Rumunia 2014

Ażeby lepiej zrozumieć różnorodność kultury i architektury Rumunii, trzeba zapoznać się, przynajmniej bardzo pobieżnie, ze strukturą geograficzną i historią kraju. Aż do swoich przygotowań do wycieczki nie miałem na ten temat zielonego pojęcia. Myślę więc, że krótkie ogólne informacje będą przydatnym wprowadzeniem do opisu naszych wrażeń.

Obszar współczesnej  Rumunii jest wybitnie górzysty. Z północnego zachodu na południowy wschód ciągnie się pasmo Karpat Wschodnich, które gwałtownie skręcają na zachód, pod nazwą Karpat Południowych. W obu pasmach najwyższe szczyty przekraczają 2,5 tysiąca metrów. Zbocza są silniej zalesione niż nasze Karpaty, ale ich szata roślinna jest bardzo zbliżona; lasy bukowo-świerkowe, tyle, że ich górna granica leży wyżej niż u nas. Wewnątrz łuku Karpat rozciąga się Wyżyna Siedmiogrodzka, zamknięta od zachodu Górami Zachodnio Rumuńskimi.  W ten sposób kraj dzieli się w sposób naturalny na trzy części: Transylwanię (Siedmiogród), Wołoszczyznę – położoną pomiędzy Karpatami Południowymi, a Dunajem, oraz Mołdawię – na wschód od łańcucha Karpat Wschodnich – której naturalną wschodnią granicę tworzy Dniestr, leżący poza obszarem obecnej Rumunii.

Już w VII w. przed Chr. Grecy zaczęli kolonizowć Dobrudżę, a za panowania Oktawiana, włączona została do Imperium Rzymskiego. W mieście Tomis (obecnej Konstancy) Owidiusz spędził ostatnie dziesięć lat życia, skazany na banicję przez cesarza, z niewyjaśnionych do końca powodów. Na północ od Dunaju, na terenie obecnej Rumunii żyło plemię Daków, które zostało podbite przez Trajana, na początku II w. po Chr. Wojnie z Dakami poświęcona jest znana kolumna Trajana w Rzymie. Prowincja Dacja przetrwała wewnątrz cesarstwa tylko niespełna 200 lat, gdyż w latach dwieście siedemdziesiątych władze rzymskie uznały, że wobec najazdów barbarzyńców, koszty zapewnienia jej bezpieczeństwa są zbyt wysokie i ewakuowały legiony, wraz ze zromanizowaną ludnością, na południe od Dunaju.

W okresie Wędrówek Ludów przewalały się tędy plemiona koczownicze różnych ras. W XI wieku osiadli w Panonii Madziarowie przekroczyli Góry Zachodnio Rumuńskie, dotarli do Transylwanii i rozpoczęli jej kolonizację. Już w XII królowie węgierscy zaczęli tu ściągać kolonistów niemieckich, głównie z Nadrenii, którzy, poza zagospodarowaniem tych terenów, mieli zapewnić ich obronę przed kolejnymi najeźdźcami. W tym samym celu, na początku XIII w. sprowadzono tu Krzyżaków, jednakże król Andrzej II szybko się ich pozbył, gdyż zorientował się, że może mieć z nimi więcej kłopotu niż pożytku. Na zaproszenie Konrada Mazowieckiego przenieśli się stamtąd do Ziemi Chełmińskiej, ze znanym skutkiem. W latach 1241/42 Transylwania została straszliwie spustoszona najazdem Mongołów, który po północnej stronie Karpat zakończył się pogromem Henryka Brodatego pod Legnicą.

Po tej katastrofie wzmogła się jeszcze kolonizacja Transylwanii. Obok  Niemców – niesłusznie zwanych Sasami Siedmiogrodzkimi – inną grupę kolonistów stanowili tak zwani, Szeklerzy – szczep węgierskojęzyczny, niejasnego pochodzenia, prawdopodobnie potomkowie Hunów. Byli to w zasadzie kolonizatorzy chłopscy, lecz ze względu na swoje znaczenie dla obronności kraju, uzyskali bardzo dużą autonomię. Już w 1482 r. ukonstytuował się Sejm Saski. Koloniści stanowili zamknięte społeczności,  zachowujące swój język i  tradycje aż do XX wieku. W przeciwieństwie do nich, ludność  wołoska (protorumuńska) żyjąca w Siedmiogrodzie  nie posiadała żadnych praw.

Na terenie Wołoszczyzny i Mołdawii chaos ciemnych wieków trwał dłużej. Wołoszczyzna okresowo podlegała władzy bizantyńskiej i bułgarskiej, a Mołdawia ruskiej i węgierskiej. W obu krainach własne „hospodarstwa” ukonstytuowały się w XIV wieku i przetrwały niezależnie, aż do połowy wieku XIX, z trudem lawirując pomiędzy potężniejszymi sąsiadami Węgrami, Polakami, a przede wszystkim Turkami, pod których zwierzchnictwem lennym pozostawały aż do drugiej połowy XIX wieku.  W obu hospodarstwach ludność używała w zasadzie tego samego języka, o pochodzeniu łacińskim, z silnymi naleciałościami słowiańskimi, a dominującą religią było prawosławie. Jednakże pod względem politycznym, hospodarstwa pozostawały rozdzielone, aż do roku 1859, kiedy to Aleksander Jan Cuza został hospodarem obu państw. Po nim tron objął Karol I z bocznej linii Hohenzollernów, który w 1882 r. został pierwszym królem monarchii rumuńskiej. Po I wojnie światowej, w której Rumunia opowiedziała się po stronie Ententy, przyznano jej Siedmiogród oraz Besarabię, wcieloną poprzednio do Rosji, którą straciła po II wojnie światowej na rzecz Związku Radzieckiego.

Siedmiogród

Chociaż dzieje polityczne Siedmiogrodu różniły się znacznie od Wołoszczyzny i Mołdawii, to nad nim wisiał również cień Turcji. W połowie XV wieku Jan Huniady – zmadziaryzowany Wołoch odniósł wielkie zwycięstwo nad Turkami, a za panowania jego syna, Macieja Korwina, Węgry przeżywały okres mocarstwowości, ale w roku  1526  armia węgierska, pod dowództwem króla Ludwika Jagielończyka została rozgromiona przez Osmanów, pod Mohaczem, a sam król poległ. W 1541 r. Turcy zajęli Budę, a królestwo Węgierskie rozpadło się na trzy części, z których jedną stanowiło księstwo  Siedmiogrodu, wasalne wobec Turcji. Po dwóch i pół wiekach skomplikowanej historii, w 1690 roku Siedmiogród dostał się ostatecznie pod panowanie Habsburgów, pod którym przetrwał do końca II wojny światowej. Przy czym od 1867 roku należał do Królestwa Węgier, związanego unią personalną z Cesarstwem Austrii. Rządy Węgrów musiały być uciążliwe dla innych narodowości, bo po rozpadzie Monarchii Austrio-Węgierskiej, nie tylko ludność wołoska, ale również Sasi Siedmiogrodzcy opowiedzieli się za przyłączeniem do Rumunii.

Z tą różnorodnością polityczną i społeczną, wiązała się również różnorodność wpływów kulturowych i religii. Siedmiogród rozwijał się pod wpływem kultury zachodniej, która aż do czasów reformacji należała do orbity katolickiej. Jednakże w XVI wieku został tu z entuzjazmem przyjęty protestantyzm, przy czym Węgrzy, stanowiący miejscową szlachtę, opowiedzieli się głównie za kalwinizmem, a Sasi Siedmiogrodzcy – za luteranizmem. Szeklerzy pozostawali w większości katolikami. Co ciekawe, dotąd przetrwali tu również unitarianie (nie uznający Trójcy Św.), prześladowani w całej Europie, zarówno katolickiej, jak i protestanckiej. Unitariańscy bracia polscy, skazani na banicję w drugiej połowie XVII wieku znaleźli tu schronienie. W 1568 roku, Sejm Siedmiogrodzki uchwalił równouprawnienie tych  czterech religii, jako panujących, podczas gdy tolerowane było również prawosławie, wyznawane przez ludność wołoską, mozaizm i kościół armeński (podobnie jak we Lwowie, istniały tu kolonie kupców ormiańskich). Tak  więc panowała tu większa tolerancja religijna niż w Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Zależność od Turcji miała również pewne dobre strony, gdyż miasta siedmiogrodzkie, mające czysto niemiecki charakter, wzbogacały się bardzo na handlu z bliskim wschodem.

Stałe zagrożenie najazdami i rola wojskowa  chłopów-kolonistów, doprowadziła do powstania unikalnego w Europie zjawiska wsi obronnych, z warownymi kościołami spełniającymi funkcję twierdz, w których w razie niebezpieczeństwa chroniła się cała ludność wioski. Kościoły były wznoszone przez ludność danej wsi, do obowiązku której należało utrzymanie ich w gotowości do wytrzymania oblężenia oraz sama obrona. W zamian za to zwolnieni byli z większości podatków. Siedmiogrodzcy Sasi wywiązywali się z tych obowiązków z niemiecką sumiennością. Do tej pory przetrwało około stu takich saskich kościołów warownych. Niestety w ostatnich dziesięcioleciach duża część tych kościołów chyli się ku upadkowi, gdyż poczynając od lat 70-tych XX wieku, Caucescu handlował żywym towarem, wydając, za opłatą, pozwolenia na emigrację rodzin  saskich do Niemiec, a po upadku komunizmu nastąpił masowy exodus, tak, że bardzo niewielu Sasów pozostało na miejscu, a kościoły zostały pozbawione opieki. Tylko najciekawsze z nich dostały się na listę UNESCO światowego dziedzictwa kulturalnego i te właśnie zwiedzaliśmy podczas naszej wycieczki.

Załączam fotografie czterech spośród tych kościołów – w Biertanie, Mosnie, Viscri i Prejmerze. W tym ostatnim zachowały się najlepiej mury obronne, a na ich wewnętrznej stronie ponad dwieście małych pomieszczeń przeznaczonych na schronienia dla konkretnych rodzin, w których te  miały obowiązek przechowywać zapasy żywności na okres oblężenia. Ażeby życie toczyło się wówczas względnie normalnie, wewnątrz murów znajdowała się również izba szkolna . Sam kościół dostosowany był także do obrony, jako ostatni punkt oporu. Ciekawostką są widoczne w nawie kobierce wschodnie. Otóż w Siedmiogrodzie ustalił się zwyczaj, że po udanej wyprawie handlowej na Bliski Wschód, kupcy ofiarowywali do miejscowych kościołów przywiezione stamtąd kobierce, w charakterze wotów. Najbogatszym pod tym względem tzw. „Czarny Kościół” w Braszowie posiada ponad dwieście kobierców wschodnich; jest to podobno ich największy zbiór poza granicami Turcji.

Kościół obronny w Biertanie
Baszta przy kościele w Biertanie
Mosna, wewnętrzna strona murów obronnych wokół kościoła
Nawa kościoła w Mosnie
Kolumna w nawie
Gotyckie sakramentarium w kościele w Mosnie
Późnogotycki portal w kościele w Mosnie
Kościół obronny w Viscri
Mury obronne wokół kościoła w Viscri
Prejmer, kościół obronny, otoczony murami
Brama murów obronnych wokół kościoła w Prejmerze
Kościół w Prejmerze, z pomieszczeniami rodzinnymi na wewnętrznej stronie murów obronnych
Nawa kościoła, z widocznymi wotywnymi kobiercami wschodnimi
Prezbiterium kościoła
Sala szkolna przy kościele w Prejmerze

Warowne kościoły to nie jedyne dziedzictwem pozostawionym  we wsiach przez Sasów Siedmiogrodzkich. Wioski te charakteryzuje niezwykła i bardzo malownicza zabudowa. Zwróciłem już na to uwagę, kiedy w 1967 roku wybraliśmy się, z moimi kolegami ze studiów,  do Bułgarii i przejeżdżaliśmy samochodem przez całą Rumunię. Otóż domy w tych wsiach, niejednokrotnie pochodzące jeszcze z XVIII i XIX wieku, mają jednolity charakter. Są murowane, pomalowanymi w pastelowe kolory, z dwuspadowymi dachami z nanoskami, krytymi brunatną dachówką. Ustawione są wszystkie, jeden obok drugiego, wzdłuż głównej drogi i skierowane ku niej bocznymi fasadami. Pomiędzy sobą połączone są wysokim murem, odgradzającym podwórze, w którym znajduje się wielka brama, umożliwiająca przejazd wozu drabiniastego. W ten sposób droga, po obu stronach wsi, obramowana jest nieprzerwanym ciągiem zabudowy. Zafrapowało mnie wówczas jak czysto i starannie utrzymane były te wioski. Niestety, po emigracji Sasów wiele z tych wsi opustoszało, lub zostało zasiedlonych przez nowych mieszkańców, często Cyganów, którzy doprowadzili je do żałosnego stanu. Ponadto, nowo powstające domy są zupełnie przypadkowe i kontrastują z charakterem starej zabudowy. Tylko niektóre wsie utrzymane są w starym stylu i z nich pochodzą załączone fotografie.. Podobno w ostatnich latach, ziomkostwa Sasów Siedmiogrodzkich w Niemczech zaczęły roztaczać opiekę nad niszczejącymi wioskami. Miejmy nadzieję, ze przynajmniej część z nich uratują.

Biertan
Viscri 1
Viscri 2
Viscri 3
Viscri 4
Viscri 5
Viscri 6
Viscri 7
Viscri 8

W Klużu, stolicy Siedmiogrodu, zatrzymaliśmy się na tak krótko, że czasu starczyło jedynie na pobieżne obejrzenie kościoła farnego Św. Michała. Nieco dokładniej zwiedziliśmy Sighisoarę, Braszow i Sibiu. Prawdę mówiąc bardziej pasują do nich nazwy niemieckie: Schäβburg, Kronstadt i Hermanstadt. Istotnie, gdyby miasta te były staranniej utrzymane, można by było sądzić, że znajdujemy się gdzieś w Szwajcarii, czy we Frankonii. Wszystkie są pięknie położone. Mają ciekawe, choć dosyć zaniedbane centra historyczne, z dobrze zachowanymi odcinkami murów obronnych, wraz z bramami miejskimi i basztami, a także kościoły: gotyckie hale, z typowo niemieckim wystrojem i dobudowanymi później emporami, charakterystycznymi dla świątyń luterańskich. Domy mają bardzo wysokie i spadziste dachy, pokryte dachówką przypominającą łuski rybie, o ciemnobrunatnym zabarwieniu. Do sieni na paterze prowadzą duże ozdobne bramy. Małe okienka umieszczone na dachu przypominają pary oczu.  Potem dowiedzieliśmy się od naszego przewodnika, że podobieństwo to było zamierzone. Na tym tle wyraźnym zgrzytem są białe, pretensjonalnie ozdobne cerkwie prawosławne, które wzniesiono tu w okresie międzywojennym, jako wątpliwy dowód rumuńskości tych miast. Z drugiej strony, po opuszczeniu granic Siedmiogrodu dostrzega się wyraźnie, że kraina ta jest enklawą zaszczepioną na zupełnie różnej glebie kulturowej.

Kluż, gotycki portal fary Św. Michała
Renesansowy portal zakrystii w farze Św. Michała
Sighisoara, Wieża Zegarowa i Kościół Klasztorny
Sighisoara, zwieńczenie Wieży Zegarowej z drugiej połowy XVII w.
Sighisoara, baszta w murach obronnych, XV w.
Sighisoara, jeden z domów na starym mieście
Sighisoare, Kościół na Wzgórzu
Jeden z charakterystycznych dachów Sighisoary

Braszow położony jest w kotlinie otoczonej zalesionymi górami. Na sąsiednie wzgórze – Tampę – prowadzi kolejka i ze szczytu można obejrzeć wspaniała panoramę, pozwalająca na zorientowanie się w strukturze miasta. Stare miasto saskie – z zachowaną oryginalną siatką ulic, obrzeżonych domami, z dachami pokrytymi spatynowaną czerwoną dachówką – otoczone było murami obronnymi, pochodzącymi z XV w.,  z których do dziś przetrwały znaczne partie, kilka baszt oraz tzw. Brama Katarzyny. Tuż obok trójkątnego rynku widnieje ciemnoszara bryła Czarnego Kościoła, ogromnej gotyckiej hali z XV wieku, najdalej na południowy-wschód wysuniętej monumentalnej gotyckiej budowli sakralnej,  Popularna nazwa tego kościoła pochodzi od koloru jego ścian, których  kamień nabrał ciemnego zabarwienia po pożarze z końca siedemnastego wieku.

Panorama starego miasta w Braszowie widziana ze szczytu Tampy
Ratusz na rynku starego miasta w Braszowie
„Czarny Kościół” w Braszowie
Portal „Czarnego KOścioła”
Tympanon w portalu kruchty „Czarnego Kościoła”
Brama Katarzyna w Braszowie

W średniowieczu niemieckie Hermannstadt, czyli rumuńskie Sibiu, było jednym z siedmiu głównych miast Transylwanii, które uwieczniono w niemieckiej nazwie Siebenbürgen nadanej całej krainie. Z czasem miasto stało się głównym ośrodkiem polityczno-kulturalnym Siedmiogrodzkich Sasów. Jeszcze w dziewiętnastym wieku dominowała w nim ludność niemiecka. Obecnie wśród 150 tysięcy mieszkańców, liczba Niemców jest minimalna. Pozostały jednak po nich zabytki, a do najcenniejszej spuścizny przeszłości należy muzeum noszące imię  Samuela Brukenthala. Patron muzeum był Siedmiogrodzkim Sasem, który, po studiach w Niemczech, zrobił błyskotliwą karierę w administracji austriackiej, zakończoną stanowiskiem gubernatora Siedmiogrodu, piastowanym w latach 1774-1787. Od wczesnych lat swojej kariery był on zapalonym bibliofilem i kolekcjonerem dzieł sztuki. Zgromadził wspaniałą bibliotekę, galerię obrazów i sztychów, oraz cenny zbiór materiałów historycznych,  które ulokował w reprezentacyjnym pałacu, wzniesionym w centrum Hermannstadt. W swoim testamencie zastrzegł nienaruszalność kolekcji, oraz przekazywanie jej wyłącznie potomstwu w linii męskiej; w razie jej wygaśnięcia miała trafić w ręce, założonej i wyposażonej przez niego, fundacji  pod zarządem Gimnazjum Niemieckiego w Hermannstadt.  W roku 1817, już po śmierci Samuela, jego kolekcja została udostępniona publiczności, jako najstarsze muzeum na terenie obecnej Rumunii. Z biegiem czasu Muzeum zostało powiększone o działy historii naturalnej, farmacji i łowiectwa, a w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku, wraz ze śmiercią ostatniego upoważnionego potomka, przeszło na własność Fundacji, by po II wojnie światowej zostać upaństwowione przez władze komunistyczne.

W galerii obrazów znajdują się dzieła takich mistrzów jak Jan van Eyck, Memling, Antonello da Messina, Tycjan, Brueglowie … Niestety na jej obejrzenie mieliśmy wszystkiego pól godziny i to dzięki uprzejmości biletera, który sprzedał nam bilety, już po terminie zamknięcia kasy. W podobnie ekspresowym tempie oglądaliśmy  miasto, które, choć zaniedbane, na pewno warte jest  starannego zwiedzenia.

Sibiu, Wielki Rynek
Uliczka w Sibiu 1
Uliczka w Sibiu 2
Uliczka w Sibiu 3
Uliczka w Sibiu 4
Uliczka w Sibiu 5
Uliczka w Sibiu 6
Uliczka w Sibiu 7

Wołoszczyzna

Podczas naszej wycieczki, tylko jeden dzień spędziliśmy na Wołoszczyźnie przekroczywszy Południowe Karpaty przez tzw. Przełom Czerwonej Wieży. Czasu wystarczyło na zwiedzanie dwóch klasztorów prawosławnych. Jednym z nich był monaster w Cozji, położony wyjątkowo pięknie, tuż nad sztucznym jeziorem otoczonym zalesionymi wzgórzami. Cerkiew klasztorna została tu wzniesiona w drugiej połowie XIV w., jako fundacja hospodara Radu I, z  przeznaczenie na mauzoleum rodzinne. Jej struktura architektoniczna miała charakter nowatorski i stała się prototypem, przez wieki naśladowanym w budownictwie sakralnym Wołoszczyzny i Mołdawii. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej struktury jest zastąpienie transeptu występującego w kościołach bizantyńskich, dwiema płytkimi absydami, o osiach prostopadłych do nawy, która, dzięki temu przybiera formę trójkonchową – z  absydą w prezbiterium jako trzecią konchą..

Również nowatorski wystrój rzeźbiarski cerkwi wywarł duży wpływ na dalszy rozwój rumuńskiej rzeźby architektonicznej. Są to ażurowe rozety, oraz obramowania okien pokryte reliefową plecionką z motywami geometrycznymi, roślinnymi i zoomorficznymi. Pomimo licznych przeróbek, zachowała się część tego oryginalnego wystroju rzeźbiarskiego. Gorzej czas (a także ludzie) obszedł się z wystrojem wewnętrznym cerkwi, lecz i tu, w przednawiu, zachował się wyjątkowo piękny i subtelny fresk czternastowieczny, przedstawiający czterech eremitów.

Otoczenie Cozji
Cerkiew klasztorna w Cozji
Czterej eremici na fresku w przednawiu cerkwi klasztornej w Cozji

Mała cerkiewka, tzw. „Szpitalna”, pochodząca również w XIV wieku, uniknęła przebudowań i uchodzi za jedną z budowli rumuńskich, wzniesionych w najczystszym stylu bizantyńskim. Ciekawy, XVI – wieczny wystrój jej wnętrza jest w dosyć kiepskim stanie, nie udostępniony publiczności. Udało się nam jedynie przez zamknięte okno, sfotografować postać św. Pawła, ujętą w bardzo dobrze oddanym ruchu.

Drugim monasterem Wołoszczyzny, jaki udało się nam obejrzeć, był Horez – duży komleks klasztorny, w skład którego wchodzi aż trzy cerkwie. Była to główna fundacja Konstantyna Brancoveanu, wybitnego hospodara wołoskiego, który panował w latach 1688-1714. Usiłował  prowadzić politykę zmierzającą do osłabienia ucisku tureckiego i w tym celu szukał, między innymi, pomocy cara Piotra I. Zdetronizowany przez sułtana i wezwany do Stambułu został stracony wraz ze wszystkimi czterema swoimi synami.

Podczas długiego panowania był wybitnym mecenasem kultury. Założył w Bukareszcie akademię prawosławną imienia Św. Sawy, a wspierany przez Antima Ivireanula, patriarchę Kościoła Prawosławnego Rumunii – z pochodzenia Gruzina i znakomitego poliglotę – rozwinął lokalne drukarstwo.

Szczególnie duże zasługi położył hospodar Konstantyn w dziedzinie budownictwa. Podczas jego panowania i dzięki osobistemu zaangażowaniu władcy rozwinął się styl architektury, nazwany, od jego nazwiska, brynkowiańskim, który później uznano za narodowy styl rumuński. Styl ten zakorzeniony w tradycji bizantyńskiej przejął pewne elementy włoskiej architektury renesansowej i barokowej, ale także architektury kaukaskiej. Szeroko wykorzystuje kolumnowe krużganki, których kolumny i balustrady pokryte są bogatą dekoracją rzeźbiarską – geometryczną (plecionki kaukaskie), roślinną, zoomorficzną, heraldyczną. Nic dziwnego. że rzeźbione obramowania niektórych okien w cerkwi monasteru w Cozji, wstawione podczas remontu przeprowadzonego pod patronatem hospodara Konstantyna, nie rażą obok czternastowiecznych oryginałów.

Horez, portyk głównej cerkwi
Hores, główna cerkiew
Horez, boczne wejście do głównej cerkwi
Horez, krużganek przy górnej cerkwi
Horaz, jedna z bocznych cerkwii
Horez, boczna cerkiew

Wystrój malarski cerkwi w stylu brynkowiańskim nie wzbudza specjalnego zachwytu, ale dla mnie dużym zaskoczeniem było wielkie podobieństwo malarstwa portretowego tego okresu z polskim portretem sarmackim. Cało-postaciowe portrety fundatorów na freskach w cerkwiach, z ich podgolonymi łbami, sumiastymi wąsami i wschodnimi pasami zawiązanymi na brzuchach, można by było wziąć doskonale za konterfekty „panów braci”. Jak się dowiedziałem, podobieństwo to nie było przypadkowe i nie ograniczało się tylko z podobnych strojów. Okazuje się, że w tym okresie bojarowie wołoscy byli pod dużym wpływem polskiej kultury szlacheckiej. Odegrała tutaj rolę orientalizacja tejże kultury, dzięki czemu na Wołoszczyźnie nie była odbierana jako obca. Ponadto wielu synów rodzin bojarskich kształciło się w kolegiach jezuickich w Polsce i nabierało gustów sarmackich. Niestety nie udało  mi się sfotografować najbardziej charakterystycznych spośród tych portretów, gdyż znajdowały się wewnątrz cerkwi, gdzie fotografowanie było formalnie zakazane, a w praktyce utrudnione, również ze względu na oświetlenie. Stąd kiepska jakość załączonych zdjęć.

„Portret sarmacki” 1 (Cozia)
„Sarmacki portret” 2 (Sinaia)
„Sarmacki portret” 3 (Sinaia)
„Sarmacki portret” 4 (Horez)
„Sarmacki portret” 5 (Horez)
„Sarmacki portret” 6 (Horez)

Malowane cerkwie Bukowiny

Bukowina stanowi najdalej na północ wysuniętą część Mołdawii, która bezpośrednio graniczyła z I Rzeczpospolitą. Kontakty polsko-mołdawskie układały się nie zawsze przyjaźnie. Hospodarowie mołdawscy uznawali się za lenników Władysława Jagiełły i Kazimierza Jagielończyka, kiedy jednak w 1497r. Jan Olbracht, pod pretekstem wyprawy przeciwko Turcji, chciał zapewnić tron mołdawski swojemu bratu Zygmuntowi (przyszłemu Zygmuntowi Staremu), hospodar Stefan Wielki zadał mu dotkliwą klęskę, o której pamięć została utrwalona w powiedzeniu „za króla Olbrachta wyginęła szlachta”. Z kolei w roku 1531 hetman Jan Tarnowski odniósł zwycięstwo pod Obertynem nad wojskami hospodara Petru Raresa. W XVII wieku miały tu miejsce zmagania polsko-tureckie, z bitwą pod Cecora i dwiema bitwami pod Chocimiem.

W 1775 roku Bukowina została wcielona do Austrii, a bardziej konkretnie do zaanektowanej wcześniej Galicji. Pierwsza większa grupa specjalistów polskich od górnictwa została tu ściągnięta z Bochni jeszcze w XVIII wieku i założyła kopalnie soli kamiennej w miejscowości Cacica (zromanizowana wersja polskiej Kaczycy). Ich potomkowie mieszkają w niej do tej pory i utrzymują tradycję polską. Prowadzą „Dom Polski”, który odwiedzaliśmy po drodze. Następna większa fala polskich pracowników napłynęła tutaj, gdy w latach 60-tych XIX wieku budowano linie kolejową ze Lwowa do Czerniowiec. Mniej sympatyczne były koneksje polityczne. Jakub Szela otrzymał tu gospodarstwo rolne od władz austriackich, za swoje „zasługi” w rabacji galicyjskiej, a podczas I wojny światowej, II Brygada Legionów toczyła tu ciężkie boje z Rosjanami, z których najbardziej znanym epizodem była szarża pod Rokitną. Wreszcie we wrześniu 39 roku ewakuowały sie tędy władze polskie i liczni uciekinierzy.

Te krótkie informacje o związkach Bukowiny z Polską nie mają oczywiście nic wspólnego z bukowińskimi „malowanymi cerkwiami”, których wyjątkowość polega na tym, że jako jedyne w całym świecie prawosławnym, pokryte są one całkowicie wspaniałą dekoracją malarską, nie tylko wewnątrz, lecz również na zewnątrz. Nic więc dziwnego, że osiem, najlepiej z nich zachowanych, zostało wciągnięte na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstały one w okresie około stu lat, a najstarsza z nich, w monastyrze Voronet została wzniesiona w roku 1487 przez najwybitniejszego z hospodarów mołdawskich – Stefana Wielkiego – jako wotum za wielkie zwycięstwo nad Turkami, odniesione przez niego pod Vaslui w  1475 roku. Według inskrypcji fundacyjnej budowa cerkwi trwała zaledwie trzy miesiące i trzy dni. Zewnętrzny wystrój malarski, któremu cerkwie zawdzięczają swoją sławę, powstał w nieco późniejszym okresie, poczynając od panowania hospodara Petru Raresa – naturalnego syna Stefana – w latach trzydziestych XVI wieku, a kończąc wraz ze schyłkiem wieku.

Architektura poszczególnych cerkwi niewiele odbiega od wspólnego schematu, opartego na wzorach bizantyńskich, którego charakterystyczne cechy najlepiej widać, w najmłodszej z nich, z klasztoru w Sucevicie, ufundowanej  w roku 1581 . Zbudowana jest ona na planie prostokąta, z trójkonchową nawą (z trzema absydami, z których dwie boczne ustawione są pod kątem prostym w stosunku do głównej), poprzedzonej komorą grobową (pochowani są w niej dwaj hospodarowie z rodu Mohyłów – Jeremi i Symeon), przednawiem (babińcem), oraz przedsionkiem oświetlonym dużymi oknami. Nietypowym elementem są dwa arkadowe ganki, prowadzące z dwóch stron do przedsionka. Nawa zwieńczona jest kopułą, z charakterystycznym wielopendentywowym „sklepieniem mołdawskim”, wzorowanym na architekturze ormiańskiej. Ogromny, kryty gontem dach ukształtowany jest w niezwykły sposób, tak by w pełni odsłaniał całą wieżę umieszczoną ponad kopułą nawy, wraz z misterną konstrukcją kilkuwarstwowych pendentywów, na których wspiera się wieża.  Wielkie okapy dachu wystają znacznie poza obrys budynku, co dodaje mu malowniczości, a jednocześnie pełni praktyczną funkcję, zapewniając częściową osłonę zewnętrznej dekoracji malarskiej. Absydy i wieżę zdobią długie wnęki dekoracyjne, w które wkomponowano wystrój malarski. O wpływach gotyku świadczy przypory, oraz kamieniarka odrzwi i obramowań okiennych, często ostrołukowych.

Skład farb, którymi malowano freski nie jest do końca zbadany. Wiadomo, że były to farby pochodzenia nieorganicznego, wykorzystujące rozmaite glinki, z domieszką innych minerałów, w tym kamieni półszlachetnych. Barwy błękitne uzyskiwano dzięki domieszkom azurytu, a zielone – malachitu. Odpowiednio wyżarzane glinki zapewniały kolory ciepłe – czerwienie, żółcie i brązy . Farby kładziono na mokry tynk,  z którym  się wiązały, zapewniając nie tylko intensywność kolorów, ale także ich wielką trwałość. Poddane trudnym warunkom atmosferycznym zwycięsko przetrwały blisko pięćset lat. Wyjątkowa intensywny kolor ciemnoniebieski na ścianach najstaraszej z tych cerkwi, nazwano „błękitem z Voronet”. Muszę przyznać się jednak, że ja osobiście preferuję bardziej stonowaną paletę najmłodszej z cerkwi – Sucevity, a w niej szczególnie najniższy rząd fresków, najsilniej narażonych na zacinające z boku deszcze i prawdopodobnie z tego względu najbardziej spatynowanych. W ogóle Sucevita była dla mnie prawdziwym olśnieniem, do tego stopnia, że czyniłem nawet ostre wymówki, dobremu skądinąd przewodnikowi, że zbyt mało czasu zostawił nam na indywidualne zwiedzanie. To istotny minus zorganizowanych wycieczek, ze trudno na nich zadowolić wszystkich uczestników.

Tematyka fresków zewnętrznych na ogół nie odbiega znacznie od kanonów bizantyńskich. Na każdej z cerkwi pojawia się Sąd Ostateczny, Drzewo Jessego, a także ilustracje do Akatysty – hymnu maryjnego popularnego w Kościele Prawosławnym. Absydy obiegają horyzontalne pasy z korowodami świętych i aniołów. Występują jednak rozmaite indywidualne odstępstwa.

W Voronet całą zachodnią fasadę zajmuje ogromny fresk przedstawiający Sąd Ostateczny .  Zgodnie z ikonografią prawosławną, na środku, u stóp Chrystusa stoi tron z leżącą na nim księgą mądrości. Grupy zbawionych i potępionych zajmują miejsca po prawej i lewej stronie. Wśród tych ostatnich są innowiercy: żydzi, mahometanie, ale także katolicy, traktowani jako schizmatycy. Czeka na nich czerwona rzeka ognia, spływająca do lewego dolnego rogu.

Cerkiew w Voronet
Polichromia na stronie zewnętrznej absydy cerkwi w Voronet
Postacie świętych
Sąd Ostateczny na zachodniej fasadzie cerkwi w Voronet
Bóg Ojciec w scenie Sądu Ostatecznego
Chrystus w majestacie i otwarta Księga w scenie Sądu Ostatecznego
Grupy zbawionych w scenie Sądu Ostatecznego
Rzeka ognia w scenie Sądu Ostatecznego
Zwiastowanie i Nawiedzenie
Święty Jerzy
Sceny narracyjne

Cerkiew w Neamet, ufundowana również przez Stefana Wielkiego w ostatnich lat XV wieku, nie jest pokryta zewnętrzną polichromią, co skupia uwagę na jej strukturze architektonicznej, uchodzącej za najpiękniejszą spośród cerkwi bukowińskich. Zamiast dekoracji malarskiej, wykorzystano subtelny kontrast kolorystyczny pomiędzy szarobeżowym kamieniem ścian, a ceglanymi fryzami arkadkowymi przebiegającymi pod dachem oraz obramowaniami okien, z których niektóre ozdobiono wielobarwnymi płytkami ceramicznymi. Frapuje gotycka kamieniarka i maswerki w ostrołukowych oknach. Wystrój malarski wnętrza jest niestety bardzo zniszczony, chociaż monaster w Neamet jest ważnym centrum życia klasztornego.

Cerkiew w Neamet
Zniszczone freski wewnątrz cerkwi w Neamet
Stary mnich w przedsionku cerkwi w Neamet

Ponieważ wznoszenie cerkwi z wieżami było zastrzeżona dla hospodarów, więc cerkiew w Humorze – ufundowana przez jednego z bojarów – nie posiada wieży. Za to od zachodnią całą fasadę osłania ogromny sklepiony przedsionek (pridvor) . Cała cerkiew była polichromowana, jednakże jej wystrój uległ silnemu zniszczeniu, szczególnie od strony północnej. Freski zostały wykonane w roku 1535 i jest to szczęśliwy przypadek, w którym zachował się na nich podpis wykonawcy, Tomy z Suczawy, nadwornego malarza hospodara. Polichromia pokrywa pridvor od zewnątrz i wewnątrz, przy czym na jego wewnętrznej ścianie przedstawiony jest Sąd Ostateczny, natomiast wzdłuż południowej ściany cerkwi biegną poziome pasy z narracyjnymi scenami z Ewangelii.

Cerkiew w Humorze
Pridvor cerkwi
Wewnętrzny wystrój pridvoru
Fragment „Sądu Ostatecznego” wewnątrz pridvoru
Południowa ściana cerkwi w Humorze
Św. Jerzy na południowej ścianie pridvoru
Sceny z Ewangelii na południowej ścianie cerkwi

W Moldovicie, całą środkową część południowej ściany zajmują wici Drzewa Jessego, oplatające postacie i sceny biblijne. Natomiast w historycznej scenie oblężenia Konstantynopola przez Persów i Awarów, które miało miejsce w 626 roku, napastnicy używają armat i noszą stroje tureckie, co chyba było zamierzonym  anachronizmem i przypominało o zdobyciu miasta w 1453 roku, aby w ten sposób dyskretnie podkreślić, że dla wasalnej Mołdawii głównym wrogiem jest jej turecki suzeren.

Cerkiew w Mołdawicie
Freski na południowej absydzie
Drzewo Jessego
Barbarzyńscy turyści pozostawiali swoje ślady już w XIX w.
Konnica arabska
Gotycki tympanon

W Sucevicie, na południowej ścianie ogromny fresk przedstawia „Drabinę do Raju” z widzenia św. Jana Klimaka, po której mozolnie wspinają się w górę zakonnicy podtrzymywani przez anioły, a ściągani w dół przez diabły. Na fryzie pod Drzewem Jessego, wyobrażonym na ścianie północnej, przedstawiono mędrców starożytnych, z Platonem na czele, jako prekursorów chrześcijaństwa.

Monaster w Sucevicie
Główna absyda cerkwi w Sucevicie
Polichromia zewnętrzna na głównej absydzie
Anioły na głównej absydzie
Wizja św. Jana Klimaka na południowej ścianie cerkwi
Drzewo Jessego na północnej ścianie cerkwi
Fragment „Drzewa Jessego”
Jeden z mędrców starożytnych pod Drzewem Jessego
Szymon Słupnik na przyporze cerkwi
Polichromia na północnej absydzie
Procesja aniołów i świętych na północnejj absydzie
Grupa świętych na północnej absydzie

Na pewno jednak nie treść ikonograficzna, lecz wspaniałość osiągnięcia artystycznego stanowi o niezwykłości malowanych cerkwi, które słusznie są nazywane Kaplicami Sykstyńskimi wschodu. Miałem czas zaledwie na ich obejrzenie, ale nie starczyło go na kontemplowanie.

Maramuresz

Maramuresz jest regionem Rumunii położonym na zachód od Bukowiny, na  północnozachodnim krańcu państwa, graniczącym z Węgrami oraz Ukrainą. Jest to region wyjątkowo malowniczy i słabo dotknięty współczesną cywilizacją. W kiepskiej skąd inąd w książce-albumie poświęconej Rumunii, którą przeczytałem przed wyjazdem na wycieczkę, rozdział poświęcony Maramureszowi jest trafnie zatytułowany „Cywilizicją drewna, gdyż budownictwo drewniane kwitło tu, tak jak u nas na Podhalu, a przetrwało  go znacznie więcej niż tam. Prawdę mówiąc, powinienem był chyba napisać, że Podhale przypomina Maramuresz, gdyż jak się dowiedziałem, nasze Karpaty były kolonizowane przez Wołochów już za panowania Jagiellonów, którzy ściągali wołoskich kolonistów, by ci, obeznani z gospodarką górską, cywilizowali im te obszary. Przywieźli oni ze sobą tradycję pasterstwa, budownictwa drewnianego, a także niezależności, całkiem różnej od chłopów pańszczyźnianych. Całe słownictwo góralskie, związane z pasterstwem owiec, takie jak kierdel, bryndza, baca czy juhas jest pochodzenia wołoskiego, podobnie jak nazewnictwo miejscowości góralskich. Na Podhalu gospodarka pasterska stopniowo zamiera, a w Maramureszu widzi się jeszcze duże stada  nie tylko w górach, ale nawet parokrotnie tarasowały nam przejazdu.

Owce tarasują nam drogę

Drewniane cerkwie Maramureszu różnią się jednak znacznie od naszych z Podkarpacia. Przede wszystkim rzuca się w oczy ich  kwadratowa  wieża, wysoka i smukła, osadzona nad przednawiem. Zakończona jest ganeczkiem, przykrytym dachem w formie ostrej iglicy, której niekiedy towarzyszą, po bokach,  małe iglice, co w rezultacie przypomina gotyckim hełm. Tak wieża jak i spadzisty czterospadowy dach cerkwi pokryte są bardzo charakterystycznymi, długimi i ozdobnie podciętymi gontami, przypominającymi  łuskę rybią.  Bryły cerkwi są prostokątne, budowane budowane z długich belek wiązanych ze sobą na rogach.. Gdzieś na dwóch trzecich wysokości ścian występuje uskok zwężający,  osłonięty daszkiem z gontów, powtarzającym nachylenie dachu. Wykroje portali mają różną formę, łącznie z późnogotyckim „oślim grzbietem”, a same portale ozdobione są bardzo bogatą snycerka, której charakterystycznym motywem są sznury, a często powtarzają się stylizowane krzyże i słońca. We wnętrzu, rolę ikonostasu spełnia drewniana ściana, z wyciętymi w niej carskimi wrotami.

Cerkiew we wsi Bogdan Voda (początek XVIII w.)
Portal cerkwi w Bogdan Voda
Cerkiew w Desesti (początek XVIII w.)
Cerkiew w Budesti (XVII w.)
Fragment portalu cerkwi w Budesti
Dół ściany cerkwi w Budesti

Wewnętrzne ściany cerkwi, pokrywa wystrój malarski, nie noszący pretensji do „wyższej sztuki”, w którym tradycyjne tematy, takie jak Sąd Ostateczny uzupełniane są scenami pochodzącymi z legend lokalnych, lub wyobraźni ludowych twórców.

Desesti, Chrystus błogosławiący
Desesti, święta
Desesti, dwóch świętych
Desesti, potępieni w rzece ognia i diabły wiozące następnych wózkami i taczkami
Budesti, księżyc, gwiazdy i aniołowie
Budesti, Chrystus w majestacie, ze sceny Sądu Ostatecznego
Budesti, Sąd Ostateczny
Budesti, fragment Sądu Ostatecznego
Budesti, Święci

Jest zrozumiałe, iż gorzej niż cerkwie zachowało się tradycyjne drewniane budownictwo świeckie. W każdej wiosce widzi się jeszcze takie pojedyncze zagrody i domy, jednakże wyraźnie są one wypierane przez bezstylową tandetę. Nawet te stare, drewniane nie są już na ogół kryte tradycyjnym gontem lecz eternitem, okna w plastikowych ramach psują całkowicie ich obraz. Jedyny element, który pozostaje i najwyraźniej jest nadal jest wznoszony, to ozdobne bram prowądzace do poszczególnych gospodarstw, również w przypadku całkiem nowej zabudowy. Można i wśród nich odróżnić te stare, sprzed kilkudziesięciu lat, od nowych przeładowanych ozdobami, jednakże tradycja rękodzieła jeszcze się utrzymuje i warsztaty specjalizujące się w wykonywaniu takich bram posiadają najwyraźniej ambicje, o czym świadczą podpisy rzemieślników wyryte na bramach.

Niestety mieliśmy bardzo mało okazji do sfotografowania autentycznych starych zagród wiejskich, gdyż widzieliśmy je głównie z okien autobusu obwożącego nas od cerkwi do cerkwi, skądinąd bardzo ciekawych. Kilka zdjęć tych autentycznych gospodarstw udało się zrobić Małgosi.

Zwyczajem folklorystycznym, który dotrwał do naszych czasów jest ustawianie przed domem panny młodej, w okresie narzeczeństwa i w miesiącu poślubnym, rodzaju drzewka przybranego kolorowymi garnkami. To na fotografii  ustawione było przed naszym hotelikiem, gdyż córka właściciela właśnie wyszła za mąż.

Z tradycyjnym budownictwem budownictwem drewnianym mogliśmy się zapoznać bliżej w skansenie w Sygiecie. Jest on bardzo ciekawy, ale już pozbawiony życia. Dużo przeniesionych tu domów pochodzi jeszcze z XVII i XVIII wieku, co u nas się nie zdarza. Charakteryzują je wysokie, kryte gontem dachy i ganki pod okapem obiegające budynek dookoła. Śpichlerzyki na zboże są wyplatane wikliną, a płoty chronione od góry charakterystycznym daszkiem , co stosowane jest nadal we wsiach.

Kontynuacją tradycji drewna jest unikalny „wesoły cmentarz” w wsi Sapanta, który zyskał rozgłos międzynarodowy. Jego idea pochodzi od ludowego twórcy, Stana Patrasa, który w połowie lat trzydziestych XX wieku zaczął wykonywać dębowe krzyże nagrobne z tablicami charateryzującymi osobę pochowaną, lub okoliczności jej śmierci, w postaci obrazką i krótkiego, często humorystycznego epitafium. Od śmierci Stana, dzieło kontynuuje jego uczeń, przy czym, niestety, zwyczaj coraz bardziej się komercjalizuje. Oczywiście, nie mogliśmy ocenić dowcipu wierszyków, ale sama malowniczość nagrobków wprowadza, nietypowy dla cmentarza, wesoły nastrój.

Kończąc dokumentację zwiedzania Maramureszu, a jednocześnie całej wyprawy do Rumunii, załączam kilka zdjęć z wycieczek górskich.

Siedmiogród 1
Siedmiogród 2
Siedmiogród 3
Bukowina 1
Bukowina 2
Bukowina 3
Maramuresz 1
Maramuresz 2 (Koguci grzebień)

Dodaj komentarz