła tam na prawdę elegancki wisiorek, z kryształem górskim w czarnej plecionce.  Zapewne właśnie ze względu na tę autentyczność zostaliśmy całkowicie oczarowani przez Albaicín; wracaliśmy tam jeszcze parokrotnie i z perspektywy czasu uznali za najbardziej urzekające z miejsc obejrzanych w  Andaluzji.

Opis naszych wrażeń z Albaicín nie byłby pełny, gdybym nie wspomniał o koncercie flamenco, na który wybraliśmy się do cygańskiej dzielnicy Sacromonte, rozciągającej się za Albaicín, gdzie ubogie mieszkania dotąd mieszczą się w grotach wykutych w skale.  W takiej grocie odbył się również koncert. Niewątpliwie był to „cepeliowski” pokaz dla turystów, nie mający wiele wspólnego z autentyczną sztuką, ale dawał pewien jej posmak. Pomalowana na biało cylindryczna grota udekorowana była mosiężnymi naczyniami i chochlami rozwieszonymi na suficie i ścianach. Stary cygan z charakterystyczną „dürerowską” fizjonomią i szpakowatą czupryną spadającą na ramiona, śpiewał ochrypłym głosem jakieś ballady, przy akompaniamencie gitary, a na niewielkim  parkiecie po środku występowały kolejne tancerki (i tylko jeden tancerz), wybijając takt nieprawdopodobnie szybką pracą stóp.  Jednakże właściwy taniec wykonywany był ruchami dłoni i gwałtownymi zmianami położenia rąk i całego ciała. Zgadywałem, że stanowił on ilustrację do śpiewanych ballad, ale mogłem to tylko zgadywać. Ciekawe, ze przy całym mistrzostwie technicznym, a może właśnie dzięki niemu, widać było dużą różnicę temperamentu poszczególnych wykonawczyń. Musze przyznać, że pomimo mojego całkowitego braku wrażliwości muzycznej ten spektakl zrobił na mnie wrażenie.

Urok miast andaluzyjskich w dużym stopniu polega na tym, ze ich dzielnice różnią się znacznie miedzy sobą. Jest to szczególnie widoczne w Grenadzie,  gdzie  Albaicín i  rozpościerające się u jej stop stare miasto to  dwa w niczym nie podobne do siebie światy. To ostatnie wyrosło wprawdzie na miejscu dawnego miasta arabskiego i zaadaptowało szereg mauretańskich budowli, ale charakter zabudowy jest tu całkiem inny. Tak jak w większości miast andaluzyjskich, katedra została wzniesiona na miejscu dawnego głównego meczetu, co miało symbolizować zwycięstwo chrześcijaństwa nad islamem. Inaczej jednak niż w Kordobie i Sewilli, tu po meczecie nie pozostało wiele śladów. Widziana ze wzgórza Albaicín rudo-brunatna skalista wyspa katedry góruje nad dachami otaczających ją domów. Na dole brak jest perspektywy, pozwalającej objąć wzrokiem cały budynek. Z każdej strony prezentuje się on inaczej, jako budowla należąca do innego stylu architektonicznego. Nic w tym dziwnego, gdyż  powstawała przez dwieście lat.  Mały placyk  za katedra jest całkowicie przytłoczony surowym i potężnym gotyckim obejściem chóru.  Monumentalna fasada od strony zachodniej jest renesansowa. Przypomina rozciągnięty w górę rzymski łuk triumfalny z jego trzema półokrągło sklepionymi bramami. Została zaprojektowana w połowie XVII wieku przez Alonso Cano – malarza, rzeźbiarza i architekta, który razem z Velazquezem terminował u Francisco Pacheco w Sewilli. Zachowały się nawet ich wspólne młodzieńcze obrazy. Potem ich drogi się rozeszły, bo Velasquez przeniósł się do Madrytu, jako nadworny malarz Filipa IV. Nawiasem mówiąc, zapamiętałem dobrze Alonsa Cano z jego obrazu – „Zejście Chrystusa do otchłani” – wystawionego w Los Angeles County Museum of Art., chyba najlepszego jaki namalował.  Najciekawiej prezentuje się katedra od strony południowej, gdzie ściana Kaplicy Królewskiej (Capilla Real) zamknięta jest od góry koronką attyki, ponad którą sterczą bogato rzeźbione kwiatony pinakli. Jeszcze bogatsza dekorację rzeźbiarską, w podobnym stylu gotyku   izabelińskiego, posiada przylegająca do katedry „La Lonja” – dawna giełda handlowa.

Widok katedry z drogi na Albaicin

Najciekawiej prezentuje się katedra od strony południowej, gdzie ściana Kaplicy Królewskiej (Capilla Real) zamknięta jest od góry koronką attyki, ponad którą sterczą bogato rzeźbione kwiatony pinakli. Jeszcze bogatsza dekorację rzeźbiarską, w podobnym stylu gotyku   izabelińskiego, posiada przylegająca do katedry „La Lonja” – dawna giełda handlowa.

Fasada Kaplicy Królewskiei i La Lonjy.

Wnętrze katedra jest jeszcze większą mieszaniną stylów. Pięcionawowa hala przykryta jest misternym późnogotyckim sklepieniem sieciowym, ale wspierające je filary są flankowane  korynckimi pilastrami. Całą ogromną absydę prezbiterium zajmuje wielki rzeźbiony ołtarz renesansowo-barokowy, po dwóch bokach którego klęczą postacie Izabeli i Ferdynanda. Duże okna i biało pomalowane ściany, powodują, że wnętrze jest jasne i pełne światła.

Ciekawsza niż katedra jest, przylegająca do niej, Capilla Real, mauzoleum Królów Katolickich, ukończone w roku 1521, w dosyć surowej odmianie stylu izabelińskiego,  z ozdobnymi sklepieniami, z krzywoliniowymi gurtami i złoconymi zwornikami. Ściany zdobią płaskorzeźby orłów z tarczami herbowymi na piersiach. Na środku marmurowe sarkofagi dwóch par małżeńskich: Izabeli i Ferdynanda oraz ich nieszczęsnej córki Joanny Szalonej i jej męża Filipa Pięknego. Nie wiem czy znacie historię Joanny? Po przedwczesnej śmierci brata – Don Juana – Joanna zostaje następczynią tronu hiszpańskiego. Wydana za mąż za Filipa Pięknego Habsburga – księcia Burgundii i Brabantu, zakochuje się w nim do nieprzytomności. Zdradzana przez męża, zaczyna przejawiać symptomy choroby umysłowej, które ten umyślnie rozdmuchuje. Symptomy te potęgują się po jego wczesnej śmierci. Wykorzystuje to najpierw jej ojciec – Ferdynand Aragoński, a potem syn – cesarz Karol V, ażeby odsunąć Joannę od tronu Królestwa Kastylii. Umiera w zamku Tordesillas, gdzie była więziona w bardzo złych warunkach przez 46  lat.

Wracając do Kaplicy Królewskiej – jednym z najpiękniejszych elementów jej wystroju jest wspaniała kuta krata – dzieło mistrza Bartolome de Jean – uchodząca za jedną z najpiękniejszych w Hiszpanii. Mówi to bardzo wiele, gdyż ozdobne kraty zamykające kaplice katedr hiszpańskich nie mają chyba równych sobie na świecie. W tej, po środku wykute są herby Królów Katolickich, a attyka, biegnąca wzdłuż górnej krawędzi, przedstawia sceny z Ewangelii zwieńczone ozdobnym fryzem.

Jak w wielu hiszpańskich kościołach zakrystia Kaplicy Królewskiej to prawdziwe wspaniałe muzeum, gdzie, poza pamiątkami po Izabeli i Ferdynandzie, zgromadzono część ich kolekcji malarskiej. Należeli oboje do entuzjastów malarstwa niderlandzkiego i w zakrystii znajdują się dzieła Van der Weydena i Memlinga, ale także Botticellego i Perugina.

W najbliższym otoczeniu katedry zachowało się kilka zabytków arabskich. Tuż obok znajduje się Pałac Madrasy – dawna uczelnia muzułmańska – gdzie za późniejszą barokową fasadą kryje się podobno wspaniale wnętrze z epoki Nasridów. Piszę „podobno”, gdyż pałac znajduje się w tej chwili w remoncie. Za to można obejrzeć „Corral de Carbón” – dawny karawanseraj, którego nazwa pochodzi stad, ze był wykorzystywany jako targ węglowy. Przez ozdobną bramę wchodzi się na prostokątny dziedziniec otoczony dwupiętrowymi krużgankami z szarej cegły. Bardzo się nam spodobał w swojej prostocie, nie spotykanej na ogół w zabytkach mauretańskich.

Za katedra rozciąga się prawdziwy labirynt uroczych wąskich uliczek, wśród których błądziliśmy za każdym razem, chociaż  tam właśnie mieścił się nasz hostel. Tuż obok niego znajdował się główny budynek uniwersytetu, w dawnym klasztorze  przy kościele św. Justo i Pastora, a dalej klasztor Św. Hieronima, wzniesiony jako mauzoleum nagrobne Gonzala Fernándeza de Córdoba (1453-1515) – zwanego el Gran Capitán – wybitnego dowódcę i organizatora armii, którego innowacje dały początek słynnym „tercios” (oddziałom piechoty uzbrojonych częściowo w broń białą, a częściowo w palną), zapewniającym Hiszpanii przewagę militarną w Europie w przeciągu stu pięćdziesięciu lat. Krużganki klasztoru zostały zaprojektowane przez wybitnego architekta renesansowego Diego de Siloe. Jego autorstwa jest również wystrój rzeźbiarski plafonu.

Krużganki klasztoru Św. hieronima
Płaskorzeźby na sklepieniu w kościele św. Hieronima
Ząbrowane sklepienie kościoła Św. Hieronima

Kordoba

Z Grenady do Kordoby jedzie się autobusem niecałe dwie godziny. Tym razem widoczność była wspaniała i z autostrady przy wyjeździe z miasta roztaczała się wspaniała panorama ośnieżonych szczytów Sierra Nevada. Gdzieś w połowie drogi malownicze wzgórza pokryte sadami oliwnymi przechodzą w równinę, na której obok sadów ciągną się również pola pokryte niskim, gęsto rosnącym zbożem, przypominającym młody owies lub jęczmień zdaje się, że to ryż. Od strony wjazdu z autostrady Kordoba nie robi dobrego wrażenia – „socjalistyczne” bloki mieszkalne. Za to nasz hotelik położony był idealnie: 50 metrów od brzegu Gwadalkiwiru i 200 od Meczetu. Gwadalkiwir to dla nas pierwsza rzeka w Andaluzji, która zasługuje na tę nazwę. Te widziane poprzednio były raczej strumieniami. Dokładnie na przeciwko Meczetu znajduje się most rzymski, a na wysepce obok niego arabskie koło napędowe systemu nawadniającego ogrody Alcazaru.

W Kordobie byliśmy niespełna dwa dni, wiec musieliśmy bardzo ograniczyć nasz program zwiedzania – tylko do Meczetu,  Alcazaru i graniczącej z nimi Juderíi – dawnej dzielnicy żydowskiej, najciekawszej ze starego miasta. Wieczorem po przyjeździe wybraliśmy się tam na spacer, ale patia stanowiącej główna atrakcje Juderíi były już pozamykane na noc. Za to zafrapował nas charakterystyczny zapach, którego fale dochodziły   do nas od czasu do czasu. Zapach był bardzo przyjemny, coś pomiędzy bzem a czeremchą, ale łagodniejszy od czeremchy. Z początku myślałem, że tomijają nas mocno wyperfumowane panie, ale potem zorientowaliśmy się, że to pachną kwiaty nieznanego nam drzewa, którego liście podobne są do jacarandy,  a kiście delikatnie fioletowych kwiaty przypominają bez. Widać takie drzewo na naszych zdjęciach.

„Pachnące drzewa”

Następnego dnia rozpoczęliśmy zwiedzanie od Alcazaru de los Reyes Cristianos. Nazwa podkreśla chrześcijaństwo królów chyba dlatego, że główny budynek Alcazaru został wzniesiony w pierwszej połowie XIV wieku, a wiec niedługo po zajęciu miasta przez Kastylijczyków w roku 1236. Jednakże najciekawsze wystawione tam eksponaty nie należą ani do kultury chrześcijańskiej, ani do islamskiej, tylko jeszcze do rzymskiej. Są to przede wszystkim mozaiki podłogowe z willi odkopanych na terenie obecnej Kordoby. Do Alcazaru należy duży i bardzo pięknie utrzymany ogród.

Alcazar de Los Reyes Cristianos, rzymskie mozaiki podłogowe
Ogród Alcazaru
Krenelaż na murach wokół Alcazaru

Spośród zwiedzanych przez nas trzech miast Andaluzji Kordoba ma najgłębsze korzenie historyczne. W epoce rzymskiej była stolica prowincji Boetica i stad pochodził Seneka oraz jego brat poeta – Lukan. Dotąd jeszcze  most rzymski łączy brzegi Gwadalkiwiru  

Tuż koło mostu wznosi się Meczet, na miejscu, gdzie niegdyś stała rzymska świątynia pogańska, zamieniona potem na katedrę chrześcijańską przez Wizygotów. Budowę meczetu rozpoczął w drugiej połowie VIII wieku emir Abd-ar-Rachman I – założyciel kordobańskiej gałęzi  dynastii Umajjadów – potem rozbudowywali go  kolejno Abd-ar-Rahman II (polowa IX wieku), Abd-ar-Rachman III, Al-Hakim II i Al-Mansur (X wiek).  Ten ostani – Almanzor, anachronicznie przeniesiony przez Mickiewicza do XV w. – był hadżibem  (wezyrem) kalifa kordobańskiego i faktycznym władcą Kalifatu, w okresie jego największej potęgi. W ramach dżihadu, prowadził liczne kampanie przeciwko chrześcijanom i w jednej z nich zniszczył Santiago de Compostela, a dzwony zrabowane z katedry i przeniesione przez chrześcijańskich niewolników, zainstalował  w meczecie w Kordobie.  Po odzyskaniu miasta przez Fernanda III kastylijskiego, w roku 1236, dzwony zostały uroczyście zwrócenie do Composteli, tym razem przeniesione przez jeńców muzułmańskich.

Wysoki kamienny mur otacza prostokątny plac o wymiarach 175×128 m., na którym mieści się sam meczet i przylegający doń Dziedziniec Pomarańczy (Patio de las Naranjas). Surowość muru łagodzą tylko liczne bramy z  podkowiastymi łukami z biało-czerwonych klińców, ozdobione fryzami arkadowymi  charakterystycznymi oknami typu celosia – osłoniętymi ażurowymi ekranami, powycinanymi w geometryczne wzory.  Dawny minaret służy obecnie za dzwonnicę.

Dzwonnica katedry – dawny minaret
Puerta de San Ildefonso
Puerta de San Juan
Puerta de San Miguel
Fryz kolumienkowy nad portalem
Okno typu celosia

Po wejściu z zalanego słońcem patia do meczetu, potrzeba dobrych paru minut, by w panującym tu półmroku rozeznać się w lesie kolumn, równoległymi rzędami wypełniających wnętrze. Pierwotnej  jedności przestrzeni nie zdołała zniszczyć, lecz mocno naruszyła, wbudowana środku katolicka katedra z XVI wieku oraz liczne kaplice. Był to prawdziwy akt barbarzyństwa, ze strony miejscowej kapituły, przeciwko którem protestowała bezskutecznie rada miejska.  Podobno Karol V odwiedzają meczet, niedługo po wybudowaniu katedry, miał powiedzieć: „Zniszczyliście rzecz  jedyną na świecie, zamieniając ją na coś co można oglądać wszędzie”.

Smukłe kolumny marmurowe – pochodzące często z zabytków rzymskich, połączone  pomiędzy sobą   półkolistymi i podkowiastymi łukami z biało-czerwonych klińców –  robią wrażenie gaju palmowego. Nawiasem mówiąc, teraz dopiero dowiedziałem się, ze podkowiasty łuk, tak wydawałoby się charakterystyczny dla architektury arabskiej, został zapożyczony od Wizygotów, za to palmę i granat – zadomowione teraz w Hiszpanii – sprowadzili tu dopiero Maurowie. 

Gaj palmowy

Wokół obecnej Capelli de Villaviciosa łuki stają się bardziej ozdobne – wielolistne i wachlarzowe – pokryte dekoracją stiukowa. Wspierają grube kamienne gurty, krzyżujące się na stropie w formie dwóch kwadratów – jednego wpisanego w drugim – które podtrzymują muszle kopuły.

Wejście do Capilla de Villaviciosa
Kopuła nad Capillą de Villaviciosa

Maksura, czyli przestrzeń zarezerwowane dla władcy, ma kształt prostokątny, usytuowana jest przed mihrabem i przykryta trzema kopułami. Boczne kopuły mają strukturę bardzo podobną do tej nad Kaplicą de Villaviciosa, z tym, że przecinające się gurty, tworzą w nich ośmioramienną gwiazdę, a nie kwadrat. Natomiast środkowa, ośmiosegmentowa kopuła pokryta jest wspaniałą mozaiką z motywami roślinnymi i geometrycznymi, w której, obok złota, dominuje kolor ciemnoniebieski, podczas, gdy pędy roślinne na mozaikach, zdobiących fryz kolumienkowy ponad wejściem do mihrabu, odcinają się ciemną zielenią na złotym tle, a feerię barw dopełnia czerń oraz brunatna czerwień kaligraficznych inskrypcji i arabesek wokół podkowiastych łuków wieńczących portale.

Mozaiki są dziełem mistrzów bizantyńskich, których, wraz z odpowiednim zapasem tesserae,  sprowadził Al-Hakim z Konstantynopola. Naśladował w tym Omara,dla którego – trzy wieki wcześniej – artyści bizantyńscy wznieśli Kopułę Skały na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Tyle, że tam, nie tylko mozaikowy wystrój, ale i cała architektura miała  bizantyński charakter. Na mnie osobiście, większe wrażenie robią mozaiki w Kordobie. Rozbłysk złota w przyćmionym świetle, dochodzącym z okienek kopuły, dodają i tajemniczości i majestatu.

Boczne kopuły maksury
Środkowa kopuła maksury
Element fryzu kolumienkowego nad wejściem do mihrabu
Wejście do mihrabu
Łuk nad bocznymi drzwiami do maksury

Kordoba leży na płaskiej jak stół równinie, więc brak tu widoków takich jak w Grenadzie. Podobnie jak w Albaicín, domy w Juderíi pomalowane są na biało, ale bogatsze i bardziej zadbane, a ich żółte lub brunatno-czerwone dużo więcej kwiatów. Z fotogenicznego  Zaułka Kwietnego (Callejón de las Flores) otwiera się widok na minaret Meczetu (dzwonnicę  Katedry).

Juderia w Kordobie
Calle de las flores

Jednakże dumą Kordoby są patia, uchodzące za najładniejsze w Andaluzji. Co roku w maju odbywają się tu konkursy na najpiękniejsze patio. I tu dominują pelargonie, ale niektóre patia udekorowane są bardziej ambitnie, starannie dobranymi roślinami pnącymi.

W Kordobie urodziło się trzech filozofów: Seneka, Averroes i Mojżesz Maimonides. Wszyscy oni cierpieli prześladowania z rąk tyranów. Seneka, który był nauczycielem Nerona, został zmuszony do samobójstwa przez wdzięcznego ucznia, a dwu pozostałych wygnano z rodzinnego miasta, na rozkaz fanatycznych Almohadów. Teraz wszyscy trzej mają swoje pomniki w Kordobie. Pomnik Seneki stoi przy bramie de Almodovar, na zewnątrz murów arabskich otaczających Juderíę, a Majmonides siedzi na postumencie w pobliżu synagogi przy Ulicy Żydowskiej (Calle de Judíos).

Sewilla

W starożytności Sewilla nosiła nazwę Hispalis. Jej początki sięgały okresu sprzed kolonizacji fenicko-kartagińskiej. Zajęta przez Scypiona Afrykańskiego podczas II Wojny Punickiej, stała się ważnym miastem rzymskimi. W pobliżu Hispalis Juliusz Cezar założył kolonię Italikę, z której wywodzili się potem Trajan i Hadrian, należący do najwybitniejszych cesarzy. Po okresie Wędrówek Ludów Sewilla była stolicą ważnej prowincji Królestwa Wizygotów, a po podboju arabskim rozwijała się dalej jako Iszbalija. Pod panowaniem berberyjskiej dynastii Almohadów została stolicą ich andaluzyjskiego królestwa.  

Zdobyta w 1248 roku przez Ferdynanda III stała się Sewilla ulubioną rezydencją królów kastylijskich, którzy obdarzali miasto przywilejami.  W szczególności król Piotr Okrutny (Pedro Cruel) stale przebywał w Sewilli, wraz ze swymi kochankami, i rozbudował miejscowy Alcazar. Jednakże okres swojej największej  świetności przeżywała Sewilla w XVI wieku, wraz z rozwojem hiszpańskiego imperium kolonialnego. Chociaż położona w głębi lądu, służyła jednak jako główny port w kontaktach z Ameryką, gdyż ówczesne galeony mogły tu docierać wzdłuż Gwadalkiwiru, a port rzeczny nie był narażony na ataki piratów. Poza tym wygodne połączenia lądowe zapewniały Sewilli dobre zaopatrzenie w towary wysyłane za Ocean. Wprawdzie dopiero czwarta wyprawa Kolumba wyruszyła z samej Sewilli, ale poprzednie były tam przygotowywane. W 1503 roku powołana została w Sewilli Casa de la contración de Indias, organ administracji państwowej nadzorujący handel zamorski.  Handel był prowadzony głównie przez armatorów prywatnych, ale Casa pobierała cła, wydawała pozwolenia na żeglugę, sprawdzała listy pasażerów (czym interesowała się Inkwizycja), sprawowała sądy nad żeglarzami, a także prowadziła szkolenia i wydawała licencje nawigatorów.  Rejestrowała również wszystkie rejsy, notowała odkrycia i systematycznie uaktualniała główną mapę tzw. Padrón Real.  Ze złota i srebra spływającego z Ameryki miejscowa mennica biła monety. W rezultacie Sewilla zmonopolizowała handel oceaniczny. Ze swoimi 150 tysiącami mieszkańców stała się trzecim co do wielkości miastem Europy zachodniej. Kryzys ekonomiczny jaki dotknął Hiszpanię i jej imperium w XVII wieku odbił się fatalnie na handlu zamorskim, co zapoczątkowało upadek potęgi gospodarczej Sewilli. Dodatkowo w 1649 roku miasto dotknęła klęska zarazy. Na domiar złego wzrastające zamulenie Gwadalkiwiru utrudniało korzystanie z portu, co spowodowało przesunięcie centrum handlu z Ameryką do Kadyksu. Niejako symbolicznym podsumowaniem tej tendencji było przeniesienia Casa de la contracion  z Sewilli do Kadyksu w 1717 roku. W 1755 roku miasto zostało silnie zniszczone przez trzęsienie ziemi. Nigdy nie wróciło do dawnej świetności, chociaż, jak to często bywa, bieda i izolacja przyczyniły się do zachowania jego historycznej zabudowy i charakteru.

Kryzys polityczny i ekonomiczny nie przeszkodził w rozwoju kultury hiszpańskiej, która w latach 1550 – 1650 przeżywała swój złoty wiek. Sewilla miała w tym swój istotny udział. Tu Cervantes rozpoczął pisać Don Quijote’a; w niezbyt przyjemnych okolicznościach, bo w Więzieniu Królewskim (Carcel Real) na ulicy Sierpes, gdzie został wtrącony z podejrzeniem o dokonanie malwersacji na piastowanym stanowisku komisarza podatkowego. Jednakże największy wkład w kulturę złotego wieku wniosła Sevilla w dziedzinie sztuk pięknych. Diego Velázquez oraz, urodzony w Estremadurze, Francisco de Zurbarán, uczyli się tu malarstwa i stąd zostali powołani do Madrytu, na dwór Filipa IV. Esteban Murillo i Juan Valdés Leal spędzili tu całe życie, rywalizując między sobą o opinię najwybitniejszego malarza religijnego, gdyż kościoły, zakony i bractwa religijne były głównymi mecenasami sztuki.

Obecnie Sewilla jest stolicą autonomicznego regionu Andaluzji i liczy około 700 tysięcy mieszkańców. Jest ruchliwym miastem, ale na szczęście, ruch w dużym stopniu omija stare miasto, gdzie część ulic zamknięta jest dla samochodów. Ulice są tu wąskie, a przy dosyć wysokiej zabudowie robią czasem wrażenie głębokich wykopów. Nasz hotelik znajdował się na skraju starego miasta, około 20 minut piechotą od Plaza de Triunfo przed katedrą. Droga zajmowała nam jednak znacznie więcej czasu, gdyż błądziliśmy za każdym razem. Nie wiem jaki triumf upamiętnia nazwa placu, może chodziło tu o rekonkwistę. W każdym razie plac otoczony jest reprezentacyjnymi budowlami. Góruje nad nim ogromny masyw katedry. Naprzeciwko katedry, Puerta de Leon prowadzi do Alcazares Reales . Po jej prawej stronie wznosi się barokowy Pałac Arcybiskupi, z reprezentacyjną bramą wjazdową, a po lewej budynek dawnej giełdy (Case de Lonja), który od końca XVIII wieku mieści Archiwum Indii Zachodnich (Archivo General de Indias). Budynek, w surowym stylu wczesnego baroku hiszpańskiego,  został zaprojektowany przez Juana de Herrera – architekta Escorialu.

Główne zabytki jakie zachowały się w Sewilli z czasów panowania arabskiego, to dwie wieże, obie zbudowane w XII wieku: Giralda  oraz Torre de Oro – dwunastokątna baszta, która strzegła mostu na Gwadalkiwirze, a potem służyła jako skarbiec, gdzie przechowywano złoto przywiezione z Nowego Świata. Meczet w Sewilla został zamieniony na katedrę zaraz po zdobyciu miasta przez Ferdynanda III w 1248 roku, ale ponieważ groził zawaleniem po zniszczeniach spowodowanych trzęsieniem ziemi, wiec na początku XV wieku, na jego miejscu zaczęto wznosić wielka katedrę gotycką. Minaret, pochodzący z końca XII wieku,  został wykorzystany jako dzwonnica. Kolejne trzęsienie ziemi uszkodziło jego szczyt, który w drugiej połowie XVI wieku został przebudowany i ozdobiony obrotową figurą alegoryczną symbolizującą wiarę, która nadała nazwę całej budowli. Polaków zaskakuje ogromne podobieństwo Giraldy do Pałacu Kultury. Podobieństwo to nie jest przypadkowe. Amerykańscy architekci wzorowali się na Giraldzie przy projektowaniu drapaczy chmur, a zachwycony nimi Stalin narzucił ten sam wzorzec architekturze realizmu socjalistycznego. Tak wiec Pałac Kultury jest wnukiem Giraldy i to bardziej podobnym do babki niż wiele jej amerykańskich dzieci.

Giralda
Torre de Oro

Katedra w Sewilli to  właściwie nie jeden budynek, ale cały kompleks architektoniczny, powstały na miejscu dawnego meczetu. Poza Giraldą, po   meczecie pozostało tylko otoczone murem Patio de los Naranjos, do którego wchodzi się przez Puerta de Perdón – bramę w stylu mudejar. Na Giraldę nie prowadzą schody, lecz wewnętrzna estakada, która pozwalała muezinowi wjechać konno na  górną platformę. Panorama jest rozległa, gdyż Sewilla położona jest na równinie. Jednakże ciekawsze są widoki  z niżej położonych okien, gdyż pozwalają obserwować z bliska bogaty wystrój rzeźbiarski łuków przyporowych i kwiatonów na Katedrze.  Katedra jest trzecim co do wielkości świątynią chrześcijańskim, po rzymskim Św. Piotrze i londyńskim Św. Pawle, a największym kościołem gotyckim. Jednakże do czystości stylu bardzo jej daleko. Już jej proporcje są zupełnie nietypowe, gdyż wznoszona na miejscu dawnego meczetu, ma szerokość bardzo dużą w stosunku do długości. Poszerzyły ją jeszcze dobudowane od strony południowej zakrystie i kaplice. Budowę rozpoczęto  na początku XV wieku, a zakończono sto lat później.

Widok z Patio de los Naranjos na Puerta de Perdon
Katerdra w Sewilli
Puerta de San Cristóbal
Pinakle katedry widziane z Girony

Po obejrzeniu katedr w Grenadzie i w Cordobie, Małgosia stwierdziła, że nie wytrzymują porównania z katedrą w Toledo, z jej oszałamiającym bogactwem i różnorodnością. Powiedziałem jej wtedy „zaczekaj jeszcze do Sewilli”. I rzeczywiście przyznała, że katedra w Sewilli może konkurować z Toledo i to nie tylko ogromem, ale i wystrojem.  Potężne filary 35 metrowej wysokości wspierają sklepienie pięcionawowej hali. Sklepienie nie jest jednolite.  Dosyć surowe sklepienie krzyżowo-żebrowe na skrzyżowaniu naw i transeptu przechodzi  w sklepienie gwiaździste z bardzo bogatą dekoracją rzeźbiarską. Jest to wynik przebudowy dokonanej, po zawaleniu się kopuły na początku XVI wieku, w stylu panującej wówczas, hiszpańskiej odmiana późnego gotyku  tzw. gotico florido.  Tak jak w większości gotyckich katedr hiszpańskich wewnętrzna przestrzeń rozbita jest przez Wielki Ołtarz (Capilla Mayor) i umieszczoną naprzeciwko podkowę chóru ze stallami. Ołtarz ten jest rzeczywiście wielkim, największym ołtarzem gotyckim na świecie. Liczy sobie 27 na 18 metrów i składa się z 45 paneli z rzeźbionymi scenami biblijnymi, obramowanych bogatą późnogotycką dekoracją snycerską. Całość pokryta jest złotą polichromią i wygląda jak drogocenny gobelin ze złotogłowiu, zawieszony między sklepieniem a posadzką. Zarówno ołtarz, jak i chór, a także boczne kaplice, zagrodzone są kutymi kratami, które nie mają chyba sobie równych poza Hiszpanią.

Wielki ołtarz w katedrze

Wewnątrz chóru znajdują się wspaniałe rzeźbione stalle, ustawione naprzeciwko siebie. Po obu stronach górują nad nimi XVIII-wieczne organy w ciężkiej rzeźbionej oprawie barokowej, sięgającej prawie do sklepienia. Obejście chóru  pokryte jest ozdobną barokową lamperią z brunatno-czerwonego i czarnego marmuru, charakterystycznego dla Andaluzji.  Nazwa  jednej z bocznych kaplic Nuestra Senora de la Antigua pochodzi od obrazu znajdującego się teraz w barokowym ołtarzu. Obraz jest jednak znacznie starszy, pochodzi z końca XIV wieku i jest zachowanym freskiem ze ściany dawnego schrystianizowanego meczetu. Przedstawia pełną wdzięku stojącą postać Matkę Boską z Dzieciątkiem,  u stóp której klęczy maleńka figurka fundatorki – Eleonory z Albuquerque – królowej Aragonii.   Obraz był otoczony kultem, gdyż, według legendy, Matka Boska w tej postaci miała się ukazać królowi Ferdynandowi III podczas oblężenia Sewilli. Podobno Kolumb modlił się przed tym obrazem przed swoimi wyprawami. Inny obraz Matki Boskiej, związany również z wyprawami morskimi – Virgen de los Navegantes – wisi w sali Alkazaru, noszącej nazwę Cuartos de Almirante. Izabela udzieliła w niej audiencji Kolumbowi, po jego powrocie z drugiej wyprawy do Ameryki, a Karol V przyjął tu Magellana, przed jego podróżą dookoła świata.

Obejście chóru w katedrze

Do Katedry przylegają dwie wielkie zakrystie w stylu plateresco, a w nich, poza bogatą kolekcją malarstwa (Zurbarán i Murillo) znajduje się inna hiszpańska specjalność – olbrzymia monstrancja noszona podczas procesji. Ta pochodzi z drugiej połowy XVI wieku, jest srebrna,  waży 475 kg i ma prawie 4 metry wysokości.  Za to zupełnie małe są dwa ozdobne klucze, złożone jako wota, jeden z napisem arabskim, a drugi hebrajskim. Są to klucze do dwóch dzielnic Sevilli, przekazane Ferdynandowi III przy poddaniu miasta. Warto tu dodać, że pierwsi królowie kastylijscy, którzy podbijali Andaluzje byli tolerancyjni wobec swoich arabskich i żydowskich poddanych. W szczególności Alfons X Mądry, syn Ferdynanda III popierał uczonych, niezależnie od ich wyznania. Prześladowania zaczęły się 150 lat później.

Pałac królewski w Sewilli, a właściwie zespół pałaców królewskich (Alcazares Reales) jest różnorodny pod względem architektonicznym. Najciekawszą rezydencją z tego zespołu jest Pałac Piotra Okrutnego (Palacio de Don Pedro), z drugiej połowy XIV wieku, zbudowany w stylu mudejar czyli należy do budowli wzorowanych na architekturze arabskiej i często wznoszonych dla chrześcijańskich zleceniodawców, przez muzułmańskich budowniczych. Przypomina ogromnie Pałac Nasridów w Grenadzie. Nic dziwnego, gdyż budowali go arabscy mistrzowie, użyczeni przez króla Grenady, w zamian za udzieloną mu pomoc wojskową w wewnętrznych rozgrywkach dynastycznych. O stopniu do jakiego elementy islamskie zostały tu wykorzystane, świadczy fakt, iż nad brama wejściową umieszczono fryz kaligraficzny w alfabecie kufickim, który głosi „Nie ma zwycięzcy poza Allahem”. Dodano jednak również napis w alfabecie gotyckim i herby królewskie. Patio de las Doncellas – główny dziedziniec pałacu stanowi zupełną mieszaninę stylów, bo na parterze zachowały się krużganki mauretańskie, natomiast piętro przebudowano w XVI wieku w stylu renesansowym.

Palacio de Don Pedro, Patio de las Doncellas
Palacio de Don Pedro, Patio de las Munecas
Łuk portalu w Patio de las Munecas
Detale wystroju Palacio de Don Pedro

Wielki ogród, znajdujący się w obrębie murów pałacowych, jest również mieszaniną stylów, ale, jak rozumiem,  od Maurów pochodzi system podziemnych kanałów wodnych, zapewniających całemu zespołowi swoistą klimatyzację, a Pawilon Karola V – wybudowany dopiero w latach 1540-tych – utrzymany jest w stylu mudejar.

Fragment ogrodu Alcazaru

Nie wiem dlaczego we wszystkich trzech odwiedzonych przez nas miastach andaluzyjskich stary charakter zachował się najlepiej w dawnych dzielnicach arabskich lub żydowskich. W Sewilli jest to Barrio Santa Cruz, położone tuż obok Alcazaru. Niema tu tak pięknych widoków jak w Albaicín, ani tylu patio jak w Juderíi w Kordobie, ale i tak wąskie i kręte uliczki z białymi domami, o oknach osłoniętych  kutymi kratami  są bardzo malownicze. W jednym z tych domów mieszkał Esteban Murillo i mieści się w nim teraz jego muzeum, które niestety jest akurat w remoncie. Na miejscu dawnej synagogi wybudowano kościół Santa Maria de la Luz, z wyjątkowo bogatymi XVIII-wiecznymi stiukami zdobiącymi plafon.

Barrio Santa Cruz
Sklepienie kościoła Santa Maria de la Luz

Spośród licznych pałaców Sewilli najbardziej znana jest Casa de Pilatos, pałac, który łączy w sobie elementy stylu mudejar z renesansowymi. Jego dziwna nazwa pochodzi stąd, że został przebudowany przez Makiza de Tarifa, po jego powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej i – według ludowego przekonania – wzorowany był na domu Piłata.

Casa de Pilatos
Casa de Pilatos, ogród
Pałac Arcybiskupi
Pałac San Telmo

Z Sewillą wiąże się kilka postaci literackich, które zdobyły cały świat: Don Juan, Figaro, Carmen… Za prototyp Don Juana uchodził arystokrata sewilski Miguel de Manara – hulaka i uwodziciel – który nawrócił się i rozpoczął pokutę po tym jak we śnie ujrzał własny pogrzeb. Ta atrybucja okazała się jednak błędna, gdyż Don Juan pojawił się po raz pierwszy w literaturze w sztuce Tirso de Molina, napisanej jeszcze przed urodzeniem Miguela. W ramach ekspiacji za grzechy Manara ufundował Hospital de la Caridad – przytułek dla chorych i starców, który dotąd pełni swą funkcję. Udostępniony jest jednak do zwiedzania, ze względu na cenne dzieła sztuki, które w nim się znajdują. Trafiliśmy tam, po raz pierwszy, już  po  godzinach otwarcia, gdy pensjonariusze wylegli na dziedzińce. Widok naprawdę przygnębiający, prawie jak z obrazów Goyi. Następnego dnia rano nie było już ani śladu po tym smutnym spektaklu, tylko ładnie utrzymane patia ozdobione scenami biblijnymi z biało-niebieskich azulejos, które trafiły tu z Flandrii, chociaż Andaluzja była ich europejską kolebką. W kościele przy przytułku znajduje się szereg wybitnych obrazów Murilla, ale najbardziej znane są dwa wielkie płótna Juana Valdésa de Leal, które uchodzą za klasyczny przykład barokowego kompleksu śmierci. Prawdopodobnie sen Miguela de Manara odegrał rolę przy wyborze tematu. Na jednym z nich kościotrup z kosą i trumną pod pachą gasi  świecę żywota, wśród rozrzuconych w nieładzie symboli duchownej i świeckiej władzy. Na drugim przedstawiono rozkładające się ciała dostojników kościelnych i świeckich, a nad nimi wagę porównującą ich dobre i złe uczynki. Uświadomiłem sobie jak bardzo nasza wrażliwość odbiegła od barokowej, bo sens symboliczny nie zarobił na mnie żadnego wrażenia i oceniałem te obrazy wyłącznie od strony estetycznej. Drugi podobał mi się znacznie bardziej, a to ze względu na jego kolorystykę.

Fasada kościoła przy Szpitalu de la Caridad
Dziedziniec Szpitala de la Caridad
Patio Szpitala de la Caridad
Jeden z azulejos

Z postacią  Carmen – la Cigarrery – związane są dwa budynki w Sewilli:  Maestranza, arena przed którą Carmen została zamordowana  i gdzie stoi jej pomnik oraz  Real Fabrica de Tabacos. Jest to olbrzymi gmach (250X180 metrów) wybudowany w stylu dosyć oszczędnego baroku, z wewnętrznymi dziedzińcami, który w niczym nie przypomina późniejszego budownictwa fabrycznego. Wygląda raczej na pałac, chociaż los pracujących tam kobiet nie był królewski. Dowiedziałem się przy okazji, że słowo cygaro pochodzi od hiszpańskiej nazwy cykady – la cigarra.

Real Fabrica de Tabacos

Museo de Bellas Artes w Sewilli znajduje się w budynku dawnego klasztoru Merced. Podobno posiada ono największą, po Prado, kolekcję obrazów w Hiszpanii. Największą, to nie oznacza koniecznie najlepszą. Dominują tu obrazy lokalnych mistrzów, chociaż największy z nich Velazquez reprezentowany jest tylko przez dwa wczesne i nie najlepsze płótna. Za to  muzeum posiada ogromną kolekcję Zurbarana i przede wszystkim Murilla. Są to głównie wielkie obrazy religijne, które ci obaj malarze tworzyli na zamówienie klasztorów i kościołów. Po kasacie zakonów w pierwszej połowie XIX wieku obrazy te trafiły do galerii, zresztą największe z nich wiszą i teraz w barokowym kościele, tyle, że zamienionym na muzeum. Nigdy nie byłem entuzjasta Murilla. Wydawał mi się przesłodzony, wręcz cukierkowy. Może odegrały tu rolę różne „święte obrazki” naśladujące jego Madonny. Muszę przyznać, że po obejrzeniu tej galerii zmieniłem zdanie. Stwierdziłem, ze to jednak świetny malarz, o palecie przypominającej czasem Tycjana.

Paio w Museo de Bellas Artes

Białe miasteczka Andaluzji

Droga z położonego nad morzem San Pedro de Alcántara do Rondy prowadzi wzdłuż krawędzi i na lewo rozpościerają się z niej wspaniałe widoki. Z daleka można dostrzec zamgloną Skałę Gibraltaru, a dalszej drodze towarzyszą pola i łąki w głębokiej dolinie – zielone o tej porze roku – zamkniętej z drugiej strony niebieszczejącymi wzgórzami.

Skała Gibraltaru, widziana z drogi go Rondy
Widoki z drogi do Rondy

Ronda położona jest na wysokiej skale, przeprutej w połowie kanionem rzeczki Guadolevin, głębokim na 160 m, która dzieli miasto na dwie części. Starsza, południowa część miasta sięga korzeniami końca trzeciego w. przed Chr., kiedy to Rzymianie wznieśli tu fortyfikacje podczas II Wojny Punickiej.  Ronda odgrywała potem ważną rolę w arabskiej Al.-Andaluz; po upadku Kalifatu Kordobańskiego,  przez kilkadziesiąt lat była stolicą niezależnego taifatu,  następnie została kolejno włączona do taifatu Sewilli i do królestwa Grenady, a w roku 1485 – zdobyta przez Kastylijczyków. Łańcuchy, uwolnionych wówczas niewolników chrześcijańskich, zostały umieszczone później, jako wota, na fasadzie kościoła San Juan de los Reyes w Toledo. Obie części miasta łączy kamienny Puente Nuevo, imponujące dzieło techniki osiemnastowiecznej.

Puente Nuevo w Rondzie

O panowaniu muzułmańskim w Rondzie przypomina ceramiczny portret władcy taify na fasadzie Casa del Rey Moro. Dawny meczet został zaadaptowany na kościół, Santa Maria la Mayor, który uległ silnym zniszczeniom podczas trzęsienia ziemi w końcu XVI w., ocalał z niego jednak dawny mihrab i częściowo minaret, przebudowany na dzwonnicę. Malowniczości dodają kościołowi nietypowe trzypiętrowe loggie, biegnące wzdłuż całej fasady.

Azulejos przedstawiające władcę Taify Rondy
Kościół Santa Maria la Mayor

Kręte i strome uliczki miasta obrzeżone są białymi andaluzyjskimi domkami, dochodzącymi aż do samej krawędzi przepaści.

Biała zabudowa Rondy
„Wiszące domy” Rondy
Widok z balkonu w restauracji w jednym z „wiszących domów”

Mijas jest jednym z typowych „białych miasteczek”, przycupniętych na skalistych wzgórzach Andaluzji.

Uliczki Mijas
Otoczenie Mijas

Dodaj komentarz