Do Ochrydy ciągnęły mnie już od dawna przeczytane informacje o zachowanych tam freskach bizantyńskich z XI-XIV wieku, a ponieważ zachwalane było również położenie miasta nad malowniczym jeziorem, więc miejsce odpowiadało także Małgosi. Wyjątkowo, załatwiliśmy tam pobyt za pośrednictwem biura turystycznego, gdyż z Warszawy do Ochrydy nie latają samoloty rejsowe, a jedynie czartery, wynajmowane przez takie biura. Wybór okazał się bardzo trafny, gdyż nasz hotel był usytuowany kilka kilometrów od Ochrydy, tuż nad brzegiem jeziora, z wyjątkowo pięknymi widokami.




Jezioro Ochrydzkie leży na wysokości 750 m nad poziomem morza i otoczone jest dokoła górami dochodzącymi do 2300 m, które niemal do szczytu pokryte są liściastymi lasami. Jezioro liczy około 30×14 km, a przy średniej głębokości 160 m stanowi czwarty co do wielkości naturalny zbiornik słodkiej wody na świecie, przy czym woda jest w nim wyjątkowo przejrzysta. Po stronie południowo-wschodniej wody Jeziora Ochrydzkie zasilane są podziemnymi kanałami z położonego o 150 m wyżej Jeziora Prespańskiego. Oba jeziora rozdziela łańcuch górski Galiczica, stanowiący park narodowy, a z karkołomnej drogi prowadzącej przez przełęcz roztaczają się wspaniałe widoki.





Miasteczko Ochryda (około 46 tys. mieszkańców) położone jest malowniczo na stromym stoku wzgórza, po północnej stronie jeziora. Góruje nad nim twierdza bułgarskiego cara Samuila; na przełomie dziesiątego i jedenastego wieku Ochryda była była stolicą jego efemerycznego cesarstwa. W tym okresie została przeniesiona tu siedziba prawosławnego Patriarchatu Bułgarii, zdegradowanego później do poziomu arcybiskupstwa, po odzyskaniu miasta przez Bizancjum w roku 1018. Ochryda pozostawała stolicą arcybiskupią aż do osiemnastego wieku i zachowały się w nim bardzo ciekawe zabytki cerkiewne.



Niewielka cerkiew Św. Jana Teologa, pochodząca z XIII w. jest najbardziej znaną w Ochrydzie, ze względu na swoje wyjątkowo malownicze położenie na cyplu skalnym, wznoszącym się wysoko, nad samym brzegiem jeziora. Niestety jej wystrój wewnętrzny zachował się w złym stanie.





Pod tym względem zdecydowanie najciekawsze są dwie inne cerkwie: Sobór Św. Zofii i cerkiew pod wezwaniem św. Klimenta, ucznia Cyryla i Metodego, osiadłego w Ochrydzie, gdzie założył szkołę, która w dużym stopniu przyczyniła się do rozwoju języka i piśmiennictwa starosłowiańskiego. Niestety w Macedonii funkcjonuje zakaz fotografowania fresków i obrazów w cerkwiach, co jest w pełni uzasadnione przy korzystaniu z flesza, ale nie zrozumiałe, jeśli się go nie używa. Stosunek do tego zakazu bywa mniej lub bardziej liberalny: u Św. Zofii patrzono przez palce na robienie zdjęć, natomiast u Św. Klimenta o mało nie zostałem wyrzucony za próbę fotografowania i udało mi się zrobić tylko jedno zdjęcie wewnętrznego wystroju, przez oszklone drzwi. A szkoda bo we wnętrzu cerkwi Św. Klimena, wzniesionej na przełomie XIII i XIV wieku, zachował się w świetnym stanie kompletny zespół fresków z tego samego okresu, wykonany w stylu bizantyńskiego renesansu Paleologów, którym, zachwyciłem się, swojego czasu, w konstantynopolitańskim Kościele Zbawiciela na Chorze.





Arcybiskupi sobór Świętej Zofii , wzniesiony na miejscu starszego kościoła w XI w., na południowej ścianie posiada reprezentacyjny bizantyński portyk kolumnowy, ale jego przestronne wnętrze wskazuje na pewne wpływy architektury zachodniej.





Podczas wielowiekowej okupacji tureckiej sobór został zamieniona na meczet, ale na szczęście znaczna część fresków z XI-XIII w. zachowała się, przykryta warstwą tynku. Stanowią one na prawdę wyjątkowo piękny zespół, namalowany delikatnymi pastelowymi barwami. W konsze absydy zasiada na tronie Madonna z Dzieciątkiem na piersiach, a na fryzie poniżej, Chrystus rozdaje Komunię Apostołom, którzy zbliżają się do Niego rzędami z obu stron. Wszystko to na tle szarobłękitnego nieba, z pasem przełamanej zieleni symbolizującym ziemię . Na szczycie kolebkowego sklepienia przykrywającego prezbiterium, pełen majestatu Chrystus, w złocistej szacie – otoczony delikatną niebiesko-szarą mandorlą, podtrzymywaną przez anioły – błogosławi Apostołów, którzy asystują przy Jego Wniebowstąpieniu, w postawach wyrażających zdumienie i olśnienie, uszeregowani wzdłuż osi sklepienia, na łące przypominającej pofalowane morze, z ciemnymi sylwetkami stylizowanych drzew rysującymi się na tle nieba. Delikatne seledynowe pasmo łąki oddziela biegnący poniżej fryz z aniołami, klęczącymi w pozie adoracji. Na szaroniebieskim tle – identycznym jak niebo u góry – ciemne brzegi skrzydeł anielskich kreślą regularne półokręgi, układające się w falisty szlak geometryczny.







Niestety ikonostas nie pozwala na dokładniejsze obejrzenie niższych registrów fresków ze scenami narracyjnymi, biegnących wzdłuż ścian prezbiterium. Musiałem dokonywać sztuk ekwilibrystycznych, żeby zrobić zdjęcia „Liturgii Św. Bazylego Wielkiego”, która wywarła na mnie szczególnie silne wrażenie, tak ze względu na kolorystykę jak i pełen elegancji, manierystyczny rysunek.







Ukradkiem zdołałem sfotografować kilka pięknych ikon, pochodzących ze Św. Zofii, wystawionych w małej, lecz niezmiernie ciekawej galerii. Jakość trzech ostatnich fotografii wskazuje na trudne warunki w jakich były robione.






Dwie małe cerkiewki, Św. Mikołaja i Matki Boskiej Szpitalnej, położone w pobliżu Św. Zofii, pochodzą z XIV w. i należały do średniowiecznego kompleksu szpitalnego; służyły za miejsca kwarantanny odpowiednio dla mężczyzn i kobiet. Tylko ta druga cerkiewka była udostępniona zwiedzającym. Zdobi ją bogaty, lecz bardzo zniszczony zespół fresków, oraz rzeźbiony ikonostas drewniany z pierwszej połowy XIX w.







Z zupełnie innych powodów niż w Ochrydzie, miałem również problemy z fotografowaniem dwunastowiecznych fresków z małej cerkiewki Św. Jerzego – dziś opuszczonej – położonej w leśnym zaciszu, w pobliżu Jeziora Prespańskiego, jakieś dwa kilometry od maleńkiej wioski Kurbinowo.


Dotarliśmy tam taksówką, zwiedzając po drodze Park Narodowy Galiczicy. Cerkiewki nikt nie pilnuje, a klucz do niej można dostać w jednym z gospodarstw Kurbinowa, na zasadzie zaufania do nielicznych zwiedzających. Niestety okazało się, że wnętrze cerkiewki wypełnione jest rusztowaniami, przygotowanymi do prac renowacyjnych, a dodatkowo pozbawione oświetlenia elektrycznego, a więc bardzo ciemne. W tych warunkach nie było mowy o całościowym obejrzeniu wystroju, nie mówiąc już o jego sfotografowaniu. Moje zdjęcia są więc wyrywkowe i słabej jakości, a przy tym stan fresków rzeczywiście wymaga ich konserwacji. Są tego ze wszech miar warte.
W połowie dwudziestego wieku, podczas prac konserwatorskich, odkryto w absydzie cerkiewki inskrypcję datującą początek prac nad freskami na 25 kwietnia 1191 r., co potwierdziło ich wcześniejsze zakwalifikowanie, na podstawie stylu, do epoki Komnenów, a mocno zniszczony obraz jednego z fundatorów, w ceremonialnym stroju, może przedstawiać panującego w tym czasie cesarza, Izaaka II Angelosa.



Podobnie jak u Św. Zofii, i tu, w konsze absydy widnieje wizerunek tronującej Madonny z Dzieciątkiem na kolanach, którą po bokach adorują dwaj aniołowie, w postawie pełnej czci i gracji, z rozwianymi szatami. Poniżej dwa rzędy wiotkich postaci Ojców Kościoła, pochylają się w ukłonie ku Madonnie, z rozwiniętymi zwojami pergaminowymi w rekach. W przeciwieństwo do delikatnego szaroniebieskiego tła u Św. Zofii, tu ma ono piękny ciemnobłękitny odcień wieczornego, bezgwiezdnego nieba, z którym kontrastują złociste aureole postaci, oraz białe bizantyńskie ornaty Ojców Kościoła.


Po dwóch stronach łuku tęczowego przedstawieni są Archanioł Gabriel i Madonna, w tradycyjnej scenie Zwiastowania. Madonna zwraca się ku Gabrielowi, w geście zaskoczenia, a jego szaty rozwiane są jeszcze w fantazyjne fałdy od szybkiego lotu. Ten wizerunek Archanioła umieszczony został na macedońskim banknocie 50 denarowym.


Na innym fresku przedstawiona jest Św. Anna, karmiąca dziecięcą Mayję. Poza tym udało mi się sfotografować kilka fragmentów scen narracyjnych z Nowego Testamentu, a także głowę Chrystusa – o pięknych i smutnych oczach, ze zrośniętymi ze sobą brwiami – oraz postać młodzieńczego świętego, o delikatnych rysach i eleganckiej fryzurze, odzianego w paradną, haftowaną szatę. W podobnie ceremonialnych strojach, z koronami na głowach, przedstawieni zostali cesarz Konstantyn Wielki i jego matka, Św. Helena.









Można mieć nadzieję, że po konserwacji freski zajaśnieją pełnym blaskiem. Jednakże obawiam się, że potrwa to długo, gdyż – jak ubolewał profesor historii sztuki, spotkany przez nas przypadkiem na stanowisku archeologicznym w Ochrydzie – wobec ciężkiej sytuacji finansowej kraju, brak jest zupełnie koniecznych funduszy.
W przeciwieństwie do opuszczonego i zaniedbanego Kurbinowa, monaster Św. Nauma, położony na południowym krańcu Jeziora Ochrydzkiego, tuż przy granicy albańskiej, pozostaje nadal żywym i dobrze utrzymanym ośrodkiem pielgrzymkowym, a także centrum turystycznym. Według tradycji, monaster został założony na przełomie IX i X wieku przez Św. Nauma, ucznia Cyryla i Metodego, którego grób, w kaplicy w miejscowej cerkwi, stanowi cel pielgrzymek. Obecna cerkiew klasztorna, pod wezwaniem Świętych Archaniołów, wzniesiona została w XVI wieku na miejscu dawnej świątyni, na skalistym cyplu nad Jeziorem Ochrydzkim.



Całe wnętrze cerkwi, łącznie z kaplicą Św. Nauma pokryte jest ciekawymi freskami. W kopule widnieje Chrystus – Pantokrator otoczony wieńcem aniołów – namalowany w stonowanych ciepłych barwach – a w absydzie przedstawiono scenę Wniebowzięcia Matki Boskiej. Znaczna część fresków ma charakter narracyjny i poświęcona jest głownie życiu św. Nauma. Niektóre z nich oznaczają się powagą , inne najwyraźniej nawiązują do jakiejś legendy, jak na przykład komiczna scena z wózkiem ciągnionym przez psy (lub może krowy?) czy też z wozem Eliasza, który skrzydlate rumaki zdają się ciągnąć w dwu przeciwnych kierunkach .











Zaskoczeniem była dla mnie informacja, że freski powstały dopiero na początku XIX wieku. Oceniałem je jako znacznie starsze, głęboko zakorzenione w tradycji malarstwa cerkiewnego, bez nalotu wpływów zachodnich.
Do klasztoru Św. Nauma dotarłem w niedzielę przed południem i w cerkwi z zainteresowaniem śledziłem, egzotyczny dla mnie, przebieg świętej liturgii oraz słuchałem wspaniałych śpiewów, pomimo swojej całkowitej niemuzykalności..


Klasztor położony jest w wyjątkowo pięknym otoczeniu, tuż przy granicy Parku Narodowego Galiczica. Obok znajduje się niewielkie malownicze jeziorko, otoczone bujną roślinnością, w którym biją źródła zasilane obficie wodą z Jeziora Prespańskiego, przepływającą potem do Jeziora Ochrydzkiego. Sielankowy nastrój potęgują jeszcze przechadzające się pawie, natomiast sztuczne sadzawki i wodospady w sąsiedztwie klasztoru, choć starannie utrzymane, nie wzbudziły mojego entuzjazmu.





