Malta 2019

Wybrałem się na Maltę głównie po to, by obejrzeć tamtejsze monumenty megalityczne, umownie nazywane „świątyniami”, chociaż ich sakralnego charakteru można się tylko domyślać.

Badania archeologiczne wskazują na to, że pierwsi osadnicy przybyli na Maltę, zapewne z Sycylii, ok. 5000 lat przed Chr., natomiast okres budowy świątyń przypada na lata   3600 – 2500. Jak dotąd odkryto około 20 takich świątyń, w różnych stadiach ruiny – sześć z nich zostało wciągnięte na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO – i na podstawie ich struktury architektonicznej oraz metody radiowęglowej  wyodrębniono trzy okresy, w których zostały wzniesione. Nazwy tych okresów pochodzą od reprezentatywnych dla nich monumentów. Są to okresy Ggigantija (3600-3300 przed Chr.), Saflieni (3300-3000) i Tarxien (3000-2500). Tak więc świątynie pochodzące z pierwszego okresu  są co najmniej o  pięćset lat starsze od Stonehenge i należą do najstarszych znanych  budowli na świecie.

Struktura wszystkich świątyń jest do siebie zbliżona. Składają się one z połączonych ze sobą owalnych pomieszczeń (absyd), których liczba waha się od dwóch do sześciu. Pomieszczenia te są otoczone z zewnątrz wspólną, na ogół, ścianą z ustawionych pionowo megalitów – wielkich płaski bloków z wapienia. Wejścia do świątyń prowadziły najprawdopodobniej przez trylityczne bramy, z których jednak żadna nie dotrwały do naszych czasów w stanie nienaruszonym. Również nie przetrwały żadne zadaszenia. Wprowadzona chronologia  opiera się na badaniach metodą węgla radioaktywnego, jak również na pewnych cechach strukturalnych budowli.

Świątynia, która nadała imię pierwszemu okresowi znajduje się na Gozo, drugiej co do wielkości wyspie Archipelagu Maltańskiego.  Zachowały się potężna ściany zewnętrzne świątyni i zarysy ścian pomiędzy absydami, natomiast umieszczone w nich trylityczne  stoły zostały zrekonstruowane z zachowanych  materiałów, na podstawie ilustracji pochodzących z początku XIX w., kiedy stan świątyni był jeszcze znacznie lepszy. Jeszcze dużo gorzej niż ze świątynią, wiek dziewiętnasty obszedł się z tak zwanym Okręgiem Xaghra, wielkim cmentarzysku megalitycznym położonym w odległości kilkuset metrów od świątyni, który w owym czasie  prezentował się całkiem okazale, a w ciągu wieku zniknął z powierzchni ziemi; podejrzewam, że wykorzystywany jako źródło kamienia budowlanego. Na szczęście, z okręgu uratowało się sporo artefaktów. Należą do nich, między innymi, dwie spore głowy wykute w kamieniu oraz charakterystyczne korpulentne figurki terakotowe, z bardzo rozbudowaną dolną częścią ciała, a zupełnie unikalnym jest zestaw sześciu schematycznych figurek z wapienia, o niejasnym przeznaczeniu, pozbawionych kończyn, z trapezoidalnym tułowiem, dobrze nadającym się do uchwycenia ręką.

Ggigantija, zewnętrzna ściana świątyni
Ggigantija, menchir z wyżłobionym otworem
Ggigantija, stoły kamienne
Okrąg Xaghra, kamienna głowa
Okrąg Xaghra, siedząca korpulentna postać
Okrąg Xaghra, dwie siedzące postacie
Okrąg Xaghra, schematyczne figurki z wapienia

Bardzo ciekawym eksponatem – pochodzącym z tego samego okresu, lecz z innej miejscowości (Ta’Hagrat) – jest kamienny model prostej świątyni. Pomimo swoich minimalnych rozmiarów (26 mm szerokości) ukazuje dokładnie trylityczne odrzwia, a co ważniejsze potwierdza przypuszczenie, że nie zachowane nigdzie dachy świątyń  były zbudowane z poziomo ułożonych płaskich megalitów.

Model świątynii z Ta’ Hagrat

Nazwa drugiego okresu archeologicznego nie pochodzi od świątyni, ale od innego obiektu, najciekawszego ze wszystkich maltańskich monumentów megalitycznych. Jest to tak zwane Hypogeum Hal Saflieni, trójpoziomowa konstrukcja podziemna, wykuta w  miękkim wapieniu, z wykorzystaniem naturalnej groty. Hypogeum zostało odkryte na początku XX w. w bardzo dobrym stanie. Jak się zdaje służyła zarówno jako cmentarzysko (odkryto w nim szczątki kilku tysięcy (!) zmarłych), jak i miejsce kultu. Składa się z wielu pomieszczeń, połączonych korytarzami i schodami, o ścianach i stropach niezmiernie starannie obrobionych w kamieniu, a w niektórych pomieszczeniach ozdobionych spiralnymi ornamentami namalowanymi minią. Główna komnata, wykuta na planie kolistym, posiada szereg odrzwi trylitycznych, prowadzących do innych pomieszczeń lub ślepych. Jedna z tych bocznych komnat, nazwana „Świętą Świętych”, dokładnie naśladuje strukturę świątyń, ze starannie wykonanymi trylitycznymi odrzwiami i niszami, oraz belkami sufitowymi. Pozwala to na lepsze zorientowanie się w oryginalnej strukturze świątyń naziemnych, zachowanych w mniejszej, lub większej ruinie. Innemu mniejszemu pomieszczeniu, nadano nazwę „Komnaty Wyroczni” ze względu na panującą w niej znakomitą akustykę.

Aby nie dopuścić do wypłowienia malowanych ornamentów, w podziemiu utrzymywany jest stały mikroklimat, a zwiedzający wpuszczani są jedynie raz na godzinę, w dziesięcioosobowych grupach. Zarezerwowałem sobie udział w takiej grupie z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Niestety, w Hypogeum nie wolno robić zdjęć, załączam jednak poniżej trzy fotografie odszukane w Internecie.

Hypogeum, Główna Komnata
Hypogeum, fasada komnaty „Świętej Świętych”
Hypogeum, wystrój malarski

W Hypogeum zachowała się znaczna liczba artefaktów, z których najciekawsza jest mała (12 cm długości) polichromowana figurka terakotowa korpulentnej niewiasty, ubranej w suknię i leżącej na boku – „Śpiącej Damy”.

Śpiąca Dama z Hal Solfieni

Do ostatniego okresu budowy należą, między innymi, dwie świątynie – Hagar Qim i Mnajdra – położone na klifie, na południowym wybrzeżu Malty, w odległości około pół kilometra  jedna od drugiej. Mury zewnętrzne oraz ściany absyd obu świątyń wzniesione są z ogromnych, starannie  obrobionych i dopasowanych do siebie bloków kamiennych.  Wejścia do niektórych z absyd prowadza przez ogromne „iluminatory” wykute w pojedynczych megalitach. Korytarze i dziedzińce wyłożone są częściowo płaskimi płytami kamiennymi.

Świątynia Hagar Qim
Wejście do świątyni
Jeden z iluminatorów w Hagar Qim
Jedna z absyd w Hagar Qim

Ze świątyni Hagar Qim pochodzi szereg typowych, stojących lub siedzących figurek kamiennych. Przy ich niezmiernie rozbudowanych dolnych częściach ciała, uderza delikatny, wręcz subtelny zarys dłoni. Natomiast nietypowa jest terakotowa „Wenus z Malty”, z dokładnie oddanymi elementami anatomicznymi. Również w Hagar Qim odnaleziono unikalny, megalityczny „ołtarz”, w formie małego czworokątnego stolika, z podstawą ozdobioną  płaskorzeźbami ze wzorem roślinnym, obrzeżonymi filarkami, których powierzchni nadano oryginalna chropowatą fakturę, żłobiąc w niej  niewielkie półkuliste zagłębienia.

Figurki kamienne z Hagar Qim
„Ołtarz” z Hagar Qim

Struktura świątyni Mnajdry jest jeszcze bardziej imponująca; składa się z trzech  budynków: dolnego, środkowego i wschodniego.  W jednej z absyd zachowały się fragmenty belek poprzecznych, wskazujące na to, że pomieszczenia świątyni były przykryte sklepieniem pozornym,  zbudowanym z nakładanych na siebie bloków kamiennych, położonych coraz dalej w kierunku środka. Potwierdza to również graffiti przedstawiające świątynie, umieszczone na jednym z megalitów.

Mnajdra, jedna z absyd
Mnajdra, absyda z pozostałościami zadaszenia
Mnajdra, graffiti na megalicie, przedstawiające świątynię
Mnajdra, jeden z trylitów
Mnajdra, jeden z „iluminatorów”
Mnajdra, megality z ozdobną fakturą

Mnajdra jest jedyną megalityczną świątynią  na Malcie, w której stwierdzono wyraźną „orientację astronomiczną”: główna oś budynku dolnego pokrywa się z kierunkiem wschodzącego słońca w dniach równonocy i jego promień pada wówczas dokładnie na niszę wykutą na końcu budynku, a podczas przesilenia wiosennego i jesiennego promień wschodzącego słońca  przenikający przez szparę utworzoną przez megality wejściowe, trafia dokładnie na środek trylitu, którego powierzchni nadano fakturę, taką jak na ołtarzu z Hagar Qim.

Mnajdra, widok ze środka budynku dolnego

Kompleks świątynny Tarxien, którego imię nosi ostatni 0kres budowy świątyń, położony jest w pobliżu Hypogeum Hal Saflieni i składa się z czterech budowli wznoszonych etapami przez ponad pół milenium, aż do  25 wieku przed Chr. Ostatnia z nich wyróżnia się wysokim  poziomem technicznym wykonania i bogatym wystrojem.  Ściany absyd zbudowane są z idealnie dopasowanych do siebie bloków kamiennych, których precyzja obróbki zdumiewa, jeśli weźmie się pod uwagę jak prymitywnymi narzędziami została dokonana. Do elementów dekoracyjnych należą reliefy z powtarzającymi się motywami ozdobnych spiral oraz fryzy z wyobrażeniami defilujących zwierząt. Z Tarxien pochodzi największa liczba zachowanych artefaktów, przechowywanych obecnie w Muzeum Archeologicznym w Valletcie. Obok niewielkich figurek kamiennych i ceramicznych zachowały się również nogi zniszczonej kamiennej postaci o niemal naturalnych wymiarach. Ciekawym eksponatem jest „ołtarz” w formie kamiennej skrzyni z nadbudową,  która, w chwili odnalezienia, pełna była kości zwierzęcych, muszli oraz drobnych reliktów ceramicznych i kamiennych.

Tarxien, absydy świątynii
Tarxien, trylit
Tarxien, schodki w świątynii
Tarxien, reliefy z ozdobnymi spiralami
Tarxien, fryzy ze zwierzętami
Tarxien, nogi figury kamiennej o naturalnych wymiarach
Ołtarz z Tarxien, z zamoskowanym otworem prowadzącym do wnętrza kamiennej skrzyni

Przeskakując kilka milleniów, jakie epokę budowy świątyń dzieli od czasów nowożytnych, warto chyba poświęcić parę zadań wydarzeniom historycznym, jakie miały miejsce w tym okresie na wyspie.

Prawdopodobnie w ósmym lub dziewiątym wieku przed Chr. Fenicjanie rozpoczęli kolonizację  Malty, która, ze względu na swoje centralne położenie, stała się ważnym węzłem fenickiej sieci handlowej, obejmującej cały basen Morza Śródziemnego. Ich  główne osiedle, Maleth  czyli „Bezpieczny Port” nadało imię całej wyspie. Na początku V w. przed Chr. Malta dostała się pod panowanie Kartaginy, kolonii fenickiej, która przerosła znaczeniem swój kraj macierzysty. Kartagińczycy stracili Maltę na rzecz Rzymu w roku 218 przed Chr., na początku II Wojny Punickiej. Fenicki Maleth przyjął nazwę Melite i stał się centrum rzymskiej administracji wyspy.

Po kataklizmach okresu Wędrówek Ludów, w latach trzydziestych VI w. po Chr. Malta została włączona do Cesarstwa Bizantyńskiego, jako część nowej prowincji Sycylii. Kres władzy bizantyńskiej położył najazd muzułmańskich Berberów z Afryki, którzy w roku 870 zdobyli i złupili wyspę , mordując lub biorąc w niewolę całą ludność. Kataklizm ten stanowił zasadniczą cezurę w historii Malty, która, jak się zdaje, przez długi czas pozostawała całkowicie wyludniona, a potem została stopniowo skolonizowana od nowa przez muzułmanów z Afryki. Na miejscu dawnej Melity wyrosło arabskie miasto Medina, które przetrwało do dnia dzisiejszego jako Mdina.

Po zajęciu Sycylii przez Normanów w drugiej połowie XI w., w roku 1091 hrabia Roger I podporządkował sobie  Maltę, jako lenno,  pozostawiając jednak autonomię lokalnym władzom muzułmańskim. Z czasem wyspa została zintegrowana z Królestwem Sycylii, lecz jej ludność pozostawała nadal, w przytłaczającej większości, muzułmańska, co najmniej do połowy XIII w., gdy cesarz Fryderyk II przesiedlił ją częściowo do Lucery w Apulii.  Okres muzułmański miał trwały wpływ na ludność wyspy, która zachowała wiele z elementów cywilizacji arabskiej. W szczególności, współczesny język maltański wywodzi się z arabskiego, z naleciałościami romańskimi. Podczas kolejnych rządów Normanów, Hohenstaufów, Andegawenów, Aragończyków i Hiszpanów ludność Malty uległa chrystianizacji, do czego przyczynił się tak prozelityzm, jak i napływ kolonistów z Sycylii i kontynentalnej Italii.

Zasadniczy wpływ na dalsze losy Malty miała decyzja cesarza Karola V, który w roku 1530 przekazał wyspę, jako lenno królestwa Hiszpanii, zakonowi rycerskiemu joanitów,  od tej pory lepiej znanemu pod nazwą zakonu kawalerów maltańskich.  Joanici byli najstarszym z trzech zakonów rycerskich związanych z krucjatami, zaangażowanym w szczególności w działalność charytatywną. Po ostatecznym wyparciu krzyżowców z Ziemi Świętej, osiedlili się  na Rodos, skąd również zostali wypędzeni przez Turków w roku 1522. Był to okres apogeum potęgi Otomanów, którzy podczas panowania  Sulejmana Wspaniałego dążyli do dominacji w całym basenie Morza Śródziemnego, a podbój Malty miał być ważnym  krokiem w realizacji tego planu.

Karol V liczył niewątpliwie na to, że joannici przyczynią się do powstrzymania nawały tureckiej. Istotnie na morzu sytuacja była bardzo krytyczna; w 1555 roku słynny turecki korsarz, a potem admirał – Dragut – wylądował na Malcie, a po wycofaniu się z wyspy zajął cytadelę na Gozo, uprowadzając 5000 brańców, natomiast w roku 1560 potężna flota hiszpańska została rozgromiona przez Turków koło wyspy Dżerby. Kawalerowie maltańscy szykowali się do oczekiwanego oblężenia rozbudowując flotę oraz forty strzegące wybrzeża  i rekrutując wojska. Inwazja turecka, nazwana później Wielkim Oblężeniem, rozpoczęła się w maju 1565 roku. Siły inwazyjne liczyły prawdopodobnie ponad 30 tysięcy wojowników, a obrońców , co najwyżej czterokrotnie mniej.  Turcy przypuścili atak na fort Elmo, broniący dostępu do Wielkiego Portu i zdobyli go po miesiącu  bohaterskiej obronie, jednak ich straty były olbrzymie , a wśród poległych znalazł się Dragut. Potem skierowali swoje ataki na sąsiednie forty, które zostały odparte, pomimo ogromnego nasilenia ognia artyleryjskiego napastników.  Na szczęście dla obrońców Malty, Turcy zrezygnowali z oblężenia słabo umocnionej Mdiny. Całą obroną Wyspy kierował nieustraszenie wielki mistrz kawalerów – Jean Parisot de Valette – który liczył na obiecaną odsiecz hiszpańską z Sycylii. Istotnie, 7 września odsiecz wylądowała na Malcie, a 13 września  zmasakrowała wycofujących się Turków.

Odparcie inwazji Malty miało wielkie znaczenie moralne dla świata chrześcijańskiego, gdyż obaliło mit niezwyciężoności floty tureckiej, co przyczyniło się w jakimś stopniu, sześć później, do zwycięstwie Świętej Ligi, w decydującej bitwie morskiej pod Lepanto. Dla samych Maltańczyków pozostaje do dziś heroiczną legendą.

Bezpośrednio po doświadczeniach Wielkiego Oblężenia,  Jean de Valette, biorąc pod uwagę duże prawdopodobieństwo kolejnych inwazji,  przystąpił do wznoszenia ufortyfikowanego miasta na tym samym półwyspie Sciberras, którego bronił fort Elmo. Ta inicjatywa kawalerów maltańskich spotkała się w Europie  z poparciem finansowym i miasto powstało w rekordowo krótkim czasie.  Nazwano je La Valletta, na cześć bohaterskiego wielkiego mistrza, który nie dożył do przeniesienia doń stolicy zakonu w roku 1571.

Valletta położona jest na wąskim skalistym półwyspie, pomiędzy dwiema wąskimi zatokami, wżynającymi się głęboko w ląd. Miasto otoczone jest gigantyczny murami obronnymi, z bastionami, a od strony lądu,  głębokimi i szerokimi fosami wykutymi w skale. Wbrew obawom, nie musiało odpierać dalszych inwazji tureckich i fortyfikacje, zachowane w stanie niemal nienaruszonym, należą dzisiaj do najbardziej imponujących w Europie. Z murów roztaczają się wspaniałe widoki na morze i obie zatoki z fortami i gęstą zabudową.

Fosa i bastiony Valletty
Widok z murów Valletty na Fort Ricasoli
Widok z murów Valletty na Fort Sant’Angelpo
Widok z murów Valletty na Fort San Michele

Miasto zostało wzniesione według projektu architekta papieskiego, Franceska Loparelliego,  na  planie prostopadłej kraty ulic, często zbiegających stromo ku morzu.  Obrzeżają je  domy oraz pałace w stylu barokowym i klasycystycznym. Na  fasadach domów wyróżniają sie charakterystyczne zamknięte balkony, które niekiedy tworzą galerie obiegające wokoło  cały budynek.  Naroża domów ozdobione są często figurami świętych. Do najbardziej reprezentacyjnych budynków należą  „oberże” poszczególnych nacji, w których zamieszkiwali kawalerowie danej narodowości; było ich w sumie osiem.

Zatłoczona główna ulica Valletty
Domy w Valletcie z charakterystycznymi zamkniętymi balkonami
Zamknięte galerie wzdłuż całej fasady domów
Figury świętych na narożnikach domów
Widok na Plac Św. Jerzego
Kościoły Valletty
Oberża Kastylijska
Fasady dwóch oberży

Pałac wielkich mistrzów w Valletcie został wzniesiony w latach siedemdziesiątych XVI w. w surowym stylu manierystycznym, a w następnych stuleciach kilkukrotnie przebudowywany. Obecnie służy jako rezydencja prezydenta Malty, lecz część historycznych pomieszczeń udostępniona jest do zwiedzania; w szczególności  należą do nich Sala Gobelinów i Sala Tronowa, w której znajdują się freski włoskiego malarza manierystycznego, Matteo Pereza, przedstawiające ważne epizody Wielkiego Oblężenia, wykonane w latach 1575-81.

Pałac Wielkich Mistrzów w Valletcie, Wieża Zegarowa
Pałac Wielkich Mistrzów w Valletcie, Dziedziniec Neptuna
Pałac Wielkich Mistrzów w Valletcie, Osiemnowieczna galeria
Pałac Wielkich Mistrzów w Valletcie, Klatka schodowa
Pałac Wielkich Mistrzów w Valletcie, Fresk Matteo Pereza w Sali Tronowej

W dawnych stajniach pałacowych wystawiona jest część zbrojowni – jednej z największych w Europie – jaka pozostała na wyspie po kawalerach maltańskich. Do najcenniejszych eksponatów należą paradne szesnastowieczne zbroje dwóch wielkich mistrzów zakonu.

Paradne zbroje wielkich mistrzów w zbrojowni pałacowej
Szesnastowieczni piechurzy w zbrojowni pałacowej

Konkatedra Św. Jana w Valetcie została wzniesiona jeszcze w XVI w., w oszczędnym stylu manierystycznym lecz jej wystrój wewnętrzny pochodzi z drugiej połowy XVII w. i olśniewa barokowym przepychem, pozbawionym wdzięku. Podobnie bombastyczny charakter mają nagrobki wielkich mistrzów, a chyba najciekawszymi elementami wystroju są płyty nagrobne kawalerów niższej rangi, intarsjowane różnokolorowym marmurem, które pokrywające prawie całą posadzkę. Powtarzające się na nich często symbole vanitas nie bardzo pasują do dumnie umieszczonych obok herbów.

Wnętrze konkatedry Św. Jana w Valletcie
Nagrobki wielkich mistrzów
Płyty nagrobne kawalerów maltańskich na posadce konkatedry

W sąsiadującym z katedrą oratorium znajdują się dwa wielkie płótna Caravaggia, pamiątka  po jego pobycie na Malcie, w latach 1607/8, gdzie szukał schronienia ścigany za popełnione w Rzymie zabójstwo. Przystąpił nawet do kawalerów maltańskich, lecz i tu wszedł w konflikt z prawem, gdyż nie tylko został usunięty z zakonu, lecz również osadzony w więzieniu, skąd udało mu się zbiec na Sycylię.

Caravaggio, Męczeństwo Św. Jana Chrzciciela
Caravaggio, Św. Hieronim

Po przeniesieniu stolicy Malty do Valletty, Mdina straciła swoje poprzednie znaczenie i zachowała starą zabudowę, aż do  trzęsienia ziemi w roku 1693, tego samego, które zniszczyło południowo wschodnią Sycylię. Po tym kataklizmie została odbudowana pod kierunkiem  francuskiego architekta Charlesa de Mondion w dość jednolitym stylu barokowym, jednakże z zachowaniem dawnej struktury miejskiej. Wydaje się jakby miasteczko zasnęło za potężnymi murami, których początki sięgają czasów arabskich i normańskich, lecz ich obecny kształt pochodzi od kawalerów. Imponująca sylwetka Mdiny ukazuje się z daleka na wzgórzu; z wieżami i kopuła katedry wyrastającymi ponad murami. Cała wzniesione jest z beżowego wapienia, o złotawym odcieniu, charakterystycznego zresztą dla zabudowy całej Malty. Wąziutkie uliczki obrzeżone są wysokimi domami, z nielicznymi, wychodzącymi na nie oknami, tak, że wydają się korytarzami  w jakimś zaczarowanym zamku. Wrażenie bajkowości podkreśla jeszcze brak ruchu kołowego i bardzo mała liczba przechodniów, drastycznie kontrastująca z zatłoczonymi ulicami Valletty.

Panorama Mdiny
Wieże i kopuła katedry w Mdinie
Barokowa brama w murach Mdiny
Mury Mdiny
Pałac Vilhena w Mdinie
Pałac Falson w Mdinie
Sygnaturka katedry w Mdinie
Zaczarowane uliczki Mdiny
Mdina, stara studnia
Dorożka, jedyny wehikuł dopuszczony do ruchu w Mdinie

Podczas naszego pobytu na Malcie, najsłabiej eksploatowaliśmy przyrodę; była to pierwsza połowa kwietnia i na kąpiel w morzu jeszcze za wcześnie. Załączam kilka fotografii malowniczych Klifów Dingli, zbudowanych z twardego wapienia i wznoszących się na wysokość 250 m ponad poziomem morza, które biegną wzdłuż południowego wybrzeża wyspy, na odcinku ok. 5 km.  Pozostałe zdjęcia pochodzą ze spaceru łodzią do tzw. Błękitnej Groty, położonej na wschód od klifów, której nazwa pochodzi od poświaty wody, o bardzo różnym odcieniu i  intensywności niebieskiego koloru.

Klify Dingli
Błękitna Grota

Rawenna 2012

Rawenna jest miastem, które swoje kilkaset lat świetności zawdzięczało niedostępnemu położeniu, a dzięki późniejszemu odizolowaniu, zachowała się znaczna część jej wspaniałych zabytków.

W roku 286, dwór cesarski, a więc faktyczne centrum władzy politycznej Cesarstwa Rzymskiego, został przeniesiony przez Dioklecjana z Rzymu do Mediolanu. Zdecydowały o tym względy militarne: chodziło o to by cesarz przebywał bliżej niespokojnej północnej granicy imperium. Podobne militarne motywy kierowały również Dioklecjanem, gdy w roku 293 wprowadził system tetrarchii, mający podzielić odpowiedzialność za obronę niezmiernie rozległych obszarów Cesarstwa pomiędzy czterech współwładców. W praktyce tetrarchia okazała się pomysłem utopijnym, gdyż nie brała pod uwagę osobistych ambicji tetrarchów. Walka o władzę rozpoczęła się pomiędzy nimi, już roku 305, gdy Dioklecjan abdykował, a idea tetrarchii została ostatecznie pogrzebana, w roku 313. W roku 324 zwycięski Konstantyn zawładnął całym Cesarstwem, a w 330  przeniósł oficjalnie główną stolicę imperium do wzniesionego przez siebie Konstantynopola, „Nowego Rzymu” położonego strategicznie nad Bosforem.

Cesarstwo Rzymskie zostało ostatecznie podzielone po śmierci Teodozjusza Wielkiego w roku 395, pomiędzy jego dwóch nieletnich synów: starszy, Arkadiusz, otrzymał Cesarstwo Wschodnie, ze stolicą w Konstantynopolu, a młodszy, Honoriusz, Cesarstwo Zachodnie, ze stolicą w Mediolanie. Opiekunem niepełnoletniego Honoriusza Teodozjusz ustanowił wybitnego wodza, Stylichona – syna Rzymianki i Wandala służącego w armii rzymskiej –  związanego z rodziną cesarską małżeństwem z Sereną, bratanicą i przybraną córką Teodozjusza. Stylichon sprawował praktycznie rządy w Cesarstwie Zachodnim, również po osiągnięciu pełnoletniości przez słabego i biernego Honoriusza. Jego pozycję umocniło jeszcze małżeństwo Honoriusza z jego starszą córką Marią, a po jej śmierci, z młodszą, Termancją. Dzięki swojej energii i talentowi wojskowemu, a także polityce „kupowania” pokoju z najezdczymi plemionami germańskimi, udawało mu się zachować kruchą niezależność Zachodniego Cesarstwa, zagrożoną nie tylko najazdami zewnętrznymi, lecz również wewnętrznymi rewoltami pretendentów do władzy cesarskiej.

W roku 402 Stylichon pokonał wprawdzie Wizygotów, którzy pod przywództwem króla Alaryka, wdarli się do Italii przez Alpy Julijskie, lecz nie zostali oni rozbici i zagrażali nadal północnej Italii. W tej sytuacji Stylichon skłonił Honoriusza do przeniesienia się, wraz dworem do Rawenny, ze względu na jej strategiczne położenie, co zainicjowało wielką karierę polityczną tego prowincjonalnego miasta, która miała trwać przez lat kilkaset.

Rawenna leżała na piaszczystych wydmach, w odległości kilku kilometrów od wybrzeża Adriatyku, otoczona bagnistym terenem, zasilanym wodami dopływów i kanałów Padu, które czyniły ją niedostępną od strony lądu, natomiast od strony morza graniczyła z portem w Classis, rozbudowanym jeszcze przez Juliusza Cezara, co zapewniało jej kontakt z całym obszarem śródziemnomorskim, a w razie oblężenia, możliwość otrzymywania zaopatrzenia i pomocy militarnej z zewnątrz.

Dominujące stanowisko Syilichona wywoływało niechęć i zawiść ze strony elit społecznych i politycznych – dodatkowo podsycana przez jego huńskie  pochodzenie, ze strony ojca – pozycja Stylichona pozostawała niewzruszona, dopóki jego polityka przynosiła zwycięstwa, jednak poczynając od roku 406 nastąpiły klęski, z których najpoważniejszą było wtargnięcie do Galii germańskich plemion, Wandalów, Alanów i Suebów, którzy w zimie przekroczyli zamarznięty Ren i siali zniszczenie w całym kraju, do czego przyłączył się jeszcze bunt uzurpatora Konstancjusza. O ten rozwój wypadków oskarżano Stylichona, któremu zarzucano zdradę, gdyż ogołocił z wojska granicę na Renie, zatrzymując je w Ilirii. Bezwolny cesarz dał posłuch tym plotkom i w roku 408, za jego aprobatą, czysto rzymskie oddziały wojska dokonały rzezi wśród wyższych urzędników dworskich, uznawanych za stronników Stylichona. Sam Stylichon schronił się w Rawennie, lecz został pojmani i stracony wraz z synem, do końca lojalnie nie występując przeciwko Honoriuszowi. Po śmierci Stylichona ścigano, mordowano i wydziedziczano wszystkich jego potencjalnych stronników, co przerodziło się w pogrom Germanów osiedlonych w Italii, głównie rodzin żołnierzy służących w armii rzymskiej. Trudno sobie wyobrazić bardziej samobójczy krok. Szacuje się, że około trzydziestu tysięcy germańskich żołnierzy opuściło szeregi rzymskie i przyłączyło się do Alaryka, żądne odwetu na Rzymianach. Armia rzymska została pozbawiona jednocześnie, i żołnierzy, i jedynego dowódcy i polityka, który potrafił walczyć i negocjować z „barbarzyńcami”.

Już w roku 408 Alaryk wkroczył bez przeszkód do Italii i rozpoczął oblężenie Rzymu, podczas, gdy Honoriusz przebywał bezpiecznie w Rawennie, nie dysponując armią, która mogłaby się zmierzyć  z Wizygotami. Oblężenie Rzymu trwało przez dwa lata, z dwiema przerwami, podczas których prowadzone negocjacje, które nie doprowadziły jednak do zakończenia działań wojennych, gdyż Honoriusz nie chciał wyrazić zgody na powołanie Alaryka na stanowisko głównodowodzącego armii rzymskiej, do której byliby wcieleni jego Wizygoci.  Odcięte od zaopatrzenia i wygłodzone Wieczne Miasto poddało się ostatecznie 24 sierpnia 410 r. i Wizygoci rabowali je przez trzy dni. Zajęcie Rzymu był olbrzymim szokiem dla całego świata śródziemnomorskiego, symbolem upadku cywilizacji grecko-rzymskiej.

Wizygoci nie zatrzymali się w Rzymie na długo, lecz wyruszyli na południe, z myślą o przeprawie na Sycylię, wywożąc ze sobą olbrzymie łupy i zakładników, a wśród nich Gallę Placidię, wówczas osiemnastoletnią córkę Teodozjusza z drugiego małżeństwa, przyrodnią siostrę Arkadiusza i Honoriusza.

Do ich przeprawy na Sycylię nie doszło, a Alaryk wkrótce zmarł i na króla Wizygotów wybrany został  jego szwagier – Ataulf, który poprowadził swoje plemię na północ i zachód do Akwitanii i Hiszpanii, w poszukiwaniu miejsc na osiedlenie. Honoriusz próbował bezskutecznie wykupić swoją przyrodnią siostrę z niewoli, która ostatecznie w roku 414 poślubiła Ataulfa, zapewne nie w pełni dobrowolne. W roku następnym urodził się im synom, któremu po dziadku, nadano imię Teodozjusza, lecz wkrótce zmarł, a niedługo później Ataulf został zamordowany. Placidia pozostawała jeszcze zakładniczką Wizygotów do roku 416, gdy wraz z innymi zakładnikami została zwolniona, w zamian za okup w postaci ogromnej dostawy zboża, którego usilnie potrzebowali cierpiący głód Wizygoci.

Galla Placidia wróciła na dwór cesarski w Rawennie i została wydana za mąż za wybitnego wodza Konstancjusza, z którym miała dwoje dzieci córkę Honorię i syna Walentyniana. Cesarz Honoriusz, nie zainteresowany sprawowaniem władzy i obdarzający Konstancjusza pełnym zaufaniem, w lutym 420 r. mianował go współ-cesarzem, lecz Konstancjusz zmarł niespodziewanie we wrześniu tegoż roku. Po jego śmierci Gallię Pacidię, podejrzewana o spisek przeciwko Honoriuszowi, musiała, wraz z dziećmi, szukać schronienia w Konstantynopolu.

W roku 423 zmarł bezdzietnie Honoriusz, a największa prawa do sukcesji po nim posiadał Walentynian syn Galli Placidii. Jednak tytuł cesarski uzurpował sobie Jan, główny sekretarz rządu  w Rawennie, znajdując dość silne poparcie, natomiast Galla Placidia działała energicznie na rzecz swojego maleńkiego synka.  Cesarz Teodozjusz II z Konstantynopola udzielił jej znacznej pomocy i wraz z dziećmi, a także z silną bizantyńską ekipą wojskową oraz urzędniczą wyruszyła  ku Rawennie. Szczęśliwie przeżyli silny sztorm na Adriatyku, a po ich dotarciu do Italii uzurpator Jan został szybko pokonany, ujęty i stracony. Syn Galli Placidii został proklamowany w Rawennie cesarzem, jako Walentynian III, a jego uroczystą inaugurację celebrowano w Rzymie w październiku 425 r. Do czasu uzyskania pełnoletniości przez cesarza, funkcję regentki miała pełnić Galla Placidia.

Na terenie samej Italii dwunastoletni okres regencji (425 – 437) był dosyć spokojny od najazdu „barbarzyńców”, natomiast tragiczne konsekwencje pociągnęła za sobą zażarta rywalizacja dwóch wybitnych wodzów rzymskich, Aecjusza i Bonifacjusza, pomimo, iż strefy ich bezpośredniego działania, Galia i Afryka Północna, położone były daleko od siebie. Odpowiedzialność za narastanie tego konfliktu przypisywana była jednej, lub drugiej stronie. Prokopiusz z Cezarei, najwybitniejszy historyk z epoki Justyniana, główną winę przypisuje Aecjuszowi, którego zdradziecka intryga miała jakoby doprowadzić Bonifacjusza do zaproszenia Wandalów z Hiszpanii, do Afryki Północnej, w roku 429, co zaowocowało podbojem przez nich tej prowincji.  Po zdemaskowaniu tej intrygi, Bonifacjusz został mianowany w Rzymie patrycjuszem i magistrem utriusque militae, to jest naczelnym wodzem. Aecjusz, pozbawiony dowództwa, odpowiedział na to wkroczeniem do Italii, na czele swych wojsk. Do bitwy pomiędzy dwoma rywalami doszło w roku 432, w pobliżu Rimini. Zwyciężył Bonifacjusz, lecz został ciężko ranny i zmarł po kilku miesiącach. Aecjusz schronił się w Panonii i przy poparciu zaprzyjaźnionych „barbarzyńcow” uzyskał to samo stanowisko, jakie dzierżył poprzednio Bonifacjusz. Przez kolejne dwadzieścia lat był postacią dominującą w Cesarstwie Zachodnim, lecz zachowywał pełną lojalność wobec cesarza. Jego pozycja przysporzyła mu licznych wrogów.

We Wschodnim Cesarstwie Rzymskim, na lata regencji Galli Placidii, przypadał okres reorganizacji studiów prawniczych oraz ogromnej pracy nad uporządkowaniem i skodyfikowaniem prawa rzymskiego, zainicjowanym przez cesarza Teodozjusza II, który w roku 429 powołał dwie komisje ekspertów, liczące w sumie 22 członków, z zadaniem zgromadzenia, uporządkowania i skodyfikowania wszystkich przepisów prawnych (konstytucji), wydanych przez cesarzy wschodnich i zachodnich poczynając od Konstantyna Wielkiego, aż do współczesnych władców, Teodozjusza II i Walentyniana III. Praca nad kodeksem trwały przez dziewięć lat i  15 lutego 438 r,. opublikowane zostało dzieło, które od imienia inicjatora, znane jest jako Kodeks Teodozjusza. Kodeks ten zawiera 16 ksiąg poświęconych różnym aspektom życia prywatnego, społecznego, gospodarczego, kulturalnego i religijnego, ze szczególnym uwzględnieniem prawa państwowego. Poczynając od 1 stycznia 439 r. – obok wcześniejszych kodeksów Gregoriańskiego i Hermogeniońskiego, z końca trzeciego wieku – miał stanowić jedyne oficjalne źródło prawa, w obu częściach Cesarstwa.  Zgromadzenie tak olbrzymiego materiału wymagało żmudnej pracy w archiwach, nie tylko wschodnich, lecz także zachodnich, co spotkało się z aktywnym poparciem Galli Placidii, która sama zainteresowana była prawodawstwem i do Kodeksu włączone zostały również prawa, przez nią wydane. W przeciwieństwie do późniejszego o około stu lat Kodeksu Justyniana, który zawierał również interpretacje obowiązujących praw, pochodzące od wybitnych jurystów, Kodeks Teodozjusza ograniczał się do sformułowania przepisów prawnych. Jednak załączone w nim „Prawo o cytowaniach”, erygowane przez Gallę Placidię, dawało istotne wskazówki, co do interpretacji: ograniczało  możliwość powoływania się na opinie pochodzące jedynie od pięciu wybitnych prawników rzymskich, a w przypadku ich sprzecznych interpretacji, decydującą miała być opinia Papiniana.

Galia Placidia odegrała ważną rolę jako fundatorka budowli sakralnych w Rawennie. Niestety większość z nich nie dotrwała do naszych dni, natomiast dzięki Agnellusowi, historykowi z dziewiątego wieku zachowały się bardzo szczegółowe opisy monumentów sakralnych Rawenny, pochodzących z późnego antyku i wczesnego średniowiecza, oraz ich wystroju i wyposażenia, co w połączeniu z wykopaliskami archeologicznymi pozwala na wyrobienie sobie pojęcia na temat zabytków, które uległy zniszczeniu. Agnellus był miejscowym duchownym, autorem „Historii biskupów Rawenny” (Liber pontificalis ecclesiae Ravennatis), obejmującej żywoty czterdziestu sześciu hierarchów, od legendarnego męczennika Św. Apollinarisa, aż do współczesnych autorowi. Agnellus starał się uwzględnić możliwie jak najwięcej informacji dotyczących pontyfikatów poszczególnych biskupów, co nie zawsze było łatwe, w szczególności w odniesieniu do pierwszych wieków chrześcijaństwa.  W związku z tym korzystał zarówno z cennych materiałów historycznych – zawartych w takich zaginionych dziełach jak „Roczniki Rawenny”, z piątego wieku, czy „Historia”, autorstwa arcybiskupa Maksymiana z wieku szóstego – jak i z lokalnych legend i przekazów ustnych, cytowanych bez próby weryfikacji, a zapewne ubarwianych również przez samego autora. Tym nie mniej Liber pontificalis jest bardzo cennym źródłem do historii Rawenna, a jej największa wartość wynika z antykwarycznego zapału autora, który kazał mu odszukiwać i kopiować wszelkie możliwe inskrypcje, na tablicach nagrobnych i fundacyjnych, posągach, mozaikach i w manuskryptach, ale także na naczyniach i bieliźnie kościelnej. Poza tym załączał szczegółowe opisy dzieł sztuki i rzemiosła artystycznego, dostępnych w jego czasach.

Pierwszą fundacją  Galia Placidia był kościół pod wezwaniem Św. Jana Ewangelisty, któremu przypisywała ocalenie w trakcie strasznej burzy morskiej na Adriatyku, podczas wyprawy z Konstantynopola do Italii. Niestety oryginalny wystrój kościoła został całkowicie zmieniony w roku 1568, a kościół zburzony podczas bombardowania alianckiego w 1944 r., a potem odbudowany. Zachowały się tylko fragmenty mozaik, przechowywane w Muzeum Archidiecezjalnym. Na szczęście jednak informacje o wystroju pochodzą nie tylko z drobiazgowego opisu Agnellusa, który przekopiował inskrypcje znajdujące się w kościele, lecz również z zachowanych rysunków, sprzed renowacji. Najbardziej charakterystycznym i nietypowym elementem wystroju była „mozaika genealogiczna” umieszczona na łuku tęczowym kościoła i w absydzie, przedstawiająca cesarskich przodków  Placydii, ze strony ojca (Teodozjusza I) i ze strony Matki (Konstantyna Wielkiego), a także jej męża Konstancjusza i innych członków rodziny.

Druga wielka bazylika ufundowana przez Galię Placidię, była dedykowana Świętemu Krzyżowi  i wzniesiona na planie wielkiego krzyża. Dzięki opisowi Agnellusa wiadomo, że ściany bazyliki były pokryte marmurowymi płytami, stiukami i mozaikami, a mozaika w absydzie  przedstawiała Chrystusa w otoczeniu aniołów, nad czterema rzekami Raju. Korytarz biegnący prostopadle do osi bazyliki, przy jej zachodniej ścianie, prowadził do dwóch bocznych kaplic: Św. Zachariasza, po stronie północnej i do kaplicy po stronie południowej, która ocalała jako jedyna z całej bazyliki i znana jest powszechnie jako Mauzoleum Galli Placidii, chociaż wiadomo, iż cesarzowa została pochowana w Rzymie.

Zachowanie tego wyjątkowego klejnotu sztuki wczesno-chrześcijańskiej  zawdzięczamy zapewne zainteresowaniom cesarza Fryderyka II sztuką starożytna. W trzynastym wieku kaplica niszczała, przysypana ziemią, a gdy cesarz dowiedział się o jej istnieniu, kazał ją odkopać i zabezpieczyć.

Kaplica wzniesiona została na planie krzyża łacińskiego, z główną osią na kierunku północ-południe, a jej .wystrój należy do szczytowych osiągnięć sztuki mozaikarskiej. Na zewnątrz robi skromne i dość surowe wrażenie; wzniesiona z nieotynkowanej rzymskiej cegły, ze ślepymi arkadami, jako jedynymi ozdobami ścian. Ramiona krzyża nakryte są dwuspadowymi dachami, a ze środka wyrasta ciężka kwadratowa wieża przykryta czterospadowym dachem, pod którym trudno się domyśleć ukrytej kopuły. Dodatkowo, ze względu na podniesienie się o półtora metra gruntu wokół kaplicy,  robi ona wrażenie dosyć przysadzistej. Nic nie wskazuje na bogactwo jej wewnętrznego wystroju.

W przytłumionym świetle, padającym przez okna przysłonięte cienkimi płytami z alabastru, w konsze kopuły, na tle ciemnogranatowego wieczornego nieba,  rozbłyskuje złoty krzyża, wokół którego krążą koliście rozmieszczone gwiazdy, a w rogach żagli figurują złociste symbole Czterech Ewangelistów. Poniżej, po obu stronach każdego z czterech okien, umieszczone są postacie apostołów, w białych togach rzymskich senatorów; ich prawe ręce podniesione w górę, gestem powitalnym i pochylenie ciała w tym samym kierunku, podkreśla wrażenie wirowania nieboskłonu, w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Również kolor niebieski, lecz mniej intensywny, dominuje na kolebkach sklepień nad ramionami krzyża. Pokrywa je mozaikowy kobierzec, w którym, na niebieskim tle, rozmieszczono regularny deseń z białych kwiatów i gwiazd, przypominających płatki śniegowe. Tak artyści wykonujący mozaikę wyobrażali sobie rajski ogród. W lunecie sklepienia nad wejściem umieszczono mozaikę przedstawiającą  młodocianego Chrystusa, jako Dobrego Pasterza, wśród owiec, z laską pasterską w formie krzyża. Układ ikonograficzny tej mozaiki wzorowany jest niewątpliwie na Orfeuszu wśród zwierząt. Mozaika w przeciwległej południowej lunecie przedstawia ubranego w białą togę świętego, z krzyżem na ramieniu, kierującego się w stronę rusztu, z rozpalonym pod nim ogniem. Zapewne jest to Św. Wawrzyniec, który zginął śmiercią męczeńska, na takim ruszcie. Kolorystyka tych mozaik figuratywnych jest delikatniejsza i robi wrażenie nieco wyblakłej, w porównaniu z profuzją kolorów, na otaczających je obramowaniach, gzymsach i podłuczach, pokrytych bujną dekoracją geometryczną i roślinną. Do tego typu dekoracji należą mozaiki we wschodniej i zachodniej  lunecie, przedstawiające jelenie u źródła, wśród wici roślinnych, nawiązujące do słów Psalmu 41: „Jako pragnie jeleń do źródeł wodnych, tak pragnie dusza moja do Ciebie, Boże”.

Mozaika w kopule Mauzoleum Galli Placidii
Dobry Pasteż nad wejściem w Mauzoleum Galli Placidii
Jelenie u żródła
CHIRO – Monogram Chrystusa
Bukiet z kwiatów i owoców
Dekoracje roślinne
Pędy winorośli

Ośmiokątne Baptysterium Ortodoksów, położone przy katedrze w Rawennie, zostało wzniesione przez biskupa Ursusa, na początku piątego wieku, lecz jego renowacja i wspaniały wystrój wewnętrzny były fundacją biskupa Neona, kierującego diecezją w  latach 450 – 473; od jego imienia pochodzi alternatywna nazwa – Baptysterium Neona.

Tak więc Baptysterium powstało około ćwierć wieku po Mauzoleum Galli Placidii, a więc niewiele później i chociaż jego wystrój mozaikowy ma wiele wspólnego z wystrojem Mauzoleum, to ogólne wrażenie, jakie sprawiają te dwa wspaniałe monumenty, jest zupełnie różne. Główną przyczyną jest całkowicie różne oświetlenie. W przypadku Mauzoleum, to przyćmiony blask przesączający się przez płytki alabastrowe w wąskich oknach, stwarzający nastrój powagi i skupienia. Natomiast baptysterium zalane jest światłem, padającym z wielkich okien w ścianach ośmiokąta, co sprawia radosne wrażenie szerokiego oddechu. Przyczyniają się do tego również znacznie żywsze kolory mozaik figuratywnych.

Drugą ważną przyczyną różnicy jest jednolitość wystroju. O ile powyżej marmurowych wykładzin ścian, całe  Mauzoleum pokryte jest jednolitą dekoracją mozaikową, to w Baptysterium wystrój mozaikowy przerwany jest poziomym pasem  figuratywnych stiuków, koloru kości słoniowej, biegnącym dokładnie na szerokości okien, który dodatkowo rozjaśnia wnętrze. Środek budowli zajmuje sadzawka chrzcielna, ocembrowana białym marmurem, w której zanurzali się katechumeni. Ściany Baptysterium są na przemian płaskie i ozdobione łukami, w dolnej partii pokryte  okładziną z różnokolorowych marmurów, w stylu opus sectile. Na płaskich ścianach umieszczono cytaty z Biblii, a także tekst dedykacyjny, w którym biskup Neon wyraża  uzasadnioną, acz niezbyt skromną dumę ze swojego dzieła. Powyżej okładzin, aż do dolnego poziomu okien, przebiega pasmo bujnych dekoracji mozaikowych, roślinnych i geometrycznych, przypominających Mauzoleum Galli Placidii.

Okładziny dolnej partii ścian Baptysterium Neona, w stylu opus sectile
Moziki na łuku w środkowej partii ścian w Baptysterium Neona
Dekoracje środkowej partii ścian w Baptysterium Neona

Mozaika w rondzie na szczycie czaszy kopuły przedstawia scenę Chrztu Chrystusa, w której obok postaci Jezusa i św. Jana, oraz gołębia, symbolizującego Ducha Świętego, figuruje również personifikacja Rzeki Jordanu, w postaci starszego mężczyzny, zanurzonego w wodzie – niewątpliwe nawiązanie do starożytnych bogów rzek. Natomiast poniżej, w czaszy kopuły, przebiega, utrzymany w żywych kolorach,  fryz z postaciami dwunastu Apostołów, na ciemnobłękitnym tle nieba, które u ich stóp przechodzi w soczystą zieleń trawy.  Biało-złociste szaty Apostołów i trzymane przez nich korony męczeńskie, a także kotara upięta ponad ich głowami oraz fantazyjne złote rośliny, rozdzielające Apostołów między sobą, wskazują na to, że patrzymy na mieszkańców Raju.

Apostołowie z fryzu w kopule Baptysterium Neona
Fragmenty dekoracji kopuły w Baptysterium Neona

Z okresu późnorzymskiego w Rawennie nie przerwały prawie żadne zabytki świecki. Do nielicznych wyjątków należą dobrze zachowane mozaiki podłogowe reprezentacyjnego domu mieszkalnego, pochodzące zapewne z czwartego lub piątego wieku. Resztki  tego domu odkryto dopiero pod koniec dwudziestego wieku, a ze względu na głównie geometryczny charakter mozaik został on nazwany Domus dei Tappeti di Pietra (Dom kamiennych dywanów). Zachowało się w nim jednak parę małych mozaik figuratywnych.

Taniec czterech sezonów, mozika z Domu kamiennych dywanów
Mozaika dekoracyjna z Domu kamiennych dywanów

W okresie samodzielnych rządów Walentyniana III, głównym zagrożeniem Cesarstwa Zachodniego byli Hunowie, a ich król Attylą, zyskał sobie przydomek „Bicza Bożego”. Dodatkowej zachęty do najazdu na terytorium zachodnio-rzymskie dostarczyła Attyli niespodziewanie Honoria, córka Galli Placidii, która w roku 449, zmuszana do małżeństwa z niechcianym senatorem rzymskim, wpadła na pomysł wysłania listu do króla Hunów, z prośba o ratunek. W dodatku do listu załączyła swój pierścionek. Attyla zrozumiał to przesłanie jako deklarację gotowości zawarcia małżeństwa – czy też udał że tak zrozumiał – i wystąpił w obronie pokrzywdzonej Honorii, domagając się połowy terytorium Cesarstwa Zachodniego, jako jej wiana. Pomimo wyjaśnień nieporozumienia i szybkiego wydania Hortensji za mąż za kogo innego, Attyla, pod tym pretekstem, wtargnął na teren Galii,  pustosząc ją straszliwie. Aecjuszowi udało się zgromadzić znaczną armię, wzmocnioną siłami sprzymierzonych Wizygotów i 20 czerwca 451 r., na Polach Katalaunijskich w Szampanii, rozgromił Hunów. Było to ostatnie wielkie zwycięstwo odniesione przez  armię zachodnio-rzymską i przyniosło Aecjuszowi przydomek „Ostatniego Rzymianina” pod jakim znany jest w historii.

Jednak Attyla odbudował swoje siły i już w następnym roku, przez Alpy Julijskie, najechał Italię północną siejąc zniszczenie i zrównując z ziemią Akwileję. Aecjusz, nie dysponując dostatecznymi siłami, prowadził przeciwko niemu bardzo skuteczną wojnę partyzancką, a  zapewne kłopoty z zaopatrzeniem zmusiły Attylę do wycofania się z Italii, przed przekroczeniem Padu. Tę szczęśliwą zmianę sytuacji przypisywano  papieżowi Leonowi I, który udał się z poselstwem od Walentyniana III do króla Hunów i miał go skłonić do odwrotu, co ponad tysiąc lat później zostało upamiętnione przez Rafaela na fresku  w Stanza della Segnatura w Watykanie. W rok później Attyla zamarł, a jego efemeryczne mocarstwo rozpadło się w gruzy.

Tymczasem wrogowie Aecjusza na dworze cesarskim czyniący wszystko by wrogo nastawić do niego Walentyniana; wykorzystali fakt, że syn Aecjusza był zaręczony z Placidią, córką cesarza, by przekonać go, że Aecjusz dąży do tronu cesarskiego dla syna. Oburzony tym Walentynian osobiście zamordował bezbronnego Aecjusza. Priskus Panites, historyk bizantyński z piątego wieku, napisał, że jeden z dworzan skomentował ten czyn, mówiąc do Walentyniana „uciąłeś swoją prawą rękę, ręką lewą”. Można powątpiewać, czy rzeczywiście ośmielił się ktoś na takie sformułowanie wobec cesarze, lecz niewątpliwie było ono słuszne. Walentynian przeżył Aecjusza o niespełna pół roku; został zabity w Rzymie w roku 455, przez żołnierzy Aecjusza, którzy pomścili w ten sposób swojego dowódcę.

Wcześniej jeszcze, w roku 450, Walentynian zdecydował się na przeniesienie swojego dworu z Rawenny do Rzymu. Przenosiny te okazały się tragiczne dla Wiecznego Miasta. Po śmierci Walentyniana, jeden z senatorów rzymskich usiłował zmusić do małżeństwa wdowę po nim, cesarzową Eudoksję. Aby tego uniknąć, cesarzowa zwróciła się o pomoc do króla Wandalów Geiseryka z Kartaginy, którego synowi, Hunerikowi, Walentynian obiecał był rękę swojej córki, Eudocji. Geiseryk skwapliwie skorzystał z okazji i pożeglował z armią do Rzymu, skąd zabrał do Afryki nie tylko cesarzową z córką, lecz również olbrzymie łupy z bezbronnego miasta, rabowanego przez Wandalów przez dwa tygodnie. Zniszczenia, jakie ucierpiał Rzym były jeszcze znacznie większe niż te, których dokonali Wizygoci, na początku piątego wieku, a nazwie „wandalów” nadały jej późniejsze pejoratywne zabarwienie.

Lata 455 – 476 stanowiły już okres ostatecznej agonii Cesarstwa Zachodniego. Wszystkie prowincje zajmowane były przez „barbarzyńców”, a w Italii, w praktyce rządzili germańscy dowódcy wojsk najemnych, którzy powoływali lub odwoływali cesarzy; w krótkim okresie, dwudziestu jeden lat, było ich siedmiu. Ostatnim z cesarzy został, koronowany w Rawennie, szesnastoletni Romulus, syn Rzymianki i Orestesa, dowódcy pochodzenia panońskiego. W wojsku wybuchł bunt  przeciwko Orestesowi, kierowany przez Odoakera, którego pochodzenie etniczne nie jest pewne. Do rozstrzygającej bitwy, zakończonej klęską i śmiercią Orestesa, doszło 28 sierpnia 476 r. Zwycięski Odoaker zdetronizował Romulusa, wspaniałomyślne zachowując mu życie, a insygnia cesarskie odesłał do Konstantynopola, uznając w ten sposób nadrzędną władzę cesarza wschodniego, a dla siebie rezerwując rolę, praktycznie niezależnego, króla Italii. Rok ten uznawany jest za ostateczny koniec Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego, chociaż współcześni nie oceniali tego w ten sposób.

Odoaker okazał się sprawnym administratorem i dowódcą wojskowym. Prowadził politykę integracji napływowej ludności germańskiej z ludnością miejscową, tak zwanymi Italo-Rzymianami. Rawennę uczynił swoją stolicą i w dużym stopniu zachował rzymski system administracyjny, a także angażował przedstawicieli rzymskiej elity do swojego rządu. Podobnie jak ogromna większość ludów germańskich, wyznawał chrześcijaństwo w wersji ariańskiej, ale nie odnosił się wrogo do Kościoła katolickiego i w okresie jego panowania nie występowały żadne poważniejsze konflikty na tle wyznaniowym.

Wszystkie te posunięcia Odoakera powodowały, że pomimo oporu Konstantynopola przeciwko formalnemu uznaniu jego pozycji króla, został praktycznie zaakceptowany, tak przez ludność miejscową, jak i przez elity rzymskie. Jego panowanie przetrwało przez czternaście lat, przynosząc Italii względny spokój; położył mu kres przywódca Ostrogotów, Teodoryk, który zasłużył sobie na przydomek Wielkiego.

Teodoryk urodził się około 453 r., jako syn Tiudimira, jednego z trzech przywódców gockich, z królewskiego rodu Amalów. W połowie piątego wieku, Ostrogoci, pod ich przywództwem, zajmowali znaczną część Rzymskiej prowincji, Panonii, walcząc i sprzymierzając się, na przemian, z Cesarstwem Rzymskim. Jeden z traktatów pokojowych zawarty w roku 461, został tradycyjnie przypieczętowany wymianą zakładników i ośmioletni Teodoryk trafił w tym charakterze do Konstantynopola. Zgodnie z przyjętą taktyką, zakładnicy cieszyli się dużą swobodą i uczestniczyli w życiu dworu cesarskiego, co miało w nich wyrobić szacunek do potęgi i cywilizacji bizantyńskiej, by w przyszłości stanowili potencjalnych sprzymierzeńców.

Podczas dziesięciu lat pobytu w Konstantynopolu, wybitnie inteligentny młody Teodoryk nauczył się greki i łaciny oraz zaznajomił z rzymską administracją, wojskowością i kulturą, W ciągu tych dziesięciu lat, Ostrogoci rozszerzyli swoje panowanie na obszary Panonii  i Noricum, stając się główna siłą militarną w regionie środkowego Dunaju. Bezpośrednio po zwolnieniu z Konstantynopola  i powrocie do swojego plemienia, Teodoryk wykazał się znakomitymi zdolnościami dowódczymi, zdobywając z rąk Sarmatów ważną twierdzę Singidunum (nowożytny Belgrad) i pomimo nacisków Konstantynopola, nie zwrócił jej Cesarstwu. Skłoniło to Osrogotów do wybrania go na króla.

Skierował się teraz na Bałkany, jak się zdaje, z jasnym planem zgromadzenia pod swoją komendą większej liczby plemion  i osiedlenia ich na stałe na terytorium Cesarstwa, przy czym, w przeciwieństwie do innych przywódców „barbarzyńskich”, dążył do osiedlenia legalnego, za zgodą i pod nominalną władzą cesarza. Panujący w tym czasie cesarz Zenon Izauryjczyk wrogo odnosił się do tych planów i przez blisko dwadzieścia lat trwały wzajemne konflikty, przerywane układami pokojowymi, podczas których Teodoryka honorowano wysokimi godnościami bizantyńskimi. W roku 487 Teodoryk zdecydował się na postawienie sprawy na ostrzu noża i skierował się pod Konstantynopol, gdzie odciął dopływ wody do miasta; nie mógł liczyć na jego zdobycie, lecz Zenon nie był również w stanie pokonać armii gockiej. W rezultacie, wynegocjowano układ, zgodnie z którym Teodoryk miał wyruszyć przeciwko Odoakerowi i, po jego usunięciu, objąć panowanie w Italii, w imieniu cesarza.

W jesieni 488 r. exodus gocki wyruszył  z Novae w Moesji; składało się nań, zapewne, około 20 000 wojowników i 80 000 osób towarzyszących. Do granic Italii północnej dotarli w lecie 489 r. Pomimo zażartej obrony Odoakera, Ostrogoci wspierani przez Wizygotów z Tuluzy, zajęli znaczną część Italii północnej, a w roku 491 Odoaker został zmuszony do schronienia się w Rawennie. Siły Teodoryka obległy tą niezdobytą twierdzę, by głodem zmusić ją do poddania. Po trzech latach oblężenia zawarto układ pokojowy, zgodnie z którym Teodoryk i Odoaker mieli dzielić  ze sobą rządy w Italii. Teodoryk nie miał jednak zamiaru dzielić się władzą i podczas uczty własnoręcznie zamordował Odoakera, po czym nastąpiła masakra jego stronników.

Teodoryk został jedynym władcą Italii, o czym zgodnie z umową, powiadomił cesarza. Na swoją stolicę wybrał Rawennę. Państwo Teodoryka praktycznie było całkowicie niezależne, lecz formalnie stanowiło część Cesarstwa Rzymskiego, co Teodoryk skwapliwie podkreślał. Dominowało zdecydowanie w Europie zachodniej, a  w okresie największego rozprzestrzenienia, poza Italią, obejmowało  znaczne obszary południowej Galii, Istrii, Dalmacji, Panonii i Noricum, a nawet Katalonii.

Jednym z pierwszych posunięć Teodoryka był przydział ziemi Ostrogotom. Majątki zarekwirowane stronnikom Odoakera zostały przejęte głównie przez rodzinę królewską, Amalów, natomiast pomiędzy szeregowych wojowników gockich rozdzielono działki ziemi uzyskanej z zarekwirowania jednej trzeciej majątków ludności lokalnej. W porównaniu do rekwizycji przeprowadzanych przez innych „barbarzyńców”, nie było to bardzo dotkliwe, a wobec stosunkowo małej liczby Gotów, ograniczyło się głównie do Italii północnej.

Teodoryk prowadził politykę wyraźnego odseparowania Ostrogotów i Italo-Rzymian. W każdej z tych grup etnicznych stosowane było jej własne prawo, a funkcje społeczne ich obu zostały ściśle rozgraniczone: Goci nie płacili podatków, lecz na nich spoczywały obowiązki militarne, natomiast tzw. Italo-Rzymianie płacili podatki, a poza wyjątkami, nie wolno im było posiadać broni.

Rzymski system władz administracyjnych został w dużym stopniu zachowany, chociaż uprawnienia licznych urzędów znacznie ograniczono, na rzecz nowo wprowadzonych stanowisk, obsadzanych przez Gotów. Dotyczyło to w szczególności wyższego poziomu administracji. Senat w Rzymie został zachowany, lecz pozostawiono mu głównie funkcje reprezentacyjne. Na szczycie hierarchii stał król, przy którym funkcjonowała rada królewska, powoływana przez monarchę, spośród arystokracji gockiej i rzymskiej, która spełniała rolę sądu apelacyjnego i rady wojennej, a jej członkowie wykorzystywani byli do różnych funkcji rządowych i dyplomatycznych. Większość dawnych stanowisk dworskich została utrzymana i była obsadzana przez Gotów, chociaż niektóre z nich, wymagające doświadczenia kancelaryjnego, na przykład stanowisko kanclerza  (questor palatii) z  reguły piastowali Italo-Rzymianie. Ogólnie rzecz biorąc, Teodoryk starał się maksymalnie wykorzystać możliwości swoich poddanych i dbał o przestrzeganie praworządności.

Obie grupy ludności dzieliło nie tylko pochodzenie etniczne i język, lecz również wyznawana religia. Italo-Rzymianie byli z reguły katolikami, natomiast Ostrogoci, podobnie jak inne plemiona germańskie, wyznawali chrześcijaństwo w wersji ariańskiej, z własnym językiem liturgicznym. Król popierał Kościół ariański, lecz zachowywał pełną tolerancję wobec katolików i podczas jego panowania nie występowały żadne poważniejsze konflikty pomiędzy obu grupami wiernych.

Teodoryk był osobiście pod wielkim wpływem kultury i nauki bizantyńskiej, czego widomym znakiem było wychowanie jego córki, Amalasunty zgodnie z najwyższymi standardami klasycznymi. Oceniając bardzo wysoko kulturę grecko-rzymską otaczał się wybitnymi intelektualistami italo-rzymskimi, którzy pełnili wysokie funkcje dworskie i rządowe. Dwoma najwybitniejszymi spośród nich byli Boecjusz i Kasjodor.

Boecjusz był wybitnym filozofem neoplatońskim i uczonym, tłumaczem dzieł filozofów i uczonych greckich na łacinę, słynnym znawcą teorii muzyki antycznej.  Teodoryk odnosił się do niego z ogromnym szacunkiem i powołał go na swojego ministra dworu (magister officiorum). Niestety kontakty tych obu wybitnych postaci zakończyły się tragicznie. We wczesnych latach 520-tych, w okresie napiętych stosunków Teodoryka z cesarstwem, na tle antyariańskich posunięć władz bizantyńskich, grupa senatorów rzymskich została oskarżona o spiskowanie z Konstantynopolem przeciwko królowi ostrogockiemu. Boecjusz wystąpił w ich obronie, za co sam został oskarżony i uwięziony, a potem stracony, wraz ze swoim teściem,  senatorem Symmachem, bez formalnego przewodu sądowego, co było jaskrawym odstępstwem Teodoryka od praktykowanych przez niego zasad praworządności i rzuciło cień na całe jego panowanie. Siedząc w więzieniu, Boecjusz napisał swoje najbardziej znane i poruszające dzieło, rozważania moralno-filozoficzne „O pocieszeniu jakie daje filozofia” (Consolatio philosophiae).

Zupełnie inaczej zakończyła się bliska współpraca Kasjodora z Teodorykiem i jego następcami, trwająca kilkadziesiąt lat. Był on gorącym zwolennikiem bliskiej współprac Italo-Rzymian z Ostrogotami i przeszedł wszystkie szczeble kariery dworskiej, pozostając wiernym królom ostrogockim, aż do zajęcia Rawenny przez wojska bizantyńskie pod wodzą Belizariusza w roku 540. W szczególności pełnił funkcję kanclerza (questor sacri palati), prowadząc oficjalną korespondencję królów, w wykwintnym języku łacińskim. Na zamówienie Teodoryka opracował „Historię Gotów” (Historia Getarum), która zachowała się niestety tylko w streszczeniu dokonanym przez Jordanesa, ale i tak stanowi podstawowe dzieło w tej dziedzinie. Zachował się natomiast jego obszerny zbiór oficjalnych pism władców gockich, zapewne autentycznych, choć prawdopodobnie ubarwionych pod względem retorycznym, zatytułowany Variae epistole. Po rozstaniu z polityką w roku 540, resztę swojego długiego, ponad dziewięćdziesięcioletniego, życia poświęcił Kasjodor przekazywaniu przyszłym pokoleniom możliwie najbogatszej spuścizny, zagrożonej zaginięciem kultury klasycznej. W tym celu założył w swoim majątku klasztor zwany Vivarium, którego zadaniem było kopiowanie dzieł religijnych i świeckich. Sam był autorem „Wskazań dla nauki literatury boskiej i świeckiej” (Institutiones divinarum et saecularium litterarum), w których przekonuje o pożytku tak z literatury religijnej, jak i świeckiej, co miało wpływ na późniejsze zaangażowanie intelektualne zakonu benedyktynów. Bezpośrednio sprawom edytorskim poświęcone było jego dzieło De orthographia, a klasycznej edukacji, księga De artibus ac disciplinis liberalium litterarum.

Administracja króla Teodoryka usiłowała prowadzić prace konserwatorskie nad zaniedbaną infrastrukturą Italii, naprawiając drogi, mosty i akwedukty, oraz osuszając bagna. W Rawennie wzniesiono szereg budynków publicznych, w tym kościoły ariańskie, które zostały później przekształcone na katolickie, lub rozebrane. Na szczęście zachowała się, w dużym stopniu, bazylika pałacowa pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela, która – po konsekracji na świątynię katolicką w roku 561 – przemianowana została na kościół Św. Marcina z Tours ze Złotych Niebiosów (Sanctus Martinus in Coelo Aureo), ze względu na dach pokryty pozłacanymi płytami, błyszczącymi  w słońcu, a obecnie nosi miano S. Apollinare Nuovo, upamiętniające pierwszego biskupa Rawenny, zmarłego śmiercią męczeńską. W ósmym wieku absyda bazyliki została zniszczona podczas trzęsieni ziemi, a potem przebudowana w wieku XVI. Na szczęście jednak w głównej nawie  zachował się jej oryginalny wystrój wczesnochrześcijański. Wzdłuż jej obu ścian bocznych biegną trzy poziome pasy mozaik. Najwyższy z nich przedstawia sceny z życia i cuda dokonywane przez Chrystusa.

Zaparcie się Piotra, scena z górnego pasa mozaik w S. Apollinare Nuovo
Piłat umywa ręce, scena z górnego pasa mozaik w S. Apollinare Nuovo

Poniżej, pomiędzy wielkimi oknami umieszczone są postacie męskich świętych. W najniższym rzędzie przedstawiono dwie procesje, zmierzające w kierunku prezbiterium. Po stronie północnej, święte niewiasty, z koronami męczeńskimi w rękach, zmierzają ku tronującej Madonnie z Dzieciątkiem, w asyście aniołów, a po stronie południowej procesja męczenników kieruje się ku Chrystusowi w majestacie, siedzącemu na tronie pomiędzy aniołami. Obie te niebiańskie grupy przedstawione są bardzo pięknie i subtelnie, natomiast postacie męczenników i męczennic z procesji są dosyć toporne i mało zindywidualizowane, co sugeruje, że zostały wykonane nie w okresie panowania Teodoryka, jak reszta wystroju mozaikowego bazyliki, lecz zapewne w drugiej połowie szóstego wieku, gdy ariańska bazylika była przekształcana w kościół katolicki.

Procesja świętych niewiast w S. Apollinare Nuovo
Procesja świętych mężów w S. Apollinare Nuovo
Madonna z Dzieciątkiem pomiędzy aniołami w S. Apollinare Nuovo
Chrystus pomiędzy aniołami w S. Apollinare Nuovo

Bardzo ciekawym elementem wystroju mozaikowego są dwa nietypowe  panele umieszczone naprzeciwko siebie, na zachodnich krańcach dolnego pasa mozaik. Przedstawiono na nich symboliczne widoki Rawenny i jej portu w Classis. Rawennę symbolizuje pałac Teodoryka, którego obecna ruina,  po kolejnych zniszczeniach i przebudowach, niewiele mówi o jego oryginalnym kształcie. Mozaika pozwala zorientować jak wyglądała jego część centralna, z wysuniętym ryzalitem z trzema arkadami i kolumnadą po obu stronach, z białymi kolumnami o korynckich kapitelach. Szeregi okien na piętrze należą zapewne do zadaszonego tarasu. Arkady w ryzalicie i w kolumnadzie przysłonięte są podwiązanymi zasłonami, spoza których widać czarne wnętrza, za wyjątkiem wyzłoconej centralnej arkady. Sugeruje to, że w oryginale figurował tam  zapewne wizerunek Teodoryka, siedzącego na tronie, który, jako przedstawiający heretyka, został usunięty przy adaptacji bazyliki na potrzeby katolickie. Natomiast  fragmenty rąk, zachowane na kolumnach ryzalitu, wskazują na to, że w bocznych arkadach towarzyszyli królowi członkowie jego dworu.

Pałac Teodoryka w Rawennie, mozaika w S. Apollinare Nuovo
Brama w murach miejskich Rawenny, mozaika w S. Apollinare Nuovo
Mury miejskie w Classis, mozaika w S. Apollinare Nuovo
Port w Classis, mozaika w S. Apollinare Nuovo
Dekorcja ościeży okna w S. Apollinare Nuovo

Niestety obraz pałacu Teodoryka nic nie mówi o jego wnętrzu, natomiast Agnellus zanotował, że w pałacu znajdowała się wielka mozaika przedstawiająca konnego Teodoryka, z włócznią i tarczą w rękach, z dwiema postaciami kobiecymi, symbolizującymi Rzym i Rawennę, po bokach. Ta, przedstawiająca Rawennę, trzymała jedną nogę na lądzie, a drugą w wodzie, dla podkreślenia związku miasta z morzem.

Jedną z pierwszych budowli ufundowanych przez Teodoryka w Rawennie była katedra ariańska, zamieniona później na kościół katolicki pod wezwaniem Ducha Św. (San Spirito). Obok niego zachowało się Baptysterium Ariańskie, z tego samego okresu, naśladujące tak  strukturę jak i wystrój Baptysterium biskupa Neona. Tak jak i tamto, wzniesione jest na planie ośmioboku, z sadzawką chrzcielną pośrodku, i przykryte płaską kopuła ozdobioną mozaikami. W rondzie  na szczycie kopuły umieszczono również scenę chrztu Chrystusa w Jordanie, a poniżej ronda postacie dwunastu apostołów kierują się z dwóch stron ku tronowi, na którym umieszczono poduszkę i ozdobny krzyż. W przeciwieństwie do Baptysterium Ortodoksów, tu apostołowie są umieszczeni nie na błękitnym, lecz złotym tle.

Fryz z apostołami w kopule Baptysterium Ariaąńskiego
Apostoł z fryzu w kopule Baptysterium Ariańskiego

Unikalną budowlą z późnego okresu panowania Teodoryka jest jego mauzoleum, wzniesione bezpośrednio za murami miejskimi. Jest to masywna dwupiętrowa rotunda, wzniesiona z twardego i wytrzymałego wapienia, pochodzącego z Istrii i zwanego marmurem z Aurisiny, który świetnie przetrwał szesnaście wieków. Mauzoleum przykryte jest płaską kopułą wykonaną z jednego bloku kamienia, o średnicy ponad 10 metrów, której waga oszacowana jest na 200 do 300 ton. Tajemnicą pozostaje technika, która pozwoliła na przetransportowanie tego olbrzymiego bloku i  umieszczenie go na szczycie konstrukcji. Gzyms obrzeżający  podstawę kopuły ozdobiony jest fryzem z motywem szczypiec, często stosowanym w metalowych wyrobach gockich. W pomieszczeniu na piętrze znajduje się, nieco zniszczona, rzymska wanna z porfiru, która zapewne służyła jako sarkofag Teodoryka.

Mauzoleum Teodoryka

Fundacją Teodoryka był najprawdopodobniej jeden z najcenniejszych manuskryptów świata, wykonany zapewne w Rawennie Codex Argenteus  (Srebrna Biblia), napisany srebrnymi i złotymi literami na purpurowym pergaminie i zawierający znaczne partie czterech Ewangelii z Biblii w języku gockim, przetłumaczonej przez biskupa Wulfilę, ariańskiego apostoła Gotów. Manuskrypt ten, poza bezcenną wartością artystyczną jest również głównym źródłem informacji o języku gockim. Wczesne jego dzieje stanowią przedmiot domniemań, natomiast udokumentowana historia zaczyna się w  XVI w., gdy został odkryty w bibliotece klasztoru w Werden, w pobliżu Essen i zakupiony przez cesarza Rudolfa II, który przechowywał go w zamku na Hradczanach w Pradze, skąd został zrabowany przez Szwedów podczas Wojny Trzydziestoletniej. Trafił do skarbca królów szwedzkich, skąd w ramach regulacji długów królewskich został przekazany do Holandii, lecz wrócił do Szwecji, szczęśliwie przeżywając po drodze katastrofę morską, odkupiony przez szwedzkiego magnata i ofiarowany bibliotece Uniwersytetu w Uppsali, gdzie znajduje się dotąd.

Karta ze Srebrnego Kodeksu

Podczas panowania Teodoryka, Piotr II, katolicki biskup Rawenny ufundował kaplicę w pałacu biskupim, jako prywatne oratorium. Początkowo kaplica poświęcona była Chrystusowi, a w drugiej połowie szóstego wieku, po umieszczeniu w niej relikwii Św. Andrzeja, dedykowana została temu świętemu. Kaplica wzniesiona na planie krzyża greckiego, z absydą i prostokątnym westybulem, posiada bogaty wystrój mozaikowy, w którym występują liczne elementy poświęcone Chrystusowi, akcentujące katolicki sprzeciw wobec antytrynitariańskiego chrześcijaństwa ariańskich Ostrogotów. W lunecie nad drzwiami westybulu widnieje postać Chrystusa, w stroju rzymskiego wojownika, depczącego węża i lwa, symbolizujących zapewne heretyckich arian, a  monogram Chrystusa pojawia się wielu miejscach. Wyjątkowo piękna i kunsztowna jest mozaikowa dekoracja kolebkowego sklepienia westybulu z przedstawionym na niej różnymi gatunkami ptakami wodnymi. W absydzie kaplicy figuruje krzyż na tle wygwieżdżonego nieba, podobnie jak w Mauzoleum Galli Placidii, a na środku plafonu medalion z monogramem Chrystusa wspierany jest przez czterech aniołów, umieszczonych na przemian z symbolami Ewangelistów.

Chrystus w westybulu Kaplicy w Pałacu Arcybiskupim
Mozaika na sklepieniu westybulu w Kaplicy Arcybiskupiej
Koncha absydy w Kaplicy Arcybiskupiej
Sklepienie w Kaplicy Arcybiskupiej
Monogram Chrystusa w Kaplicy Arcybiskupiej

Teodoryk zmarł w roku 526, wieku około 70 lat, po ponad trzydziestoletnim, wyjątkowo pomyślnym okresie panowania w Italii. Nie pozostawił po sobie syna, a swoją córkę Amalasuntę wydał za mąż za arystokratę wizygockiego, Eutaryka, licząc zapewne na to, że on obejmie po nim tron. Z małżeństwa tego urodziło się dwoje dzieci Atalaryk i Matasunta. Jednak Eutaryk zmarł przedwcześnie i w tej sytuacji, Teodoryk desygnował na swojego następcę wnuka, Atalaryka, który, w chwili jego śmierci liczył dziesięć lat. Do uzyskania przez niego pełnoletniości, funkcję regentki miała pełnić Amalasunta. Zabrała się do tego energicznie i kompetentnie, ogólnie rzecz biorąc kontynuując politykę swojego ojca przy czym zacieśniała kontakty z Konstantynopolem. Starała się utrzymać pokój oraz dobre stosunki z Italo-Rzymianami. Kładła nacisk na praworządność, czego symbolicznym gestem była decyzji zwrotu rodzinie Boecjusza majątku, zarekwirowanego po jego egzekucji. Jej dwór w Rawennie stał się ogniskiem kultury klasycznej. Tego typu polityka wzbudzała niezadowolenie arystokracji gockiej. W szczególności z ostrą krytyką z ich strony spotkało się wychowanie przez nią Atalaryka, oparte, tak jej własne, na wzorach klasycznych, uznawanych za zniewieściałe przez Gotów, którzy w osobie swojego przyszłego króla, chcieli widzieć przede wszystkim wojownika. Amalasunta ulega ich presji i przekazała im opiekę nad edukacją syna, co przyniosło fatalne skutki, gdyż Atalaryk popadł prawdopodobnie w alkoholizm i zmarł w roku 534, niedługo po dojściu do pełnoletniości.

Amalasunta przejęła rolę królowej, co zostało źle przyjęte przez Gotów. Królowa zareagowała zorganizowaniem zabójstwa trzech głównych oponentów, co dalej zaogniło sytuację. Aby ją ratować, Amalasunta zawarła małżeństwo z Teodahadem, swoim ciotecznym bratem, powołując go na współwładcę i licząc na to, że jako mężczyzna, pomoże jej w poprawie stosunków ze starszyzną gocką. Jednak Teodahad, który poprzednio zajmował się poważnie studiami filozoficznymi, i nie wykazywał żądzy władzy, teraz zaczął spiskować przeciwko niej i uwięził ją na wysepce na jeziorze Bolsano, gdzie została zamordowana podczas kąpieli, zapewne na jego rozkaz. Na tym skończyło się czterdziestolecie pokojowego panowania Ostrogotów w Italii, które przyniosły ludności stabilność i wzrost dobrobytu.

Tymczasem cesarz Justynian, który objął tron w roku 527, dążył do odbudowy dawnego Cesarstwa Rzymskiego w granicach sprzed podziału na cesarstwo wschodnie i zachodnie. Pierwszym krokiem jaki uczynił w tym kierunku, było wysłanie, w roku 533, ekspedycji, pod dowództwem wybitnego dowódcy, Belizariusza, skierowanej przeciwko Wandalom okupującym prowincję Afryki Północnej. Ekspedycja ta zakończyła się stosunkowo szybkim i łatwym zwycięstwem oraz przejęciem władzy nad tą prowincją przez Konstantynopol. Zachęcony tym zwycięstwem Justynian, wykorzystał morderstwo Amalasunty, jako pretekst do kampanii przeciwko Ostrogotom w Italii. W roku 535 Belizariusz bez trudu opanował Sycylię, lecz silnie ufortyfikowany Neapol stawił mu zacięty opór i został zdobyty dopiero dzięki wykorzystaniu akweduktu do przeniknięcia oddziału bizantyńskiego poza mury obronne.

Ostrgoci, zdetronizowali i zabili Teodahada, oburzeni jego bierną postawą wobec inwazji Belizariusza,  a na jego miejsce, królem wybrali wodza Witigesa. Ze względu na  słabość gockiego garnizonu w  Rzymie  i wrogą postawę mieszkańców, Witiges zdecydował się na opuszczenie miasta, do którego w grudniu 536 r. wkroczył Belizariusz. Jednak Witiges  zgromadził znaczne siły  i w marcu 536 r. rozpoczął oblężenie Rzymu, które trwało przez rok i przyniosło wiele cierpień ludności i zniszczeń miastu. Obrońcy, pod skutecznym dowództwem Belizariusza, zadali ciężkie straty Gotom, a przybycie nowych sił bizantyńskich zmusiło ich ostatecznie do przerwania oblężenia. Dalsze działania wojenne toczyły się ze zmiennym szczęściem, lecz ostatecznie doprowadziły do oblężenia króla Witigesa w Rawennie, odciętej od zaopatrzenia przez wojska i flotę bizantyńską. Król Witiges zaakceptował, zaoferowane przez Justyniana  łagodne warunki pokoju, zgodnie z którymi, Goci mieli zachować panowania nad północną częścią Italii, na północ od Padu, sprzeciwił się im jednak Belizariusz, uważając, że całkowita klęska  Gotów jest nieunikniona. Goci bezskuteczne próbowali skłonić go jeszcze do objęcia panowania nad nimi, lecz poddali się ostatecznie, przeceniając słabe w istocie siły oblężnicze. Król Witiges i starszyzna gocka zostali internowani w Kontantynopolu. Towarzyszył im tam również Belizariusz, odwołany przez Justyniana, zaniepokojonego informacją o propozycji korony, złożonej wodzowi przez Gotów. Nie przyznano mu nawet prawa do tradycyjnego triumfu.

Wydawało się sprawa panowania gockiego w Italii została zakończona ostatecznie. Rzeczywiście sama Rawenna, pozostawała w rękach bizantyńskich przez następne dwieście lat, natomiast Italię czekały jeszcze długie lata niezmiernie wyniszczających wojen bizantyńsko-gockich.

W roku 541 nowym królem Gotów został energiczny i waleczny Totila, który poderwał gockich wojowników do walki, a jednocześnie początek strasznej zarazy dżumy osłabił siły bizantyńskie. Po wstępnych sukcesach na północy, Totila opanował prawie całe południe Italii. Jego usiłowania wynegocjowania pokoju z Justynianem zakończyły się niepowodzeniem i w roku 544 Belizariusz został ponownie wysłany do Italii z nową armią. Tym razem jego misja nie zakończyła się powodzeniem. Rzym był kilkakrotnie oblegany, zdobywany i łupiony, a jego ludność musiała znosić ogromne cierpienia.

Belizariusz został odwołany do Konstantynopola, a w roku 551 znaczne  siły bizantyńskie, pod wodzą armeńskiego eunucha, Narsesa, wkroczyły do Italii drogą lądową i wzdłuż zachodniego wybrzeża dotarły do Ankony, skąd skierowały się ku Rzymowi. W lipcu 552 r. pod Bustą Gallorum, doszło do decydującej bitwy, w której siły gockie zostały rozbite, a król Totila śmiertelnie ranny. Ostateczny kres panowaniu Ostrogotów w Italii położyła bitwa pod Wezuwiuszem, w której Narses zniszczył niedobitki armii gockiej.

Wojna trwająca od roku 540 do 552, zniszczyła w straszny sposób gospodarkę i infrastrukturę Italii oraz uśmierciło licznych mieszkańców, a do wyludnienia przyczyniła się również plaga dżumy. W roku 554 Justynian wydał edykt zwany Sankcją pragmatyczną, którego celem była odbudowa administracji w nowo odzyskanej prowincji, pod kątem potrzeb systemu fiskalnego. Jednak ogromne zubożenie ludności uniemożliwiało wyciśnięcie większych podatków, a niepewność sytuacji i grasujące bandy maruderów nie sprzyjały ani wzrostowi produkcji, ani praworządności.

Poczynając od  roku 568, do Italii napłynęła  ostatnia już fala wędrówek ludów, w postaci najazdu germańskich Longobardów. Kraj był bardzo osłabiony poprzednimi wojnami, a  Bizancjum, zaangażowane na wschodzie w konflikt zbrojny z Persją,  nie było w stanie zapewnić mu  skutecznej obrony. Ostrogoci, którzy mogli byli zapewnić taką obronę zostali wcześniej rozbici. Longobardowie zajęli znaczną część północnej Italii, która później przejęła od nich swoją nazwę. Zajęli Mediolan, a po trzech latach oblężenia zdobyli również Pawię, w której założyli swoją stolicę. W niedługim czasie posunęli się dalej na południe zagarniając ziemie wokół Spoleto i Benewentu, oraz zagrażając Rzymowi. Próbą ratowania sytuacji, było stworzenie w roku 584, przez cesarza Maurycjusza, nowego typu prowincji, zwanej  egzarchatem, obejmującej Sycylię oraz ziemię Italii, pozostające jeszcze pod panowaniem bizantyńskim. Równocześnie stworzony został egzarchat Afryki Północnej. W egzarchatach zwiększono władzę administracji wojskowej. Stolicą egzarchatu Italii została Rawenna. Przetrwał on do połowy ósmego wieku, a jego granice kurczyły się stopniowo i pod koniec istnienia, na północy, obejmowały jedynie regiony Rawenny i Rzymu, połączone zagrożonym korytarzem.

Charakterystyczną tendencją wzmagającą się w szóstym wieku było zbliżenie administracji cywilnej i kościelnej, w szczególności znaczny wzrost politycznej  roli biskupów. Dzięki licznym darowiznom, obejmującym majątki ziemskie w całej Italii, w Istrze i na Sycylii,  diecezja Rawenny stała się jedną z najbogatszych w Europie zachodniej i lokalni biskupi odgrywali przywódczą rolę, nie tylko w życiu religijnym, ale także społecznym i gospodarczym. W szczególności stali się głównymi fundatorami kościołów i instytucji charytatywnych.

Budowa słynnego kościoła San Vitale, najbardziej reprezentacyjnego w Rawennie, została rozpoczęta w latach 520-tych, jeszcze za panowania Ostrogotów. Jej głównym sponsorem był biskup Ecclesius (522 – 32), wspomagany przez bankiera Julianusa. Kościół wzniesiony został z płaskiej rzymskiej cegły, na planie ośmioboku i przykryty kopułą, o średnicy 9 m, której szczyt osiąga wysokość 30 m. Wewnątrz kościół posiada obejście z galerią na piętrze. Tego typu rozwiązanie architektoniczne, nietypowe na Zachodzie, przypominające współczesny mu kościół Św. Sergiusza i Bachusa w Konstantynopolu, opiera się, być może, na starszych wzorach z Lewantu. Swoją sławę kościół zawdzięcza jednak bardziej wspaniałemu wystrojowi niż  architekturze. Jak się zdaje, pierwszy okres Wojen Gockich wstrzymał prace nad wykończeniem kościoła i zostały one podjęte, już po zajęciu Rawenny przez Belizariusza, kierowane przez biskupa Wiktora (537 – 44). Od niego pochodzą kolumny z marmuru prekonesiańskiego, w obejściu i galerii kościoła, ze wspaniałymi kapitelami bizantyńskimi, wykonanymi niemal na pewno w warsztatach Konstantynopola;  na ich impostach widnieją wygrawerowane monogramy biskupa, a na niektórych, bankiera Julianusa. Z takiego samego materiału wykonano okładziny na filarach, w absydzie i na zewnętrznych ścianach obejścia, ułożone z wykorzystaniem lustrzanego odbicia naturalnego żyłkowania marmuru.

Wskrzeszenie Łazarza na sarkofagu wczesnochrześcijańskim w lapidarium przy kościele San Vitale
Obejście kościoła San Vitale
Kapitel w obejściu kościoła San Vitale
Obejście i galeria w kościele San Vitale
Galeria w kościele San Vitale
Marmurowe okładziny na filarach w kościele San Vitale

Najważniejszymi elementami wystroju San Vitale są mozaiki, skupione jednie w prezbiterium, choć być może zdobiły niegdyś również wnętrze kopuły. Mozaiki te charakteryzuje ogromne bogactwo rysunkowe i kolorystyczne bordiur i pasów dekoracyjnych – obrzeżających gzymsy i ościeża okien oraz oddzielających od siebie poszczególne obrazy – w których wykorzystano wielką rozmaitość motywów, geometrycznych, roślinnych i zoomorficznych

Prezbiterium przykryte jest sklepieniem, na szczycie którego widnieje medalion z wizerunkiem Baranka Bożego, obramowany wieńcem z liści laurowych, z wplecionymi owocami granatu – symbolami męki Chrystusa. Medalion wspierają czterej  aniołowie, ze wzniesionymi rękami, stojący w żaglach sklepienia, pokrytych bujną dekoracją, w której, w fantazyjnych splotach pędów akantu, pojawiają się rozmaite zwierzęta  i ptaki ilustrujące frazę z Apokalipsy Św.Jana: „A wszelkie stworzenie, które jest na niebie i ziemi,… słyszałem mówiące: Siedzącemu na stolicy i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki wieków”.

Sklepienie prezbiterium kościoła San Vitale
Ptaki wśród pędów akantu, na sklepieniu prezbiterium kościoła San Vitale

Na łuku tęczowym umieszczone są medaliony z wizerunkami Chrystusa i świętych obramowane przesadnie rozbudowanymi ornamentami, w których dominującymi  motywami są zielone delfiny.

Północna ściana prezbiterium kościoła San Vitale

W konsze absydy, na złocistym tle ukazany jest młodzieńczy Chrystus, w purpurowej szacie, siedzący na  niebieskim globie, z dwoma aniołami stojącymi po bokach. Lewą rękę opiera na księdze, a w prawej, wyciągniętej w bok, trzyma koronę męczeńską, przeznaczoną dla stojącego dalej Św. Witalisa, patrona kościoła. Natomiast z lewej strony grupę zamyka postać biskupa Ecclesiusa, ofiarującego model kościoła. Cała scena rozgrywa się w raju, który symbolizuje żywa zieleń łąki z licznymi kępami róż i lilii, wśród których gdzieniegdzie przechadzają się ptaki.

Koncha absydy kościoła San Vitale
Ptaki na łące w absydzie kościoła San Vitale

Po obu stronach absydy umieszczone  słynne mozaiki cesarskie, przedstawiające Justyniana i cesarzową Teodorę, na czele procesji liturgicznej, kierujących się ku ołtarzowi, by złożyć na nim ofiary.  Para cesarska, oraz towarzyszący im dostojnicy i damy dworskie, przedstawieni zostali w sposób bardzo zindywidualizowany, co sugeruje, iż są to ich autentyczne portrety. Cesarz i cesarzowa w swoich uroczystych szatach – oddanych z najdrobniejszymi szczegółami, które podkreślają ich splendor i dostojeństwo – reprezentują bizantyński majestat monarszy, naśladowany tak w średniowiecznej, jak i w późniejszej Europie. Justynian ma na głowie koronę wysadzaną drogimi kamieniami, z dwoma zwisającymi pandiliami. Jego ciemnopurpurowy płaszcz spięty jest na ramieniu ogromną zapinką, udekorowaną klejnotami; purpurowe buty obszyte są perłami, a jego jedwabny tablion zdobią desenie z motywami ptaków na złotym tle. Teodora otulona jest również purpurowym płaszczem, oblamowanym złotem; na szyi ma ogromną kolią z drogich kamieni, a na głowie  koroną, bogatszą jeszcze od cesarskiej. Towarzyszące jej damy dworu mają na sobie wspaniałe szaty z wzorzystego jedwabiu. Justynian występuje w otoczeniu wojskowych i duchownych. Stojąca, po jego prawej stronie postać identyfikowana jest jako Belizariusz. Zapewne dla podkreślenia swojej nadrzędnej władzy, cesarz trzyma prawą stopę na stopie Belizariusza. Po lewej stronie cesarza, stoi Maksymian pierwszy arcybiskup Rawenny (546 – 557), o czym świadczy nie tylko paliusz na jego szyi; jest on jedyną postacią z obu paneli cesarskich, którą wyróżniono podaniem  imienia. Według prawdopodobnej hipotezy, mogło to być związane z faktem, że pierwotnie na panelu figurował biskup Wiktor (537 – 544), za którego pontyfikatu mozaiki powstały, a jego wizerunek  zamienił na swój własny, jego następca, przed ostateczną konsekracją kościoła w roku 547.

Cesarz Justynian na mozaice w kościele San Vitale
Cesarzowa Teodora na mozaice w kościele San Vitale

Na bocznych ścianach prezbiterium widnieją postacie i sceny starotestamentowe, znane jako prefigury wydarzeń ewangelicznych. Pod względem artystycznym są one prymitywniejsze od mozaik w absydzie, finezyjnych tak pod względem rysunku, jak i koloru. W złożonej scenie, w lunecie na ścianie północnej, Abraham ugaszcza trzech tajemniczych podróżnych, oraz szykuje się do złożenia Izaaka w ofierze, a na ścianie południowej,  po jednej strony ołtarza, Abel składa w ofierze baranka, a  po drugiej stronie, Milchizedech, ofiarowuje chleb i wino.

Mozaika z Abrahamem na północnej ścianie prezbiterium kościoła San Vitale
Kapitele na pólnocnej ścianie prezbiterium kościołaq San Vitale

Pod koniec dwudziestego wieku, podczas remontu kościoła, odkryto pod nim fundamenty małego proskątnego budynku, zapewne kaplicy, która musiała wcześniej znajdować się w tym miejscu. W dobrym stanie zachowała się jej  mozaika podłogowa z czwartego lub piątego wieku, wystawiona obecnie w kościele.

Fragment mozaiki podłogowej z kaplicy stojącej niegdyś na miejscu kościoła San Vitale

Arcybiskup Maurycjusz nie pochodził z Rawenny, lecz z Poli (obecnej Puli) położonej w Istrii. Został on narzucony Kościołowi w Rawennie przez cesarza Justyniana, jako gorliwy zwolennik jego stanowiska w konflikcie dotyczącym  „trzech rozdziałów”. Początkowo niechętnie przyjęty przez kler i mieszkańców Rawenny, zdobył potem ich poparcie. Niewątpliwie przyczynił się do zacieśnienia kontaktów pomiędzy Rawenną i Istrią, czego jednym z rezultatów był wystrój bazyliki pod wezwaniem Wniebowzięcia Panny Maryi w Parentium (obecnym Poreczu), zwanej popularnie Bazyliką Eufrazjusza, od imienia biskupa, który ją ufundował w połowie szóstego wieku. Wystrój bazyliki jest tak bliski wystrojowi kościoła San Vitale, iż jest bardzo prawdopodobne, że przy jego wykonaniu pracowała ekipa mozaicystów z Rawenny. I tu także mozaiki skupione są w prezbiterium. W konsze absydy, na złotym tle tronuje Maryja z Dzięciątkiem na kolanach, z aniołami po bokach, nie brak jednak postaci samego biskupa, ofiarującego model swojego kościoła. W górnej partii łuku triumfalnego przebiega fryz z młodocianym Chrystusem siedzącym pośrodku, na niebieskim globie, z szeregami Apostołów po obu stronach, a wewnętrzną stronę łuku dekorują medaliony z wizerunkami świętych. O ile ikonografia obu kościołów jest bardzo zbliżona, o tyle niektóre ozdobne bordiury obrzeżające sceny figuratywne są wręcz identyczne. Ponadto, kolumny i kapitele w Bazylice Eufrazjusza wykonane są również z marmuru prekonesiańskiego i pochodzą najprawdopodobniej z Konstantynopola.

Absyda Bazyliki Eufrazjusza w Poreczu

Poza kościołem San Vitale, Bankier Julianus, finansował również częściowo budowę kościoła S. Apollinare in Classe, dedykowanego pierwszemu biskupowi Rawenny, którego relikwie przechowywano w Classis. Jest to okazała bazylika z okrągłą dzwonnicą. Została konsekrowana w roku 549, a za jej głównego sponsora uchodzi biskup Ursicinus (533–36). Kościół stał się miejscem pochówku większości wczesnośredniowiecznych biskupów Rawenny.

Wystrój mozaikowy nawy kościoła uległ zniszczeniu w połowie piętnastego wieku, podczas okupacji portu przez Wenecjan, a jej marmurowe wykładziny zostały zrabowane przez księcia Sigismonda Malatestę z Rimini, i wtórnie wykorzystane w jego słynnej świątyni. Zachowały się natomiast mozaiki w prezbiterium, pochodzące z różnego okresu czasu. Z pierwszej połowy szóstego wieku pochodzi wielka mozaika w półkopule absydy. Ikonografia tej mozaiki w symboliczny sposób przedstawia scenę Przeistoczenia. Górną część półkopuły wypełnia złociste niebo, a położona poniżej szmaragdowozielona łąka pokryta kwiatami,  symbolizuje Górę Tabor. Po środku, widnieje wielki niebieski medalion, pokryty gwiazdami, niby okno otwarte do Raju. Figuruje na nim ogromny  złoty krzyż z maleńkim popiersiem Chrystusa umieszczonym na skrzyżowaniu ramion. Trzy owieczki stojące poniżej medalionu symbolizują trzech apostołów, Piotra, Jakuba i Jana, świadków sceny Przeistoczenia. Podobnie, fryz z tuzina baranków, biegnący wzdłuż dolnej krawędzi konchy, symbolizuje dwunastu Apostołów. Jedyne ludzkie postacie przedstawione na mozaice, to Mojżesz i Eliasz – na niebie, po obu stronach medalionu – oraz Św. Apolinatrusz, stojący na środku łąki, w stroju liturgicznym, z rękami wzniesionymi w geście oranta.

Półkopuła w absydzie kościoła S. Apollinare in Classe
Symboliczna scena Przeistoczenia w absydzie kościoła w absydzie kościoła S. Apollinare in Classe
Św. Apollinariusz w absydzie kościoła w absydzie kościoła S. Apollinare in Classe
Fragment łąki w scenie Przeistoczenia w absydzie kościoła S. Apollinare in Classe
Baranki na łuku triumfalnym w kościele S. Apollinare in Classe

Cechy stylistyczne sugerują, że postacie archaniołów Michała i Gabriela, oraz palmy na mozaikach po obu stronach łuku tęczowego pochodzą również z szóstego wieku, natomiast wizerunki Ewangelistów, Mateusz i Łukasz są znacznie późniejsze, zapewne dwunastowieczne.

Archanioł Michał na łuku triumfalnym w kościele S. Apollinare in Classe
Św. Mateurz na łuku triumfalnym w Kościele S. Apollinare in Classe
Św. Łukasz na łuku triumfalnym w Kościele S. Apollinare in Classe

Pomiędzy wielkimi oknami w absydzie umieszczone są pełno postaciowe wizerunki  czterech wybitnych biskupów Rawenny, sprawujących swój urząd pomiędzy czwartym, a szóstym wiekiem, natomiast na obu krańcach absydy umieszczone są naprzeciwko siebie dwa duże panele narracyjne, wzorowane wyraźnie na wystroju San Vitale. Na południowym panelu, przy stole ołtarzowym, identycznym jak w San Vitale, obok Abla i Melchizedecha, dodatkowo Abraham szykuje się do złożenia ofiary z Izaaka. Mozaika ta została niewątpliwie wykonana w tym samym czasie, co na panelu północnym, która pozwala na dokładne datowanie obu.  Jest ona wzorowana na cesarskiej mozaice z San Vitale i przedstawia scenę wręczenia przywilejów podatkowych biskupowi Rawenny, Reparatusowi (671–77) przez cesarza Konstantyna IV, co miało miejsce w roku 673, a mozaika powstała prawdopodobnie jeszcze za życia Reparatusa. Ikonografia mozaiki sugeruje, że jest ona aluzją do wydarzeń znacznie ważniejszych dla archidiecezji Rawenny, niż przywileje podatkowe: historii uzyskania krótkotrwałej autonomii przez arcybiskupów Rawenny.

Biskupi w absydzie kościoła S. Apollinare in Clase
Ofiary Abla, Melchizedecha i Abrahama w prezbiterium kościoła S. Apollinare in Classe

W związku z wyniesieniem Rawenny do roli stolicy egzarchatu Italii, miejscowi arcybiskupi mieli ambicje uniezależnienia miejscowego Kościoła od Rzymu.  Arcybiskup Maurus (649 – 71) gorliwie wspierał finansowo cesarza Konstansa II, który budował na Sycylii flotę, z zadaniem powstrzymania inwazji muzułmańskiej na Morzy Śródziemnym. Nie była to pomoc w pełni bezinteresowna, gdyż 1 marca 666 r. cesarz wydał dyplom przyznający pełną niezależność arcybiskupom Rawenny od papieży, w szczególności mieli oni być konsekrowani przez lokalnych biskupów sufraganów, bez konieczności uzyskania aprobaty papieskiej. Zostało to przyjęte z entuzjazmem przez miejscowe duchowieństwo i laikat, o czym świadczy inskrypcja umieszczona na grobowcu  arcybiskupa Maurusa, w kościele S. Apollinare in Classe: „Tu spoczywa arcybiskup Maurus, który żył przez bardzo długie sześćdziesiąt siedem lat  i podczas panowania cesarza Konstantyna wyswobodził swój Kościół spod jarzma  poddaństwa Rzymowi”. To roszczenie do niezależności wywołało  oczywiście konflikty z Rzymem,  które doprowadziły do obustronnej anatemy. Politykę Maurusa kontynuował arcybiskup Reparatus (671–77), a do ugody z papiestwem doprowadził dopiero jego następca, arcybiskup Teodor, znienawidzony przez duchowieństwo i wiernych.

Na mozaice w kościele S. Apollinare in Classe, arcybiskup Maurus uhonorowany jest aureolą i centralnym położeniem na panelu, pomiędzy cesarzem, a arcybiskupem Reparatusem, któremu opiekuńczo kładzie rękę na ramieniu.

Biskup Reparatus otrzymuje przywileje od cesarza Konstantyna IV, mozaika w absydzie kościoła S. Apollinaris in Classe

Na szczęście zabytki Rawenny nie zostały dotknięte skutkami ikonoklastycznej polityki cesarzy bizantyńskich, która szalała, z przerwą, przez ponad sto lat, poczynając od roku 730 i doprowadziła do niesłychanych zniszczeń dorobku artystycznego Konstantynopola i całego Cesarstwa Wschodniego. W tym czasie związki Rawenny z Konstantynopolem były już bardzo osłabione, a miejscowi arcybiskupi poparli zdecydowanie anty obrazoburcze stanowisko papieży. Dzięki temu ocalały wspaniałe mozaiki w kościołach Rawenny, a zniszczenia dokonane na wschodzie sprawiły, że są one najznakomitszym zachowanym zabytkiem sztuki wczesno chrześcijańskiej.

Rawenna została ostatecznie zajęta bez walki przez króla Longobardów Aistulfa w roku 751 i przestała odgrywać istotną rolę w polityce śródziemnomorskiej, którą pełniła przez trzy i pół wieku. Ostatni egzarcha, Eutychios, zbiegł do Neapolu, a warunki poddania miasta wynegocjował arcybiskup Sergiusz, który stał się niekwestionowanym przywódcą ludności. Ponieważ cesarz Konstantyn V skupił swe wysiłki głównie na utrzymaniu posiadłości bizantyńskich w Italii południowej, rezygnując z prób odzyskania utraconych ziem na północy, a Rzym został bezpośrednio zagrożony przez Longobardów, papież Stefan II zdecydował się zwrócić o pomoc do króla Franków Pepina. W odpowiedzi na  jego list, Pepin zaprosił go do Francji, dokąd papież udał się  w roku 753 lądem, przez Alpy. Obie strony były zainteresowane nawiązaniem współpracy: papież liczył na pomoc militarną Franków, a Pepin na formalne uznanie go przez papieża za króla, gdyż jego pozycja, jako syna Karola Martela, który objął tron, usuwając panującą dynastę Merowingów, nie była bardzo pewna. Do porozumienia doszło w styczniu 754 r.; papież uznał prawa Pepina i jego potomków do korony, a Pepin zobowiązał się do obrony Rzymu. Układ ten miał niezmierne ważne konsekwencje w dziejach Europy, gdyż na miejsce tradycyjnego sojuszu Starego Rzymu z Nowym, wprowadzał sojusz Rzymu z mocarstwem północno-europejskim. Sojusz ten nabrał jeszcze charakteru sakralnego, dzięki namaszczeniu, przez papieża, pary królewskiej i jej dwóch synów Karola i Karlomana, w opactwie St. Denis.

Papież powrócił do Rzymu, a w roku 755 armia frankońska wkroczyła do Italii i rozpoczęła oblężenie Pawii, które zakończyło się traktatem pokojowym, zobowiązującym króla Aistulfa do zwrotu wszystkich jego zdobyczy. Król warunków pokoju nie dotrzymał i już w styczniu 756 r. obległ Rzym. Pepin wezwany ponownie przez papieża, znów  skutecznie interweniował, tym razem sporządzając formalny akt, tzw. Darowiznę Pepina, w którym ziemie dawnego egzarchatu, położone wokół Rzymu i Rawenny, przekazał papiestwu, co dało początek przyszłemu Państwu Kościelnemu.

Darowizna Pepina nie załatwiła jednak problemów dawnego Egzarchatu Rawenny. Król Aistulf zmarł w roku 756, a jego następca, Dezyderiusz zwlekał latami z przekazaniem papiestwu ziem przyznanych przez Pepina, powiększył swoje państwo anektując księstwa Benewentu oraz Spoleto i zagrażał samemu Rzymowi. Sytuacje ułatwiał mu chaos panujący w Wiecznym Mieście, gdzie dwie fakcje wybrały dwóch konkurencyjnych papieży. Mieszkańcy i arcybiskupi Rawenny z wielką niechęcią odnosili się do perspektywy podporządkowania papiestwu i sabotowali  przysłanych z Rzymu urzędników, co spowodowało, aresztowanie, proces i uwięzienie arcybiskupa Sergiusza, który spędził trzy lata w rzymskim więzieniu, skąd powrócił do Rawenny dopiero po śmierci papieża Stefana II.

Poważne zagrożenie ze strony króla Dezyderiusza w latach 770-tych skłoniły papieża Hadriana I do zwrócenie się o pomoc do Karola Wielkiego, który po śmierci ojca, Pepina,  i brata, Karlomana, objął panowanie nad Frankami. Karol wkroczył do Italii Północnej, pokonał siły Longobardów i po zdobyciu Pawii, wziętego do niewoli Dezyderiusza wysłał w łańcuchach do Francji, a sam koronował się na króla Longobardów, natomiast papieżowi przyznał cały dawny Egzarchat Rawenny, prowincje Venetię i Istrię, oraz księstwa Spoleto i Benewentu. Jednak arcybiskupi Rawenny nadal sabotowali panowanie papieskie nad miastem, zwracając się nie do papieża, lecz do Karola jako do nadrzędnego władcy.

Karol odwiedził Rawennę po raz pierwszy w roku 787, gdy wracał do Francji po kampanii prowadzonej w Italii południowej. Zapewne głównym celem jego wizyty było zgromadzenie spoliów: kolumn, kapiteli, okładzin marmurowych, i tym podobnych materiałów, pochodzących z reprezentacyjnych budowli, których chciał wtórnie użyć w swoich pałacach i kościołach wznoszonych na północ od Alp. Już wcześniej uzyskał takie materiały od papieża w Rzymie. Najprawdopodobniej Kościół San Vitale musiał zrobić na nim duże wrażenie, gdyż jego słynna kaplica zamkowa w Akwizgranie – wzniesiona na planie ośmiokąta, nie znanym na północy – wzorowana jest niewątpliwie na tym kościele. Być może, iż poza materiałami, sprowadził z Rawenny również rzemieślników, którzy pomogli przy wzniesieniu i udekorowaniu reprezentacyjnych budowli w jego stolicy.

W roku 801, Karol Wielki, już jako cesarz odwiedził Rawennę i zarekwirował wspaniały posąg konny Teodoryka, ustawiony przed jego pałacem, by go ustawić w podobnie reprezentacyjnym miejscu w Akwizgranie. Pomnik ten w oryginale  przedstawiał prawdopodobnie cesarza bizantyńskiego Zenona i został zaanektowany i przemianowany przez Teodoryka. Nie zachował się do naszych czasów, lecz z opisu  Agnullusa wiadomo iż był wykonany z pozłacanego brązu i przedstawiał jeźdźca, z tarczą na lewym ramieniu i lancą w prawej ręce, wzniesionej w górę. Usunięcie pomnika tego wielkiego króla było niejako symbolem końca prominentnej roli, jaką Rawenna odgrywała w świecie śródziemnomorskim.

Ostatnie mozaiki jakie ocalały w Rawennie pochodzą z podłogi kościoła Św. Jana Ewangelisty i zostały wydobyte z gruzów, po zbombardowaniu tego kościoła przez lotnictwo alianckie w roku 1944. Datowane są na rok 1213, lecz nie potrafiłem znaleźć informacji, jak uzyskano tak dokładną datę ich powstania. Przedstawiają między innymi sceny ze zdobycia Konstantynopola w roku 1204, przez haniebną Czwartą Krucjatę. Choć obrazy na mozaikach są dość ciekawe, to nie sugerują, by w trzynastym wieku Rawenna należała do wiodących centrów artystycznych.

Mozaiki z podłogi kościoła S. Giovanni Evangelista

Delfy

Według mitu Apollo zabił smoka Pytona, który pilnował rozpadliny skalnej na zboczu góry Parnas, by założyć w tym miejscu swoje sanktuarium i najsłynniejszą w Grecji wyrocznię, w której kapłanka, przekazująca ludziom jego przesłania, nosiła nazwę pytii, upamiętniającą smoka. Natomiast nazwa sanktuarium – Delfy (Δɛλοι) – pochodziła od jednego z przydomków Apolla, który w postaci delfina sprowadził tu marynarzy kreteńskich, by pełnili funkcję jego pierwszych kapłanów.

Pyton był synem Matki Ziemi – Gai – i uosabiał mroczny świat podziemny. Nic dziwnego, że promienny bóg,  Apollo-Febus odebrał mu panowanie, nad tym miejscem pełnym światła i otwartej przestrzeni.  Nawet, jak ustaliły szczegółowe badania geologiczne, nad rozpadliną skalną nie unosiły się nigdy podziemne opary, które, według tradycji, miały wprowadzać w trans wieszczącą pytię.

Sanktuarium Apollina w Delfach położone jest na wysokości 500 m n.p.m. na południowo wschodnim, spadzistym zboczu, u podnóża bliźniaczych skał Fedriades, bocznej grani Parnasu. W jarze pomiędzy obu skałami bije Źródło Kastalskie, którego wody spływają do rzeki Pleistos. Z sanktuarium otwiera się wspaniały widok na Równinę Krisejską, położoną pomiędzy górami Parnasem i Kirfe, ze srebrzącymi się z daleka wodami Zatoki Itejskiej, odnogi Zatoki Korynckiej. Potęgę i dostojeństwo skalnej oprawy tej panoramy łagodzi zieleń doliny.

Widok z sanktuarium na Dolinę Krisejską

Z badań archeologicznych wynika, że początki sanktuarium Apollina sięgają ósmego wieku. Z czasem wyrocznia w Delfach stała się najważniejszą w świecie egejskim, a jej sława wykroczyła poza granice tego świata. Ważnym czynnikiem który przyczynił się do budowy i utrwalania tej pozycji Delf był udział wyroczni w Wielkiej Kolonizacji (ok. 750 – 550), podczas której Apollon-Archegetes, ustami pytii, udzielał rad kolonistom szykującym się do  założeniem nowych polis.

O poradę do wyroczni delfickiej zwracano się  tak w sprawach indywidualnych, jak i państwowych, dzięki czemu  Delfy odgrywały istotną rolę w życiu politycznym Grecji, popierając na ogół stronnictwa konserwatywne, np. Spartę przeciwko Atenom, podczas Wojny Peloponeskiej.  Szczytowy okres wpływu Delf przypadał na okres od VI do IV w. przed Chr., chociaż kunktatorskie stanowisko podczas Wojen Perskich, nie przysporzyło im chwały.

Odpowiedzi udzielane przez wyrocznie miały często niejednoznaczny charakter, jak w przypadku, Krezusa, opisanym przez Herodota. W połowie szóstego wieku Krezus, król Lidii, na zapytanie o perspektywy planowanej wyprawy przeciwko Cyrusowi Wielkiemu z Persji, otrzymał odpowiedź pytii, że jeśli rozpocznie wojnę to dojdzie do upadku wielkiego królestwa. Umocniony, w ten sposób w swoich planach, Krezus rozpoczął wojnę, która zakończyła się upadkiem monarchii, lecz nie perskiej, a jego własnej.

Jeszcze przed swoim upadkiem, przysłowiowo bogaty Krezus obdarzył sanktuarium w Delfach hojnymi darami. Nie był on jedynym ofiarodawca, tak, że w Delfach nagromadziły się ogromne skarby,  co stanowiło pokusę dla sąsiadów, w szczególności Chalkidejczyków, na terytorium których Delfy  stanowiły niezależną enklawę. Na straży tych skarbów stała tzw. Amfiktonia Delficka – związek 12 polis z centralnej części Grecji lądowej.  Amfiktonia czterokrotnie występowała zbrojnie w obronie Delf przed zakusami jej sąsiadów, co prowadziło do tzw. wojen świętych. Podczas III Wojny Świętej (356 – 346), Chalkidejczycy zajęli Delfy, a na pokrycie kosztów wojny „wypożyczyli” sobie skarby z sanktuarium Apollina. IV Wojna Święta, która niedługo później wybuchła, zakończyła się Bitwą pod Cheroneją i dominacją Filipa II Macedońskiego nad całą Grecją. We wczesnych latach III w. Delfy dostały się pod panowanie Związku Etolskiego, a w roku 279  Etolowie w dramatycznych okolicznościach bronili skarbca przed najazdem Gallów. Źródła starożytne nie są zgodne co do tego, czy obrona ta była skuteczna, w każdym razie jednak, od tego czasu, w Delfach urządzano, regularnie, co cztery lata, festiwal Soteria. upamiętniający cudowną obronę sanktuarium przez Apollina. Około stu lat po tych wydarzeniach Delfy znalazły się pod panowaniem rzymskim. Ostateczny koniec Wyroczni Delfickiej położyły antypogańskie dekrety Teodozjusza I, z końca czwartego wieku po Chr., zakazujące praktykowania wróżbiarstwa.

Poczynając od wczesnych lat szóstego wieku przed Chr. w Delfach organizowane były Igrzyska Pytyjskie, które początkowo ograniczały się do agonów wokalnych i muzycznych, lecz wkrótce objęły również zawody atletyczne oraz wyścigi rydwanów i osiągnęły status drugich co do ważności igrzysk panhelleńskich, zaraz po olimpijskich. Odbywały się również co cztery lata, dwa lata po olimpijskich, a zwycięzcy byli nagradzani  wieńcami z wawrzynu – świętego drzewa Apollina. Zwycięstwo w Igrzyskach Pytyjskich, traktowane jako ogromny sukces, wysławiali poeci, a wśród nich Pindar. W wyścigach rydwanów, wysoki koszt utrzymania stajni w praktyce ograniczał w nich udział do zaprzęgów należących do najbogatszych. O zwycięstwo swoich zaprzęgów ubiegali się panujący tyrani, w szczególności z miast sycylijskich, którzy wysoko cenili propagandowy aspekt takiego zwycięstwa. Zawody sportowe odbywały się na stadionie ulokowanym na zboczu, tuż powyżej sanktuarium, pochodzącym z V w. przed Chr., który po pełnej przebudowie w II w. po Chr. mógł pomieścić 6500 widzów. Natomiast wyścigi rydwanów organizowano na hipodromie na Równinie Krisejskiej, w pobliżu wybrzeża Zatoki Itejskiej.

Stadion

Położony na stromym tarasie skalnym i obwiedziony murem. niewielki temenos, obszar sakralny poświęcony Apollinowi, miał formę nieregularnego trapezu, o wymiarach ok. 195×135 m W starożytności był on gęsto wypełniony  budowlami i pomnikami, których wznoszenie przynosiło chlubę i rozgłos ofiarodawcom. Obecnie możemy oglądać tylko ich ruiny, systematycznie odkopywane i porządkowane od przeszło stu lat, w czym na szczęście znaczną pomocą służył szczegółowy opis z II w. po Chr.,  pozostawiony przez Pauzaniasza w jego „Wędrówkach po Helladzie”.

Tuż poniżej stadionu, w północno-wschodnim rogu temenosu, w skaliste zbocze wkomponowana została widownia teatru, pochodzącego z czwartego wieku, który w latach 160/149 przed Chr. został przebudowany przez króla Eumenesa II z Pergamonu i zapewniał miejsce 4500 widzom. Podczas Igrzysk Pytyjskich odbywały się tu agony wokalne i muzyczne, a w czasach rzymskich również przedstawienia teatralne, którym panorama doliny obrzeżonej górami zapewniała niezrównaną naturalną dekorację.

Widok z korony teatru
Poniżej teatru widać skarbiec Ateńczyków, a po prawej stronie, kolumny Świątyni Apollina
Teatr na tle skał Fedriades

U stóp teatru wznosiła się główna świątynia Apollina, której historia znaczona jest kataklizmami. Według badań archeologicznych pierwsza kamienna świątynia została wzniesiona w tym miejscu w VII w., a w roku 548 uległa zniszczeniu przez pożar, po którym została odbudowana pod kierunkiem ateńskiej rodziny Alkmenidów, wygnanej w tym czasie z rodzinnego miasta. Świątynia została ukończona ok. roku 510, była doryckim perypterem, z sześcioma kolumnami na frontonach i piętnastoma po bokach. Była wykonana z tufu, z frontonem z marmuru. Świątynia ta została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w roku 373. Jej odbudowa zakłócana Wojnami Świętymi została ukończona w roku 330. Odtworzono w niej strukturę architektoniczną poprzedniczki, wykorzystując materiały, jakie się z niej zachowały, lecz tym razem cała świątynia pokryta została marmurem. W metopach zamiast rzeźb umieszczono tarcze zdobyte na Persach pod Maratonem, złożone w darze dziękczynnym przez Ateńczyków, a później uzupełniono je trofeami zdobytymi na Gallach, odpartych w roku 279. Przed świątynią znajdował się wielki ołtarz z czarnego marmuru, ufundowany przez mieszkańców wyspy Chios w V w., a w samej świątyni (być może w jej podziemiach), mieściło się najświętsze miejsce, niedostępny audyton, gdzie pytia wieszczyła, zasiadając na metalowym trójnogu.

Świątynia została ostatecznie zniszczona w okresie chrystianizacji Cesarstwa Rzymskiego, po wprowadzonym zakazie sprawowania kultu pogańskiego. Podczas prac wykopaliskowych odsłonięto stereobat świątyni, a z leżących bębnów zrekonstruowano częściowo kilka kolumn.

Ruiny Świątyni Apollina

W drugiej połowie szóstego wieku, zapewne w trakcie budowy drugiej świątyni, platformę, na które została wzniesiona, podparto od strony południowo-zachodniej poligonalnym murem oporowym, o długości około 90 m. Został on zbudowany z nieregularnych, lecz ściśle do siebie dopasowanych bloków kamiennych, ze starannie wygładzonym licem. W epoce hellenistycznej i rzymskiej  umieszczono na nim kilkaset rozmaitych inskrypcji, głownie dotyczących wyzwolenia niewolników,  których formalnie przekazywano pod opiekę Apolla. W latach czterysta siedemdziesiątych Ateńczycy wznieśli wzdłuż muru poligonalnego portyk, pod którym  złożyli trofea zdobyte na flocie perskiej, w zwycięskich bitwach morskich koło przylądku Mykale i koło Sestos. Portyk wspierał się na siedmiu monolitycznych kolumnach marmurowych, typu jońskiego, które zostały częściowo odrestaurowane.

Mur poligonalny i portyk Ateńczyków

Pielgrzymi podążali do sanktuarium Apollina, Drogą Świętą, która pięła się w górę od strony Równiny Krisejskej i, po przejściu przez Rzymską Agorę, osiągała  południowo-wschodni róg temenosu, by po ostrym zakręcie dotrzeć do świątyni Apollina, wzdłuż muru poligonalnego. Po obu stronach drogi rozrzucone były, dość nieregularnie, liczne pomniki oraz skarbce szeregu greckich polis, w których te składowały swoje dary, przeznaczone dla Apollina. Skarbce te miały formę niewielkich świątyniek, z których zachowały się tylko fundamenty. Ze szczątków zrekonstruowano jedynie skarbiec Ateńczyków, wzniesiony w stylu doryckim, w którym przechowywano trofea wojenne z pola bitwy pod Maratonem.

Rzymska Agora
Skarbiec Ateńczyków
Eksedra królów Argos
Kolumna Pruzjasza II, króla Bitynii

Obok Drogi Świętej, poniżej temenosu mieścił się gimnazjon, wykorzystywany podczas Igrzysk Pytyjskich, a nieco dalej, sanktuarium Ateny Pronaia, w którym niegdyś mieściły się trzy świątynie. Wspomnieniem po dwóch starszych, pochodzących z siódmego i szóstego wieku, są jedynie obrobione kamienie, natomiast trzecia, jest jedną z najbardziej znanych budowli w Delfach. Jest to tolos wzniesiony w IV w., w którym kolista cella, otoczona była  kręgiem dwudziestu wysmukłych kolumn doryckich. Zachował się stereobat świątyni, a z ułomków udało się odtworzyć trzy kolumny wraz z wspieranym przez nich fragmentem architrawu, tryglifów i metop, które świadczą o wysokim poziomie artystycznym wystroju rzeźbiarskiego. Nawet ta mała zachowana partia świątyni zachwyca lekkością i elegancją.

Tumulus w sanktuarium Ateny Pronaia

Sanktuarium Apolla zostało dwukrotnie obramowane z dzieł sztuki przez Rzymian: w roku 86 przed Chr. przez Sullę i w roku 67 po Chr. przez Nerona. Aż trudno uwierzyć, że na jego tak niewielkim obszarze mogło się zmieścić ponad pięćset posągów przywłaszczonych przez Nerona! Nie były to wszystkie straty jakie Delfy poniosły z rąk rzymskich. Dotąd jeszcze na dawnym hipodromie w Konstantynopolu znajduje się Kolumna Wężowa.  Jest to dolna partia podstawy złotego trójnogu z Delf ufundowanego przez  zwycięskich Greków po Bitwie pod Platejami w 479 r. przed Chr. Sam trójnóg został zrabowany przez Fokijczyków podczas III Wojny Świętej, natomiast jego podstawę z brązu zaanektował Konstantyn Wielki, by ją umieścić na eksponowanym miejscu w swojej nowej stolicy.  Była w tym czasie znacznie wyższa niż obecnie i składała się trzech skręconych ze sobą wężów z brązu, których głowy, ustawione promieniście podpierały niegdyś złoty trójnóg. Głowy te nie dotrwały jednak do naszych czasów; podobno Mehmed II, po zdobyciu Konstantynopola, osobiście roztrzaskał jedną z nich buzdyganem.

Resztki Kolumny Wężowej na dawnym hipodromie w Konstantynopolu

Mimo tych wszystkich rabunków, w Muzeum Archeologicznym w Delfach  można obejrzeć bardzo cenne eksponaty.

Najstarszymi rzeźbami zachowanymi w Delfach są dwa, niemal identyczne marmurowe posągi nagich muskularnych kurosów, którym, na podstawie cech stylistycznych, przypisuje się pochodzenie z Argos z około 580 r. Oba posągi  mają lewe nogi lekko wysunięte do przodu, a zaciśnięte pięści, ugiętych w łokciach i  opuszczony wzdłuż ciała rąk, oraz nieproporcjonalnie duże głowy, osadzone na masywnych szyjach, nadają im wyraz dość brutalny i agresywny, nie w pełni złagodzony „archaicznym” uśmiechem i falującymi włosami. Wrażenie to byłoby  całkiem mylące,  jeśli prawdziwa jest ich identyfikacja, jako braci Kleobisa i Bitona, oparta na przekazie Herodota (według innej hipotezy posągi miały przedstawiać Dioskurów). Kleobis i Biton byli synami Kidyppe, kapłanki Hery z Argos, wyróżniającymi się zwycięstwami w zawodach atletycznych. W dniu uroczystego święta, ich matka miała się udać wozem zaprzężonym w woły do odległej o 45 stadiów świątyni Hery, znalazła się jednak w kłopotliwej sytuacji, gdyż spodziewane woły nie przybyły na miejsce. Wówczas synowie sami zaprzęgli się do wozu i dowieźli matkę na czas, przy aplauzie zebranych uczestników nabożeństwa. Kidyppe, wzruszona ofiarnością synów, zwróciła się w modlitwie do Hery, by ta nagrodziła jej synów największym z możliwych darów, jaki otrzymać mogą ludzie.  Bogini przychyliła się do jej prośby i zesłała na Kleobisa i Bitona sen śmierci, a mieszkańcy Argos uczcili pamięć obu braci, ofiarowując ich posągi w sanktuarium delfickim.

Kleobis i Biton

Tak pod względem materiału jak i stylu, różniły się od kurosów posągi trojga bogów – prawdopodobnie Latony i jej bliźniaczych dzieci Artemidy i Apolla – wykonane z chryzelefantyny. Szczątki tych posągów, uszkodzonych prawdopodobnie w pożarze,  zostały odnalezione w podziemnym depozycie obok Muru Poligonalnego. Głowy posągów boskich bliźniąt zachowały się w dobrym stanie, lecz sczerniały całkowicie, zapewne pod wpływem płomieni, co w zestawieniu z przyćmionym złotem diademów, klejnotów i aplikacji sprawia wrażenie eleganckiego bogactwa. Oboje mają brwi zdecydowanie zarysowane głębokimi bruzdami (zapewne wypełnionymi niegdyś innym materiałem), ale ich zindywidualizowane fizjonomie różnią się znacznie od siebie. Artemida spogląda w dół, spod opuszczonych powiek, a policzki, uniesione w uśmiechu, nadają jej wyraz lekko ironicznego rozbawienia. Twarz Apolla jest wydłużona, z silnie zaakcentowaną brodą, a jego wielkie migdałowe oczy, ustawione skośnie i lekko zezujące, skierowane są w przestrzeń z wyrazem powagi i zadumy, podkreślonej jeszcze leciutkim melancholijnym uśmiechem.

Głowa Apollina z chryzoelefantyny

Do wybitnych dzieł rzeźbiarskich okresu późno-antycznego należy wystrój Skarbca Syfnijczyków. Był to niewielki prostokątny budynek, wzniesiony z marmuru paryjskiego, prawdopodobnie około 525 r., w formie małej świątyńki w stylu jońskim z przedsionkiem i szczytem wspartym na dwóch kariatydach. Wypukły relief w jego naczółku przedstawia, scenę sporu Apolla z Heraklesem, o zrabowany przez niego trójnóg delficki. Natomiast poniżej gzymsu, cały budynek obiega wokoło fryz figurowy przedstawiający pełne dynamiki sceny mityczne: bogów śledzących przebieg Wojny Trojańskiej, Gigantomachii,  oraz dwóch mocno uszkodzonych i trudnych do jednoznacznego zidentyfikowania wydarzeń, zapewne Sądu Parysa i uprowadzenia młodej dziewczyny.

Naczółek Skarbca Syfnijczyków
Skarb Syfnijczyków; bogowie obserwują przebieg Wojny Trojańskiej
Skarb Syfnijczyków; fragment Gigantomachi
Skarbiec Syfnijczyków; zaprzęg konny

Największą z rzeźb zachowanych w Delfach jest Sfinks z Naksos, datowany na około 560 r.  Wykony z jednej bryły lokalnego marmuru, liczy 2,2 m wysokości, a ustawiony był na szczycie dziesięciometrowej kolumny z jońskim kapitelem, honorowo ulokowanej obok świątyni Apolla; o uznaniu jakim się cieszył  świadczy fakt, że zapewnił mieszkańcom Naksos prawo pierwszeństwa, w korzystaniu z wyroczni delfickiej.

Sfinks z Naksos

Spośród rzeźb z Muzeum Archeologicznego  w Delfach najbardziej znany jest „Woźnica” (Auriga). Posąg ten należał niegdyś do dużego pomnika, w formie grupy rzeźbiarskiej, w skład której wchodziła kwadryga, wraz za końmi, a być może również dodatkowe osoby.  Paradoksalnie, Auriga ocalał dzięki temu, że podczas trzęsienia ziemi z roku 373 przed Chr. został przywalony kamieniami i przeleżał pod nimi aż do roku 1896, gdy został wydobyty przez archeologów francuskich. Był wówczas, co prawda, rozbity na trzy części, które, na szczęście, pozwoliły jednak na odtworzenie prawie całej postaci, za wyjątkiem lewej ręki, podczas gdy z pozostałych partii pomnika  zachowały się tylko drobne fragmenty.

Ze zrekonstruowanej inskrypcji z kamiennej podstawy pomnika wynika, że został on ufundowany przez Polyzalosa tyrana Geli na Sycylii, który ofiarował go do sanktuarium Apolla, jako dar dziękczynny za zwycięstwo swojego zaprzęgu w Igrzyskach Pytyjskich. Pozwala to na datowanie pomnika na około 475 r., a więc na lata przejściowe, pomiędzy archaicznym i klasycznym okresem sztuki greckiej; posąg Aurigi jest znakomitym przykładem rzeźby z tego przejściowego okresu. Istnieje hipoteza przypisująca jego autorstwo Pitagorasowi z Samos, rzeźbiarzowi działającemu na Sycylii.

Młodzieńczy Auriga stoi wyprostowany, trzymając lejce w prawej ręce. Ubrany jest w szatę przepasaną powyżej tali, która spływa do kostek, ułożona równymi plisami, a powyżej pasa załamuje się nieregularnymi fałdami. Spod opaski na starannie uczesanej głowie wymykają się kręcone kędziory, które na skroniach łączą się z młodocianym zarostem. Z jego twarzy i całej postaci emanuje spokój i pewność, bez śladu emocji związanych ze zwycięską gonitwą. Ta statyczna postawa świadczy o silnych jeszcze wpływach sztuki archaicznej, podczas gdy precyzyjnie oddane rysy i szczegóły anatomiczne, takie jak żyły na rękach, czy palce stóp, a także fałdy na górnej partii szaty, świadczą o nowych tendencjach w rzeźbie greckiej.

Auriga

Starożytnych Greków cechował niewątpliwie wielki egocentryzm, nic więc dziwnego, iż uważali, że środek świata leży w Grecja, na to jednak, że znajduje się w Delfach posiadali niezbite dowody. Sprawdził to empirycznie sam Zeus, gdy wypuścił, w tym celu, dwa orły z dwóch krańców ziemi, a ich lot skrzyżował się nad Delfami. Znalazło to dalsze potwierdzenie w odkryciu w tym miejscu  omfalosu („Pępka Świata”), w postaci kamienia, owiniętego w powijaki, który Gea podsunęła Kronosowi do połknięcia, zamiast świeżo narodzonego syna – Zeusa. Ponieważ oryginał gdzieś się zawieruszył, więc później  zastąpiono go wierną kopią, eksponowaną w Delfach.

Omfalos

W czwartym wieku, zapewne około 330 r.,  Ateńczycy ufundowali wspaniałą kolumnę, stanowiącą najprawdopodobniej postument pod omfalosa – która nosi nazwę Kolumny Akantowej lub Kolumny Tańczących Dziewcząt. Kolumna liczy około 13 m wysokości i składa się z pięciu kanelowanych bębnów, ozdobionych liśćmi akantu – świętej rośliny Apolla – z których najniższe i najwyższe zwieszają się wachlarzowato na boki. Szczyt kolumny zakończony jest wypukłymi reliefami dziewcząt w krótkich chitonach, które zdają się tańczyć ze  stopami uniesionymi ponad ziemią i wzniesionym w górę rękami.

Górna partia Kolumny Tańczących Dziewcząt
Dolna partia Kolumny Tańczących Dziewcząt

Symboliczny wręcz charakter miało odnalezienie, podczas budowy gmachu Muzeum Archeologicznego w Delfach,  pięknego białogruntowanego kyliksu attyckiego, z pierwszej połowy piątego wieku, z przedstawionym na nim Apollem siedzącym na rozkładanym krześle z kitarą na kolanach i składającym płynną ofiarę (libację).

Apollo na białogruntowanym kyliksie z Delf

Andaluzja 2009, 2011

Wylądowaliśmy  w Maladze, która jest głównym portem lotniczym Andaluzji. Hiszpania przywitała nas pochmurnym niebem. Z Malagi do Grenady jedzie się autobusem około półtorej godziny. Jak wszędzie w Hiszpanii autobusy luksusowe i czyste. Droga bardzo piękna, w górzystym terenie. Prawie wcale nie widać osiedli, za to całe stoki gór pokryte sadami oliwnymi, które, równoległymi szeregami drzewek, pną się w górę aż do skalistych szczytów. Ziemia miedzy nimi starannie wybronowana; ceglasto czerwona w okolicach Malagi, potem nabiera złotawego odcienia,. Jej ciepły odcień podkreśla zimna  srebrzysta szarość drzewek oliwnych. Od czasu do czasu, miedzy sadami,  przerywnik w postaci zarośniętej trawą hali z nieregularnie rozrzuconymi dębami korkowymi. Zieleń świeża i soczysta, nie spalona jeszcze słońcem.

Grenada

Gdzieś w połowie drogi zaczyna kropić, a do Grenady dojeżdżamy w strumieniach deszczu. Nasz hostel mieści się w samym sercu starego miasta, bardzo blisko katedry, ale znalezienie malutkiej uliczki w plątaninie zaułków wcale nie jest łatwe. W recepcji przedstawiam się swoim łamanym hiszpańskim, na co miła dziewczyna w okienku odpowiada „może pan mówić po polsku”. Okazuje się, że pochodzi z Białegostoku, ale od pięciu lat pracuje w Andaluzji, a od dwóch w Grenadzie.  Poza hiszpańskim zna dobrze angielski, a teraz studiuje języki słowiańskie na miejscowym uniwersytecie, bo na to, żeby dostać pracę tłumacza, potrzebny  jest jej dyplom uniwersytecki. Zajmuje się nami bardzo serdecznie, tylko ostrzega, że od tygodnia w Grenadzie pada.  Dostajemy duży pokój z własnym ogromnym tarasem, wychodzącym na wąziutką, cichą uliczkę. Warunki byłyby idealne, gdyby przestało padać. Mam dokładnie opracowany plan zwiedzania, uwzgledniający godziny dostępności poszczególnych obiektów, ale przy założeniu, ze pogoda dopisze. Przyjechaliśmy w sobotę, a bilety do Alhambry wykupiłem przez Internet na poniedziałek, licząc na to, ze będzie mniejszy tłok niż w niedzielę. Rano wygląda na to, ze będzie dalej padać, ale na szczęście wiatr rozprasza chmury i pokazuje się niebieskie niebo. Taka pogoda utrzymuje się przez cały czas naszego pobytu w Hiszpanii.

Zwiedzanie zaczynamy nietypowo od „Kartuzji” – klasztoru kartuzów położonego dość daleko od historycznego centrum miasta. Klasztor został ufundowany na początku XVI wieku, niedługo po zajęciu Grenady przez Hiszpanów, ale wystrój z początku XVIII wieku stanowi kulminację hiszpańskiego baroku. Inaczej niż w baroku włoskim, ściany i plafony nie są polichromowane, tylko pokryte koronką stiuków w kolorze kości słoniowej. Ten istny „horror vacui” to  niewątpliwie dziedzictwo arabskie.  Białość ścian podkreśla złoto ołtarzy i ozdobnych ram obrazów.  Za głównym ołtarzem znajduje się tzw. „Sagrario” – rodzaj sanktuarium z odkrytą szafą ołtarzową z kolorowego marmuru. Dominuje czerwono-brunatny i czarny. Widocznie właśnie taki kamień był dostępny w Andaluzji, bo zauważyliśmy, że połączenie tych dwóch kolorów często się powtarza, poczynając już od posadzek rzymskich domów z  Kordoby. Niewątpliwie punktem szczytowym tego barokowego szaleństwa jest zakrystia Kartuzji. Wprowadzam tam Małgosię z zamkniętymi oczami, żeby spotęgować jeszcze pierwsze wrażenie. Potem zauważyłem, że podobny trik stosują przewodnicy wycieczek, otwierając przed zwiedzającymi na oścież zamknięte chwilowo drzwi zakrystii. Spienione potoki białych stiuków spływają z sufitu do lamperii z kolorowego marmuru, a we wnękach stoją komody na szaty liturgiczne, intarsjowane szlachetnym drewnem i masą perłową. Ponad nimi stare przymglone zwierciadła, w bogato rzeźbionych złoconych ramach.  Może się to komuś podobać lub nie, lecz nie wyobrażam sobie, żeby nie robiło wielkiego wrażenia. Dla mnie osobiście granica kiczu nie została przekroczona.

Kartuzja w Grenadzie, widok od strony patia
Zakrystia Kartuzji
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 1
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 2
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 3
Boczna ściana zakrystii Kartuzji 4
Sagrario w Kartuzji 1
Sagrario w Kartuzji 2

 Plac przed brama Kartuzji wybrukowany jest mozaiką z ustawionych na sztorc otoczaków. Data wskazuje, ze mozaika powstała w końcu XVIII wieku. Jest tam wielki orzeł cesarki, postacie ludzkie i zwierzęce. Tego typu ozdobny bruk powtarza się na starych uliczkach, placykach i patiach w Andaluzji.

Mozaiki z otoczaków przed Kartuzją w Grenadzie

Grenada położona jest u zbiegu dolin dwóch rzeczek Genil i Darró. Na wysokim wzgórzu pomiędzy nimi leży Alhambra. Droga dla pieszych wiedzie do niej w górę, wśród starych drzew i krzewów, pokrytych w tej chwili świeżymi liśćmi. Potężne zewnętrzne mury obronne w najmniejszym stopniu nie zapowiadają cudów, które się za nimi kryją – wspaniałej spuścizny po sułtanach Grenady z arabskiej dynastii Nasridów, ostatnich monarchów muzułmańskich na Półwyspie Iberyjskim. Ich władza zaczęła się konsolidować w okresie zamętu jaki zapanował w świecie muzułmańskim na Półwyspie Iberyjskim po decydującym zwycięstwie sił chrześcijańskich nad berberyjską monarchią Almohadów, pod Las Navas de Tolosa w roku 1212, a w roku 1237 przyjęli tytuł sułtanów Grenady i ich królestwo przetrwało aż do roku 1492, jako państwo wasalne królów Kastylii. Mimo trudnej sytuacji politycznej i nacisku rekonkwisty, zdołali się utrzymać na tronie przez ponad dwieście pięćdziesiąt lat, a ich państwo przeżywało okres gospodarczej i kulturalnej świetności, szczególnie w XIV w. Jego ostateczny upadek wyglądał znacznie mniej heroicznie niż opisał to Mickiewicz w balladzie „Alpuhara”: Królowie Katoliccy wykorzystali wewnętrzne konflikty dynastyczne w łonie w rodu Nasridów i w roku 1491 rozpoczęli oblężenie Grenady, która została im poddana 2 stycznia 1492 r.  przez ostatniego sułtana Muhammada XII, nazywanego przez Hiszpanów Boabdilem.  

Właściwa twierdza – Alkazaba, pochodząca z XIII wieku, z potężnymi basztami obronnymi, tworzy jakby dziób okrętu. Pałac Nasridów i Generalife, to wspaniałe rezydencje, wzniesione w XIII i XIV wieku, które, w przeciwieństwie do meczetu w Kordobie, nie miały służyć nie tyle celom religijnym, co radości życia. Pełno tu światła dochodzącego do bajkowo ozdobnych sal z okien umieszczonych w kopułach i z krużganków otaczających patia.

O ile w meczecie z Kordoby zasadniczymi elementami ozdobnymi są wzory geometryczne z biało-czerwonych kamieni, to tu cale ściany pokryte są yeserías – koronką stiuków, z dekoracjami geometrycznymi, roślinnymi lub kaligraficznymi, na których zachowały się ślady polichromii. Elementy konstrukcyjne są całkowicie podporządkowane zadaniom dekoracyjnym. Kolumny wydają się zbyt cienkie na to, by unieść na sobie to cale bogactwo. Mukarnas – sklepienia stalaktytowe, takie jak w Sala de Dos Hermanas  czy w Sala de Abencerrajes, to prawdziwe plastry miodu, które, jak się zdaje, tylko cudem utrzymują się w górze. Podobne sklepienia mają obramowania okien i liczne nisze spełniające rolę czysto dekoracyjną. W niektórych pomieszczeniach, np. w Sala de los Embajadores i w krużgankach, zastosowano stropy kasetonowe typu artesonado – płytki ze szlachetnego drewna ułożone w misterne geometryczne wzory. Innym, ważnym elementem ozdobnym są lamperie z azulejos – kolorowych płytek ceramicznych.

Panorama Alhambry na tle Sierry
Alcazaba
Patio de los Arrayanes
Kolumny wokół Patio de los Leones z dekoracją typu yeseria
Mirador de Lin-dar Aixa
Stalaktytowa głowica kolumny
Głowice kolumn z dekoracją typu yeseria
Nisza udekorowanaa yeserias i azulejos
Sala de Dos Hermanas, sklepienie typu mukarnas
Sala de Abencerrajes, sklepienie typu mukarnas
Sklepienie typu mukarnas
Stropy typu artesonado

Niezbędnymi elementami arabskich rezydencji była woda, kwiaty i krzewy ozdobne, toteż pełno tu kanałów, fontann i basenów, takich jak ten na Patio de los Arrayanes. Niestety najsłynniejsza z fontann, ta na Patio de los Leones, poddawana jest obecnie renowacji. Generalife – letnia rezydencja władców- wywodzi podobno swą nazwę z arabskiej wersji określenia „najszlachetniejszy ogród”. Zgodnie z tą nazwa wykorzystano wszystkie umiejętności arabskich ogrodników, żeby stworzyć tu rajski zakątek. Jednakże życie w Alhambrze nie zawsze było rajem. W tej pełnych eleganci i subtelności rezydencji toczyła się bezwzględna walka o władzę.   Według tradycji nazwa Sala de Abencerrajes wywodzi się stąd, że na rozkaz władcy,  wymordowano tu wszystkich przedstawicieli tej możnej rodziny, zdradziecko zaproszonych na ucztę.

Generalife, Patio de Asequia
Generalife, Camara Real
Camarav Real, wystrój łuków
Generalife, Mirador
Mirador, stiuki na ścianie

Elementem, który dodatkowo potęguje urok Alhambrze są wspaniałe widoki. Po przeciwnej stronie głębokiej doliny rzeczki Dorró, krętymi uliczkami pnie się w górę Albaicín – dawna dzielnica arabska, zabudowana białymi domami z dachami krytymi spatynowaną „śródziemnomorską” dachówką, a wyżej jeszcze wznosi się zielona góra Sacramone, z liną jedenasowiecznych   murów obronnych, wzniesionych podczas panowania berberyjskiejj dynastii, Zirydów. Horyzont zamykają niebieszczejące szczyty Sierry…

Widok Albaicin z Alhambry
Góra Sacramonte widziana z Alhambry

Przy zwiedzaniu, zwykle mamy z Małgosią odwrotne tendencje. Ja preferuję poruszanie się zgodnie z ustalonym planem, wzdłuż trasy wyznaczonej na mapie, a ona wędrówkę przed siebie. W przypadku takich zaczarowanych miejsc jak Albaicín, moja metoda okazuje się nie tylko niepotrzebna, lecz wręcz nie możliwa do zrealizowania. Po paru krokach gubimy się w plątaninie uliczek i zaułków, co absolutnie  nie przeszkadza, bo o uroku Albaicín nie decydują żadne nadzwyczajne zabytki, tylko malowniczość białych domków z dachami pokrytymi karbowaną brunatno-czerwoną dachówką, palm, cyprysów i drzewek cytrusowych, wyzierających spoza murów ogrodowych, oraz wspaniałych widoków, na Sierrę Nevadę, Alhambrę i, widziane z góry dachy starego miasta, z dominującą nad nimi katedrą.  Niebo jest trochę zachmurzone, a pokryte śniegiem szczyty Sierra Nevada zlewają się z obłokami. Za to niższe partie gór są intensywnie granatowe.

Dzielnica jest uboga, podobno zamieszkała głównie przez Cyganów.  Tak jak i w całej Andaluzji, jest tu bardzo czysto. Na uliczkach ani śladu śmieci. Kolosalna różnica w zestawieniu z południowymi Włochami.  Inaczej niż w Kordobie i Sewilli tu lamperie domów są koloru szaro-niebieskawego, co, jak słusznie stwierdziła Małgosia, stwarza wrażenie skromnej elegancji.  Na balkonach i zakratowanych oknach dominują doniczki  z pelargoniami o dosyć przypadkowo dobranych kolorach. Patia na ogół zamknięte murami i niewidoczne od ulicy. W sumie ma się wrażenie pełnego autentyzmu – nic z atrakcji turystycznej.  Nawet na placyku Mirador de San Nicolas, przed kościołem o tej samej nazwie – najpopularniejszym punkcie widokowym – żadnych sklepów z pamiątkami, tylko grupki hipisów rozkładających na ziemi swoje rękodzieła. Małgosia kupiła tam na prawdę elegancki wisiorek, z kryształem górskim w czarnej plecionce.  Zapewne właśnie ze względu na tę autentyczność zostaliśmy całkowicie oczarowani przez Albaicín; wracaliśmy tam jeszcze parokrotnie i z perspektywy czasu uznali za najbardziej urzekające z miejsc obejrzanych w  Andaluzji.

Opis naszych wrażeń z Albaicín nie byłby pełny, gdybym nie wspomniał o koncercie flamenco, na który wybraliśmy się do cygańskiej dzielnicy Sacromonte, rozciągającej się za Albaicín, gdzie ubogie mieszkania dotąd mieszczą się w grotach wykutych w skale.  W takiej grocie odbył się również koncert. Niewątpliwie był to „cepeliowski” pokaz dla turystów, nie mający wiele wspólnego z autentyczną sztuką, ale dawał pewien jej posmak. Pomalowana na biało cylindryczna grota udekorowana była mosiężnymi naczyniami i chochlami rozwieszonymi na suficie i ścianach. Stary cygan z charakterystyczną „dürerowską” fizjonomią i szpakowatą czupryną spadającą na ramiona, śpiewał ochrypłym głosem jakieś ballady, przy akompaniamencie gitary, a na niewielkim  parkiecie po środku występowały kolejne tancerki (i tylko jeden tancerz), wybijając takt nieprawdopodobnie szybką pracą stóp.  Jednakże właściwy taniec wykonywany był ruchami dłoni i gwałtownymi zmianami położenia rąk i całego ciała. Zgadywałem, że stanowił on ilustrację do śpiewanych ballad, ale mogłem to tylko zgadywać. Ciekawe, ze przy całym mistrzostwie technicznym, a może właśnie dzięki niemu, widać było dużą różnicę temperamentu poszczególnych wykonawczyń. Musze przyznać, że pomimo mojego całkowitego braku wrażliwości muzycznej ten spektakl zrobił na mnie wrażenie.

Urok miast andaluzyjskich w dużym stopniu polega na tym, ze ich dzielnice różnią się znacznie miedzy sobą. Jest to szczególnie widoczne w Grenadzie,  gdzie  Albaicín i  rozpościerające się u jej stop stare miasto to  dwa w niczym nie podobne do siebie światy. To ostatnie wyrosło wprawdzie na miejscu dawnego miasta arabskiego i zaadaptowało szereg mauretańskich budowli, ale charakter zabudowy jest tu całkiem inny. Tak jak w większości miast andaluzyjskich, katedra została wzniesiona na miejscu dawnego głównego meczetu, co miało symbolizować zwycięstwo chrześcijaństwa nad islamem. Inaczej jednak niż w Kordobie i Sewilli, tu po meczecie nie pozostało wiele śladów. Widziana ze wzgórza Albaicín rudo-brunatna skalista wyspa katedry góruje nad dachami otaczających ją domów. Na dole brak jest perspektywy, pozwalającej objąć wzrokiem cały budynek. Z każdej strony prezentuje się on inaczej, jako budowla należąca do innego stylu architektonicznego. Nic w tym dziwnego, gdyż  powstawała przez dwieście lat.  Mały placyk  za katedra jest całkowicie przytłoczony surowym i potężnym gotyckim obejściem chóru.  Monumentalna fasada od strony zachodniej jest renesansowa. Przypomina rozciągnięty w górę rzymski łuk triumfalny z jego trzema półokrągło sklepionymi bramami. Została zaprojektowana w połowie XVII wieku przez Alonso Cano – malarza, rzeźbiarza i architekta, który razem z Velazquezem terminował u Francisco Pacheco w Sewilli. Zachowały się nawet ich wspólne młodzieńcze obrazy. Potem ich drogi się rozeszły, bo Velasquez przeniósł się do Madrytu, jako nadworny malarz Filipa IV. Nawiasem mówiąc, zapamiętałem dobrze Alonsa Cano z jego obrazu – „Zejście Chrystusa do otchłani” – wystawionego w Los Angeles County Museum of Art., chyba najlepszego jaki namalował.  Najciekawiej prezentuje się katedra od strony południowej, gdzie ściana Kaplicy Królewskiej (Capilla Real) zamknięta jest od góry koronką attyki, ponad którą sterczą bogato rzeźbione kwiatony pinakli. Jeszcze bogatsza dekorację rzeźbiarską, w podobnym stylu gotyku   izabelińskiego, posiada przylegająca do katedry „La Lonja” – dawna giełda handlowa.

Widok katedry z drogi na Albaicin

Najciekawiej prezentuje się katedra od strony południowej, gdzie ściana Kaplicy Królewskiej (Capilla Real) zamknięta jest od góry koronką attyki, ponad którą sterczą bogato rzeźbione kwiatony pinakli. Jeszcze bogatsza dekorację rzeźbiarską, w podobnym stylu gotyku   izabelińskiego, posiada przylegająca do katedry „La Lonja” – dawna giełda handlowa.

Fasada Kaplicy Królewskiei i La Lonjy.

Wnętrze katedra jest jeszcze większą mieszaniną stylów. Pięcionawowa hala przykryta jest misternym późnogotyckim sklepieniem sieciowym, ale wspierające je filary są flankowane  korynckimi pilastrami. Całą ogromną absydę prezbiterium zajmuje wielki rzeźbiony ołtarz renesansowo-barokowy, po dwóch bokach którego klęczą postacie Izabeli i Ferdynanda. Duże okna i biało pomalowane ściany, powodują, że wnętrze jest jasne i pełne światła.

Ciekawsza niż katedra jest, przylegająca do niej, Capilla Real, mauzoleum Królów Katolickich, ukończone w roku 1521, w dosyć surowej odmianie stylu izabelińskiego,  z ozdobnymi sklepieniami, z krzywoliniowymi gurtami i złoconymi zwornikami. Ściany zdobią płaskorzeźby orłów z tarczami herbowymi na piersiach. Na środku marmurowe sarkofagi dwóch par małżeńskich: Izabeli i Ferdynanda oraz ich nieszczęsnej córki Joanny Szalonej i jej męża Filipa Pięknego. Nie wiem czy znacie historię Joanny? Po przedwczesnej śmierci brata – Don Juana – Joanna zostaje następczynią tronu hiszpańskiego. Wydana za mąż za Filipa Pięknego Habsburga – księcia Burgundii i Brabantu, zakochuje się w nim do nieprzytomności. Zdradzana przez męża, zaczyna przejawiać symptomy choroby umysłowej, które ten umyślnie rozdmuchuje. Symptomy te potęgują się po jego wczesnej śmierci. Wykorzystuje to najpierw jej ojciec – Ferdynand Aragoński, a potem syn – cesarz Karol V, ażeby odsunąć Joannę od tronu Królestwa Kastylii. Umiera w zamku Tordesillas, gdzie była więziona w bardzo złych warunkach przez 46  lat.

Wracając do Kaplicy Królewskiej – jednym z najpiękniejszych elementów jej wystroju jest wspaniała kuta krata – dzieło mistrza Bartolome de Jean – uchodząca za jedną z najpiękniejszych w Hiszpanii. Mówi to bardzo wiele, gdyż ozdobne kraty zamykające kaplice katedr hiszpańskich nie mają chyba równych sobie na świecie. W tej, po środku wykute są herby Królów Katolickich, a attyka, biegnąca wzdłuż górnej krawędzi, przedstawia sceny z Ewangelii zwieńczone ozdobnym fryzem.

Jak w wielu hiszpańskich kościołach zakrystia Kaplicy Królewskiej to prawdziwe wspaniałe muzeum, gdzie, poza pamiątkami po Izabeli i Ferdynandzie, zgromadzono część ich kolekcji malarskiej. Należeli oboje do entuzjastów malarstwa niderlandzkiego i w zakrystii znajdują się dzieła Van der Weydena i Memlinga, ale także Botticellego i Perugina.

W najbliższym otoczeniu katedry zachowało się kilka zabytków arabskich. Tuż obok znajduje się Pałac Madrasy – dawna uczelnia muzułmańska – gdzie za późniejszą barokową fasadą kryje się podobno wspaniale wnętrze z epoki Nasridów. Piszę „podobno”, gdyż pałac znajduje się w tej chwili w remoncie. Za to można obejrzeć „Corral de Carbón” – dawny karawanseraj, którego nazwa pochodzi stad, ze był wykorzystywany jako targ węglowy. Przez ozdobną bramę wchodzi się na prostokątny dziedziniec otoczony dwupiętrowymi krużgankami z szarej cegły. Bardzo się nam spodobał w swojej prostocie, nie spotykanej na ogół w zabytkach mauretańskich.

Za katedra rozciąga się prawdziwy labirynt uroczych wąskich uliczek, wśród których błądziliśmy za każdym razem, chociaż  tam właśnie mieścił się nasz hostel. Tuż obok niego znajdował się główny budynek uniwersytetu, w dawnym klasztorze  przy kościele św. Justo i Pastora, a dalej klasztor Św. Hieronima, wzniesiony jako mauzoleum nagrobne Gonzala Fernándeza de Córdoba (1453-1515) – zwanego el Gran Capitán – wybitnego dowódcę i organizatora armii, którego innowacje dały początek słynnym „tercios” (oddziałom piechoty uzbrojonych częściowo w broń białą, a częściowo w palną), zapewniającym Hiszpanii przewagę militarną w Europie w przeciągu stu pięćdziesięciu lat. Krużganki klasztoru zostały zaprojektowane przez wybitnego architekta renesansowego Diego de Siloe. Jego autorstwa jest również wystrój rzeźbiarski plafonu.

Krużganki klasztoru Św. hieronima
Płaskorzeźby na sklepieniu w kościele św. Hieronima
Ząbrowane sklepienie kościoła Św. Hieronima

Kordoba

Z Grenady do Kordoby jedzie się autobusem niecałe dwie godziny. Tym razem widoczność była wspaniała i z autostrady przy wyjeździe z miasta roztaczała się wspaniała panorama ośnieżonych szczytów Sierra Nevada. Gdzieś w połowie drogi malownicze wzgórza pokryte sadami oliwnymi przechodzą w równinę, na której obok sadów ciągną się również pola pokryte niskim, gęsto rosnącym zbożem, przypominającym młody owies lub jęczmień zdaje się, że to ryż. Od strony wjazdu z autostrady Kordoba nie robi dobrego wrażenia – „socjalistyczne” bloki mieszkalne. Za to nasz hotelik położony był idealnie: 50 metrów od brzegu Gwadalkiwiru i 200 od Meczetu. Gwadalkiwir to dla nas pierwsza rzeka w Andaluzji, która zasługuje na tę nazwę. Te widziane poprzednio były raczej strumieniami. Dokładnie na przeciwko Meczetu znajduje się most rzymski, a na wysepce obok niego arabskie koło napędowe systemu nawadniającego ogrody Alcazaru.

W Kordobie byliśmy niespełna dwa dni, wiec musieliśmy bardzo ograniczyć nasz program zwiedzania – tylko do Meczetu,  Alcazaru i graniczącej z nimi Juderíi – dawnej dzielnicy żydowskiej, najciekawszej ze starego miasta. Wieczorem po przyjeździe wybraliśmy się tam na spacer, ale patia stanowiącej główna atrakcje Juderíi były już pozamykane na noc. Za to zafrapował nas charakterystyczny zapach, którego fale dochodziły   do nas od czasu do czasu. Zapach był bardzo przyjemny, coś pomiędzy bzem a czeremchą, ale łagodniejszy od czeremchy. Z początku myślałem, że tomijają nas mocno wyperfumowane panie, ale potem zorientowaliśmy się, że to pachną kwiaty nieznanego nam drzewa, którego liście podobne są do jacarandy,  a kiście delikatnie fioletowych kwiaty przypominają bez. Widać takie drzewo na naszych zdjęciach.

„Pachnące drzewa”

Następnego dnia rozpoczęliśmy zwiedzanie od Alcazaru de los Reyes Cristianos. Nazwa podkreśla chrześcijaństwo królów chyba dlatego, że główny budynek Alcazaru został wzniesiony w pierwszej połowie XIV wieku, a wiec niedługo po zajęciu miasta przez Kastylijczyków w roku 1236. Jednakże najciekawsze wystawione tam eksponaty nie należą ani do kultury chrześcijańskiej, ani do islamskiej, tylko jeszcze do rzymskiej. Są to przede wszystkim mozaiki podłogowe z willi odkopanych na terenie obecnej Kordoby. Do Alcazaru należy duży i bardzo pięknie utrzymany ogród.

Alcazar de Los Reyes Cristianos, rzymskie mozaiki podłogowe
Ogród Alcazaru
Krenelaż na murach wokół Alcazaru

Spośród zwiedzanych przez nas trzech miast Andaluzji Kordoba ma najgłębsze korzenie historyczne. W epoce rzymskiej była stolica prowincji Boetica i stad pochodził Seneka oraz jego brat poeta – Lukan. Dotąd jeszcze  most rzymski łączy brzegi Gwadalkiwiru  

Tuż koło mostu wznosi się Meczet, na miejscu, gdzie niegdyś stała rzymska świątynia pogańska, zamieniona potem na katedrę chrześcijańską przez Wizygotów. Budowę meczetu rozpoczął w drugiej połowie VIII wieku emir Abd-ar-Rachman I – założyciel kordobańskiej gałęzi  dynastii Umajjadów – potem rozbudowywali go  kolejno Abd-ar-Rahman II (polowa IX wieku), Abd-ar-Rachman III, Al-Hakim II i Al-Mansur (X wiek).  Ten ostani – Almanzor, anachronicznie przeniesiony przez Mickiewicza do XV w. – był hadżibem  (wezyrem) kalifa kordobańskiego i faktycznym władcą Kalifatu, w okresie jego największej potęgi. W ramach dżihadu, prowadził liczne kampanie przeciwko chrześcijanom i w jednej z nich zniszczył Santiago de Compostela, a dzwony zrabowane z katedry i przeniesione przez chrześcijańskich niewolników, zainstalował  w meczecie w Kordobie.  Po odzyskaniu miasta przez Fernanda III kastylijskiego, w roku 1236, dzwony zostały uroczyście zwrócenie do Composteli, tym razem przeniesione przez jeńców muzułmańskich.

Wysoki kamienny mur otacza prostokątny plac o wymiarach 175×128 m., na którym mieści się sam meczet i przylegający doń Dziedziniec Pomarańczy (Patio de las Naranjas). Surowość muru łagodzą tylko liczne bramy z  podkowiastymi łukami z biało-czerwonych klińców, ozdobione fryzami arkadowymi  charakterystycznymi oknami typu celosia – osłoniętymi ażurowymi ekranami, powycinanymi w geometryczne wzory.  Dawny minaret służy obecnie za dzwonnicę.

Dzwonnica katedry – dawny minaret
Puerta de San Ildefonso
Puerta de San Juan
Puerta de San Miguel
Fryz kolumienkowy nad portalem
Okno typu celosia

Po wejściu z zalanego słońcem patia do meczetu, potrzeba dobrych paru minut, by w panującym tu półmroku rozeznać się w lesie kolumn, równoległymi rzędami wypełniających wnętrze. Pierwotnej  jedności przestrzeni nie zdołała zniszczyć, lecz mocno naruszyła, wbudowana środku katolicka katedra z XVI wieku oraz liczne kaplice. Był to prawdziwy akt barbarzyństwa, ze strony miejscowej kapituły, przeciwko którem protestowała bezskutecznie rada miejska.  Podobno Karol V odwiedzają meczet, niedługo po wybudowaniu katedry, miał powiedzieć: „Zniszczyliście rzecz  jedyną na świecie, zamieniając ją na coś co można oglądać wszędzie”.

Smukłe kolumny marmurowe – pochodzące często z zabytków rzymskich, połączone  pomiędzy sobą   półkolistymi i podkowiastymi łukami z biało-czerwonych klińców –  robią wrażenie gaju palmowego. Nawiasem mówiąc, teraz dopiero dowiedziałem się, ze podkowiasty łuk, tak wydawałoby się charakterystyczny dla architektury arabskiej, został zapożyczony od Wizygotów, za to palmę i granat – zadomowione teraz w Hiszpanii – sprowadzili tu dopiero Maurowie. 

Gaj palmowy

Wokół obecnej Capelli de Villaviciosa łuki stają się bardziej ozdobne – wielolistne i wachlarzowe – pokryte dekoracją stiukowa. Wspierają grube kamienne gurty, krzyżujące się na stropie w formie dwóch kwadratów – jednego wpisanego w drugim – które podtrzymują muszle kopuły.

Wejście do Capilla de Villaviciosa
Kopuła nad Capillą de Villaviciosa

Maksura, czyli przestrzeń zarezerwowane dla władcy, ma kształt prostokątny, usytuowana jest przed mihrabem i przykryta trzema kopułami. Boczne kopuły mają strukturę bardzo podobną do tej nad Kaplicą de Villaviciosa, z tym, że przecinające się gurty, tworzą w nich ośmioramienną gwiazdę, a nie kwadrat. Natomiast środkowa, ośmiosegmentowa kopuła pokryta jest wspaniałą mozaiką z motywami roślinnymi i geometrycznymi, w której, obok złota, dominuje kolor ciemnoniebieski, podczas, gdy pędy roślinne na mozaikach, zdobiących fryz kolumienkowy ponad wejściem do mihrabu, odcinają się ciemną zielenią na złotym tle, a feerię barw dopełnia czerń oraz brunatna czerwień kaligraficznych inskrypcji i arabesek wokół podkowiastych łuków wieńczących portale.

Mozaiki są dziełem mistrzów bizantyńskich, których, wraz z odpowiednim zapasem tesserae,  sprowadził Al-Hakim z Konstantynopola. Naśladował w tym Omara,dla którego – trzy wieki wcześniej – artyści bizantyńscy wznieśli Kopułę Skały na Wzgórzu Świątynnym w Jerozolimie. Tyle, że tam, nie tylko mozaikowy wystrój, ale i cała architektura miała  bizantyński charakter. Na mnie osobiście, większe wrażenie robią mozaiki w Kordobie. Rozbłysk złota w przyćmionym świetle, dochodzącym z okienek kopuły, dodają i tajemniczości i majestatu.

Boczne kopuły maksury
Środkowa kopuła maksury
Element fryzu kolumienkowego nad wejściem do mihrabu
Wejście do mihrabu
Łuk nad bocznymi drzwiami do maksury

Kordoba leży na płaskiej jak stół równinie, więc brak tu widoków takich jak w Grenadzie. Podobnie jak w Albaicín, domy w Juderíi pomalowane są na biało, ale bogatsze i bardziej zadbane, a ich żółte lub brunatno-czerwone dużo więcej kwiatów. Z fotogenicznego  Zaułka Kwietnego (Callejón de las Flores) otwiera się widok na minaret Meczetu (dzwonnicę  Katedry).

Juderia w Kordobie
Calle de las flores

Jednakże dumą Kordoby są patia, uchodzące za najładniejsze w Andaluzji. Co roku w maju odbywają się tu konkursy na najpiękniejsze patio. I tu dominują pelargonie, ale niektóre patia udekorowane są bardziej ambitnie, starannie dobranymi roślinami pnącymi.

W Kordobie urodziło się trzech filozofów: Seneka, Averroes i Mojżesz Maimonides. Wszyscy oni cierpieli prześladowania z rąk tyranów. Seneka, który był nauczycielem Nerona, został zmuszony do samobójstwa przez wdzięcznego ucznia, a dwu pozostałych wygnano z rodzinnego miasta, na rozkaz fanatycznych Almohadów. Teraz wszyscy trzej mają swoje pomniki w Kordobie. Pomnik Seneki stoi przy bramie de Almodovar, na zewnątrz murów arabskich otaczających Juderíę, a Majmonides siedzi na postumencie w pobliżu synagogi przy Ulicy Żydowskiej (Calle de Judíos).

Sewilla

W starożytności Sewilla nosiła nazwę Hispalis. Jej początki sięgały okresu sprzed kolonizacji fenicko-kartagińskiej. Zajęta przez Scypiona Afrykańskiego podczas II Wojny Punickiej, stała się ważnym miastem rzymskimi. W pobliżu Hispalis Juliusz Cezar założył kolonię Italikę, z której wywodzili się potem Trajan i Hadrian, należący do najwybitniejszych cesarzy. Po okresie Wędrówek Ludów Sewilla była stolicą ważnej prowincji Królestwa Wizygotów, a po podboju arabskim rozwijała się dalej jako Iszbalija. Pod panowaniem berberyjskiej dynastii Almohadów została stolicą ich andaluzyjskiego królestwa.  

Zdobyta w 1248 roku przez Ferdynanda III stała się Sewilla ulubioną rezydencją królów kastylijskich, którzy obdarzali miasto przywilejami.  W szczególności król Piotr Okrutny (Pedro Cruel) stale przebywał w Sewilli, wraz ze swymi kochankami, i rozbudował miejscowy Alcazar. Jednakże okres swojej największej  świetności przeżywała Sewilla w XVI wieku, wraz z rozwojem hiszpańskiego imperium kolonialnego. Chociaż położona w głębi lądu, służyła jednak jako główny port w kontaktach z Ameryką, gdyż ówczesne galeony mogły tu docierać wzdłuż Gwadalkiwiru, a port rzeczny nie był narażony na ataki piratów. Poza tym wygodne połączenia lądowe zapewniały Sewilli dobre zaopatrzenie w towary wysyłane za Ocean. Wprawdzie dopiero czwarta wyprawa Kolumba wyruszyła z samej Sewilli, ale poprzednie były tam przygotowywane. W 1503 roku powołana została w Sewilli Casa de la contración de Indias, organ administracji państwowej nadzorujący handel zamorski.  Handel był prowadzony głównie przez armatorów prywatnych, ale Casa pobierała cła, wydawała pozwolenia na żeglugę, sprawdzała listy pasażerów (czym interesowała się Inkwizycja), sprawowała sądy nad żeglarzami, a także prowadziła szkolenia i wydawała licencje nawigatorów.  Rejestrowała również wszystkie rejsy, notowała odkrycia i systematycznie uaktualniała główną mapę tzw. Padrón Real.  Ze złota i srebra spływającego z Ameryki miejscowa mennica biła monety. W rezultacie Sewilla zmonopolizowała handel oceaniczny. Ze swoimi 150 tysiącami mieszkańców stała się trzecim co do wielkości miastem Europy zachodniej. Kryzys ekonomiczny jaki dotknął Hiszpanię i jej imperium w XVII wieku odbił się fatalnie na handlu zamorskim, co zapoczątkowało upadek potęgi gospodarczej Sewilli. Dodatkowo w 1649 roku miasto dotknęła klęska zarazy. Na domiar złego wzrastające zamulenie Gwadalkiwiru utrudniało korzystanie z portu, co spowodowało przesunięcie centrum handlu z Ameryką do Kadyksu. Niejako symbolicznym podsumowaniem tej tendencji było przeniesienia Casa de la contracion  z Sewilli do Kadyksu w 1717 roku. W 1755 roku miasto zostało silnie zniszczone przez trzęsienie ziemi. Nigdy nie wróciło do dawnej świetności, chociaż, jak to często bywa, bieda i izolacja przyczyniły się do zachowania jego historycznej zabudowy i charakteru.

Kryzys polityczny i ekonomiczny nie przeszkodził w rozwoju kultury hiszpańskiej, która w latach 1550 – 1650 przeżywała swój złoty wiek. Sewilla miała w tym swój istotny udział. Tu Cervantes rozpoczął pisać Don Quijote’a; w niezbyt przyjemnych okolicznościach, bo w Więzieniu Królewskim (Carcel Real) na ulicy Sierpes, gdzie został wtrącony z podejrzeniem o dokonanie malwersacji na piastowanym stanowisku komisarza podatkowego. Jednakże największy wkład w kulturę złotego wieku wniosła Sevilla w dziedzinie sztuk pięknych. Diego Velázquez oraz, urodzony w Estremadurze, Francisco de Zurbarán, uczyli się tu malarstwa i stąd zostali powołani do Madrytu, na dwór Filipa IV. Esteban Murillo i Juan Valdés Leal spędzili tu całe życie, rywalizując między sobą o opinię najwybitniejszego malarza religijnego, gdyż kościoły, zakony i bractwa religijne były głównymi mecenasami sztuki.

Obecnie Sewilla jest stolicą autonomicznego regionu Andaluzji i liczy około 700 tysięcy mieszkańców. Jest ruchliwym miastem, ale na szczęście, ruch w dużym stopniu omija stare miasto, gdzie część ulic zamknięta jest dla samochodów. Ulice są tu wąskie, a przy dosyć wysokiej zabudowie robią czasem wrażenie głębokich wykopów. Nasz hotelik znajdował się na skraju starego miasta, około 20 minut piechotą od Plaza de Triunfo przed katedrą. Droga zajmowała nam jednak znacznie więcej czasu, gdyż błądziliśmy za każdym razem. Nie wiem jaki triumf upamiętnia nazwa placu, może chodziło tu o rekonkwistę. W każdym razie plac otoczony jest reprezentacyjnymi budowlami. Góruje nad nim ogromny masyw katedry. Naprzeciwko katedry, Puerta de Leon prowadzi do Alcazares Reales . Po jej prawej stronie wznosi się barokowy Pałac Arcybiskupi, z reprezentacyjną bramą wjazdową, a po lewej budynek dawnej giełdy (Case de Lonja), który od końca XVIII wieku mieści Archiwum Indii Zachodnich (Archivo General de Indias). Budynek, w surowym stylu wczesnego baroku hiszpańskiego,  został zaprojektowany przez Juana de Herrera – architekta Escorialu.

Główne zabytki jakie zachowały się w Sewilli z czasów panowania arabskiego, to dwie wieże, obie zbudowane w XII wieku: Giralda  oraz Torre de Oro – dwunastokątna baszta, która strzegła mostu na Gwadalkiwirze, a potem służyła jako skarbiec, gdzie przechowywano złoto przywiezione z Nowego Świata. Meczet w Sewilla został zamieniony na katedrę zaraz po zdobyciu miasta przez Ferdynanda III w 1248 roku, ale ponieważ groził zawaleniem po zniszczeniach spowodowanych trzęsieniem ziemi, wiec na początku XV wieku, na jego miejscu zaczęto wznosić wielka katedrę gotycką. Minaret, pochodzący z końca XII wieku,  został wykorzystany jako dzwonnica. Kolejne trzęsienie ziemi uszkodziło jego szczyt, który w drugiej połowie XVI wieku został przebudowany i ozdobiony obrotową figurą alegoryczną symbolizującą wiarę, która nadała nazwę całej budowli. Polaków zaskakuje ogromne podobieństwo Giraldy do Pałacu Kultury. Podobieństwo to nie jest przypadkowe. Amerykańscy architekci wzorowali się na Giraldzie przy projektowaniu drapaczy chmur, a zachwycony nimi Stalin narzucił ten sam wzorzec architekturze realizmu socjalistycznego. Tak wiec Pałac Kultury jest wnukiem Giraldy i to bardziej podobnym do babki niż wiele jej amerykańskich dzieci.

Giralda
Torre de Oro

Katedra w Sewilli to  właściwie nie jeden budynek, ale cały kompleks architektoniczny, powstały na miejscu dawnego meczetu. Poza Giraldą, po   meczecie pozostało tylko otoczone murem Patio de los Naranjos, do którego wchodzi się przez Puerta de Perdón – bramę w stylu mudejar. Na Giraldę nie prowadzą schody, lecz wewnętrzna estakada, która pozwalała muezinowi wjechać konno na  górną platformę. Panorama jest rozległa, gdyż Sewilla położona jest na równinie. Jednakże ciekawsze są widoki  z niżej położonych okien, gdyż pozwalają obserwować z bliska bogaty wystrój rzeźbiarski łuków przyporowych i kwiatonów na Katedrze.  Katedra jest trzecim co do wielkości świątynią chrześcijańskim, po rzymskim Św. Piotrze i londyńskim Św. Pawle, a największym kościołem gotyckim. Jednakże do czystości stylu bardzo jej daleko. Już jej proporcje są zupełnie nietypowe, gdyż wznoszona na miejscu dawnego meczetu, ma szerokość bardzo dużą w stosunku do długości. Poszerzyły ją jeszcze dobudowane od strony południowej zakrystie i kaplice. Budowę rozpoczęto  na początku XV wieku, a zakończono sto lat później.

Widok z Patio de los Naranjos na Puerta de Perdon
Katerdra w Sewilli
Puerta de San Cristóbal
Pinakle katedry widziane z Girony

Po obejrzeniu katedr w Grenadzie i w Cordobie, Małgosia stwierdziła, że nie wytrzymują porównania z katedrą w Toledo, z jej oszałamiającym bogactwem i różnorodnością. Powiedziałem jej wtedy „zaczekaj jeszcze do Sewilli”. I rzeczywiście przyznała, że katedra w Sewilli może konkurować z Toledo i to nie tylko ogromem, ale i wystrojem.  Potężne filary 35 metrowej wysokości wspierają sklepienie pięcionawowej hali. Sklepienie nie jest jednolite.  Dosyć surowe sklepienie krzyżowo-żebrowe na skrzyżowaniu naw i transeptu przechodzi  w sklepienie gwiaździste z bardzo bogatą dekoracją rzeźbiarską. Jest to wynik przebudowy dokonanej, po zawaleniu się kopuły na początku XVI wieku, w stylu panującej wówczas, hiszpańskiej odmiana późnego gotyku  tzw. gotico florido.  Tak jak w większości gotyckich katedr hiszpańskich wewnętrzna przestrzeń rozbita jest przez Wielki Ołtarz (Capilla Mayor) i umieszczoną naprzeciwko podkowę chóru ze stallami. Ołtarz ten jest rzeczywiście wielkim, największym ołtarzem gotyckim na świecie. Liczy sobie 27 na 18 metrów i składa się z 45 paneli z rzeźbionymi scenami biblijnymi, obramowanych bogatą późnogotycką dekoracją snycerską. Całość pokryta jest złotą polichromią i wygląda jak drogocenny gobelin ze złotogłowiu, zawieszony między sklepieniem a posadzką. Zarówno ołtarz, jak i chór, a także boczne kaplice, zagrodzone są kutymi kratami, które nie mają chyba sobie równych poza Hiszpanią.

Wielki ołtarz w katedrze

Wewnątrz chóru znajdują się wspaniałe rzeźbione stalle, ustawione naprzeciwko siebie. Po obu stronach górują nad nimi XVIII-wieczne organy w ciężkiej rzeźbionej oprawie barokowej, sięgającej prawie do sklepienia. Obejście chóru  pokryte jest ozdobną barokową lamperią z brunatno-czerwonego i czarnego marmuru, charakterystycznego dla Andaluzji.  Nazwa  jednej z bocznych kaplic Nuestra Senora de la Antigua pochodzi od obrazu znajdującego się teraz w barokowym ołtarzu. Obraz jest jednak znacznie starszy, pochodzi z końca XIV wieku i jest zachowanym freskiem ze ściany dawnego schrystianizowanego meczetu. Przedstawia pełną wdzięku stojącą postać Matkę Boską z Dzieciątkiem,  u stóp której klęczy maleńka figurka fundatorki – Eleonory z Albuquerque – królowej Aragonii.   Obraz był otoczony kultem, gdyż, według legendy, Matka Boska w tej postaci miała się ukazać królowi Ferdynandowi III podczas oblężenia Sewilli. Podobno Kolumb modlił się przed tym obrazem przed swoimi wyprawami. Inny obraz Matki Boskiej, związany również z wyprawami morskimi – Virgen de los Navegantes – wisi w sali Alkazaru, noszącej nazwę Cuartos de Almirante. Izabela udzieliła w niej audiencji Kolumbowi, po jego powrocie z drugiej wyprawy do Ameryki, a Karol V przyjął tu Magellana, przed jego podróżą dookoła świata.

Obejście chóru w katedrze

Do Katedry przylegają dwie wielkie zakrystie w stylu plateresco, a w nich, poza bogatą kolekcją malarstwa (Zurbarán i Murillo) znajduje się inna hiszpańska specjalność – olbrzymia monstrancja noszona podczas procesji. Ta pochodzi z drugiej połowy XVI wieku, jest srebrna,  waży 475 kg i ma prawie 4 metry wysokości.  Za to zupełnie małe są dwa ozdobne klucze, złożone jako wota, jeden z napisem arabskim, a drugi hebrajskim. Są to klucze do dwóch dzielnic Sevilli, przekazane Ferdynandowi III przy poddaniu miasta. Warto tu dodać, że pierwsi królowie kastylijscy, którzy podbijali Andaluzje byli tolerancyjni wobec swoich arabskich i żydowskich poddanych. W szczególności Alfons X Mądry, syn Ferdynanda III popierał uczonych, niezależnie od ich wyznania. Prześladowania zaczęły się 150 lat później.

Pałac królewski w Sewilli, a właściwie zespół pałaców królewskich (Alcazares Reales) jest różnorodny pod względem architektonicznym. Najciekawszą rezydencją z tego zespołu jest Pałac Piotra Okrutnego (Palacio de Don Pedro), z drugiej połowy XIV wieku, zbudowany w stylu mudejar czyli należy do budowli wzorowanych na architekturze arabskiej i często wznoszonych dla chrześcijańskich zleceniodawców, przez muzułmańskich budowniczych. Przypomina ogromnie Pałac Nasridów w Grenadzie. Nic dziwnego, gdyż budowali go arabscy mistrzowie, użyczeni przez króla Grenady, w zamian za udzieloną mu pomoc wojskową w wewnętrznych rozgrywkach dynastycznych. O stopniu do jakiego elementy islamskie zostały tu wykorzystane, świadczy fakt, iż nad brama wejściową umieszczono fryz kaligraficzny w alfabecie kufickim, który głosi „Nie ma zwycięzcy poza Allahem”. Dodano jednak również napis w alfabecie gotyckim i herby królewskie. Patio de las Doncellas – główny dziedziniec pałacu stanowi zupełną mieszaninę stylów, bo na parterze zachowały się krużganki mauretańskie, natomiast piętro przebudowano w XVI wieku w stylu renesansowym.

Palacio de Don Pedro, Patio de las Doncellas
Palacio de Don Pedro, Patio de las Munecas
Łuk portalu w Patio de las Munecas
Detale wystroju Palacio de Don Pedro

Wielki ogród, znajdujący się w obrębie murów pałacowych, jest również mieszaniną stylów, ale, jak rozumiem,  od Maurów pochodzi system podziemnych kanałów wodnych, zapewniających całemu zespołowi swoistą klimatyzację, a Pawilon Karola V – wybudowany dopiero w latach 1540-tych – utrzymany jest w stylu mudejar.

Fragment ogrodu Alcazaru

Nie wiem dlaczego we wszystkich trzech odwiedzonych przez nas miastach andaluzyjskich stary charakter zachował się najlepiej w dawnych dzielnicach arabskich lub żydowskich. W Sewilli jest to Barrio Santa Cruz, położone tuż obok Alcazaru. Niema tu tak pięknych widoków jak w Albaicín, ani tylu patio jak w Juderíi w Kordobie, ale i tak wąskie i kręte uliczki z białymi domami, o oknach osłoniętych  kutymi kratami  są bardzo malownicze. W jednym z tych domów mieszkał Esteban Murillo i mieści się w nim teraz jego muzeum, które niestety jest akurat w remoncie. Na miejscu dawnej synagogi wybudowano kościół Santa Maria de la Luz, z wyjątkowo bogatymi XVIII-wiecznymi stiukami zdobiącymi plafon.

Barrio Santa Cruz
Sklepienie kościoła Santa Maria de la Luz

Spośród licznych pałaców Sewilli najbardziej znana jest Casa de Pilatos, pałac, który łączy w sobie elementy stylu mudejar z renesansowymi. Jego dziwna nazwa pochodzi stąd, że został przebudowany przez Makiza de Tarifa, po jego powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej i – według ludowego przekonania – wzorowany był na domu Piłata.

Casa de Pilatos
Casa de Pilatos, ogród
Pałac Arcybiskupi
Pałac San Telmo

Z Sewillą wiąże się kilka postaci literackich, które zdobyły cały świat: Don Juan, Figaro, Carmen… Za prototyp Don Juana uchodził arystokrata sewilski Miguel de Manara – hulaka i uwodziciel – który nawrócił się i rozpoczął pokutę po tym jak we śnie ujrzał własny pogrzeb. Ta atrybucja okazała się jednak błędna, gdyż Don Juan pojawił się po raz pierwszy w literaturze w sztuce Tirso de Molina, napisanej jeszcze przed urodzeniem Miguela. W ramach ekspiacji za grzechy Manara ufundował Hospital de la Caridad – przytułek dla chorych i starców, który dotąd pełni swą funkcję. Udostępniony jest jednak do zwiedzania, ze względu na cenne dzieła sztuki, które w nim się znajdują. Trafiliśmy tam, po raz pierwszy, już  po  godzinach otwarcia, gdy pensjonariusze wylegli na dziedzińce. Widok naprawdę przygnębiający, prawie jak z obrazów Goyi. Następnego dnia rano nie było już ani śladu po tym smutnym spektaklu, tylko ładnie utrzymane patia ozdobione scenami biblijnymi z biało-niebieskich azulejos, które trafiły tu z Flandrii, chociaż Andaluzja była ich europejską kolebką. W kościele przy przytułku znajduje się szereg wybitnych obrazów Murilla, ale najbardziej znane są dwa wielkie płótna Juana Valdésa de Leal, które uchodzą za klasyczny przykład barokowego kompleksu śmierci. Prawdopodobnie sen Miguela de Manara odegrał rolę przy wyborze tematu. Na jednym z nich kościotrup z kosą i trumną pod pachą gasi  świecę żywota, wśród rozrzuconych w nieładzie symboli duchownej i świeckiej władzy. Na drugim przedstawiono rozkładające się ciała dostojników kościelnych i świeckich, a nad nimi wagę porównującą ich dobre i złe uczynki. Uświadomiłem sobie jak bardzo nasza wrażliwość odbiegła od barokowej, bo sens symboliczny nie zarobił na mnie żadnego wrażenia i oceniałem te obrazy wyłącznie od strony estetycznej. Drugi podobał mi się znacznie bardziej, a to ze względu na jego kolorystykę.

Fasada kościoła przy Szpitalu de la Caridad
Dziedziniec Szpitala de la Caridad
Patio Szpitala de la Caridad
Jeden z azulejos

Z postacią  Carmen – la Cigarrery – związane są dwa budynki w Sewilli:  Maestranza, arena przed którą Carmen została zamordowana  i gdzie stoi jej pomnik oraz  Real Fabrica de Tabacos. Jest to olbrzymi gmach (250X180 metrów) wybudowany w stylu dosyć oszczędnego baroku, z wewnętrznymi dziedzińcami, który w niczym nie przypomina późniejszego budownictwa fabrycznego. Wygląda raczej na pałac, chociaż los pracujących tam kobiet nie był królewski. Dowiedziałem się przy okazji, że słowo cygaro pochodzi od hiszpańskiej nazwy cykady – la cigarra.

Real Fabrica de Tabacos

Museo de Bellas Artes w Sewilli znajduje się w budynku dawnego klasztoru Merced. Podobno posiada ono największą, po Prado, kolekcję obrazów w Hiszpanii. Największą, to nie oznacza koniecznie najlepszą. Dominują tu obrazy lokalnych mistrzów, chociaż największy z nich Velazquez reprezentowany jest tylko przez dwa wczesne i nie najlepsze płótna. Za to  muzeum posiada ogromną kolekcję Zurbarana i przede wszystkim Murilla. Są to głównie wielkie obrazy religijne, które ci obaj malarze tworzyli na zamówienie klasztorów i kościołów. Po kasacie zakonów w pierwszej połowie XIX wieku obrazy te trafiły do galerii, zresztą największe z nich wiszą i teraz w barokowym kościele, tyle, że zamienionym na muzeum. Nigdy nie byłem entuzjasta Murilla. Wydawał mi się przesłodzony, wręcz cukierkowy. Może odegrały tu rolę różne „święte obrazki” naśladujące jego Madonny. Muszę przyznać, że po obejrzeniu tej galerii zmieniłem zdanie. Stwierdziłem, ze to jednak świetny malarz, o palecie przypominającej czasem Tycjana.

Paio w Museo de Bellas Artes

Białe miasteczka Andaluzji

Droga z położonego nad morzem San Pedro de Alcántara do Rondy prowadzi wzdłuż krawędzi i na lewo rozpościerają się z niej wspaniałe widoki. Z daleka można dostrzec zamgloną Skałę Gibraltaru, a dalszej drodze towarzyszą pola i łąki w głębokiej dolinie – zielone o tej porze roku – zamkniętej z drugiej strony niebieszczejącymi wzgórzami.

Skała Gibraltaru, widziana z drogi go Rondy
Widoki z drogi do Rondy

Ronda położona jest na wysokiej skale, przeprutej w połowie kanionem rzeczki Guadolevin, głębokim na 160 m, która dzieli miasto na dwie części. Starsza, południowa część miasta sięga korzeniami końca trzeciego w. przed Chr., kiedy to Rzymianie wznieśli tu fortyfikacje podczas II Wojny Punickiej.  Ronda odgrywała potem ważną rolę w arabskiej Al.-Andaluz; po upadku Kalifatu Kordobańskiego,  przez kilkadziesiąt lat była stolicą niezależnego taifatu,  następnie została kolejno włączona do taifatu Sewilli i do królestwa Grenady, a w roku 1485 – zdobyta przez Kastylijczyków. Łańcuchy, uwolnionych wówczas niewolników chrześcijańskich, zostały umieszczone później, jako wota, na fasadzie kościoła San Juan de los Reyes w Toledo. Obie części miasta łączy kamienny Puente Nuevo, imponujące dzieło techniki osiemnastowiecznej.

Puente Nuevo w Rondzie

O panowaniu muzułmańskim w Rondzie przypomina ceramiczny portret władcy taify na fasadzie Casa del Rey Moro. Dawny meczet został zaadaptowany na kościół, Santa Maria la Mayor, który uległ silnym zniszczeniom podczas trzęsienia ziemi w końcu XVI w., ocalał z niego jednak dawny mihrab i częściowo minaret, przebudowany na dzwonnicę. Malowniczości dodają kościołowi nietypowe trzypiętrowe loggie, biegnące wzdłuż całej fasady.

Azulejos przedstawiające władcę Taify Rondy
Kościół Santa Maria la Mayor

Kręte i strome uliczki miasta obrzeżone są białymi andaluzyjskimi domkami, dochodzącymi aż do samej krawędzi przepaści.

Biała zabudowa Rondy
„Wiszące domy” Rondy
Widok z balkonu w restauracji w jednym z „wiszących domów”

Mijas jest jednym z typowych „białych miasteczek”, przycupniętych na skalistych wzgórzach Andaluzji.

Uliczki Mijas
Otoczenie Mijas

Rumunia 2014

Ażeby lepiej zrozumieć różnorodność kultury i architektury Rumunii, trzeba zapoznać się, przynajmniej bardzo pobieżnie, ze strukturą geograficzną i historią kraju. Aż do swoich przygotowań do wycieczki nie miałem na ten temat zielonego pojęcia. Myślę więc, że krótkie ogólne informacje będą przydatnym wprowadzeniem do opisu naszych wrażeń.

Obszar współczesnej  Rumunii jest wybitnie górzysty. Z północnego zachodu na południowy wschód ciągnie się pasmo Karpat Wschodnich, które gwałtownie skręcają na zachód, pod nazwą Karpat Południowych. W obu pasmach najwyższe szczyty przekraczają 2,5 tysiąca metrów. Zbocza są silniej zalesione niż nasze Karpaty, ale ich szata roślinna jest bardzo zbliżona; lasy bukowo-świerkowe, tyle, że ich górna granica leży wyżej niż u nas. Wewnątrz łuku Karpat rozciąga się Wyżyna Siedmiogrodzka, zamknięta od zachodu Górami Zachodnio Rumuńskimi.  W ten sposób kraj dzieli się w sposób naturalny na trzy części: Transylwanię (Siedmiogród), Wołoszczyznę – położoną pomiędzy Karpatami Południowymi, a Dunajem, oraz Mołdawię – na wschód od łańcucha Karpat Wschodnich – której naturalną wschodnią granicę tworzy Dniestr, leżący poza obszarem obecnej Rumunii.

Już w VII w. przed Chr. Grecy zaczęli kolonizowć Dobrudżę, a za panowania Oktawiana, włączona została do Imperium Rzymskiego. W mieście Tomis (obecnej Konstancy) Owidiusz spędził ostatnie dziesięć lat życia, skazany na banicję przez cesarza, z niewyjaśnionych do końca powodów. Na północ od Dunaju, na terenie obecnej Rumunii żyło plemię Daków, które zostało podbite przez Trajana, na początku II w. po Chr. Wojnie z Dakami poświęcona jest znana kolumna Trajana w Rzymie. Prowincja Dacja przetrwała wewnątrz cesarstwa tylko niespełna 200 lat, gdyż w latach dwieście siedemdziesiątych władze rzymskie uznały, że wobec najazdów barbarzyńców, koszty zapewnienia jej bezpieczeństwa są zbyt wysokie i ewakuowały legiony, wraz ze zromanizowaną ludnością, na południe od Dunaju.

W okresie Wędrówek Ludów przewalały się tędy plemiona koczownicze różnych ras. W XI wieku osiadli w Panonii Madziarowie przekroczyli Góry Zachodnio Rumuńskie, dotarli do Transylwanii i rozpoczęli jej kolonizację. Już w XII królowie węgierscy zaczęli tu ściągać kolonistów niemieckich, głównie z Nadrenii, którzy, poza zagospodarowaniem tych terenów, mieli zapewnić ich obronę przed kolejnymi najeźdźcami. W tym samym celu, na początku XIII w. sprowadzono tu Krzyżaków, jednakże król Andrzej II szybko się ich pozbył, gdyż zorientował się, że może mieć z nimi więcej kłopotu niż pożytku. Na zaproszenie Konrada Mazowieckiego przenieśli się stamtąd do Ziemi Chełmińskiej, ze znanym skutkiem. W latach 1241/42 Transylwania została straszliwie spustoszona najazdem Mongołów, który po północnej stronie Karpat zakończył się pogromem Henryka Brodatego pod Legnicą.

Po tej katastrofie wzmogła się jeszcze kolonizacja Transylwanii. Obok  Niemców – niesłusznie zwanych Sasami Siedmiogrodzkimi – inną grupę kolonistów stanowili tak zwani, Szeklerzy – szczep węgierskojęzyczny, niejasnego pochodzenia, prawdopodobnie potomkowie Hunów. Byli to w zasadzie kolonizatorzy chłopscy, lecz ze względu na swoje znaczenie dla obronności kraju, uzyskali bardzo dużą autonomię. Już w 1482 r. ukonstytuował się Sejm Saski. Koloniści stanowili zamknięte społeczności,  zachowujące swój język i  tradycje aż do XX wieku. W przeciwieństwie do nich, ludność  wołoska (protorumuńska) żyjąca w Siedmiogrodzie  nie posiadała żadnych praw.

Na terenie Wołoszczyzny i Mołdawii chaos ciemnych wieków trwał dłużej. Wołoszczyzna okresowo podlegała władzy bizantyńskiej i bułgarskiej, a Mołdawia ruskiej i węgierskiej. W obu krainach własne „hospodarstwa” ukonstytuowały się w XIV wieku i przetrwały niezależnie, aż do połowy wieku XIX, z trudem lawirując pomiędzy potężniejszymi sąsiadami Węgrami, Polakami, a przede wszystkim Turkami, pod których zwierzchnictwem lennym pozostawały aż do drugiej połowy XIX wieku.  W obu hospodarstwach ludność używała w zasadzie tego samego języka, o pochodzeniu łacińskim, z silnymi naleciałościami słowiańskimi, a dominującą religią było prawosławie. Jednakże pod względem politycznym, hospodarstwa pozostawały rozdzielone, aż do roku 1859, kiedy to Aleksander Jan Cuza został hospodarem obu państw. Po nim tron objął Karol I z bocznej linii Hohenzollernów, który w 1882 r. został pierwszym królem monarchii rumuńskiej. Po I wojnie światowej, w której Rumunia opowiedziała się po stronie Ententy, przyznano jej Siedmiogród oraz Besarabię, wcieloną poprzednio do Rosji, którą straciła po II wojnie światowej na rzecz Związku Radzieckiego.

Siedmiogród

Chociaż dzieje polityczne Siedmiogrodu różniły się znacznie od Wołoszczyzny i Mołdawii, to nad nim wisiał również cień Turcji. W połowie XV wieku Jan Huniady – zmadziaryzowany Wołoch odniósł wielkie zwycięstwo nad Turkami, a za panowania jego syna, Macieja Korwina, Węgry przeżywały okres mocarstwowości, ale w roku  1526  armia węgierska, pod dowództwem króla Ludwika Jagielończyka została rozgromiona przez Osmanów, pod Mohaczem, a sam król poległ. W 1541 r. Turcy zajęli Budę, a królestwo Węgierskie rozpadło się na trzy części, z których jedną stanowiło księstwo  Siedmiogrodu, wasalne wobec Turcji. Po dwóch i pół wiekach skomplikowanej historii, w 1690 roku Siedmiogród dostał się ostatecznie pod panowanie Habsburgów, pod którym przetrwał do końca II wojny światowej. Przy czym od 1867 roku należał do Królestwa Węgier, związanego unią personalną z Cesarstwem Austrii. Rządy Węgrów musiały być uciążliwe dla innych narodowości, bo po rozpadzie Monarchii Austrio-Węgierskiej, nie tylko ludność wołoska, ale również Sasi Siedmiogrodzcy opowiedzieli się za przyłączeniem do Rumunii.

Z tą różnorodnością polityczną i społeczną, wiązała się również różnorodność wpływów kulturowych i religii. Siedmiogród rozwijał się pod wpływem kultury zachodniej, która aż do czasów reformacji należała do orbity katolickiej. Jednakże w XVI wieku został tu z entuzjazmem przyjęty protestantyzm, przy czym Węgrzy, stanowiący miejscową szlachtę, opowiedzieli się głównie za kalwinizmem, a Sasi Siedmiogrodzcy – za luteranizmem. Szeklerzy pozostawali w większości katolikami. Co ciekawe, dotąd przetrwali tu również unitarianie (nie uznający Trójcy Św.), prześladowani w całej Europie, zarówno katolickiej, jak i protestanckiej. Unitariańscy bracia polscy, skazani na banicję w drugiej połowie XVII wieku znaleźli tu schronienie. W 1568 roku, Sejm Siedmiogrodzki uchwalił równouprawnienie tych  czterech religii, jako panujących, podczas gdy tolerowane było również prawosławie, wyznawane przez ludność wołoską, mozaizm i kościół armeński (podobnie jak we Lwowie, istniały tu kolonie kupców ormiańskich). Tak  więc panowała tu większa tolerancja religijna niż w Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Zależność od Turcji miała również pewne dobre strony, gdyż miasta siedmiogrodzkie, mające czysto niemiecki charakter, wzbogacały się bardzo na handlu z bliskim wschodem.

Stałe zagrożenie najazdami i rola wojskowa  chłopów-kolonistów, doprowadziła do powstania unikalnego w Europie zjawiska wsi obronnych, z warownymi kościołami spełniającymi funkcję twierdz, w których w razie niebezpieczeństwa chroniła się cała ludność wioski. Kościoły były wznoszone przez ludność danej wsi, do obowiązku której należało utrzymanie ich w gotowości do wytrzymania oblężenia oraz sama obrona. W zamian za to zwolnieni byli z większości podatków. Siedmiogrodzcy Sasi wywiązywali się z tych obowiązków z niemiecką sumiennością. Do tej pory przetrwało około stu takich saskich kościołów warownych. Niestety w ostatnich dziesięcioleciach duża część tych kościołów chyli się ku upadkowi, gdyż poczynając od lat 70-tych XX wieku, Caucescu handlował żywym towarem, wydając, za opłatą, pozwolenia na emigrację rodzin  saskich do Niemiec, a po upadku komunizmu nastąpił masowy exodus, tak, że bardzo niewielu Sasów pozostało na miejscu, a kościoły zostały pozbawione opieki. Tylko najciekawsze z nich dostały się na listę UNESCO światowego dziedzictwa kulturalnego i te właśnie zwiedzaliśmy podczas naszej wycieczki.

Załączam fotografie czterech spośród tych kościołów – w Biertanie, Mosnie, Viscri i Prejmerze. W tym ostatnim zachowały się najlepiej mury obronne, a na ich wewnętrznej stronie ponad dwieście małych pomieszczeń przeznaczonych na schronienia dla konkretnych rodzin, w których te  miały obowiązek przechowywać zapasy żywności na okres oblężenia. Ażeby życie toczyło się wówczas względnie normalnie, wewnątrz murów znajdowała się również izba szkolna . Sam kościół dostosowany był także do obrony, jako ostatni punkt oporu. Ciekawostką są widoczne w nawie kobierce wschodnie. Otóż w Siedmiogrodzie ustalił się zwyczaj, że po udanej wyprawie handlowej na Bliski Wschód, kupcy ofiarowywali do miejscowych kościołów przywiezione stamtąd kobierce, w charakterze wotów. Najbogatszym pod tym względem tzw. „Czarny Kościół” w Braszowie posiada ponad dwieście kobierców wschodnich; jest to podobno ich największy zbiór poza granicami Turcji.

Kościół obronny w Biertanie
Baszta przy kościele w Biertanie
Mosna, wewnętrzna strona murów obronnych wokół kościoła
Nawa kościoła w Mosnie
Kolumna w nawie
Gotyckie sakramentarium w kościele w Mosnie
Późnogotycki portal w kościele w Mosnie
Kościół obronny w Viscri
Mury obronne wokół kościoła w Viscri
Prejmer, kościół obronny, otoczony murami
Brama murów obronnych wokół kościoła w Prejmerze
Kościół w Prejmerze, z pomieszczeniami rodzinnymi na wewnętrznej stronie murów obronnych
Nawa kościoła, z widocznymi wotywnymi kobiercami wschodnimi
Prezbiterium kościoła
Sala szkolna przy kościele w Prejmerze

Warowne kościoły to nie jedyne dziedzictwem pozostawionym  we wsiach przez Sasów Siedmiogrodzkich. Wioski te charakteryzuje niezwykła i bardzo malownicza zabudowa. Zwróciłem już na to uwagę, kiedy w 1967 roku wybraliśmy się, z moimi kolegami ze studiów,  do Bułgarii i przejeżdżaliśmy samochodem przez całą Rumunię. Otóż domy w tych wsiach, niejednokrotnie pochodzące jeszcze z XVIII i XIX wieku, mają jednolity charakter. Są murowane, pomalowanymi w pastelowe kolory, z dwuspadowymi dachami z nanoskami, krytymi brunatną dachówką. Ustawione są wszystkie, jeden obok drugiego, wzdłuż głównej drogi i skierowane ku niej bocznymi fasadami. Pomiędzy sobą połączone są wysokim murem, odgradzającym podwórze, w którym znajduje się wielka brama, umożliwiająca przejazd wozu drabiniastego. W ten sposób droga, po obu stronach wsi, obramowana jest nieprzerwanym ciągiem zabudowy. Zafrapowało mnie wówczas jak czysto i starannie utrzymane były te wioski. Niestety, po emigracji Sasów wiele z tych wsi opustoszało, lub zostało zasiedlonych przez nowych mieszkańców, często Cyganów, którzy doprowadzili je do żałosnego stanu. Ponadto, nowo powstające domy są zupełnie przypadkowe i kontrastują z charakterem starej zabudowy. Tylko niektóre wsie utrzymane są w starym stylu i z nich pochodzą załączone fotografie.. Podobno w ostatnich latach, ziomkostwa Sasów Siedmiogrodzkich w Niemczech zaczęły roztaczać opiekę nad niszczejącymi wioskami. Miejmy nadzieję, ze przynajmniej część z nich uratują.

Biertan
Viscri 1
Viscri 2
Viscri 3
Viscri 4
Viscri 5
Viscri 6
Viscri 7
Viscri 8

W Klużu, stolicy Siedmiogrodu, zatrzymaliśmy się na tak krótko, że czasu starczyło jedynie na pobieżne obejrzenie kościoła farnego Św. Michała. Nieco dokładniej zwiedziliśmy Sighisoarę, Braszow i Sibiu. Prawdę mówiąc bardziej pasują do nich nazwy niemieckie: Schäβburg, Kronstadt i Hermanstadt. Istotnie, gdyby miasta te były staranniej utrzymane, można by było sądzić, że znajdujemy się gdzieś w Szwajcarii, czy we Frankonii. Wszystkie są pięknie położone. Mają ciekawe, choć dosyć zaniedbane centra historyczne, z dobrze zachowanymi odcinkami murów obronnych, wraz z bramami miejskimi i basztami, a także kościoły: gotyckie hale, z typowo niemieckim wystrojem i dobudowanymi później emporami, charakterystycznymi dla świątyń luterańskich. Domy mają bardzo wysokie i spadziste dachy, pokryte dachówką przypominającą łuski rybie, o ciemnobrunatnym zabarwieniu. Do sieni na paterze prowadzą duże ozdobne bramy. Małe okienka umieszczone na dachu przypominają pary oczu.  Potem dowiedzieliśmy się od naszego przewodnika, że podobieństwo to było zamierzone. Na tym tle wyraźnym zgrzytem są białe, pretensjonalnie ozdobne cerkwie prawosławne, które wzniesiono tu w okresie międzywojennym, jako wątpliwy dowód rumuńskości tych miast. Z drugiej strony, po opuszczeniu granic Siedmiogrodu dostrzega się wyraźnie, że kraina ta jest enklawą zaszczepioną na zupełnie różnej glebie kulturowej.

Kluż, gotycki portal fary Św. Michała
Renesansowy portal zakrystii w farze Św. Michała
Sighisoara, Wieża Zegarowa i Kościół Klasztorny
Sighisoara, zwieńczenie Wieży Zegarowej z drugiej połowy XVII w.
Sighisoara, baszta w murach obronnych, XV w.
Sighisoara, jeden z domów na starym mieście
Sighisoare, Kościół na Wzgórzu
Jeden z charakterystycznych dachów Sighisoary

Braszow położony jest w kotlinie otoczonej zalesionymi górami. Na sąsiednie wzgórze – Tampę – prowadzi kolejka i ze szczytu można obejrzeć wspaniała panoramę, pozwalająca na zorientowanie się w strukturze miasta. Stare miasto saskie – z zachowaną oryginalną siatką ulic, obrzeżonych domami, z dachami pokrytymi spatynowaną czerwoną dachówką – otoczone było murami obronnymi, pochodzącymi z XV w.,  z których do dziś przetrwały znaczne partie, kilka baszt oraz tzw. Brama Katarzyny. Tuż obok trójkątnego rynku widnieje ciemnoszara bryła Czarnego Kościoła, ogromnej gotyckiej hali z XV wieku, najdalej na południowy-wschód wysuniętej monumentalnej gotyckiej budowli sakralnej,  Popularna nazwa tego kościoła pochodzi od koloru jego ścian, których  kamień nabrał ciemnego zabarwienia po pożarze z końca siedemnastego wieku.

Panorama starego miasta w Braszowie widziana ze szczytu Tampy
Ratusz na rynku starego miasta w Braszowie
„Czarny Kościół” w Braszowie
Portal „Czarnego KOścioła”
Tympanon w portalu kruchty „Czarnego Kościoła”
Brama Katarzyna w Braszowie

W średniowieczu niemieckie Hermannstadt, czyli rumuńskie Sibiu, było jednym z siedmiu głównych miast Transylwanii, które uwieczniono w niemieckiej nazwie Siebenbürgen nadanej całej krainie. Z czasem miasto stało się głównym ośrodkiem polityczno-kulturalnym Siedmiogrodzkich Sasów. Jeszcze w dziewiętnastym wieku dominowała w nim ludność niemiecka. Obecnie wśród 150 tysięcy mieszkańców, liczba Niemców jest minimalna. Pozostały jednak po nich zabytki, a do najcenniejszej spuścizny przeszłości należy muzeum noszące imię  Samuela Brukenthala. Patron muzeum był Siedmiogrodzkim Sasem, który, po studiach w Niemczech, zrobił błyskotliwą karierę w administracji austriackiej, zakończoną stanowiskiem gubernatora Siedmiogrodu, piastowanym w latach 1774-1787. Od wczesnych lat swojej kariery był on zapalonym bibliofilem i kolekcjonerem dzieł sztuki. Zgromadził wspaniałą bibliotekę, galerię obrazów i sztychów, oraz cenny zbiór materiałów historycznych,  które ulokował w reprezentacyjnym pałacu, wzniesionym w centrum Hermannstadt. W swoim testamencie zastrzegł nienaruszalność kolekcji, oraz przekazywanie jej wyłącznie potomstwu w linii męskiej; w razie jej wygaśnięcia miała trafić w ręce, założonej i wyposażonej przez niego, fundacji  pod zarządem Gimnazjum Niemieckiego w Hermannstadt.  W roku 1817, już po śmierci Samuela, jego kolekcja została udostępniona publiczności, jako najstarsze muzeum na terenie obecnej Rumunii. Z biegiem czasu Muzeum zostało powiększone o działy historii naturalnej, farmacji i łowiectwa, a w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku, wraz ze śmiercią ostatniego upoważnionego potomka, przeszło na własność Fundacji, by po II wojnie światowej zostać upaństwowione przez władze komunistyczne.

W galerii obrazów znajdują się dzieła takich mistrzów jak Jan van Eyck, Memling, Antonello da Messina, Tycjan, Brueglowie … Niestety na jej obejrzenie mieliśmy wszystkiego pól godziny i to dzięki uprzejmości biletera, który sprzedał nam bilety, już po terminie zamknięcia kasy. W podobnie ekspresowym tempie oglądaliśmy  miasto, które, choć zaniedbane, na pewno warte jest  starannego zwiedzenia.

Sibiu, Wielki Rynek
Uliczka w Sibiu 1
Uliczka w Sibiu 2
Uliczka w Sibiu 3
Uliczka w Sibiu 4
Uliczka w Sibiu 5
Uliczka w Sibiu 6
Uliczka w Sibiu 7

Wołoszczyzna

Podczas naszej wycieczki, tylko jeden dzień spędziliśmy na Wołoszczyźnie przekroczywszy Południowe Karpaty przez tzw. Przełom Czerwonej Wieży. Czasu wystarczyło na zwiedzanie dwóch klasztorów prawosławnych. Jednym z nich był monaster w Cozji, położony wyjątkowo pięknie, tuż nad sztucznym jeziorem otoczonym zalesionymi wzgórzami. Cerkiew klasztorna została tu wzniesiona w drugiej połowie XIV w., jako fundacja hospodara Radu I, z  przeznaczenie na mauzoleum rodzinne. Jej struktura architektoniczna miała charakter nowatorski i stała się prototypem, przez wieki naśladowanym w budownictwie sakralnym Wołoszczyzny i Mołdawii. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej struktury jest zastąpienie transeptu występującego w kościołach bizantyńskich, dwiema płytkimi absydami, o osiach prostopadłych do nawy, która, dzięki temu przybiera formę trójkonchową – z  absydą w prezbiterium jako trzecią konchą..

Również nowatorski wystrój rzeźbiarski cerkwi wywarł duży wpływ na dalszy rozwój rumuńskiej rzeźby architektonicznej. Są to ażurowe rozety, oraz obramowania okien pokryte reliefową plecionką z motywami geometrycznymi, roślinnymi i zoomorficznymi. Pomimo licznych przeróbek, zachowała się część tego oryginalnego wystroju rzeźbiarskiego. Gorzej czas (a także ludzie) obszedł się z wystrojem wewnętrznym cerkwi, lecz i tu, w przednawiu, zachował się wyjątkowo piękny i subtelny fresk czternastowieczny, przedstawiający czterech eremitów.

Otoczenie Cozji
Cerkiew klasztorna w Cozji
Czterej eremici na fresku w przednawiu cerkwi klasztornej w Cozji

Mała cerkiewka, tzw. „Szpitalna”, pochodząca również w XIV wieku, uniknęła przebudowań i uchodzi za jedną z budowli rumuńskich, wzniesionych w najczystszym stylu bizantyńskim. Ciekawy, XVI – wieczny wystrój jej wnętrza jest w dosyć kiepskim stanie, nie udostępniony publiczności. Udało się nam jedynie przez zamknięte okno, sfotografować postać św. Pawła, ujętą w bardzo dobrze oddanym ruchu.

Drugim monasterem Wołoszczyzny, jaki udało się nam obejrzeć, był Horez – duży komleks klasztorny, w skład którego wchodzi aż trzy cerkwie. Była to główna fundacja Konstantyna Brancoveanu, wybitnego hospodara wołoskiego, który panował w latach 1688-1714. Usiłował  prowadzić politykę zmierzającą do osłabienia ucisku tureckiego i w tym celu szukał, między innymi, pomocy cara Piotra I. Zdetronizowany przez sułtana i wezwany do Stambułu został stracony wraz ze wszystkimi czterema swoimi synami.

Podczas długiego panowania był wybitnym mecenasem kultury. Założył w Bukareszcie akademię prawosławną imienia Św. Sawy, a wspierany przez Antima Ivireanula, patriarchę Kościoła Prawosławnego Rumunii – z pochodzenia Gruzina i znakomitego poliglotę – rozwinął lokalne drukarstwo.

Szczególnie duże zasługi położył hospodar Konstantyn w dziedzinie budownictwa. Podczas jego panowania i dzięki osobistemu zaangażowaniu władcy rozwinął się styl architektury, nazwany, od jego nazwiska, brynkowiańskim, który później uznano za narodowy styl rumuński. Styl ten zakorzeniony w tradycji bizantyńskiej przejął pewne elementy włoskiej architektury renesansowej i barokowej, ale także architektury kaukaskiej. Szeroko wykorzystuje kolumnowe krużganki, których kolumny i balustrady pokryte są bogatą dekoracją rzeźbiarską – geometryczną (plecionki kaukaskie), roślinną, zoomorficzną, heraldyczną. Nic dziwnego. że rzeźbione obramowania niektórych okien w cerkwi monasteru w Cozji, wstawione podczas remontu przeprowadzonego pod patronatem hospodara Konstantyna, nie rażą obok czternastowiecznych oryginałów.

Horez, portyk głównej cerkwi
Hores, główna cerkiew
Horez, boczne wejście do głównej cerkwi
Horez, krużganek przy górnej cerkwi
Horaz, jedna z bocznych cerkwii
Horez, boczna cerkiew

Wystrój malarski cerkwi w stylu brynkowiańskim nie wzbudza specjalnego zachwytu, ale dla mnie dużym zaskoczeniem było wielkie podobieństwo malarstwa portretowego tego okresu z polskim portretem sarmackim. Cało-postaciowe portrety fundatorów na freskach w cerkwiach, z ich podgolonymi łbami, sumiastymi wąsami i wschodnimi pasami zawiązanymi na brzuchach, można by było wziąć doskonale za konterfekty „panów braci”. Jak się dowiedziałem, podobieństwo to nie było przypadkowe i nie ograniczało się tylko z podobnych strojów. Okazuje się, że w tym okresie bojarowie wołoscy byli pod dużym wpływem polskiej kultury szlacheckiej. Odegrała tutaj rolę orientalizacja tejże kultury, dzięki czemu na Wołoszczyźnie nie była odbierana jako obca. Ponadto wielu synów rodzin bojarskich kształciło się w kolegiach jezuickich w Polsce i nabierało gustów sarmackich. Niestety nie udało  mi się sfotografować najbardziej charakterystycznych spośród tych portretów, gdyż znajdowały się wewnątrz cerkwi, gdzie fotografowanie było formalnie zakazane, a w praktyce utrudnione, również ze względu na oświetlenie. Stąd kiepska jakość załączonych zdjęć.

„Portret sarmacki” 1 (Cozia)
„Sarmacki portret” 2 (Sinaia)
„Sarmacki portret” 3 (Sinaia)
„Sarmacki portret” 4 (Horez)
„Sarmacki portret” 5 (Horez)
„Sarmacki portret” 6 (Horez)

Malowane cerkwie Bukowiny

Bukowina stanowi najdalej na północ wysuniętą część Mołdawii, która bezpośrednio graniczyła z I Rzeczpospolitą. Kontakty polsko-mołdawskie układały się nie zawsze przyjaźnie. Hospodarowie mołdawscy uznawali się za lenników Władysława Jagiełły i Kazimierza Jagielończyka, kiedy jednak w 1497r. Jan Olbracht, pod pretekstem wyprawy przeciwko Turcji, chciał zapewnić tron mołdawski swojemu bratu Zygmuntowi (przyszłemu Zygmuntowi Staremu), hospodar Stefan Wielki zadał mu dotkliwą klęskę, o której pamięć została utrwalona w powiedzeniu „za króla Olbrachta wyginęła szlachta”. Z kolei w roku 1531 hetman Jan Tarnowski odniósł zwycięstwo pod Obertynem nad wojskami hospodara Petru Raresa. W XVII wieku miały tu miejsce zmagania polsko-tureckie, z bitwą pod Cecora i dwiema bitwami pod Chocimiem.

W 1775 roku Bukowina została wcielona do Austrii, a bardziej konkretnie do zaanektowanej wcześniej Galicji. Pierwsza większa grupa specjalistów polskich od górnictwa została tu ściągnięta z Bochni jeszcze w XVIII wieku i założyła kopalnie soli kamiennej w miejscowości Cacica (zromanizowana wersja polskiej Kaczycy). Ich potomkowie mieszkają w niej do tej pory i utrzymują tradycję polską. Prowadzą „Dom Polski”, który odwiedzaliśmy po drodze. Następna większa fala polskich pracowników napłynęła tutaj, gdy w latach 60-tych XIX wieku budowano linie kolejową ze Lwowa do Czerniowiec. Mniej sympatyczne były koneksje polityczne. Jakub Szela otrzymał tu gospodarstwo rolne od władz austriackich, za swoje „zasługi” w rabacji galicyjskiej, a podczas I wojny światowej, II Brygada Legionów toczyła tu ciężkie boje z Rosjanami, z których najbardziej znanym epizodem była szarża pod Rokitną. Wreszcie we wrześniu 39 roku ewakuowały sie tędy władze polskie i liczni uciekinierzy.

Te krótkie informacje o związkach Bukowiny z Polską nie mają oczywiście nic wspólnego z bukowińskimi „malowanymi cerkwiami”, których wyjątkowość polega na tym, że jako jedyne w całym świecie prawosławnym, pokryte są one całkowicie wspaniałą dekoracją malarską, nie tylko wewnątrz, lecz również na zewnątrz. Nic więc dziwnego, że osiem, najlepiej z nich zachowanych, zostało wciągnięte na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstały one w okresie około stu lat, a najstarsza z nich, w monastyrze Voronet została wzniesiona w roku 1487 przez najwybitniejszego z hospodarów mołdawskich – Stefana Wielkiego – jako wotum za wielkie zwycięstwo nad Turkami, odniesione przez niego pod Vaslui w  1475 roku. Według inskrypcji fundacyjnej budowa cerkwi trwała zaledwie trzy miesiące i trzy dni. Zewnętrzny wystrój malarski, któremu cerkwie zawdzięczają swoją sławę, powstał w nieco późniejszym okresie, poczynając od panowania hospodara Petru Raresa – naturalnego syna Stefana – w latach trzydziestych XVI wieku, a kończąc wraz ze schyłkiem wieku.

Architektura poszczególnych cerkwi niewiele odbiega od wspólnego schematu, opartego na wzorach bizantyńskich, którego charakterystyczne cechy najlepiej widać, w najmłodszej z nich, z klasztoru w Sucevicie, ufundowanej  w roku 1581 . Zbudowana jest ona na planie prostokąta, z trójkonchową nawą (z trzema absydami, z których dwie boczne ustawione są pod kątem prostym w stosunku do głównej), poprzedzonej komorą grobową (pochowani są w niej dwaj hospodarowie z rodu Mohyłów – Jeremi i Symeon), przednawiem (babińcem), oraz przedsionkiem oświetlonym dużymi oknami. Nietypowym elementem są dwa arkadowe ganki, prowadzące z dwóch stron do przedsionka. Nawa zwieńczona jest kopułą, z charakterystycznym wielopendentywowym „sklepieniem mołdawskim”, wzorowanym na architekturze ormiańskiej. Ogromny, kryty gontem dach ukształtowany jest w niezwykły sposób, tak by w pełni odsłaniał całą wieżę umieszczoną ponad kopułą nawy, wraz z misterną konstrukcją kilkuwarstwowych pendentywów, na których wspiera się wieża.  Wielkie okapy dachu wystają znacznie poza obrys budynku, co dodaje mu malowniczości, a jednocześnie pełni praktyczną funkcję, zapewniając częściową osłonę zewnętrznej dekoracji malarskiej. Absydy i wieżę zdobią długie wnęki dekoracyjne, w które wkomponowano wystrój malarski. O wpływach gotyku świadczy przypory, oraz kamieniarka odrzwi i obramowań okiennych, często ostrołukowych.

Skład farb, którymi malowano freski nie jest do końca zbadany. Wiadomo, że były to farby pochodzenia nieorganicznego, wykorzystujące rozmaite glinki, z domieszką innych minerałów, w tym kamieni półszlachetnych. Barwy błękitne uzyskiwano dzięki domieszkom azurytu, a zielone – malachitu. Odpowiednio wyżarzane glinki zapewniały kolory ciepłe – czerwienie, żółcie i brązy . Farby kładziono na mokry tynk,  z którym  się wiązały, zapewniając nie tylko intensywność kolorów, ale także ich wielką trwałość. Poddane trudnym warunkom atmosferycznym zwycięsko przetrwały blisko pięćset lat. Wyjątkowa intensywny kolor ciemnoniebieski na ścianach najstaraszej z tych cerkwi, nazwano „błękitem z Voronet”. Muszę przyznać się jednak, że ja osobiście preferuję bardziej stonowaną paletę najmłodszej z cerkwi – Sucevity, a w niej szczególnie najniższy rząd fresków, najsilniej narażonych na zacinające z boku deszcze i prawdopodobnie z tego względu najbardziej spatynowanych. W ogóle Sucevita była dla mnie prawdziwym olśnieniem, do tego stopnia, że czyniłem nawet ostre wymówki, dobremu skądinąd przewodnikowi, że zbyt mało czasu zostawił nam na indywidualne zwiedzanie. To istotny minus zorganizowanych wycieczek, ze trudno na nich zadowolić wszystkich uczestników.

Tematyka fresków zewnętrznych na ogół nie odbiega znacznie od kanonów bizantyńskich. Na każdej z cerkwi pojawia się Sąd Ostateczny, Drzewo Jessego, a także ilustracje do Akatysty – hymnu maryjnego popularnego w Kościele Prawosławnym. Absydy obiegają horyzontalne pasy z korowodami świętych i aniołów. Występują jednak rozmaite indywidualne odstępstwa.

W Voronet całą zachodnią fasadę zajmuje ogromny fresk przedstawiający Sąd Ostateczny .  Zgodnie z ikonografią prawosławną, na środku, u stóp Chrystusa stoi tron z leżącą na nim księgą mądrości. Grupy zbawionych i potępionych zajmują miejsca po prawej i lewej stronie. Wśród tych ostatnich są innowiercy: żydzi, mahometanie, ale także katolicy, traktowani jako schizmatycy. Czeka na nich czerwona rzeka ognia, spływająca do lewego dolnego rogu.

Cerkiew w Voronet
Polichromia na stronie zewnętrznej absydy cerkwi w Voronet
Postacie świętych
Sąd Ostateczny na zachodniej fasadzie cerkwi w Voronet
Bóg Ojciec w scenie Sądu Ostatecznego
Chrystus w majestacie i otwarta Księga w scenie Sądu Ostatecznego
Grupy zbawionych w scenie Sądu Ostatecznego
Rzeka ognia w scenie Sądu Ostatecznego
Zwiastowanie i Nawiedzenie
Święty Jerzy
Sceny narracyjne

Cerkiew w Neamet, ufundowana również przez Stefana Wielkiego w ostatnich lat XV wieku, nie jest pokryta zewnętrzną polichromią, co skupia uwagę na jej strukturze architektonicznej, uchodzącej za najpiękniejszą spośród cerkwi bukowińskich. Zamiast dekoracji malarskiej, wykorzystano subtelny kontrast kolorystyczny pomiędzy szarobeżowym kamieniem ścian, a ceglanymi fryzami arkadkowymi przebiegającymi pod dachem oraz obramowaniami okien, z których niektóre ozdobiono wielobarwnymi płytkami ceramicznymi. Frapuje gotycka kamieniarka i maswerki w ostrołukowych oknach. Wystrój malarski wnętrza jest niestety bardzo zniszczony, chociaż monaster w Neamet jest ważnym centrum życia klasztornego.

Cerkiew w Neamet
Zniszczone freski wewnątrz cerkwi w Neamet
Stary mnich w przedsionku cerkwi w Neamet

Ponieważ wznoszenie cerkwi z wieżami było zastrzeżona dla hospodarów, więc cerkiew w Humorze – ufundowana przez jednego z bojarów – nie posiada wieży. Za to od zachodnią całą fasadę osłania ogromny sklepiony przedsionek (pridvor) . Cała cerkiew była polichromowana, jednakże jej wystrój uległ silnemu zniszczeniu, szczególnie od strony północnej. Freski zostały wykonane w roku 1535 i jest to szczęśliwy przypadek, w którym zachował się na nich podpis wykonawcy, Tomy z Suczawy, nadwornego malarza hospodara. Polichromia pokrywa pridvor od zewnątrz i wewnątrz, przy czym na jego wewnętrznej ścianie przedstawiony jest Sąd Ostateczny, natomiast wzdłuż południowej ściany cerkwi biegną poziome pasy z narracyjnymi scenami z Ewangelii.

Cerkiew w Humorze
Pridvor cerkwi
Wewnętrzny wystrój pridvoru
Fragment „Sądu Ostatecznego” wewnątrz pridvoru
Południowa ściana cerkwi w Humorze
Św. Jerzy na południowej ścianie pridvoru
Sceny z Ewangelii na południowej ścianie cerkwi

W Moldovicie, całą środkową część południowej ściany zajmują wici Drzewa Jessego, oplatające postacie i sceny biblijne. Natomiast w historycznej scenie oblężenia Konstantynopola przez Persów i Awarów, które miało miejsce w 626 roku, napastnicy używają armat i noszą stroje tureckie, co chyba było zamierzonym  anachronizmem i przypominało o zdobyciu miasta w 1453 roku, aby w ten sposób dyskretnie podkreślić, że dla wasalnej Mołdawii głównym wrogiem jest jej turecki suzeren.

Cerkiew w Mołdawicie
Freski na południowej absydzie
Drzewo Jessego
Barbarzyńscy turyści pozostawiali swoje ślady już w XIX w.
Konnica arabska
Gotycki tympanon

W Sucevicie, na południowej ścianie ogromny fresk przedstawia „Drabinę do Raju” z widzenia św. Jana Klimaka, po której mozolnie wspinają się w górę zakonnicy podtrzymywani przez anioły, a ściągani w dół przez diabły. Na fryzie pod Drzewem Jessego, wyobrażonym na ścianie północnej, przedstawiono mędrców starożytnych, z Platonem na czele, jako prekursorów chrześcijaństwa.

Monaster w Sucevicie
Główna absyda cerkwi w Sucevicie
Polichromia zewnętrzna na głównej absydzie
Anioły na głównej absydzie
Wizja św. Jana Klimaka na południowej ścianie cerkwi
Drzewo Jessego na północnej ścianie cerkwi
Fragment „Drzewa Jessego”
Jeden z mędrców starożytnych pod Drzewem Jessego
Szymon Słupnik na przyporze cerkwi
Polichromia na północnej absydzie
Procesja aniołów i świętych na północnejj absydzie
Grupa świętych na północnej absydzie

Na pewno jednak nie treść ikonograficzna, lecz wspaniałość osiągnięcia artystycznego stanowi o niezwykłości malowanych cerkwi, które słusznie są nazywane Kaplicami Sykstyńskimi wschodu. Miałem czas zaledwie na ich obejrzenie, ale nie starczyło go na kontemplowanie.

Maramuresz

Maramuresz jest regionem Rumunii położonym na zachód od Bukowiny, na  północnozachodnim krańcu państwa, graniczącym z Węgrami oraz Ukrainą. Jest to region wyjątkowo malowniczy i słabo dotknięty współczesną cywilizacją. W kiepskiej skąd inąd w książce-albumie poświęconej Rumunii, którą przeczytałem przed wyjazdem na wycieczkę, rozdział poświęcony Maramureszowi jest trafnie zatytułowany „Cywilizicją drewna, gdyż budownictwo drewniane kwitło tu, tak jak u nas na Podhalu, a przetrwało  go znacznie więcej niż tam. Prawdę mówiąc, powinienem był chyba napisać, że Podhale przypomina Maramuresz, gdyż jak się dowiedziałem, nasze Karpaty były kolonizowane przez Wołochów już za panowania Jagiellonów, którzy ściągali wołoskich kolonistów, by ci, obeznani z gospodarką górską, cywilizowali im te obszary. Przywieźli oni ze sobą tradycję pasterstwa, budownictwa drewnianego, a także niezależności, całkiem różnej od chłopów pańszczyźnianych. Całe słownictwo góralskie, związane z pasterstwem owiec, takie jak kierdel, bryndza, baca czy juhas jest pochodzenia wołoskiego, podobnie jak nazewnictwo miejscowości góralskich. Na Podhalu gospodarka pasterska stopniowo zamiera, a w Maramureszu widzi się jeszcze duże stada  nie tylko w górach, ale nawet parokrotnie tarasowały nam przejazdu.

Owce tarasują nam drogę

Drewniane cerkwie Maramureszu różnią się jednak znacznie od naszych z Podkarpacia. Przede wszystkim rzuca się w oczy ich  kwadratowa  wieża, wysoka i smukła, osadzona nad przednawiem. Zakończona jest ganeczkiem, przykrytym dachem w formie ostrej iglicy, której niekiedy towarzyszą, po bokach,  małe iglice, co w rezultacie przypomina gotyckim hełm. Tak wieża jak i spadzisty czterospadowy dach cerkwi pokryte są bardzo charakterystycznymi, długimi i ozdobnie podciętymi gontami, przypominającymi  łuskę rybią.  Bryły cerkwi są prostokątne, budowane budowane z długich belek wiązanych ze sobą na rogach.. Gdzieś na dwóch trzecich wysokości ścian występuje uskok zwężający,  osłonięty daszkiem z gontów, powtarzającym nachylenie dachu. Wykroje portali mają różną formę, łącznie z późnogotyckim „oślim grzbietem”, a same portale ozdobione są bardzo bogatą snycerka, której charakterystycznym motywem są sznury, a często powtarzają się stylizowane krzyże i słońca. We wnętrzu, rolę ikonostasu spełnia drewniana ściana, z wyciętymi w niej carskimi wrotami.

Cerkiew we wsi Bogdan Voda (początek XVIII w.)
Portal cerkwi w Bogdan Voda
Cerkiew w Desesti (początek XVIII w.)
Cerkiew w Budesti (XVII w.)
Fragment portalu cerkwi w Budesti
Dół ściany cerkwi w Budesti

Wewnętrzne ściany cerkwi, pokrywa wystrój malarski, nie noszący pretensji do „wyższej sztuki”, w którym tradycyjne tematy, takie jak Sąd Ostateczny uzupełniane są scenami pochodzącymi z legend lokalnych, lub wyobraźni ludowych twórców.

Desesti, Chrystus błogosławiący
Desesti, święta
Desesti, dwóch świętych
Desesti, potępieni w rzece ognia i diabły wiozące następnych wózkami i taczkami
Budesti, księżyc, gwiazdy i aniołowie
Budesti, Chrystus w majestacie, ze sceny Sądu Ostatecznego
Budesti, Sąd Ostateczny
Budesti, fragment Sądu Ostatecznego
Budesti, Święci

Jest zrozumiałe, iż gorzej niż cerkwie zachowało się tradycyjne drewniane budownictwo świeckie. W każdej wiosce widzi się jeszcze takie pojedyncze zagrody i domy, jednakże wyraźnie są one wypierane przez bezstylową tandetę. Nawet te stare, drewniane nie są już na ogół kryte tradycyjnym gontem lecz eternitem, okna w plastikowych ramach psują całkowicie ich obraz. Jedyny element, który pozostaje i najwyraźniej jest nadal jest wznoszony, to ozdobne bram prowądzace do poszczególnych gospodarstw, również w przypadku całkiem nowej zabudowy. Można i wśród nich odróżnić te stare, sprzed kilkudziesięciu lat, od nowych przeładowanych ozdobami, jednakże tradycja rękodzieła jeszcze się utrzymuje i warsztaty specjalizujące się w wykonywaniu takich bram posiadają najwyraźniej ambicje, o czym świadczą podpisy rzemieślników wyryte na bramach.

Niestety mieliśmy bardzo mało okazji do sfotografowania autentycznych starych zagród wiejskich, gdyż widzieliśmy je głównie z okien autobusu obwożącego nas od cerkwi do cerkwi, skądinąd bardzo ciekawych. Kilka zdjęć tych autentycznych gospodarstw udało się zrobić Małgosi.

Zwyczajem folklorystycznym, który dotrwał do naszych czasów jest ustawianie przed domem panny młodej, w okresie narzeczeństwa i w miesiącu poślubnym, rodzaju drzewka przybranego kolorowymi garnkami. To na fotografii  ustawione było przed naszym hotelikiem, gdyż córka właściciela właśnie wyszła za mąż.

Z tradycyjnym budownictwem budownictwem drewnianym mogliśmy się zapoznać bliżej w skansenie w Sygiecie. Jest on bardzo ciekawy, ale już pozbawiony życia. Dużo przeniesionych tu domów pochodzi jeszcze z XVII i XVIII wieku, co u nas się nie zdarza. Charakteryzują je wysokie, kryte gontem dachy i ganki pod okapem obiegające budynek dookoła. Śpichlerzyki na zboże są wyplatane wikliną, a płoty chronione od góry charakterystycznym daszkiem , co stosowane jest nadal we wsiach.

Kontynuacją tradycji drewna jest unikalny „wesoły cmentarz” w wsi Sapanta, który zyskał rozgłos międzynarodowy. Jego idea pochodzi od ludowego twórcy, Stana Patrasa, który w połowie lat trzydziestych XX wieku zaczął wykonywać dębowe krzyże nagrobne z tablicami charateryzującymi osobę pochowaną, lub okoliczności jej śmierci, w postaci obrazką i krótkiego, często humorystycznego epitafium. Od śmierci Stana, dzieło kontynuuje jego uczeń, przy czym, niestety, zwyczaj coraz bardziej się komercjalizuje. Oczywiście, nie mogliśmy ocenić dowcipu wierszyków, ale sama malowniczość nagrobków wprowadza, nietypowy dla cmentarza, wesoły nastrój.

Kończąc dokumentację zwiedzania Maramureszu, a jednocześnie całej wyprawy do Rumunii, załączam kilka zdjęć z wycieczek górskich.

Siedmiogród 1
Siedmiogród 2
Siedmiogród 3
Bukowina 1
Bukowina 2
Bukowina 3
Maramuresz 1
Maramuresz 2 (Koguci grzebień)

Bolonia

Już we wczesnych wiekach pierwszego millenium przed Chr. w regionie późniejszej Bolonii rozwijała się kultura willanowska, należąca do epoki wczesnego żelaza. Poczynając od szóstego wieku przed Chr., obszar ten znalazł się pod wpływem kultury etruskiej,  a na miejscu obecnej Bolonii powstało miasto etruskie o nazwie Felsina. W czwartym wieku przed Chr. miasto zostało zajęte przez celtyckich Bojów, którzy nazwali je Boną, a na początku drugiego wieku przed Chr. dostało się w ręce Rzymian, którzy skolonizowali miasto od nowa pod nazwą Bononii. Po zniszczeniach w okresie wędrówek ludów i wojen Justyniana z Ostrogotami, Bononia przez dwieście lat należała do Cesarstwa Bizantyńskiego. Zajęta i złupiona przez Lombardów w latach 720-tych, w roku 774 dostała się pod panowanie Karola Wielkiego, który przekazał miasto papieżowi. Pozostawała później w granicach Cesarstwa Karolingów, gdzie uzyskała szereg przywilejów i prosperowała jako miasto handlowe. W obliczu  dążenia Fryderyka Barbarossy do ograniczenia swobód miast północnej Italii, Bolonia przystąpiła do Ligi Lombardzkiej, która zadała klęskę armii cesarskiej w bitwie pod Legnano, co doprowadziło do zawarcia pokoju w Konstancy, w roku 1183, zapewniającego praktyczną autonomię miastom północnej Italii. Bolonia stała się tym czasie jednych z głównych ośrodków handlowych w tym regionie. W ramach agresywnej polityki Fryderyka II wobec miast lombardzkich, w 1249 r.  doszło do bitwy pod Fossaltą w której wojska lombardzkie odniosły zwycięstwo, biorąc do niewoli Enzo, naturalnego syna cesarza i samozwańczego króla Sardynii. W trzynastym wieku walki o władzę pomiędzy lokalnymi możnymi rodami osłabiły bardzo Bolonię, a do tego doszło straszliwe spustoszenie spowodowane Czarną Śmiercią, która zgładziła ponad połowę mieszkańców miasta.  W czternastym i piętnastym wieku, panowanie w Bolonii przechodziło wielokrotnie z rąk do rąk lokalnych przywódców oraz sił zewnętrznych, papieskich lub mediolańskich i ostatecznie w roku 1506 miasto zostało wcielone do Państwa Kościelnego przez wojowniczego papieża Juliusza II. Poza interludium napoleońskim, Bolonia pozostawała domeną papieską aż do roku 1860, gdy jej mieszkańcy zgłosili akces do Królestwa Italii. Szesnasty wiek był ukresem upadku gospodarczego miasta, do czego przyczyniły się kolejne fale epidemii w wieku szesnastym oraz przesunięcie się głównych zachodnich szlaków handlowych z Morza Śródziemnego na Atlantyk. Sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu w wieku osiemnastym i dziewiętnastym, gdyż w Państwie Kościelnym  handel był dławiony wysokimi opłatami celnymi i koncesjami monopolistycznymi.

Średniowieczna Bolonia otoczona była kolistymi murami o długości 7,5 kilometra, przez które prowadziło dwanaście bram. Znaczne partie murów zachowały się do dziś, a struktura ulic starego miasta pozostaje niezmieniona, podobnie jak duża część zabudowy, pomimo znacznych zniszczeń jakim uległa w czasie bombardowań alianckich, podczas II Wojny Światowej. Tak domy mieszkalne jak i budynki publiczne wzniesione zostały z cegły, o różnych odcieniach ciemnej ochry. Obok San Giminiano, Bolonia jest jedynym miastem Italii, w którym zachowały się wieże mieszkalne z XII i XIII wieku. Szacuje się, że w średniowieczu istniało tu  80 do 100 takich wież, z których przetrwało dwadzieścia dwie, a wśród nich słynne Due Torri,  dwie wieże położone obok siebie, uznawane za emblemat Bolonii.  Wyższa z nich, Asinelli, ma 97 m wysokości, a niższa, silnie odchylona od pionu, Garisenda, liczy 48 m. Jednakże najbardziej charakterystycznym i wysoce dekoracyjnym elementem zabudowy miasta są podcienia pod domami, biegnące niemal wzdłuż wszystkich ulic, których łączna długość wynosi 38 km, z czym nie może się mierzyć żadne inne miasto na świecie.

Due Torri
Asinelli
Garisenda
Ulice i podcienie Bolonii

Centrum miasta zajmują dwa przylegające do siebie place, Piazza Maggiore i Piazza  del Nettuno, którego nazwa pochodzi od posągu Neptuna, z  roku 1567, autorstwa Giambologni. Wokół tych placów położone są najważniejsze budowle municypalne miasta.

Palazzo Podesta pochodzi z około roku 1200, a przylegająca do niego wieża, z roku 1287, lecz fasada pałacu została całkowicie przebudowana, w stylu renesansowym w roku 1453. Natomiast w latach 1240-tych został do niego dobudowany nowy pałac, który krótko nosił nazwę Palatium Novum. Tymczasem już w roku 1249 pałac został wykorzystany jako więzienie Enzo, syna cesarza Fryderyka II i króla Sardynii, wziętego do niewoli przez gwelfów, w roku 1249, po zwycięskiej bitwie pod Fossaltą. Enzo traktowany był jako więzień królewski i w ciągu dnia mógł poruszać się po całym pałacu oraz przyjmować gości, w tym swoje metresy, lecz w nocy zamykano go w żelaznej klatce, zawieszonej pod sufitem. Nieszczęsny król Sardynii nie opuścił pałacu aż do śmierci w roku 1272, a jak na ironie, do jego więzienia przylgnęła powszechnie używana nazwa Palazzo Re Enzo.  Pałac ma zresztą surowy wygląd, bardziej przypominający więzienie lub zamczysko, niż luksusową rezydencje.

Palazzo de Podesta
Palazzo Re Enzo

Naprzeciwko Pałacu króla Enzo wznosi się wielki kompleks Palazzio Comunale, znany również jako Palazzo d’Accursio, od imienia znakomitego prawnika-glosariusza Franceska Accursio, którego rezydencja wznosiła się tutaj w drugiej połowie XIII w. Po jego śmierci, została zakupiona przez komunę miejską i kolejno rozbudowywana, tak pod względem reprezentacyjnym, jak i obronnym, na potrzeby władz municypalnych. Poza nazwą, z pierwotnej rezydencji pozostała jedynie wieża, którą podwyższono w połowie piętnastego wieku i zainstalowano na niej zegar miejski, z korowodem postaci, towarzyszącym wydzwanianym godzinom, który funkcjonował do końca XVIII w.

Wieża Palazzo d’Accursio

Posąg Neptuna na tle Palazzio d’Accursio

Palazzo dei Notai i Palazzo d’Accursio

Palazzo dei Notai, zbudowany około 1361 r. przy Piazza Maggiore, pomiędzy bazyliką Św. Petroniusza, a Pałacem d’Accursio był siedzibą ważnej gildii notariuszy.

Palazzo dei Notai

Całą wschodnią pierzeję Piazza Maggiore wypelnia jednolita, reprezentacyjna fasada renesansowego Palazzo dei Banchi, wzniesionego w latach 1565 – 68 przez słynnego architekta Giacomo Barozzi da Vignola.

Palazzo d’Accursio i Palazza dei Banchi

Palazzo della Mercanzia został wzniesiony pod koniec XIV w. w eklektycznym stylu gotyckim, z elementami charakterystycznymi dla budownictwa Lombardii i Romanii. Dolną partię ściany frontowej wypełnia  loggia z  wysokimi ostrołukowymi prześwitami i czołami łuków ozdobionymi medalionami. Balkon na środku górnego poziomu fasady, przykryty misternie rzeźbionym śpiczastym baldachimem, obrzeżony jest po obu stronach lancetowatymi oknami. Baldachim i balustrada balkonu a także maswerki okien wykonane są z białego marmury, co kontrastuje z czerwoną cegłą ściany. Fasadę zamyka od góry krenelaż, pod którym przebiega fryz z herbami. Wszystkie te elementy wystroju oznaczają się wyraźną wartością artystyczną, lecz w sumie sprawiają wrażenie przeładowania.

Palazzo della Mercanzia

Spośród licznych kościołów Bolonii najstarszym jest bazylika Św. Stefana, popularnie nazywana „Siedmioma kościołami”. Jest to kompleks religijne, którego  początki, sięgają jakoby Petroniusza, biskupa Bolonii z połowy V w. i późniejszego patrona miasta.

Figura biskupa Petroniusza, patrona Bolonii, pochodząca z lat 1388-92, przedstawionego z modelem miasta w lewej ręce, w którym widać „Due Torre”

Według tradycji biskup miał zainicjować budowę kompleksu religijnego wzorowanego na bazylice Św. Grobu w Jerozolimie, na miejscu, w którym stała pogańska świątynia Izydy. Najstarszy ufundowany tu przez niego kościół był bazyliką trójnawową, poświęconą dwóm męczennikom wczesnochrześcijańskim, świętym Witalisowi i Agrykoli. Została ona zniszczona przez Madziarów w X w., lecz odbudowana w następnym wieku, w oryginalnym kształcie, przez benedyktynów, dotrwała do naszych dni. Z kościołem tym wiąże się anegdotyczna historia. Pod koniec XIV w. odkryto w nim rób chrześcijański z inskrypcja Simon, co bez żadnego uzasadnienie zostało uznane za grobowiec Szymona-Piotra i spowodowało tak duży napływ pielgrzymów do Bolonii, że zagroził konkurencją Rzymowi. Zaniepokojony tym papież, Bonifacy IX, przeniósł grób w ukryte miejsce, a kościół uczynił niedostępnym na siedemdziesiąt lat.

Fasada kościoła Św.. Witalisa i Agrykoli
Fasady kościołów Św. Witalisa i Agrykoli, Sankuarium Świętego Grobu i Św. Krzyża

Sanktuarium wzorowane na Bazylice Świętego Grobu  wzniesione przez biskupa Petroniusza obok kościoła św. Witalisa i Agrykoli zostało również zniszczone przez Madziarów i odbudowali je benedyktyni w wieku XI, na wzór bazyliki jerozolimskiej zrekonstruowanej w połowie XI w. przez cesarza Konstantyna IX Monomacha, po zniszczeniu dokonanym przez kalifa al-Hakima. Jest to struktura centralna, o charakterze romańskim, wzniesiona na planie nierównomiernego ośmioboku. Dwanaście kolumn, ustawionych wewnątrz w  regularnych odstępach od siebie, oddziela dwunastokątny środek budynku od obejścia.  Kolumny wspierają półokrągłe łuki, ponad którymi umieszczono biforia otwierające się z babińca, na galerii. W części środkowej umieszczony jest edykuł – jedyna część struktury pochodząca z oryginalnej budowli z V w. – w którym w XII w. odkryto szczątki biskupa Petroniusza. Z tego okresu pochodzą również dwie ambony, dwa ciągi schodów prowadzących na szczyt edukułu oraz płaskorzeźby na jego fasadzie.

Wnętrze Santuarium Świętego Grobu

Edykuł w Sankuarium Św. Grobu
Dolna ambona z symbolami Ewangelistów
Schody na szczyt edykułu

Na tyłach Sanktuarium Świętego Grobu mieści się „Dziedziniec Piłata”, z dwóch stron obrzeżony krużgankami. Na środku dziedzińca widnieje marmurowa „Misa Piłata” z wieku ósmego, z inskrypcją upamiętniającą królów lombardzkich, a czternastowieczna figura koguta  z terrakoty, umieszczona w niszy,  upamiętnia zaparcie się Piotra.

Dziedziniec Piłata, z Misą Piłata, ustawioną na postumencie po środku
Kogut, upamiętniajcy zaparcie się Piotra
Kościół Świętego Krzyża od strony Dzidzińca Piłata
Sanktuarium Świętego Grobu od strony Dziedzińca Piłata
Fragment ściany Sanktuarium Świętego Grobu

Do Dziedzińca Piłata przylega, większy od niego, kwadratowy dziedziniec, ze studnią pośrodku, otoczony piętrowymi krużgankami, otwierającymi się na parterze przedromańskimi łukami, z około 1000 r., a na piętrze wspierany kolumienkami z rzeźbionymi kapitelami.

Krużganki w San Stefano

Katedra w Bolonii, pod wezwaniem Św. Petroniusza jest ogromną trójnawową bazyliką, której konstrukcja rozpoczęła się w roku 1388 i trwała przez stulecia. Została wzniesiona z cegły, a okładzina fasady z białego marmurem, zaprojektowanej przez Domenica Verignana, którą rozpoczęto kłaść w roku 1538 nigdy nie osiągnęła nawet połowy wysokości. Natomiast wystrój rzeźbiarski głównego portalu (Porta Magna) pochodzi od sieneńczyka, Jacopa della Querrcia i został wykonany w pierwszej połowie XV w.

Ogromny kościół pod wezwaniem Św. Dominika pozostał rozbudowany pod koniec pierwszej połowy trzynastego wieku na miejscu kościółka San Nicolò, przy którym założyciel zakonu kaznodziejskiego spędził ostatnie parę lat przed swoją śmiercią w roku 1221. W następnych wiekach kościół był wielokrotnie przebudowywany i zgromadzono nim liczne dzieła sztuki. Należą do nich słynne stalle  w chórze  kościoła ozdobione intarsjami ze scenami ze Starego i Nowego Testamentu, wykonanymi w latach 1541 – 49, przez dominikanina brata Damiana da Bergamo.

Intarsje w prezbiterium kościoła Św. Dominika

Jednak najbardziej znanym dziełem w kościele jest grobowiec Św. Dominika (Arca di Sam Domenico), który, podobnie jak sam kościół, posiada długa historię.   Ciało Św. Dominika zostało początkowo pochowane w prostym marmurowym sarkofagu, lecz w roku 1264 dominikanie zwrócili się do Nicola Pisana, który cieszył się już wówczas zasłużoną sławą jako autor ambony w baptysterium w Pizie, by ten zaprojektował i wykonał reprezentacyjny grobowiec dla świętego. Nicola przygotował istotnie taki projekt, lecz zamówienie na wykonanie ambony w katedrze sieneńskiej spowodowało, że realizację dominikańskiego  projektu przekazał głównie swojemu warsztatowi, w którym zaangażowany był, między innymi, znakomity rzeźbiarz Arnolfo di Cambio. Płaskorzeźby na ścianie frontowej przedstawiają tłumne sceny z życia Św. Dominika, przypominające inne dzieła Nicola inspirowane przykładem sarkofagów starożytnych.

Sarkofag Św. Dominika

Sarkofag ukończony został w roku 1267, lecz rozbudowywany był dalej i w latach 1467 – 73 dodano zwieńczenie oraz dodatkowe figury zdobiące sarkofag, wykonane pod kierunkiem wybitnego rzeźbiarza Niccolò da Bari. Chociaż można mieć pewne obiekcje co do przeładowania zwieńczenia, zostało ono przyjęte z takim entuzjazmem, że Niccolò zyskał sobie przydomek dell’Arca. Dziełem samego Niccolò jest jeden z dwóch aniołów trzymających lichtarze, po obu stronach sarkofagu, podczas gdy drugi anioł i dwie figury świętych zostały wykonane przez młodocianego Michała Anioła.

Zwieńczenie grobowca Św. Dominika
Grobowiec Św. Dominika
Anioł Niccola d’Arca
Anioł Michała Anioła

Rzeźby Niccolò dell’Arca wykonywane były najczęściej w terrakocie, a jego koronne dzieło, Opłakiwanie Chrystusa, znajduje się w kościele Santa Maria della Vita w Bolonii. Jest to grupa sześciu postaci o naturalnej wielkości – Madonny, trzech Marii, oraz Jana Ewangelisty i Józefa z Arymatei – zgromadzonych wokół ciała Chrystusa. Cztery postacie żeńskie wyrażają pełną ekspresji rozpacz, podczas gdy dwaj mężczyźni pogrążeni są w kontemplacyjnym smutku. Te, tak wyraźnie uzewnętrzniane uczucia, czynią tę grupę całkiem niezwykłą na tle rzeźby renesansowej.

Niccolò dell’Arca, Opłakiwanie Chrystusa

Gotycka bazylika Santa Maria dei Servi została ufundowana w 1346, lecz najbardziej charakterystycznym elementem jego struktury jest elegancki  portyk, w którym wysmukłe kolumny wspierają półkoliste renesansowe łuki, wzorowany na słynnym Ospedale degli Innocenti, Brunneleschiego. Portyk był rozbudowywany bardzo długo, bo od XV do XIX wieku, Początkowo obrzeżał tylko lewą ścianę kościoła, a ostatecznie otoczył również cały placyk przed kościołem.

Portyki przy kościele Santa Maria dei Servi
Maesta Cimabuego w kościele Santa Maria dei Servi
Kościół San Giacomo Maggiore

Średniowieczna Bolonia zyskała sławę głównego ośrodka studiów prawniczych. Zapoczątkował je Irnerius (ok. 1050 – 1130), uważany za twórcę bolońskiej szkoły  glosariuszy, to jest badaczy prawniczych dzieł antycznych, którzy pomiędzy wierszami i na marginesach manuskryptów zamieszczali swoje glossy do oryginalnego tekstu, co zostało przyjęte jako standard przy kopiowaniu manuskryptów starożytnych. Irnerius wprowadzał systematycznie glossy do Kodeksu Justyniana (Corpus juris civilis), a jednocześnie prowadził wykłady dla uczniów i uważany jest za jednego z założycieli Uniwersytetu Bolońskiego, którego inauguracja datowana jest na ogół na rok 1088. Jest to najstarsza wyższa uczelnia europejska, funkcjonująca nieprzerwanie od chwili powstania. Działalność Irneriusa kontynuowali w Bolonii jego czterej słynni uczniowie, doktorzy-glosariusze, a jednym z ostatnich i najsłynniejszym glosariuszem był Francesco Accursio (ok. 1182 – 1263), który około roku 1230 wydał monumentalne dzieło, zatytułowane Glossa ordinaria, gdzie zebrał i opracował glossy do Kodeksu Justyniana, zawierające nie tylko komentarze do tekstów, lecz również propozycje rozwiązań złożonych problemów prawnych, ocenianych  sprzecznie przez różnych interpretatorów.  Jak oszacowano, Accruso opracował blisko sto tysięcy glos. Autorytet  tych i im podobnych profesorów przyczynił się do niezmiernie wysokiego prestiżu szkoły prawniczej Uniwersytetu Bolońskiego, co ściągało do niego studentów ze wszystkich krańców Europy i przyczyniło się walnie do zakorzenienia prawa rzymskiego w całej Europie zachodniej. Władze municypalne i mieszkańcy zdawali sobie sprawę jak wielkie znaczenie miała dla rozwoju miasta sława jego uniwersytetu. Wyrazem tego uznania są monumentalne grobowców wybitnych glosatorów, z których zachowało się pięć, chociaż z dokumentów wynika, że było ich więcej. Te zachowane zostały odbudowane z mniejszych lub większych ruin i można je oglądać przed bazylikami Św. Franciszka i Św. Dominika. Co zastanawiające, wszystkie grobowce powstały w ciągu czterdziestolecia 1265 – 1305 i mają charakterystyczną formę, nie spotykaną prawie nigdzie indziej, w całej Italii. Sarkofagi są w nich umieszczone w niewielkich domkach, z piramidalnymi  dachami, wspartymi na czterech kolumnach z białego marmury i przykrytymi zieloną glazurowaną dachówka. Z kolei domki wzniesione są na podobnych kolumnach, lub na wysokich marmurowych podstawach. Nie jest jasne dlaczego uczeni prawnicy zmarli właśnie w tym krótkim okresie zostali pochowani w tak eksponowanych grobowcach.

Grobowce glosariuszy przed kościołem Św. Franciszka
Grobowce glosariuszy przed kościołem Św. Dominika

W Muzeum Archeologicznym znajduje się szereg płyt nagrobnych pochodzących z grobowców profesorów prawa, z późniejszych wieków, przedstawianych często w otoczeniu studentów notujących ich wykłady.

Płyty nagrobne profesorów z XIV w.

Najbardziej reprezentacyjnym budynkiem uniwersyteckim jest Archiginnasio, wzniesione w latach 1562 – 3 przez Antonia Morandi, z wewnętrznym dziedzińcem z otoczonym piętrową loggią. Wewnątrz znajduje się teatr anatomiczny z roku 1636, a świadectwem  długiej historii uniwersytetu są herby około sześciu tysięcy byłych studentów i inskrypcje na cześć profesorów, umieszczone  na murach korytarzy.

Herby studentów na korytarzach Archiginnasio
Stella etruska z końca V w. przed Chr. ,Museo Civico Archeologico, Bolonia

Atena Lemnia według Fidiasza, marmurowa kopia rzymska z epoki Augusta, Museo Civico Archeologico, Bolonia

Manno Bandini da Siena, Bonifacy VIII, 1301, Museo Civico Archeologico, Bolonia

Plakietki z kości słoniowej ze scenami rycerskimi, XIV w., Museo Civico Archeologico, Bolonia

Vitale da Bolonia, Św. Jerzy, 1330 – 35, Pinacoteca Nazionale, Bolonia
Zenobi Strozzi, Triumf sławy, 1440 – 45, Pinacoteca Nazionale, Bolonia

Stambuł 2009

Architektura otomańska to oczywiście przede wszystkim meczety. Zrobiły na mnie duże wrażenie swoimi sylwetkami, z wielkimi kopułami i wysmukłymi minaretami. Potem jednak zaczęły mnie nieco nużyć, szczególnie ich puste wnętrza przykryte wielką kopułą. Miałem wrażenie, że architektura kościoła Hagia Sophia wywarła tak wielki wpływ na budowniczych tureckich, że ograniczyli się do różnych wariantów tego samego ogólnego schematu. Zdaje sobie sprawę, że to opinia i uproszczona, i krzywdząca, która świadczy po prostu o mojej ignorancji. Architekci otomańscy rozpracowywali w szczególności różne warianty powiązania kopuły z bryłą meczetu, stosując półkopuły czy żagle, przy czym zwracali szczególną uwagę na uzyskanie dobrego oświetlenia wnętrza.

Pierwszy meczet sułtański w Stambule został wzniesiony jeszcze przez Mehmeda Zdobywcę, lecz uległ zniszczeniu podczas trzęsienia ziemi i odbudowano go w innym stylu; w rezultacie najstarszy z zachowanych tam meczetów pochodzi z lat 1501-1506 i został ufundowany przez syna Mehmeda, Bajezyda II. Podobnie jak w późniejszych  fundacjach sułtańskich, meczet Bajezyda otoczony jest kompleksem religijno-charytatywnym.

Zespół meczetu Bajezyda II

Twórcą, który przyczynił się w zasadniczym stopniu do ukształtowanie się stylu architektury otomańskiej był Mimar Sinan (1489-1588). Sinan urodził się w rodzinie chrześcijańskiej z Anatolii, której etniczne pochodzenie jest sprawą dyskusyjną. We wczesnej młodości został odebrany rodzicom, w ramach przymusowej branki do janczarów, tzw. devsirme, jednej z najbardziej barbarzyńskich praktyk Imperium Otomańskiego. Wychowany na wiernego sułtanowi mahometanina, wyróżnił się w szkołach wybitnymi zdolnościami; studiował inżynierię wojskową oraz architekturę i w pierwszej z tych specjalności rozpoczął swoją szybką karierę jako budowniczy mostów i fortyfikacji, a nawet okrętów, jak również jako oficer janczarów. Brał udział w szeregu kampanii wojennych Sulejmana Wspaniałego, sułtana w latach 1520-1566.  

Pierwszy wielki meczet zaprojektowany przez Sinana powstał w połowie lat 1530-tych, a w roku 1539 został mianowany głównym architektem Cesarstwa. Stanowisko to piastował przez pięćdziesiąt lat, aż do swojej śmierci, kierując wielkim zespołem architektów oraz budowniczych i wychowując szereg wybitnych uczniów.  Zaprojektował kilkaset budowli, od mauzoleów poczynając, poprzez pałace i budynki użyteczności publicznej, na mostach i akweduktach kończąc.  Wśród dzieł Sinana dominowały meczety, których wzniósł blisko 150.

Do pierwszego okresu jego twórczości należy zespół tzw. Meczet Księcia (Şehzade Camii) w Stambule, poświęcony pamięci księcia Murata – wcześnie zmarłego syna Sulejmana Wspaniałego – wzniesiony w latach 1543-48. Koronnym dziełem drugiego okresu twórczości  Sinana, jest zespół meczetu Sulejmana Wspaniałego (1550-57), obok którego wzniósł skromne mauzoleum dla siebie.

Otoczenie Meczetu Księcia
Minaret Meczetu Księcia
Meczet Księcia
Wnętrze Meczetu Księcia
Mauzoleum Mimara Sinana

Podczas mojej wizyty, w samym  meczecie Sulejmana prowadzone były prace remontowe i obejrzeć można było tylko niewielką część jego wnętrza, ale cały zespół robił  i tak duże wrażenie. Wielki plac, na którym znajduje się meczet zamknięty  jest dookoła krużgankami jednolitych  budynków  z szarego kamienia, przykrytych kopułkami, spoza których wyzierają wysokie kominy osłonięte charakterystycznymi szpiczastymi kołpakami. Budynki te mieściły szkoły koraniczne, szpital, kuchnie i jadłodajnie dla ubogich. Jak zwykle, przed meczetem znajduje się obszerny dziedziniec, z ozdobną studnią po środku, służącą do rytualnych ablucji. Za meczetem usytuowany jest cmentarz, z dwiema mauzoleami grobowymi, Sulejmana i Rokselany – jego pierwszej małżonki. Ta ukraińska branka jasyru, trafiła do haremu sułtańskiego, gdzie osiągnęła nie tylko najwyższą możliwą godność, ale i wielkie wpływy polityczne. Meczet Sulejmana położony jest na wzgórzu, w pobliżu Złotego Rogu. Z Mostu Galaty  widać jego wspaniałą sylwetkę.

Widok od strony Złotego Rogu: na pierwszym planie – Nowy Meczet, na drugim – Meczet Sulejmana Wspaniałego
Meczet Sulejmana Wspaniałego
Minaret Meczetu Sulejmana Wspaniałego
Meczet Sulejmana Wspaniałego
Kolumna na dziedzińcu Meczetu Sulejmana Wspaniałego
Fragment dziedzińca Meczetu Sulejmana Wspaniałego
Mauzoleum przy Meczecie Sulejmana Wspaniałego
Zabudowania zespołu Meczetu Sulejmana Wspaniałego
Cmentarz przy Meczecie Sulejmana Wspaniałego

Do ostatniego okresu twórczości Sinana, w którym osiągnął pełnię swoich możliwości, należy między innymi meczet Sokollu Paszy z lat 1571-72.

Meczet Sokollu Paszy

Głównymi elementami dekorującymi wnętrze meczetów Sinana są płytki fajansowe pochodzące z warsztatów artystycznych w Izniku. Na ogół były one używane z umiarem, głównie do ozdoby mihrabu i jego otoczenia. Wyjątkiem jednak jest Meczet Rustema Paszy – zięcia i wezyra Sulejmana Wspaniałego –  ukończony w roku 1563, w którym nie tylko ściany wewnętrzne, ale także portale i portyki pokryte są płytkami ceramicznym, wśród których doliczono się około 80 różnych deseni, nie zawsze najlepiej pasujących do siebie. Stwarza to wrażenia pewnej dysharmonii i ostentacyjnego bogactwa, co wynikało, prawdopodobnie, z osobistych preferencji fundatora meczetu – zięcia i wezyra Sulejmana Wspaniałego – który podobno z zapałem gromadził na ten cel wyroby z Izniku.

Przesionek Meczetu Rustema Paszy
Wnętrze Meczetu Rustema Paszy
Mihrab Meczetu Rustema Paszy

Płytki z Izniku, tak popularne w wieku XVII, po raz ostatni wykorzystano do wystroju meczetu sułtańskiego w roku 1617, w meczecie ufundowanym przez Ahmeda I, od koloru płytek nazywanym popularnie Błękitnym Meczetem.. Meczet ten wzniesiony przez Sedefkara Mehmeda, ucznia Sinana, jest największym i najbardziej reprezentacyjnym meczetem otomańskim; do dekoracji jego wnętrza ożyto dwadzieścia tysięcy płytek. Ze swoimi sześcioma minaretami i ogromną kopułą, meczet stanowi wyróżniający się element w sylwetce miasta i konkuruje z Hagią Sophią, w pobliżu której jest usytuowany. Przez bramę prowadzącą na dziedziniec Błękitnego Meczetu widać wypiętrzające się kopuły i półkopuły, niby jakąś monumentalną dekorację teatralną.

Błękitny Meczet
Meczet „o skręconym minarecie” z 1550 r.
Nowy Meczet (Yeni Camii), 1597-1663
Barokowy Meczet Tulipanów (Laleli Camii), 1760-1763 r.

Obok płytek fajansowych, elementem wystroju meczetów są boazerie marmurowe, oraz dosyć agresywna polichromia wokół okien czy wzdłuż gurtów kopuł. Bardzo często są to stylizowane napisy – jak sądzę cytaty z Koranu.  Niewątpliwie mało które pismo, nadaje się do elementów dekoracyjnych tak dobrze jak alfabet arabski.

Wyposażenie wnętrza meczetów jest skromne. Składa się na nie mihrab – ozdobna nisza skierowana w stronę Mekki i minbar – wysoka ambona ze szpiczastym daszkiem, do której prowadzą wąskie schody obrzeżone ściankami pokrytymi misterną dekoracją geometryczną. W meczetach sułtańskich jest jeszcze loża władcy. Z kopuły, nisko nad podłogą, zwisa ogromny kolisty kandelabr. Ozdobne lampy do meczetów należały do ważnych wyrobów artystycznych warsztatów ceramicznych i szklarskich.

Przy wielu meczetach znajdują się niewielkie cmentarzyki z pionowymi stelami grobowymi uwieńczonymi kamiennymi turbanami, lub fezami, wskazującymi na godności zmarłych. Najdostojniejsi z nich spoczywają we własnych mauzoleach – „türbe”, mających formę swobodnie stojących budyneczków, o przekroju kwadratowym lub wielościennym, przykrytych kopułami. „Türbe” – szczególnie sułtańskie – to prawdziwe klejnoty architektoniczne.

Mauzolea

W latach siedemdziesiątych XV wieku, czyli jeszcze za panowania Mehmeda Zdobywcy został oddany do użytku pałac Topkapi, który łączył w sobie funkcje rezydencji sułtana z centrum administracji imperium. Pałac położony jest na przylądku Sarajburnu,  w miejscu w którym zatoka Złotego Rogu łączy się z Bosforem, na tym samym wzgórzu, na którym wznosił się niegdyś akropol greckiego Bizancjum. Rozwiązanie architektoniczne, wzorowane na układzie dawnych obozowiskach tureckich, składało się z niskich pawilonów dosyć luźno otaczających cztery kolejne dziedzińce. Pozwalało to na swobodną rozbudowę w ciągu kolejnych stuleci, aż do połowy XIX wieku, kiedy to pałac przestał być oficjalną rezydencją sułtańską. Wyodrębnionym w strukturze pałacu był kompleks sułtańskiego haremu. Obecnie cały teren pałacu udostępniony jest zwiedzającym i mieści się na nim szereg muzeów.

Przed Bramą Cesarską prowadzącą do pałacu  położona jest ozdobna studnia sułtana Ahmeda III z roku 1728, klasyczna budowla w tzw. stylu tulipanowym.  1-wszy dziedziniec, nazwany jest Dziedzińcem Janczarów, gdyż tu, przy dawnym kościele św. Ireny, mieściły się niegdyś ich koszary.  Z boku tego dziedzińca znajduje się obecnie kompleks Muzeum Archeologicznego. Przez Bramę Powitań wchodzi się na 2-gi dziedziniec, którego nazwa – Dziedziniec Dywanu – pochodzi stąd, że w pawilonie po jego lewej stronie odbywały się posiedzenia rady przybocznej sułtana zwanej Dywanem. Sam sułtan mógł się przysłuchiwać posiedzeniom poprzez specjalne okno osłonięte ozdobną kratą. Cały dziedziniec otoczony jest parterowymi krużgankami, przy czym prawą jego stronę zajmują olbrzymie kuchnie dworskie zaprojektowane w XVI wieku przez Sinana. Na ich dachach, szeregowo, w równomiernych odstępach, wyrastają ogromne kominy. Podobno kuchnie wydawały codziennie sześć tysięcy posiłków dla dworzan i oficjalistów sułtańskich.

Studnia Ahmeda III
Topkapi, Drugi Dziedziniec

Brama Szczęśliwości, prowadząca na Trzeci Dziedziniec, wychodzi bezpośrednio na Pawilon Audiencyjny z Salą tronową. Sam tron to olbrzymia sofa, która mogłaby pomieścić ze dziesięć osób. Posłowie zagraniczni, którym sułtan udzielał audiencji, poddawani byli upokarzającej procedurze powitalnej. Mianowicie musieli padać na twarz przed sułtanem, a prowadzący ich  oficjaliści dworscy przyciskali ich głowę do podłogi. Jak rozumiem, zwyczaj ten sięgał jeszcze czasów imperium perskiego i był wówczas odbierany przez Greków jako wyjątkowo odrażający – porównywali go do gestu psów płaszczących się przed panem. Trzeci dziedziniec otoczony jest również krużgankami. Mieścił się na nim dawny skarbiec sułtański, a także tzw. Pawilon Świętego Płaszcza, jedno z najświętszych miejsc dla wyznawców islamu, gdyż zgromadzono tu pamiątki po Mahomecie, a także po patriarchach biblijnych, np. laskę, która rzekomo miała należeć do Mojżesza.

Trzeci dziedziniec: Pawilon Audiencyjni i Biblioteka Ahmeda III
Kominek w Pawilonie Audiencyjnym
Trzeci dziedziniec; Pawilon Świętego Płaszcza
Krużganki wokół trzeciego dziedzińca

Czwarty Dziedziniec nie jest już otoczony krużgankami, lecz wznoszą się na nim dosyć luźno rozrzucone pawilony, z których najsławniejsze to Pawilon Obrzezania i Pawilon Bagdadzki, zbudowany w 1-szej połowie XVII wieku dla upamiętnienia zdobycia Bagdadu przez Turków. Z tarasu na dziedzińcu roztacza się wspaniały widok na Bosfor

Czwarty Dziedziniec.

Całkowicie odizolowaną część pałacu stanowi harem, do którego wejście prowadzi  z Drugiego Dziedzińca, przez tzw. Bramę Powozów, położona obok Pawilonu Dywanu.

Bardzo rozreklamowany skarbiec sułtanów nie przypadł mi do gustu. Bogactwo zdecydowanie góruje tu nad dobrym smakiem. Widać przesadne upodobanie w stosowaniu kamieni szlachetnych, szczególnie  szmaragdów, może dlatego, ze to kolor Mahometa. Paradne szable i ozdoby turbanów kojarzą się oczywiście z karabelami i trzęsieniami kołpaków z epoki sarmackiej. Widać tu doskonale, jak pomimo wojen, a także trochę dzięki nim właśnie, bliskowschodni przepych wpływał na kształtowanie się gustów szlacheckich.  Czytałem kiedyś, ze król Jan III Sobieski zamówił dla siebie paradną szablę u płatnerzy włoskich. Miała być bardzo ozdobna. Kiedy ją otrzymał, podziękował i zapłacił wykonawcom, po czym polecił  przekazać ją rodzimym złotnikom, aby uzupełnili dekorację dodatkowymi kamieniami szlachetnymi.

Dużo bardziej niż skarby podobała mi się szaty sułtańskie, wykonane z drogocennych materii, ale z zachowaniem pewnego umiaru. W szczególności oryginalne są stroje magiczne, całe pokryte napisami  – jak sądzę zaklęciami przeciw złym urokom.  

Szaty sułtańskie

Dominującym elementem wystroju pawilonów  pałacowych są płytki fajansowe, pokrywające często nie tylko ściany wewnętrznych pomieszczeń, lecz również mury zewnętrzne niektórych pawilonów. Pochodzą one na ogół z Izniku w Azji Mniejszej, najsławniejszego centrum wyrobu fajansów tureckich. Poświęcone jest im specjalne muzeum, w tzw. Pawilonie Fajansowym, wzniesionym na Dziedzińcu Janczarów, jeszcze za panowania Mehmeta Zdobywcy. Produkcja fajansów przez warsztaty artystyczne z Izniku rozpoczęła się około roku 1480 i utrzymywała na bardzo wysokim poziomie technicznym i artystycznym przez cały wiek XVI. Obejmowała tak naczynia stołowe i ozdobne, jak i płytki budowlane. W ciągu tego ponad stuletniego okresu styl ceramiki się zmieniał do tego stopnia, że w XIX w. część wyrobów z Izniku uznawano za pochodzące z rozmaitych innych źródeł.

Najstarsze z wyrobów, pochodzące z lat 1480-1520 należą do ceramiki biało-niebieskiej, w pierwszym dwudziestoleciu wykazującej wyraźne wpływy porcelany chińskiej, co nie oznaczało jednak biernego naśladownictwa, gdyż, obok motywów dalekowschodnich, występują w nich tradycyjne tureckie wzory geometryczne, nawiązujące do dekoracji na naczyniach metalowych. W latach 1520-tych stosowany kobalt  jest jaśniejszy i pojawia się więcej motywów kwiatowych i roślinnych, w tym charakterystyczne ząbkowane liście trzciny (saz), pozostające elementem często stosowanym przez cały okres świetności Izniku.

Bum budowlany w okresie panowania Sulejmana Wspaniałego stymulował. szczególnie silny rozwój produkcji płytek fajansowych  Motywem, który występuje w latach 1530-1550 są długie spirale ozdobione drobnymi listkami. Na kształt tych spiral mógł wpłynąć monogram (tugra) Sulejmana, opracowany przez nadwornych grafików. Pod koniec tych lat, obok kobaltu, pojawiają się  kolory turkusowe, oliwkowe i czarne.

W latach pięćdziesiątych popularny staje się styl „czterech kwiatów”, do wprowadzenia którego przyczynił się Kara Memi, naczelny artysta na dworze Sulejmana Wspaniałego w latach 1557/58. Styl ten, w którym pojawiają się  stylizowane motywy czterech rodzajów kwiatów – tulipanów, goździków, róż i hiacyntów – jest chyba najbardziej charakterystyczny dla ceramiki z Izniku, a dla mnie jest najpiękniejszy. Jednocześnie paleta wzbogaca się o barwy szarozielone i ciemnopurpurowe.

Lata 1560-1600, to okres dekoracji polichromatycznej. W szczególności na fajansie, na stałe zawitał kolor czerwony, wprowadzony po raz pierwszy w roku 1557, na płytkach dekorujących meczet Sulejmana. Panuje przekonanie, nie oparte jednak na konkretnych informacjach, że Sinan był zaangażowany w koordynowanie  wzorów płytek z architekturą projektowanych przez siebie budowli.

Wiek XVII był okresem gwałtownego i stałego obniżania się poziomu fajansu z Izniku, aż do ostatecznego upadku, który nastąpił pod koniec wieku. Mogła przyczynić się do tego sytuacja gospodarcza Imperium Otomańskiego oraz zanik zainteresowania ze strony dworu sułtańskiego, czego oczywistym dowodem jest prawie całkowity brak wyrobów z Izniku w olbrzymiej kolekcji ceramiki w Pałacu Topkapi.

Iznik

Opisując Stambuł nie można nie wspomnieć o tym, że integralną częścią miasta jest morze. Z Topkapi i Parku Gülha można podziwiać mosty ponad  Złotym Rogiem i Bosforem, a z tarasu na dachu naszego skromnego hoteliku roztaczał się wspaniały widok na Morze Marmara, z ruchliwym portem i wysepkami majaczącymi w oddali, oraz ze stadami mew unoszącymi się w górze Widok zmieniał się całkowicie, w zależności od pory dnia i oświetlenia.

Konstantynopol 2009

Na dzisiejszy Stambuł składa się blisko siedemnaście wieków metropolitanej tradycji. Co prawda to znacznie mniej niż w przypadku Rzymu, lecz z drugiej strony Rzym nie przeżywał nigdy tak ostrej zmiany kultury, jak Konstantynopol po roku 1453. Zmiana ta powoduje, że Stambuł jawi się jako miasto muzułmańskie, lecz choć w jego panoramie dominują minarety, a w atmosferze, orient, to warto pamiętać, że Konstantynopol był metropolią chrześcijańską dwa razy dłużej niż Stambuł – islamską.

Mój krótki, tygodniowy pobyt w Konstantynopolu, który ponad pięć wieków temu został Stambułem, pozwolił mi tylko na bardzo wybiorcze i powierzchowne zaznajomienie się ze nawarstwionymi w nim zabytkami i pozostawił uczucie niedosytu oraz nadzieję na to, że kiedyś jeszcze tam powrócę.

Bizancjum, niewielkie miasto greckie założone, według legendy przez Bizasa z Megary około  roku 650, które w dziejach greckich nie odegrało szczególnie ważnej roli, zawdzięczało swój oszałamiający awans strategicznemu położeniu geograficznemu, na granicy Europy i Azji, przy przecięciu ważnej drogi lądowej, łączącej oba kontynenty, ze szlakiem wodnym z Morza Śródziemnego, przez Hellespont i Bosfor, do Morza Czarnego. Jednocześnie jego lokalne  usytuowanie –  na krańcu półwyspu oblanego z jednej strony wodami Propontydy (Morza Marmara), a z  drugiej, głęboką zatoką Złotego Rogu – stwarzało znakomite naturalne warunki obronne.

Czynniki te skłoniły Konstantyna Wielkiego do rozbudowy miasteczka do nowej stolicy Cesarstwa, nazwanej oficjalnie Nowym Rzymem, którą przyjęto jednak nazywać imieniem swojego założyciela.  Prace budowlane, rozpoczęte w roku 324, prowadzono w oszałamiając tempie i sześć lat później, 11 maja 330 roku, nowa stolica została formalnie inaugurowana.

Ważnym elementem nowego miasta, był mur miejski, biegnący w poprzek półwyspu, od Propontydy, na południu, do Złotego Rogu, na północy, który osłaniał teren miasta przed  atakami lądowymi, możliwymi tylko od zachodu, gdyż z pozostałych stron dostępu broniła woda.  Mur ten, nazywany Murem Konstantyna, miał około 2,8 km długości,  lecz, wobec szybkiego rozwoju miasta, okazał się być zbyt ciasny, i już na początku V wieku wzniesiono nowy mur obronny, przesunięty, w stosunku do poprzedniego o blisko 2 km, w kierunku zachodnim, liczący około 5,7 km. Od imienia Teodoriusza II, panującego wówczas cesarza wschodnio-rzymskiego, nosi nazwę Muru Teodozjusza. Wraz z murami biegnącymi wzdłuż wybrzeża Złotego Rogu i Morza Marmara, miasto otaczał dwudziestopięciokilometrowy pierścień fortyfikacji.

Mur Teodozjusza stanowił najwspanialsze osiągnięcie starożytnego budownictwa obronnego. Ściśle rzecz biorąc były to dwa mury, wewnętrzny i zewnętrzny, przedzielone tarasem o szerokości 17  do  20 m. Mur wewnętrzny liczył około 12 m wysokości i 4,5 do 6 m szerokości, a mur zewnętrzny był niższy i mierzył 12 do 14 m. wysokości i 4 m, szerokości. Przed  zewnętrznym murem biegła jeszcze fosa, szeroka na 20 i głęboka na 10 m., z dodatkowym, niskim murem krenelażowym od wewnętrznej strony. Wzdłuż muru wewnętrznego, w odstępach zależnych od rzeźby terenu, rozmieszczonych było 96  wież obronnych o wysokości 15 do 20 m, a w połowie odstępu pomiędzy nimi dostępu broniły niższe wieże umieszczone na murze zewnętrznym.

Tak wieże, jak  i lica murów wykonane były ze starannie obrobionych bloków wapienia, przy czym, wzdłuż całych murów,  wątek kamienny na licu poprzedzielany był kilkoma poziomymi pasmami z cegieł, co wzmacniało konstrukcję, a jednocześnie posiadało walor estetyczny. Przez mury  prowadziło do miasta dziewięć bram wjazdowych.

Mury Teodozjańskie były nie do zdobycia, w okresie przed wprowadzeniem prochu strzelniczego i w ciągu ponad siedmiu wieków skutecznie broniły Konstantynopola przed atakami nieprzyjacielskimi. W tym okresie mury wielokrotnie były silnie niszczone przez trzęsienia ziemi, lecz pieczołowicie odbudowywane i  konserwowane, nad czym czuwał specjalny wysoki urzędnik.

1204 roku krzyżowcy wdarli się do miasta od strony Złotego Rogu, gdzie fortyfikacje były słabsze.. Straszliwe zniszczenia jakich dokonali i zaniedbania podczas ponad pięćdziesięciu lat okupacji łacińskiej, doprowadziły mury do żałosnego stanu.

W okresie Renesansu Paleologów, wskrzeszone Cesarstwo Bizantyńskiej, było tylko cieniem dawnej świetności i nie stać go było na generalne remonty murów, które mimo to zdołały wytrzymać oblężenie tureckie w roku 1422. Gdyby w roku 1453 Konstantynopol posiadał dostateczną liczbę obrońców, pozwalającą na obsadzenia murów, miasto zapewne przetrwałoby i to oblężenie.

Po upadku Konstantynopola, władze otomańskie dbały o mury obronne, tak, że do wieku dziewiętnastego dotrwały one niemal w komplecie, chociaż w dużej mierze jako rekonstrukcje oryginalnych murów z V w. W XIX w. rozebrano znaczne ich partię, by miasto mogło rozszerzyć się na zewnątrz, jednak to co pozostało, i co obecnie jest restaurowane, stanowi najbardziej imponujący zabytek bizantyńskiego budownictwa świeckiego.

Brama Edirne Kapi, przez którą Mehmed II wjechał po upadku Konstantynopola
Fragmenty muru Teodozjusza w pobliżu Edirne Kapi

W centrum Konstantynopola zachowały się znaczne  partie innej  monumentalnej budowli, starszej jeszcze od Murów Teodozjusza –  akweduktu z IV w., noszącego imię cesarza Walensa, poległego w roku 378, w bitwie pod Adrianopolem, w której armia rzymska została rozgromiona przez Wizygotów.

Akwedukt Walensa

Konstantyn Wielki, wznosząc swój „Nowy Rzym” gromadził i wykorzystywał na miejscu elementy architektoniczne i rzeźby pochodzące z różnych krańców Cesarstwa Rzymskiego. Znaczna część tego wystroju została zniszczona przez zachodnich zdobywców Konstantynopola w roku 1204 oraz podczas półwiecza istnienia cesarstwa łacińskiego, gdy słynne rzeźby starożytne, były przetapiane, w celu uzyskania brązu. Wenecjanie byli przynajmniej na tyle „cywilizowani”, że rabowali, a nie niszczyli i dzięki temu zachowały się rumaki na bazylice Św. Marka i grupa tetrarchów wmurowana w narożniku fasady bazyliki.

Czcigodnym pomnikiem, który zapewne nie zwrócił na siebie uwagi rabusiów i dzięki temu zachował się na dawnym hipodromie jest tzw. Kolumna Wężowa, która posiada ciekawą historię, wyjątkowo dobrze udokumentowaną.  W I księdze „Wojny Peloponeskiej” Tukidydesa wspomina, że po zwycięstwie nad Persami  pod Platejami w 479 roku, Grecy ofiarowali do sanktuarium Apollona w Delfach złoty trójnóg wotywny ustawiony na brązowej kolumnie wężowej. Nie przeszkodził im w tym fakt, że podczas Wojen Perskich wyrocznia delficka wyraźnie sympatyzowała z najeźdźcami. Z ufundowaną kolumną wiązał się skandal, który wzburzył Grecję. Mianowicie wódz spartański Pauzaniasz, głównodowodzący pod Platejami, samowolnie umieścił na niej napis, który w przekładzie brzmi: „Wódz Hellenów, gdy Medów zniszczył i wykrwawił, Pauzaniasz Fojbosowi ten pomnik wystawił”. Wywołało to protesty wszystkich miast greckich, roszczących sobie słuszne pretensje do udziału w zwycięstwie.  Protesty były  tym ostrzejsze, że Pauzaniasz znany był ze swojej arogancji. W samej Sparcie wzbudziło to, uzasadnione – jak się potem okazało – podejrzenia  co do zbyt daleko idących ambicji Pauzaniasza. W rezultacie napis został usunięty, a na jego miejscu umieszczono nazwy wszystkich miast greckich, które brały udział w bitwie przeciwko Persom. Pauzaniasz został później zgładzony, gdy wyszły na jaw jego knowania z królem perskim. Złoty trójnóg przetrwał w Delfach tylko do połowy IV wieku, kiedy to został zrabowany i wykorzystany przez Filomelusa, przywódcę Fokijczykówna na opłacenie najemników w tzw. Trzeciej Wojnie Świętej. Mniej łakoma, brązowa kolumna wężowa pozostawała w Delfach, do momentu gdy została zarekwirowana przez Konstantyna Wielkiego i ustawiona na spinie hipodromu w Konstantynopolu. Przetrwała najazd krzyżowców i Turków, chociaż, według legendy, Mehmed Zdobywca miał uderzyć mieczem w głowy węży, podczas swojego triumfalnego wkroczenia do miasta. W każdym razie wszystkie trzy głowy wężowe pozostawały na swoim miejscu  jeszcze w XVI wieku, jak to dokumentują miniatury  otomańskie. Potem została już tylko jedna, i to pozbawiona szczęki, dotąd  przechowywana w Muzeum Archeologicznym. Jeden z kronikarzy tureckich zanotował, że pod koniec XVII wieku, głowy obciął szablą jakiś pijany polski szlachcic. Sądzę, że po tym wyczynie stracił własną głowę, co bardzo by mu się należało.

Kolumna Wężowa

Jeszcze nieporównanie starszym od Kolumny Wężowej jest obelisk Tutmozisa III, sprowadzony z Egiptu pod koniec IV w. na rozkaz Teodozjusza Wielkiego. Dolna część obelisku uległa zniszczeniu, zapewne podczas transportu, a górna, licząca blisko 20 metrów,  została wykorzystana w kolumnie Teodozjusza, osadzona na czworokątnym postumencie, ozdobionym reliefami przedstawiają sceny z uroczysości odbywanych na hipodromie. Ponieważ obelisk Tutmozisa pochodzi z XV w. przed Chr., a kolumna Teodozjusza z IV w po Chr., więc obelisk spędził w Konstantynopolu znacznie mniej niż połowę swojego życia. Uzmysławia to perspektywę egipskiej cywilizacji. Przypomina mi się opowiadanie Herodota, o tym jak historyk grecki Hekatajos, podczas  odwiedzin świątyni  Amona w Tebach, pochwalił się swoją genealogią, z której wynikało, że w 16-tym pokoleniu jest potomkiem boga. Oprowadzający go kapłan pokazał mu na to galerię posągów 341 kolejnych arcykapłanów Amona, których urząd przechodził z ojca na syna,  i stwierdził, że żaden z nich nie był bogiem.

Kolumna Teodozjusza
Postument kolumny Teodozjusza

Na dawnej spinie hipodromu ustawiony jest także jeszcze wyższy, bo liczący 32 m, Obelisk Konstantyna. Jego nazwa nie pochodzi od Konstantyna Wielkiego, lecz od cesarza Konstantyna VII z  dziesiątego wieku, który odnowił obelisk wzniesiony prawdopodobnie również w czasach Teodozjusza.

Obelisk Konstantyna

Pomnikiem komemoratywnym odsłoniętym 11 maja 330 r. – w dniu narodziny Konstantynopola – jest Kolumna Konstantyna, usytuowana na dawnym forum jego imienia. Kolumna ta wzniesiona z wielkich porfirowych bębnów liczyła prawdopodobnie około 50 m wysokości, a na jej szczycie znajdował się posąg cesarza, upozowanego na wzór postaci Heliosa, z Kolosa Rodyjskiego.. Szczyt kolumny runął i uległ zniszczeniu, podczas wielkiej wichury, na początku XII w., a uczestnicy IV Krucjaty zdarli z kolumny brązowe obręcze  spajające bębny kolumny. Na ironię zakrawa fakt, że została ona wzmocniona  żelaznymi uchwytami przez Otomanów. W XVIII wieku, pożar pozostawił trwałe ślady na powierzchni porfiru, skąd pochodzi popularna nazwa „Spalonej Kolumny”. Niestety podczas mojej wizyty, kolumna osłonięta była całkowicie rusztowaniami. Obecnie można ją podobno oglądać po renowacji.

Na terenie parku Gülhane, znajduje się wysoka kolumna koryncka, nazywana „gocką”,  ze względu na umieszczoną na niej inskrypcję, „Fortunae reduci ob. Devictos Gothos”. Nie jest pewne, o jakie zwycięstwo nad Gotami tu chodzi, w każdym razie niewątpliwym wydaje się pochodzenie kolumny sprzed pogromu Rzymian pod Adrianopolem, to jest sprzed roku 378.

Kolumna Gocka

Wielki Pałac cesarzy bizantyńskich położony był niegdyś  w pobliżu bazyliki Hagia Sophia i Hipodromu, na miejscu, którego dużą część zajmuje obecnie Meczet Sułtana Ahmeda (Błękitny Meczet). Był to ogromny kompleks budowli,  które służyły celom reprezentacyjnym i administracyjnym, jak również   obejmowały rezydencję cesarską, ze słynną „Purpurową Komnatą”, w której na świat przychodziły dzieci cesarskie – stąd ich tytuł porfirogenetów. Początki pałacu, tak jak i „Nowego Rzymu”, sięgały Konstantyna Wielkiego, potem jednak pałac był stale rozbudowywany, przez kolejnych cesarzy, przy czym szczególnie duży wkład w ten proces pochodził od Justynian. Poczynając od panowania Aleksego I Komnena w XI wieku, dwór cesarski rezydowała w pałacu w dzielnicy Blacherne. Kompleks Wielkiego Pałacu pozostał głownie centrum reprezentacyjnym i administracyjnym, a niektóre z jego budowli popadły w ruinę. Po zajęciu Konstantynopola przez krzyżowców, pałac został przez nich splądrowany i straszliwie zniszczony. Przez okres okupacji łacińskiej służył, co prawda, jako rezydencja ówczesnych cesarzy, którzy nie posiadali jednak środków finansowych potrzebnych na jego konserwację i stan pałacu pogorszył się tak bardzo, iż po odzyskaniu Konstantynopola, Paleologowie nie próbowali go odbudowywać. W chwili  zajęciu Konstantynopola przez Turków teren pałacu był daleko posuniętą ruiną,, na której zaczęła wyrastać nowa zabudowa, a na początku XVII w. sułtan Ahmed I wzniósł reprezentacyjny kompleks Błękitnego Meczetu.

Ta otomańska zabudowa utrudnia prace archeologiczne na terenie dawnego pałacu, jednak w połowie dwudziestego wieku odkryto perystyl pałacu, o powierzchni około 1800  metrów kwadratowych, pokrytej mozaikami, pochodzącymi z piątego lub szóstego wieku.. Zachowały się one w stosunkowo dobrym stanie, gdyż w późniejszym okresie zostały przykryte  marmurowymi płytami bruku. Po odnowieniu umieszczono je w odrębnym  Muzeum Mozaik. Tak jak we wcześniejszych mozaikach rzymskich, nie ma tu złota – które stanowiło tak charakterystyczny element  późniejszej mozaik bizantyjskiej , lecz białe tło, z wachlarzykowato ułożonych tesserae, a na nim realistycznie przedstawione sceny  pasterskie, polowania i walk pomiędzy zwierzętami, w tym także mitycznymi, takimi jak gryfy czy chimery. Występują tu również figury komiczne, jak np. małpka, z papugą na plecach, zabierająca się do strącania kijem daktyli z palmy,. Mozaiki są na wysokim poziomie artystycznym, tak pod względem rysunku jak i koloru. Można się tylko domyślać jakie cuda zostały zniszczone w pałacu, skoro bruk dziedzińca tak wyglądał.

Mozaiki z perystylu Wielkiego Pałacu
Oblicze Dionizosa, mozaika z perystylu Wielkiego Pałacu

Specyficznymi monumentami bizantyjskimi są podziemne cysterny – rezerwuary wody deszczowej, lub doprowadzanej akweduktami – których ogromna liczba, różnych wielkości, zapewniała wodę mieszkańcom Konstantynopola;  na szczęście  niektóre z nich  zachowały się w bardzo dobrym stanie i są udostępnione zwiedzającym.

Drugą co do wielkości jest Cysterna Filoksenosa, lepiej znana pod turecką nazwa „Cysterny tysiąca i jednej kolumny”, pochodząca z  IV.   Powierzchnia cysterny wynosi 64×56 m, a jej piękne krzyżowe sklepienia wspiera nie 1001 lecz „zaledwie” 224 marmurowych kolumn, ustawionych w czternastu rzędach. Smukłe trzony kolumn składają się z dwóch odcinków, połączonych ze sobą kamiennym pierścieniem.

Cysterna Tysiąca i Jednej Kolumny

Jeszcze znacznie większe wrażenie robi Cysterna Bazyliki, wybudowana w czasach Justyniana, na miejscu rozebranej, wczesnochrześcijańskiej  bazyliki, w bliskim sąsiedztwie Hagia Sophia. Pułap cysterny wsparty jest na 336 marmurowych kolumnach, ustawionych w dwunastu rzędach, ale odstępu między nimi są większe niż w Cysternie Filoksenosa i liczą blisko  5 m, tak że cała powierzchnia wynosi 70×138 m. Kolumny mają po około 9 m wysokości, lecz nie są identyczne i najwyraźniej pochodzą z różnych wcześniejszych budowli;  dominują kapitele jońskie i korynckie. 

Wejście do cysterny nie zapowiada tego co znajduje się pod ziemią, tak, że wrażenie jest ogromne. Panujące ciemności w małym tylko stopniu rozświetlają lampy umieszczone na kolumnach,  odsłaniając  zarys kapiteli i ceglanych sklepień. Słabo  oświetlone kolumny odbijają się rzędami w lustrze  wody wypełniającej dno cysterny. Pływają w niej ogromne karpie. Zwiedzający poruszają się po  drewnianych chodnikach, ponad wodą. „Płaczące kolumny” pokryte są zielonym nalotem porostów, podobnie jak  dwie podstawy kolumn, w formie ogromnych rzeźbionych głów Meduzy, z których jedna ustawiona jest poziomo, a druga odwrócona o 180 stopni.

Cysterna Bazyliki

Los, a właściwie zdobywcy Konstantynopola, lepiej obeszli się z budowlami sakralnymi niż świeckimi. Dawny kościół pod wezwaniem świętych Bachusa i Sergiusza – męczenników z okresu prześladowań Dioklecjana, uchodzący  za najbardziej klasyczną świątynię z epoki justyniańskiej,  został wprawdzie zamieniony na meczet,. ale poza dobudowanymi na zewnątrz minaretami i portykiem,  a wewnątrz – mihrabem i minbarem, kościół zachował nienaruszoną strukturę architektoniczną, która potem była naśladowana w budownictwie otomańskim. Ze względu na swoje podobieństwo do Hagia Sophia nosi popularną nazwę turecką Małej Św. Zofii (Küçü Aya Sofya). Został wzniesiony  na planie ośmiokąta z emporą i przykryty kopułą podzieloną na 16 wycinków. Niestety cały wystrój mozaikowy kościoła uległ zniszczeniu. Wnętrze jest teraz jasne, z ciemnoniebieskimi geometrycznymi elementami polichromii,  niezbyt natrętnej jak na wystrój meczetu. Na tym białym tle świetnie prezentują się szarozielone kolumny z brekcji, wspierające emporę i kopułę. Ich marmurowe kapitele są bogato rzeźbione w liście akantu, a wzdłuż gzymsu przebiega dotąd czytelny napis grecki, sławiący (podobno) fundatorów – Justyniana i cesarzową Teodorę.

Kościół Św. Bachusa i Sergiusza

Przed spotkaniem z Hagia Sophią trochę się niepokoiłem. Sadząc ze zdjęć jakie znałem, miałem wątpliwości jakie zrobi na mnie wrażenie. Wyglądem zewnętrznym, znanym mi najlepiej, nie byłem specjalnie zachwycony. Wnętrze nie  ukazało mi się w najlepszej postaci, gdyż nawa w połowie zasłonięta była rusztowaniami, sięgającymi aż do kopuły, której wnętrze było całkowicie przysłonięte.

Hagia Sophia

Najcenniejszym elementem wystroju Bazyliki są oczywiście mozaiki, z którymi czas obchodził się brutalnie. Mozaiki figuratywne z epoki Justyniana zostały całkowicie zniszczone w okresie ikonoklazmu,   najstarsze zachowane powstały w połowie IX i znajdują się w absydzie. Należy do nich przede wszystkim bardzo piękna mozaika w konsze absydzie przedstawiają Matkę Boską na tronie, w niebieskiej sukni,  z Dzieciątkiem na kolanach, na złotym tle, prawdopodobnie zachowanym jeszcze z okresu przed-ikonoklastycznego. Mimo swoich gigantycznych rozmiarów, obie postacie zachowały dużo wdzięku.  Z dwóch archaniołów, jakie znajdowały się po obu stronach Madonny, tylko jeden (Gabriel) zachował się  w niezłym stanie. Od złotego tła odcinają się szaroniebieskie, puszyste pióra jego skrzydeł.  Archanioł ma pociągłą twarz, o nieco wyniosłym wyrazie i złociste włosy, tak jak w kijowskiej ikonie Zwiastowania z XI wieku z Galerii Tretiakowskiej. W prawej ręce trzyma laskę, a w lewej dłoni przezroczysty glob.

Maryja z Dzieciątkiem w konsze absydy

Z zainteresowaniem obejrzałem, znane mi z reprodukcji mozaiki cesarzowej Zoi i Konstantyna IX Monomacha oraz Jana II Komnena i cesarzowej Ireny, na emporze południowej, natomiast zupełnie nowym odkryciem był dla mnie pełnopostaciowy wizerunek cesarza Aleksandra, z początku X w., we wspaniałym stroju koronacyjnym, z kryształowym jabłkiem w lewej dłoni. Mozaika ta wydała mi się bardzo ciekawa, lecz bez lornetki trudna do dokładnego obejrzenia, gdyż widoczna tylko z przeciwległej empory.

Spośród wszystkich zachowanych mozaik największe wrażenie wywarła na mnie jednak głowa Matki Boskiej z „deesisu” w prawej emporze, która jakimś cudem zachowała się nienaruszona, chociaż cała postać uległa zniszczeniu. Madonna ma piękny  fioletowo-brązowy  welon na głowie, z dyskretnym złotym krzyżem nad czołem.  Deesis pochodzi z początku XIV wieku, a więc jest mniej więcej współczesny „Maescie” Duccia i oba oblicza oznaczają się podobną subtelnością, którą potem można również odnaleźć w ruskich ikonach.

Chrystus z deesisu na południowej emporze
Maryja z deesisu na południowej emporze

W sumie, z mojej krótkiej wizyty w Bazylice wyniosłem wrażenie ogromu i surowej  monumentalności, eliminującej całkowicie intymność. Z drugiej strony jednak zdawałem sobie sprawę, że poza wspaniałymi mozaikami, pełno w niej innych skarbów, z których  każdemu warto poświęcić szczególną uwagę, czy byłyby to wspaniale dobrane marmurowe okładziny ścian, czy misternie rzeźbione kapitele kolumn. Niestety, nie starczyło mi na to czasu.

Hagia Saphia, wystrój empory
Fragmenty Marmurowej Bramy na południowej emporze
„Piękne Drzwi” z brązu, pochodzące z pogańskiej świątyni w Tarsie, II w. przed Chr

Przygotowując się do zwiedzania Konstantynopola najbardziej cieszyłem się na obejrzenie wystroju Kościoła Zbawiciela na Chorze; na podstawie reprodukcji, jego wystrój wydawał mi się najciekawszy. Rzeczywistość mnie nie zawiodła. Nazwa „na Chorze” oznacza  „na polu”. Wskazuje to na starożytność pochodzenia kościoła, gdyż znajdował się rzeczywiście na zewnątrz murów Konstantyna Wielkiego, ale już wewnątrz murów obronnych Teodozjusza II z V wieku, w pobliżu bramy Charisiusa, noszącej obecnie miano Edirne Kapi (Bramy Adrianopolskiej). Z centrum miasta jedzie się tam autobusem wzdłuż Murów Teodozjusza,  po ich zewnętrznej stronie.

Klasztor na Chorze został ufudowany w VI w., za panowania Justyniana. Zaniedbany w okresie łacińskiej okupacji Konstantynopla, klasztor wraz z kościołem został zburzony niemal do fundamentów podczas wielkiego trzęsienia ziemi, w roku 1296. W latach 1316 – 1321 cały kompleks został odbudowany przez Teodora Metochitesa, wybitnego intelektualisty, wszechstronnego pisarza i astronoma, a jednocześnie przedstawiciela najznakomitszej arystokracji bizantyńskiej, który na dworze cesarza Andronika II, osiągnął najwyższą pozycję wielkiego logotety. Jego kariera załamała się jednak gwałtownie po obaleniu Andronika II przez własnego wnuka. Teodor stracił cały majątek i został skazany na banicję. Powrócił z niej na dwa lata przed śmiercią i resztę życia spędził jako mnich, w ufundowanym przez siebie klasztorze.

Przed swoim upadkiem Metochites zdążył jednak  zaopatrzyć klasztor na Chorze w bogatą bibliotekę, a kościół we wspaniały wystrój wewnętrzny, stanowiący jedno z pierwszych i najwyższych osiągnięć tzw. renesansu Paleologów, ostatniego już rozkwitu kultury i sztuki bizantyński, jaki nastąpił po wyzwoleniu Konstantynopola z rąk łacinników.

Kościół na Chorze nie został na szczęście zniszczony po upadku Konstantynopola w roku 1453 i jeszcze przez kilkadziesiąt lat służył chrześcijanom, lecz na początku XVI w. został zamieniony na meczet o nazwie Kariye Camii. Jego wystrój wewnętrzny, przykryty warstwą tynku,  zachował się niemal w komplecie, i to w  stosunkowo dobrym stanie.  W 1945 roku meczet został zamieniony na muzeum i po generalnym remoncie  udostępniony publiczności. w 1958 roku. Decyzja władz tureckich z sierpnia bieżącego roku, o ponownym przekształceniu kościoła na Chorze w meczet jest ponurym przykładem  narastającej na świecie fali nacjonalizmu i fanatyzmu.

W obecnej swojej postaci, kościół na Chorze składa się z pięciu bloków  architektonicznych: niewielkiej kwadratowej nawy (naos) z absydą, obrzeżonej z prawej (północnej) strony piętrowym aneksem, a z lewej, kaplicą nagrobną (parekklesion). Natomiast, od strony zachodniej, wzdłuż całego budynku biegną dwa długie przedsionki; wewnętrzny (esonartex) i zewnętrzny (exonartex).

Kościół Zbawiciela na Chorze (Kariye Camii)

Nawa przykryta jest kopułą,, której wysoki bęben przepruty jest dwunastoma oknami. Ściany, do ponad połowy swojej wysokości, pokryte są lamperią ze staranie wypolerowanych płyt z różnokolorowego marmuru, i innych szlachetnych  kamieni, takich jak porfir czy onyks, których naturalne żyłkowanie wykorzystano dla uzyskania symetrycznych deseni, przypominających stylizowane drzewa. Ozdobny gzyms powyżej lamperii wykonany został techniką opus sectile (intarsją w kamieniu).

Jeśli nie liczyć dodanego później mihrabu, to zachowany wystrój nawy ogranicza się do trzech dużych mozaik wypełniających prostokątne prześwity w lamperii, obrzeżone kamiennymi ramami. Nad drzwiami wejściowymi  nawy widnieje scena Zaśnięcia Matki Boskiej, bardzo popularna w sztuce prawosławnej.  Ciało Maryi spoczywa na marach, w otoczeniu apostołów, a Jej duszę, w formie dzieciątka w powijakach, unosi w ramionach stojący Chrystus otoczony mandorlą. W mozaice dominuje złoto tła, oraz szaty i aureoli Chrystusa.

Nawa, Zaśnięcie Maryi

Natomiast  w dwóch pozostałych mozaikach, umieszczonych po obu stronach absydy,  przeważają zimne niebieskości. Po prawej stronie Madonna Hodegetria pochyla się z miłością nad złotowłosym Dzieciątkiem, a po stronie przeciwnej widnieje bardzo silnie uszkodzona postać Chrystusa, z otwartą księgą Ewangelii w ręku.

Nawa, Madonna Hodegeria
Nawa, Chrystus

Oba przedsionki pokryte są całkowicie dobrze zachowaną, wspaniała dekoracją mozaikową, w której dominują sceny narracyjne, w przedsionku wewnętrznym poświęcone głównie życiu Maryi, w dużej mierze oparte na przekazach apokryficznych, a w  przedsionku zewnętrznym, cykl narracyjny ilustruje życie i cuda Jezusa, według relacji ewangelicznych. Sceny te charakteryzuje duży rozmach epicki, zainteresowanie detalami i odejście od hieratycznego stylu wcześniejszej sztuki bizantyńskiej, charakterystyczne dla renesansu Paleologów.

Przedsionek wewnętrzny, sceny z życia Maryi
Przedsionek wewnętrzny, mozaika na szczyciesklepienia

Oświetlenie wewnętrznego przedsionka zapewniają okna dwóch „genealogicznych” kopuł poświęconych Maryi i Chrystusowi. W okrągłych medalionach  na ich szczycie przestawiona jest odpowiednio Madonna z Dzieciątkiem i Pantokrator, a boczne powierzchnie czasz kopuł pofałdowane są bruzdami, rozchodzącymi się promieniście, w których, w dwóch registrach, umieszczone postacie domniemanych przodków Maryi i Chrystusa. Ich złote tło mieni się niby pofałdowana drogocenna tkanina.

Przedsionek wewnętrzny, wnętrze kopuły „genealogiczna” Maryi
Przedsionek wewnętrzny, wnętrze kopuły „genealogicznej” Chrystusa
Przedsionek zewnętrzny, kuszenie Chrystusa
Przedsionek zewnętrzny, ucieczka Św. Elżbiety

Wyszukane fryzy geometryczne lub roślinne  zdobią gzymsy i żebra sklepień, a na wewnętrznych stronach łuków figurują również medaliony z wizerunkami świętych.

Przedsionek zewnętrzny, mozaiki na wewnętrznej stronie łuków

Ponad wejściem do nawy umieszczono mozaikę dedykacyjną, na której Teodor Metochites – we wspaniałej szacie ceremonialnej i ogromnym, przypominającym turban, nakryciu głowy, zwanym skiadion – klęczy u stóp tronującego Chrystusa, ofiarowując  Mu model kościoła. Dwoje innych, pomniejszych fundatorów, Izaak Komnen i Maria Paleolog, widnieje u stóp bocznej, silnie uszkodzonej ikony Chrystusa i Maryi.

Teodor Metohites ofiarowuje Chrystusowi model kościoła na Chorze
Mozaika dedykacyjna, Izaak Komnen
Mozaika dedykacyjna, Maria Paleolog

Jednakże to nie mozaiki, lecz freski w parekklesionie zrobiły na mnie największe wrażenie. Tło fresków jest ciemnoszare, co uwypukla przedstawione postacie. W ich aureolach i szatach dominują odcienie beżowo-żółte.

Na kopulastym sklepieniu, nad wschodnią częścią  parekkleisonu, widnieje scena Sądu Ostatecznego, z tronującym Chrystusem w kolistej mandorli, z Maryją i Św. Janem po bokach w charakterystycznym układzie „deesis”. Za Chrystusem widnieją „zastępy” aniołów, przyodzianych w uroczyste stroje cesarzy bizantyńskich, a po bokach, apostołowie, z księgami w rękach.  Ponad nimi unosi się zwiewnie anioł, który – jak to opisano w wizji Św. Jana – „zwija niebo jak księgę” w rulon przypominający olbrzymią  przeźroczystą muszlę. Otaczają go obłoki z figurującymi na nich, niby w pieczarach, chórami rożnych grup zbawionych. Poniżej tronu Chrystusa widniej waga, na której aniołowie oceniają czyny zmarłych, a potępionych diabły zaganiają na prawo do czerwonego  jeziora ognia.

Parakklesion, Sąd Ostateczny
Parakklesion, Deesis ze sceny Sądu Ostatecznego
Parakklesion, Anioł „zwijający niebo jak księgę” ze sceny Sądu Ostatecznego
Parakklesion, Chór biskupów, ze sceny Sądu Ostatecznego

Na frontowej ścianie absydy Chrystus, zstępujący do otchłani, podaje ręce Adamowi i Ewie, aby wyprowadzić ich do raju. Poniżej przedstawiono sześciu świętych w bizantyjskich ornatach z motywem krzyża, a wśród nich Św. Jana Chryzostoma.  Jeżeli miałbym wybrać  jeden fresk z kościoła na Chorze, to byłaby nim właśnie postać Św. Jana. Zrobiłem jej parę fotografii, ale niestety żadna z nich nie zdołała zachować niuansów kolorystycznych aureoli, twarzy, rąk i szaty świętego.. Może nieco lepiej oddają  subtelności rysunku.

Parakklesion, Chrystus w Otchłani
Parakklesion, Ewa wyprowadzana przez Chrystusa z Otchłani
Parakklesion, Adam wyprowadzany przez Chrystusa z Otchłani
Św. Cyryl Aleksandryjski w absydzie parekklesionu
Św. Jan Złotousty w absydzie parekklesionu
Madonna Eleusa na ścianie parekklesionu
Św. Piotr na ścianie parekklesionu

Czasza kopuły przykrywającej zachodnią stronę  parekkleisonu podzielone jest na dwanaście wycinków, gurtami biegnącymi promieniście od umieszczonego po środku medalionu z Madonną i z Dzieciątkiem, a w wycinkach umieszczone są postacie aniołów. Jednak,  poza tym schematem, kopuła ta zupełnie nie przypomina kopuł z wewnętrznego przedsionka kościoła. Tło nie jest w niej złote, lecz niemal czarne, co podkreśla jaskrawość i nadmierne rozdrobnienie  dekoracji floralnej na gurtach, nie pasującej do całości wystroju.

Wnętrze kopuły parekklesionu

W odległości kilkuset metrów od Kariye Muzesi znajduje się budynek dawnego kościoła Najświętszej Matki Boskiej  (Theotokos Pammakaristos), wzniesiony w epoce Komnenów, do którego na początku XIV wieku dobudowano kaplicę nagrobną (parekklesion), ozdobioną mozaikami pochodzącymi z tego samego okresu co kościół Zbawiciela na Chorze. W  końcu XVI wieku kościół został przekształcony na meczet pod nazwą Fethiye – Zwycięski, dla upamiętnienia podboju Gruzji i Azerbejdżanu przez Murata III. Meczet dotąd pełni swą funkcję religijną, ale  jego parakkleison zamieniono na muzeum. Zachowane w nim mozaiki stanowią,  po Hagia Sophia i Chorze, najbogatszy w Stambule zespół mozaik bizantyńskich.

Kościół Theotokos Pammakaristos

Wnętrze kopuły nad nawą ma dokładnie taką samą strukturę jak kopuła parakklesionu na Chorze, lecz w środkowym medalionie figuruje Chrystus-Pantokrator, a w wycinkach czaszy, na złotym tle umieszczono postacie dwunastu proroków starotestamentowych, w białych szatach i pełnych ekspresji pozach, mniej hieratycznych niż na Chorze.

Wnętrze kopuły parakklesionu kościoła Theotokos Pammakaristos

Konchę absydy wypełnia druga jeszcze mozaika tronującego Chrystusa, stanowiąca centralną partię deesisu, na który składaj się jeszcze postacie Maryi i Św. Jana, nietypowo umieszczone na bocznych ścianach.  Do wystroju mozaikowego należy również szereg pełnowymiarowych postaci świętych oraz ich wizerunków w medalionach.

Maryja z deesisu z parakklesionu kościoła Theotokos Pammakaristos
Swięty Jan Chrzciciel z deesisu z parakklesionu kościoła Theotokos Pammakaristos
Św. Eutumios, parakklesionu kościoła Theotokos Pammakaristos
Św. Ingnacy Antiocheński, parakklesionu kościoła Theotokos Pammakaristos
Kolumna parakklesionu kościoła Theotokos Pammakaristos

Jeszcze do I Wojny Światowej, oprócz Anatolii,  do Imperium Otomańskiego, należało i Międzyrzecze i Syria oraz dawna Fenicja oraz Palestyna. Co prawda ogromna liczba dzieł sztuki i zabytków archeologicznych z tego obszaru wyciekła do muzeów zachodnioeuropejskich i amerykańskich, żeby wspomnieć tylko skarby Schliemanna, ale i tak Muzeum Archeologiczne w Stambule należy do najbogatszych na świecie. Jest to zespół trzech muzeów, gdyż obok właściwego Muzeum Archeologicznego, obejmuje wyodrębnione Muzeum Starożytnego Wschodu i –  nieco przypadkiem – Muzeum Fajansu Tureckiego w tzw.  Fajansowym Pawilonie. Myślę, że z punktu widzenia archeologicznego najcenniejsze są zbiory dotyczące kultur sumeryjskiej i hetyckiej. W szczególności muzeum szczyci się oryginałem najstarszego znanego układu  pokojowego – Traktatu z Kadesz – zawartego pomiędzy Ramzesem II a królem hetyckim Hattusilisem III w połowie XIII w. przed Chr. Jednakże, dla laika największe wrażenie robią  glazurowane ceramiczne  reliefy pochodzące z Bramy Isztar w Babilonie, z okresu panowania Nabuchodonozora II (VI w.). Na granatowym lub niebieskim tle przedstawiają one realistyczne figury lwów i byków a także mitycznych stworów. Większa niż w Stambule kolekcja tych reliefów znajduje się w Muzeum Pergamonu w Berlinie. Odtworzono tam drogę prowadzącą do pałacu królewskiego, obrzeżoną  murem z reliefami lwów. Niewątpliwie miały one wywierać wrażenie potęgi władcy Babilonu na jego poddanych czy posłach sąsiednich ludów.

Ceramiczne reliefy z Bramy Isztar w Babilonie

Zbiory  właściwego  muzeum archeologicznego  zaczynają się od Grecji przedklasycznej i poprzez okres hellenistyczny, rzymski i bizantyński dochodzą aż do islamu i Imperium  Otomańskiego.

Fragment reliefu z Kyzikos, konic VI w. przed Chr.

Zupełnie wyjątkowe miejsce zajmuje tu ogromny dział sarkofagów i steli nagrobnych, a wśród nich unikalny zestaw tzw. Sarkofagów Sydońskich, pochodzący z położonej obok Sydonu, nekropolii władców fenickich, z okresu od połowy piątego do końca czwartego wieku  przed Chr. Nekropolia ta została odkopana w roku 1887 przez Osmana Hamdi Beja, tureckiego archeologa  pochodzenia greckiego, założyciela muzeum archeologicznego w Stambule. Dzięki niemu, kilkanaście najcenniejszych spośród odkrytych sarkofagów, trafiło do tego muzeum. Są one świetnie zachowane i stanowią wspaniałą ilustracją wzajemnego przenikania się różnych kultur Bliskiego Wschodu i narastania dominacji kultury greckiej. Sarkofagi były zamawiane przez władców fenickich u rzeźbiarzy greckich, już na dobre sto lat przed podbojami Aleksandra Wielkiego i stanowią wymowny dowód wpływów kultury greckiej w Oriencie, już w V w. przed Chr.

Najsławniejszym spośród Sarkofagów Sydońskich  jest tzw. Sarkofag Aleksandra Wielkiego, z końca IV wieku. Ma on formę świątyńki z dwuspadowym dachem, bardzo starannie wykończonym, ze wszystkimi detalami architektonicznymi. Relief na ścianie frontowej przedstawia pełną dynamiki scenę walki Macedończyków z Persami, na której konny Aleksander zamierza się włócznią na obalonego wraz z koniem jeźdźca perskiego. Porównywano ikonografię tego reliefu ze słynną mozaiką z Domu Fauna w Pompejach, która interpretowana jest jako scena z bitwy pod Issos. Na tylnej ścianie sarkofagu, przedstawiono sceny polowań tegoż króla na lwy i jelenie. Te ikonograficzne związki z osobą Aleksandra Wielkiego powodowały, że po odkryciu sarkofagu uważano początkowo, iż zawierał szczątki samego króla; stąd jego nazwa. Obecnie jednak uznaje się, na ogół, że należał do Abdalonimosa, ostatniego króla Sydonu, lub do Mazaiosa, satrapy Babilonu. Obaj ci dawni dostojnicy perscy zostali zatwierdzeni przez Aleksandra na swoich stanowiskach.  Pierwotna wersja przynależności sarkofagu,  nie zgadzała się z przekazami historycznymi, według których trumna z ciałem Aleksandra, wieziona z Babilonu do Macedonii, została „porwana” przez Ptolemeusza i umieszczona w mauzoleum w Aleksandrii. Ptolemeusz chciał w ten sposób wykorzystać legendę Aleksandra do nadania większego splendoru swojemu przyszłemu królestwu,  budowanemu w Egipcie. 

Sarkofag Aleksandra, scena bitwy
Sarkofag Aleksandra, scena polowania

Z pierwszej połowy czwartego wieku pochodzi sydoński Sarkofag Płaczek, na którym  znaleziono wyryte imię Abdastarta (Stratona I), władcy Sydonu w latach około 365-352. W przeciwieństwie do pełnych dynamiki reliefów z Sarkofagu Aleksandra, Sarkofag Płaczek charakteryzuje klasyczny umiar, powaga i dostojeństwo. Na jego ścianach przedstawiono osiemnaście dużych  postaci żałobnic, poprzedzielanych jońskimi kolumnami, wyrażających cichy smutek, bez żadnego przejawu ostentacji. Również orszak pogrzebowy, na biegnącym powyżej fryzie, jest spokojny i majestatyczny.

Sarkofag płaczek

Osobiście największego wrażenia nie zrobiły na mnie te dwa najsławniejsze sarkofagi, lecz tzw. Sarkofag Likijski (lub Licyjski), starszy od nich, bo datowany na lata 430-420 przed Chr.  Jego nazwa pochodzi od Likii (czy też w łacińskiej wersji – Licji), krainy położonej na południowo-zachodnim krańcu Azji Mniejszej, gdzie zachowało się do dzisiaj liczne kamienne grobowce w kształcie budowli z charakterystycznym wypukłym dachem dwuspadowym. Forma  tych grobowców  należała do starej tradycji lokalnej, ale z czasem zaadaptowano w nich perskie i greckie elementy dekoracyjne.  Reliefy z sarkofagu z Nekropolii Sydońskiej należą do klasycznej rzeźby greckiej i przypominają fryz z Partenonu.  W scenach polowań na lwa i dzika, głowy i kopyta rozpędzonych rumaków zdają się wyrastać z marmuru, na którym ich ciała są ledwo-ledwo zarysowane, dokładnie na tyle, żeby nadać całości wspaniałą plastyczność i wrażenie pędu. Głowy jeźdźców, o pięknych klasycznych profilach, ubrane są w charakterystyczne berety, które kojarzyłem poprzednio z Macedończykami, chociaż podobno są pochodzenia greckiego.  

Sarkofag likijski

Kolekcja antycznych nagrobków w Muzeum Archeologicznym w Stambule nie ogranicza się do Sarkofagów Sydońskich, należą do niej szczególnie liczne sarkofagi i stele z okresu rzymskiego pochodzące różnych stron byłego Cesarstwa Otomańskiego.

Najbardziej imponujący, choć nie koniecznie najwyższej rangi artystycznej, jest olbrzymi Sarkofag z Sidamary, datowany na II lub III w. po Chr.  Został on odkryty pod koniec XIX w., w okolicach małej miejscowości Sidamara, w środkowej Anatolii, a jego nazwa stała się terminem ogólnym odnoszącym się do tego typu sarkofagów, rozpowszechnionych w owym czasie w Azji Mniejszej, na których widać silne piętno tradycji Wschodniej. Cały sarkofag pokryty jest bujną i chaotyczną, „barokową” dekoracją rzeźbiarską. Na ścianie frontowej widnieje rozbudowana scena myśliwska, z symetrycznie ustawionymi postaciami jeźdźców, na koniach, stojących dęba, w identycznej sztywnej postawie, co zaiste stanowi dokładne przeciwieństwo naturalnej elegancji rumaków z Sarkofagu Likijskiego. Z reliefem tym kontrastuje statyczna scena na tylnej ścianie, z postacią czcigodnego starca (zapewne poety) siedzącego na tronie, z towarzyszącymi mu, po bokach, młodzieńczymi postaciami. Na bocznych ścianach upchano dalsze reliefy, a pełnoplastyczne rzeźby figurują na wieku sarkofagu.

Sarkofag z Sidamary
Stela rzymska I w. po Chr.
Stela rzymska, II w. po Chr.
Sarkofag z Trypolisu, ze sceną z Fedrą i Hipolitem, II w. po Chr.
Sarkofag z Hierapyty, z wizerunkiem Horusa, II w. po Chr.
Rzymski sarkofag kanelowany, II/III w. po Chr.

Ze zbiorów z okresu bizantyńskiego, zdążyłem sfotografować tylko kilka dosyć przypadkowych artefaktów.

Bizantyńska ambona
Fragmenty templonów
Bizantyńskie kapitele