Neapol 2007 – 2019

Neapol jest miastem niepowtarzalnym i pełnym kontrastów. Wyobrażam sobie, że mieszkanie w nim byłoby wręcz okropne, a z drugiej strony można by tu spędzić pół życia na odkrywaniu wspaniałych zabytków, często bardzo zaniedbanych i ukrytych pod warstwą brudu i śmieci. Każdy z moich dwóch wizyt w Neapolu trwała tylko po kilka dni, a więc nic dziwnego, że zostało mi po nich uczucie niedosytu.

Centrum miasta położone jest w kotlinie, opadającej ku słynnej zatoce, od południa zamkniętej sylwetką Wezuwiusza, a od północy i wschodu, sąsiednimi wzgórzami. Stare miasto otoczone brzydką dziewiętnastowieczną zabudową zachowało strukturę ulic pochodzącą jeszcze z czasów rzymskich, jeśli nie greckich. Trzy główne rzymskie decumani (arterie wschód zachód) zachowały swoje dominujące położenie, a podejrzewam, że ich szerokość również nie uległa zmianie. Tyle, że obrzeżone są wysokimi domami, często pałacami w stylu hiszpańskiego baroku. Z tego względu ulice sprawiają wrażenie głębokich tuneli, do dna których słabo dociera słońce. Szczególnie wyraźnie widać to z wysokiego wzgórza Vomero, niegdyś położonego na północ od murów miasta, a teraz stanowiącego odizolowaną dzielnicę. Dawny południowy decumanus wygląda z góry jak czarna bruzda, biegnąca prosto przez całe miasto. Stąd popularnie nazywany jest Spaccanapoli – przecięciem Neapolu.

Boczne uliczki są oczywiście jeszcze węższe. Kipi w nich życie. Pełno tam warsztatów, sklepików, restauracyjek i sprzedawców ulicznych, pozostawiających po sobie góry śmieci. Jak wszędzie we Włoszech, girlandy suszącej się bielizny wiszą w poprzek uliczek. Wśród tego tłumu przepychają się skutery, na pełnym gazie. Jednego dnia, nieopatrznie, wybraliśmy się na spacer wzdłuż Via Tribunali, wieczorem, gdy właściciele zamykali swoje sklepiki i udawali się do domów. Ulica była zupełnie ciemna, ale my byliśmy oślepieni reflektorami skuterów i motocykli, jadących jeden za drugim, z rykiem silników i klaksonów, używanych przez kierowców z dużym upodobaniem. Wieczorem było to nie do wytrzymania, ale w dzień stwarzało specyficzną atmosferę, nie pozbawioną swoistego uroku – ale tylko na krótki przeciąg czasu.

Via Tribunali

Jednym z symbolów Neapolu, trochę na użytek turystów, są szopki bożonarodzeniowe (presepi), z realistycznie przedstawionymi scenami rodzajowymi, nawiązującymi do tradycji lokalnej, a niekiedy i do współczesności. Wzdłuż całej Via San Gregorio Armeno usytuowane są sklepiki i warsztaty produkujące te „dzieła sztuki”. Oczywiście dominuje kicz, ale w wielowiekowej tradycji produkcji presepi zaangażowani byli również wybitni rzeźbiarze, szczególnie w drugiej połowie XVIII w. Kilka ogromnych szopek, z tego okresu,  wystawionych jest w muzeach. Samej szopki betlejemskiej trudno tam odszukać. Jest zagubiona w górskim pejzażu, pełnym postaci w ówczesnych strojach i scen z życia codziennego. Innym charakterystycznym emblematem starego miasta są guglie – barokowe obeliski, wystawiane głównie jako wota związane z kolejnymi zarazami, jakie nawiedzały Neapol.

Guglia di San Gennaro

Ze względu na ciasnotę i brak perspektywy, trudno objąć wzrokiem, a tym bardziej sfotografować fasady pałaców i budowli sakralnych obrzeżających uliczki. Pałace to masywne, kilkupiętrowe budowle, z wewnętrznymi dziedzińcami, na który prowadzą wysokie bramy z reprezentacyjnymi ciężkimi portalami wykutymi w szlachetnym, kamieniu. Okna, wychodzące na ulice ozdobione są również imponującymi naczółkami. Charakterystycznym elementem architektonicznym pałaców neapolitańskich  jest wielka zewnętrzna klatka schodowa, z dwubieżnymi paradnymi schodami, dzieląca dziedziniec na część frontową (większą) i tylną – bardziej kameralną. Te klatki schodowe, zwane „skrzydłami sępa”, były innowacją wprowadzoną przez słynnego miejscowego architekta, Ferdynanda Sanfelice, który tworzył w pierwszej połowie XVIII w. Trzeba przyznać, że „skrzydła sępa” sprawiają rzeczywiście imponujące wrażenie.

„Skrzydła sępa”
Palazzo dello Spagnolo
Palazzo Spinelli di Laurino

Tylko nieliczne pałace zagospodarowane są przez instytucje publiczne i utrzymywane w dobrym stanie. Robi wrażenie, że znaczna ich część zamieszkała jest przez ubogich lokatorów, którzy nie przejmują się ich szacowną historyczną przeszłością, tylko, w miarę potrzeby, dostawiają przybudówki, lub przebijają drzwi, czy okna. Zielone liszaje mchów i porostów pokrywają ściany, w pobliżu pękniętych rynien, a na gzymsach wyrastają girlandy dziko wysianych roślin. Całe dziedzińce zatłoczone są po brzegi zaparkowanymi samochodami i motocyklami. Przy całej pstrokaciźnie i brudzie, stwarza to wrażenie jakiejś organicznej jedności. Wśród tego chaosu, ze zdumieniem odkrywa się elementy wspaniałej architektury, która w kraju tak ubogim w zabytki, jak Polska, byłaby reklamowana jako atrakcja turystyczna najwyższej rangi.

Zaniedbane pałace

Pod względem zagęszczenia kościołów Neapol bije chyba nawet Rzym. Samych kościołów pod wezwaniem Matki Boskiej jest tam ponad pięćdziesiąt! Dominuje oczywiście barok, ale także kościoły gotyckie, z epoki Andegawenów i królów aragońskich.

Wczesnochrześcijańska bazylika Santa Restituta została włączona, jako  boczna kaplica, do kompleksu katedralnego, wznoszonego przez andegaweńskich królów Neapolu, na przełomie XIII i XIV w. Pod koniec XVII w. bazylikę przebudowano całkowicie w ozdobnym stylu barokowym. Z wcześniejszego okresu zachowała się jedynie, w jednym z bocznych ołtarzy,  mozaika przedstawiająca tronującą Matkę Boską z Dzieciątkiem, ze Św. Restitutą i Św. Januarym  – patronem katedry, dzieło Lela da Orvieto z roku 1322.

Mozaika na szczycie konchy kopuły
Fryz wokół wygwieżdżonego nieba
Chrystus i Samarytanka, mozaika w jednym z segmentów kopuły
Święci, dwie mozaiki w bębnie kopuły
Symbol Św. Mateusza, w trompie kopuły
Symbol Św. Marka, w trompie kopuły
Symbol Św. Łukasza, w trompie kopuły

Przewodnik z dumą stwierdza, że mozaiki reprezentują wyższy poziom artystyczny, niż ich rówieśniczki z Rawenny. Są niewątpliwie ciekawe, ale dla mnie osobiście ich kolorystyka jest zbyt zimna.

Kościoły gotyckie mają płaskie belkowane stropy. Charakterystyzyją się dużą liczbą nagrobków. Najbardziej monumentalny to piętnastowieczny nagrobek króla Neapolu. Ładysława z Durazzo (z tej samej rodziny Andegawenów, z której pochodził Ludwik Węgierski) w kościele San Giovanni a Carbonara, ufundowany przez jego siostrę i dziedziczkę tronu, królową Joannę II. Wielopiętrowy nagrobek, zamyka nawę do pełnej jej wysokości. Na pierwszym piętrze nagrobka zasiada na tronach królewskie rodzeństwo, znacznie ponad naturalnej wielkości; właściwy sarkofag umieszczony jest powyżej, a szczyt wieńczy konny posąg zmarłego króla.

Monumentalny kościół i klasztor klarysek został ufundowany przez Roberta I Andegaweńskiego na początku XIV w., z zamiarem wykorzystania go jako  mauzoleum rodzinne. W połowie XVIII w. kościół został przebudowane w stylu barokowym. Całkowicie zniszczony w roku 1943, na skutek bombardowania alianckiego, po wojnie został odbudowany w pierwotnym stylu gotyckim, z wykorzystaniem zachowanych szczątków. Jest to surowa trójnawowa bazylika. Za głównym ołtarzem, całą  szerokość ściany wschodniej, zajmują trzy monumentalne grobowce, Roberta I, jego syna, Karola z Kalabrii (dłuta Tina de Camaiano) oraz wnuczki Marii z Durazzo, pochodzące z XIV w. Mają one formę charakterystyczną dla licznych  gotyckich monumentów sepulkralnych w Neapolu. Sarkofag, z leżącą postacią zmarłego, wsparty na kolumnach, nakryty jest wysokim spadzistym dachem, z którego spływają kamienne kotary, rozsuwane na boki, przez dwa, symetrycznie ustawione anioły. (Ciekawe, czy może stąd Piero della Francesca zapożyczył układ ikonograficzny w swojej „Madonnie del parto”, która przecież służyła, zapewne również, jako epitafium – jego własnej matki). W najwyższym dwupiętrowym grobowcu Roberta I, drugie piętro zajmuje posąg króla siedzącego na tronie.

Grobowiec Roberta I w kościele Santa Chiara
Grobowiec Karola z Kalabrii w kościele Santa Chiara
Grobowiec Marii z Durazzo w kościele Santa Chiara
Grobowiec kardynała F. Carbone w katedrze w Neapolu, autorstwa A. Baboccio di Paperno, 1405 r.
Kaplica Rodziny Penna w kościele Santa Chiara, autorstwa A. Baboccia di Paperna, XV w.
Płyta nagrobna w Kaplicy Rodziny Penna

Dziełem tego samego artysty, Antonia Baboccia di Piperna, który dekorował kaplicę rodziny Penna, jest późnogotycki portal Kaplicy Pappacody, położonej nieopodal kościoła Santa Chiara.

Portal Kaplicy Papacoda, autorstwa Antonia Baboccia di Piperna, XV w.

Ciekawymi elementami architektury kościelnej są liczne krużganki; gotyckie, renesansowe, a przede wszystkim barokowe. Są dobrze utrzymane, bo dbają o nie zakonnicy i zakonnice.

San Gregorio Armeno

Piękny gotycki portyk kościoła Santa Maria Incoronata, z połowy XIV w,, z podwójnymi łukami z ciemnego kamieni, wspartymi na kolumnach, biegnie wzdłuż całej ściany kościoła, a położony jest nietypowo, poniżej poziomu sąsiedniej ulicy, w wykopie powstałym podczas prac budowlanych w XVI w. 

Santa Maria Incoronata

Jednak najbardziej znany z krużganków w Neapolu leży w klasztorze Santa Chiara. Pochodzi również z XIV wieku, lecz swoją sławę zawdzięcza przebudowie z połowy XVIII w. , gdy prostokątny wirydarz w środku przecięto, na krzyż dwiema uliczkami, z ośmiokątnymi filarami po bokach, służącymi do podtrzymywania pergoli.  Tak filary, jak i ławki ogrodowe, usytuowane pomiędzy nimi, pokryte są kolorowymi płytkami majoliki, z wyobrażonymi na nich scenami rodzajowymi, często komicznymi, nie bardzo pasującymi do powagi klasztoru.

Krużganki klasztoru Santa Chiara

Trzeba wspomnieć jeszcze o neapolitańskich zamkach. Jest ich co najmniej cztery. Najokazalszy, Castel Nuovo, położony w pobliżu wybrzeża, posiada pięć cylindrycznych baszt gotyckich, lecz pomiędzy dwiema z nich wznosi się renesansowa brama triumfalna, upamiętniająca objęcie władzy w Neapolu przez króla Alfonsa V Aragońskiego, w roku 1443. Przy wystroju rzeźbiarskim łuku rozpoczynał swą karierę Franceso Laurana.

Zamek Castel Nuovo

Zamek Sant’ Elmo , pochodzący z XIV w., znajduje się na wzgórzu Vomero, położonym niegdyś poza murami miasta. Obok niego mieści się kartuzja San Martino, ufundowana w tym samym okresie, ale przebudowana gruntownie w XVI i XVII w. Pod koniec XIX w. wzgórze zaczęto zabudowywać  dostatnimi mieszczańskimi domami i powstała tam nowa dzielnica Neapolu, odmienna i odizolowana od położonego poniżej miasta. Łączy ją z miastem parę linii kolejki linowej (funicular).

Mury zamku Sant’Elmo
Certosa di San Martino, Chiostro Grande
Certosa di San Martini, Chiostro dei Procuratori

Jedna z rezydencji królewskich została wzniesiona na podmiejskim wzgórzu Capodimonte w połowie XVIII w., przez Karola Burbona, w owym czasie króla Sycylii i Neapolu, z przeznaczeniem na  pomieszczenie kolekcji obrazów, którą odziedziczył po swojej matce Elżbiecie Farnese. Ta wspaniała kolekcja – gromadzona przez miłośników sztuki z tego rodu, poczynając od pontyfikatu papieża Pawła III (Aleksandra Farnese) z pierwszej połowy XVI w. – do dziś stanowi dumę Museo di Capodimonte. W jej skład wchodzą między innymi trzy portrety Pawła III, pędzla Tycjana, ale także dzieła takich mistrzów jak Massolino, Masaccio, Mantegna, Giovanni Bellini, czy Piotr Bruegel Starszy. Pałac otacza piękny park angielski, wyjątkowy w pozbawionym zieleni Neapolu.

Tycjan, Portret Papieża Pawła III
Masolino da Panicale, Wniebowzięcie Panny Maryi, oraz papież Liberiusz, kładący kamień węgielny pod budowę bazyliki Santa Maria della Neve
Masolina da Panicale, Wniebowzięcie Panny Maryi

Do zbiorów Farnese należała również wielka kolekcja rzeźb antyczny, która znajduje się obecnie w Narodowego Muzeum Archeologicznym w Neapolu. Największym i najsłynniejszym (lecz nie koniecznie najlepszym) dziełem pochodzącym z tej kolekcji jest „Byk Farnese”. W tym wspaniałym muzeum eksponowane są również, a raczej przede wszystkim, wykopaliska z Pompei i Herkulanum. Podczas mojej pierwszej wizyty w Neapolu, w roku 2007 miałem możliwość obejrzenia mozaik stamtąd pochodzących – w tym słynnej mozaiki „Aleksander i Dariusz w bitwie pod Issos” z Domu Fauna w Pompejach – oraz rzeźb z „Willi Papirusów” w Herkulanum, jak również niezmiernie bogaty  i ciekawy zbiór przedmiotów codziennego użytku. Szczególnie piękne wydały mi wyroby ze szkła, i to te prostsze i skromniejsze; słynna błękitna waza, z dekoracją typu kamei, imponujący pod względem technicznym, daje raczej świadectwo ostentacyjnego bogactwa, niż dobrego smaku.

Brązy z „Willi Papirusów” w Herkulanym
Naczynia szklane z Pompei
Błękitna Waza z Pompei
Tazza Farnese, sardonyks, II w. przed Chr.

W roku 2007, podczas mojej pierwszej wizyty w Neapolu, w dużej części Muzeum Archeologicznego trwał remont. W szczególności zamknięty był oddział fresków pompejańskich, na obejrzeniu których bardzo mi zależało. Dlatego, gdy po dwunastu latach wybrałem się znowu do Italii Południowej Muzeum to było jednym z głównych punktów programu mojej wycieczki. W szczególności cieszyłem się bardzo na obejrzenie w oryginale fresku z Willi Ariana w Stabii, zatytułowanego „Flora”, znanego mi dobrze z reprodukcji,  przedstawiającego pełną uroku młodą dziewczynę, widzianą od tyły, z tycjanowskimi włosami ułożonymi w kok i  ujętymi przepaską. Przestawiona jest na tle świeżej seledynowej  zieleni wiosennej łąki, gdy eleganckim ruchem dwóch palców prawej ręki, zrywa biały kwiatek z wysokiego krzewu, niewątpliwie po to, by go dołączyć do bukietu trzymanego na lewym przedramieniu.

Trudno sobie wyobrazić bardziej subtelny i idylliczny obraz, pozbawiony przy tym całkowicie przesłodzenia. W pełni spełnił moje oczekiwania. Jednocześnie jednak był dla mnie zaskoczeniem i to pod dwoma względami. Po pierwsze, wyobrażałem go sobie jako fresk na ścianie, z postacią dziewczyny naturalnych rozmiarów. Tymczasem w rzeczywistości okazał się małym obrazkiem, oprawionym w ramy, po zdjęciu ze ściany. Drugim zaskoczeniem było to, że Flora (Wiosna) należała do fryzu przedstawiającego cztery pory roku, gdzie obok niej występowały jeszcze Leda, Diana i Medea, symbolizujące pozostałe pory roku. Niewątpliwie Flora jest najpiękniejsza, ale zdominowała tak bardzo pozostałe, że prawie o nich nie słychać,  a ich wizerunki – może najmniej Ledy – zasługują na pewno na większy rozgłos. Już nie  należący do fryzu czterech pór roku, lecz stylistycznie mu bliski jest fresk przedstawiający  Cererę,  na dosyć jednolitym tle – tym razem ciemno-purpurowego koloru – kontrastującym z jej białą szatą z zimnymi, szaro niebieskimi cieniami.

Flora
Leda
Diana
Cerera

Innym często reprodukowanym obrazem z Muzeum Archeologicznego jest tondo przedstawiające młodą dziewczynę, z kręconymi kędziorami, ujętymi w złotą siatkę. Trzyma tabliczkę do pisania w lewej ręce i  spogląda w przestrzeń w zamyśleniu.  Wrażenie jej oderwania od rzeczywistości podkreśla jeszcze bezwiedny gest prawej ręki, unoszącej stylus ku wargom. Obraz ten, umownie znany jako „Safona” posiada również swój, znacznie mniej sławny, odpowiednik: młodego człowieka, z wieńcem laurowym na głowie, trzymającego zwój papirusu w ręku.

„Safona”
Młody człowiek z e zwojem papirusu
Przed pulpitem

Akcesoria pisarskie, takie jak „Safona”, trzyma także żona Pakwiusza Prokulusa, na pompejańskim portrecie małżonków sprzed dwóch tysięcy lat.

Portret Pakwiusza Prokulusa z małżonką
Martwa natura z Pompei

Osobiście nieco mniej ciekawe wydały mi się bardzo liczne freski o tematyce mitycznej, za to w pełni doceniłem parę niewielkich scen mitologicznych, namalowanych sangwiną na marmurze, które dzięki trwałości tego materiału przetrwały w dobrym stanie w Herkulanum.

Zaślubiny Zeusa z Herą
Achilles żegna się z Bryzeidą
Marmurowe plakietki z Herculanum

Spośród obrazów świata zwierzęcego najbardziej podobał mi się chyba fresk przedstawiający ibisa, oraz śmieszne marmurowe psiaki, w świetnie zaobserwowanych pozach.

Ibis
Trzy psiaki

Osobny rozdział stanowiła znakomita wystawa czasowa poświęcona Wielkiej Grecji. Zafrapowały mnie na niej szczególnie wspaniałe freski  pochodzące z samnickiego Grobowca Wojownika z Noli, z IV w. przed Chr., a więc  współczesne freskom lukańskim z Paestum. Tak jak i tam występują na nich jeźdźcy, a także pojawia się motyw granatu, są jednak mniej spontaniczne, staranniej wykończone i bardziej dojrzałe pod względem artystycznym.

Freski z „Grobowca wojownika” z Noli, IV w. przed Chr.
Złoty naszyjnik z Wielkiej Grecji
Kolczyki z Wielkiej Grecji
Ryton z Wielkiej Grecji

Apulia 2019

Bari

We swojej wczesnośredniowiecznej historii miasto Bari przezywało kilka dramatycznych epizodów. Aby je przedstawić, zacznę o krótkiego naszkicowania wczesnych dziejów Italii Południowej, po upadku Zachodniego Cesarstwa Rzymskiego.

Pod koniec piątego wieku cała Italia znalazła się panowaniem Ostrogotów, a w latach trzydziestych szóstego wieku, armia bizantyńska, pod wodzą Belizariusza, przeprowadziła inwazję  Italii południowej, w ramach dążenia cesarza  Justyniana Wielkiego do odzyskania dawnych zachodnich prowincji Cesarstwa Rzymskiego. Po początkowych sukcesach inwazji, gdy wydawało się, że cała Italia znalazła się w rękach bizantyńskich, rozpaliła się od nowa wyjątkowo mordercza i niszczycielska Wojna Gocka, która zakończyła się dopiero w roku 555, co prawda całkowitym wyeliminowaniem Ostrogotów, ale także olbrzymimi cierpieniami ludności miejscowej i zniszczeniem kraju.

Tuż po śmierci Justyniana, Bizancjum nie było w stanie zatrzymać Longobardów, ostatniej już fali Wędrówek Ludów, jaka wlała się do Italii w roku 568, a po opanowaniu północnej części Półwyspu Apenińskiego – która od nich przejęła nazwę Lombardii – założyli tam swoje królestwo ze stolicą w Pawii. Już po  kilku latach Longobardowie utworzyli również swoje południowe księstwo z centrum w Benewencie, które, ze względu na dużą odległość od ich stolicy, uzyskało autonomię.

W początkowym okresie Longobardowie prowadzili niszczycielską działalność. Jako arianie, rabowali również kościoły i klasztory; ale na początku VII w. przyjęli katolicyzm.  Z biegiem czasu opanowali prawie cały Półwysep Apeniński, z wyjątkiem posiadłości bizantyńskich: Egzarchatu Rawenny z enklawami wokół Rzymu i w  Południowej Italii. Posiadłości te kurczyły się coraz bardziej, a sama Rawenna została zajęta przez Longobardów w roku 751, jednakże, już kilka lat później Pepin Krótki zadał im dwie kolejne porażki i przekazał ziemie dawnego Egzarchatu papieżowi, co stanowiło zalążek przyszłego Państwa Kościelnego. Natomiast ostatecznej likwidacji Królestwa Longobardów dokonał Karol Wielki w roku 774, powołując na jego miejsce Królestwo Italii, ze swoim synem, Pepinem, jako królem na miejsce Dezyderiusza, zdetronizowanego ostatniego króla longobardzkiego.

Karol Wielki rościł sobie prawa do całej Italii, lecz longobardzkie Księstwo Benewentu, rządzone w tym czasie, przez wybitnego księcia Arichisa II, zdołało utrzymać swoją niezależność. Obok Benewentu, ustanowił on i silnie ufortyfikował swoją nową stolicę, w Salerno, która rozporządzała ważnym portem morskim, a jednocześnie znajdowała się w bezpiecznej odległości od północnej granicy księstwa.

W pierwszej połowie  IX wieku władcy karolińscy, jak również cesarze bizantyńscy – zaangażowani w wewnętrzne spory ikonoklastyczne –  nie wykazywali większego zainteresowania południową Italią, co umożliwiło tamtejszym Longobardom rozszerzenie i umocnienie swojego panowania na prawie całą Italę południową. Posiadłości bizantyńskie skurczyły się do końca obcasa apenińskiego buta, wokół Otranto, oraz do księstwa Neapolu, formalnie uznającego zwierzchność cesarzy bizantyńskich.

Na początku IX w. Południowej Italii pojawił się jednak nowy, wysoce destruktywny czynnik w postaci najazdów arabskich, które nasiliły się ogromnie po inwazji afrykańskich Aglabidów na Sycylię, zainicjowanej w latach osiemset dwudziestych. Trwała islamska obecność militarna w Italii została sprowokowana przez samych władców chrześcijańskich na południu, którzy zaczęli wykorzystywać najemników arabskich, w walkach pomiędzy sobą. Z najemników tych tworzyły się  bandy rozbójnicze, pustoszące całe Południe.

W sierpniu 846 r. nie tylko Italia Południowa, lecz cała chrześcijańska Europa została wstrząśnięta najazdem arabskim  na Rzym, który doprowadził do złupienia i sprofanowania bazylik  Św. Piotra, Św. Pawła i Św. Wawrzyńca, położonych za murami miasta. Ta straszna klęska zmobilizowała jednak świat chrześcijański i kolejna wielka wyprawa muzułmańska, zakończyła się zniszczeniem floty najeźdźców, w bitwie morskiej w pobliżu Ostii, w roku 849.

W tym samym roku zakończony został konflikt pomiędzy dwoma pretendentami do panowania nad longobardzkim Księstwem Benewentu, które zostało na trwała podzielone na dwa niezależne księstwa, Benewentu i Salerno.

Zagrożenie Italii południowej najazdami muzułmańskimi trwało jednak nadal. W  Bari, zdobytym przez Arabów jeszcze w roku 847, ukonstytuował się emirat arabski, który stanowił bazę wypadową dla wypraw łupieskich. Wyprawy te, poza grabieżami zamożnych klasztorów i kościołów, skierowane były, przede wszystkim, na zdobywanie niewolników, sprzedawanych później głównie na rynkach Afryki Północnej. Doprowadziło to do wyludnienia kraju, w szczególności w dolinach rzek, które umożliwiały najeźdźcom łatwy transport pojmanych ofiar. Ludwik II, karoliński król Włoch, kilkukrotnie wyprawiał się na południe w celu zdobycia Bari, jednakże udało mu się to osiągnąć dopiero, w roku 871, przy współudziale floty bizantyńskiej. Zmniejszyło to, lecz nie wyeliminowało zagrożenia.

Najważniejszym nowym czynnikiem politycznym, jaki wystąpił w tym czasie w Italii Południowej było pojawienie na scenie Bizancjum, praktycznie nieobecnego poprzednio, przez blisko trzy wieki. W 873 r. Bizantyńczycy odzyskali z rąk Saracenów Otranto, a w roku 876 usunęli z Bari administrację longobardzką i przez następne sto lat miasto to stanowiło  główny punktem bizantyńskiego oparcia w Italii. Nadal jednak Tarent pozostawał w rękach arabskich, a muzułmańskie bandy grasowały w Italii południowej. Dyplomacja bizantyńska czyniła wysiłki by skłonić lombardzkie księstwa do wspólnego frontu przeciwko Arabom, co napotykało jednak na opór ze strony książąt, zainteresowanych wykorzystywaniem arabskich najemników w rozgrywkach o władzę, oraz nieskłonnych do rezygnacji z korzyści, jakie przynosił handel ze światem muzułmańskim. W roku 881 słynny klasztor benedyktyński San Vincenzo al Volturno został całkowicie zniszczony, a większość zakonników wymordowana przez bandę arabską. W 883 r. podobny los spotkał klasztor w Monte Cassino, który całkowicie opustoszał aż do roku 914.

Natomiast, w rezultacie bizantyńskich działań militarnych, Apulia, Kalabria i znaczna część Bazylikaty znalazły się pod panowaniem Bizantyńskim, jako utworzony  w roku 892 nowy tem Longobardii, ze stolicą w Bari, podniesiony później do rangi katapanatu.

W pierwszej połowie dziesiątego wieku sytuacja polityczna w księstwach longobardzkich, osiągnęła  pewną stabilizację, czemu towarzyszył wzrost zamożności mieszkańców, szczególnie w księstwie Salerno. Jednocześnie pozycja Bizancjum w Italii południowej uległa osłabieniu, na co miały wpływ konflikty zbrojne z Longobardami, którzy traktowali Bizantyńczyków jako najeźdźców.

W latach sześćdziesiątych Otto I, koronowany w 962 r., w Rzymie, na cesarza zachodniego, odnowił pretensje Karolingów do Italii Południowej i w roku 968 wkroczył na czele armii do Apulii, kierując się ku Bari, lecz  natknął się na zdecydowany opór cesarza bizantyńskiego Nikefora Fokasa. Jednak, pod koniec 969 r. cesarz Nikefor Fokas został zamordowany, a z jego następcą, Janem Tzimiskesem, Otto I  wynegocjował pokój, przypieczętowany małżeństwem jego syn Ottona, przyszłego cesarza Ottona II,  z księżniczką bizantyńską, Teofano, w roku 972.

W latach dziewięćset siedemdziesiątych nasiliły się najazdy arabskie z Sycylii na Kalabrię i Apulię, z którymi władze bizantyńskie, uwikłane w wojnę domową, nie były w stanie się uporać. Skłoniło to Ottona II – który zastąpił swojego ojca na tronie cesarskim – do zainteresowania się sytuacją w Italii Południowej, co do której rościł sobie prawa. W roku 982 Otto wyruszył do Kalabrii na czele potężnej armii niemieckiej, do której na miejscu dołączyły siły longobardzkie, przy biernej postawie Bizantyńczyków.  Do bitwy z wojskami emira Sycylii,  Abu al-Kasima, które przeprawiły się przez Cieśninę Mesyńską,  doszło pod Stilo, w Kalabrii. Zakończyła się ona pogromem wojsk chrześcijański. Polegli w niej  liczni przywódcy longobardzcy, a sam cesarz zbiegł w niesławie  z pobojowiska, z trudem  unikając niewoli. Na szczęście dla chrześcijan, w bitwie poległ al-Kasim, co skłoniło wojska muzułmańskie do wycofania się na Sycylię.

Na okres panowania wybitnego cesarza bizantyńskiego Bazylego II (zm. 1025) przypadło apogeum władzy bizantyńskiej na południu Italii. Tymczasem już pod koniec tego okresu w Italii Południowej  zjawili się najemnicy normańscy, którzy w ciągu niespełna sześćdziesięciu lat mieli zawładnąć nią całą i położyć ostateczny kres obecności bizantyńskiej na Półwyspie Apenińskim. Nie będę tu opisywał jak do tego doszło, bo pisałem już na ten temat w eseju „Państwo normańskie”, umieszczonym na moim blogu „Sycylijskie okruchy” i przejdę  do ostatniego epizodu rugowania Bizantyńczyków z Italii.

W roku 1068, Robert Guiscard, normański książę Apulii, Kalabrii i Sycylii –  uporał się z buntem swoich baronów feudalnych w południowej Italii, a jego młodszy brat Roger I odniósł druzgocące zwycięstwo nad siłami muzułmańskimi w bitwie pod  Misilmeri w pobliżu Palermo, co stanowiło początek ostatecznego podboju Sycylii przez Normanów.  Ta sytuacja pozwalała Guiscardopwi na swobodne operowanie siłami militarnymi i – wobec zaangażowania  Cesarstwa Bizantyńskiego w Anatolii, zagrożonej inwazja turecką – postanowił wykorzystać je do ostatecznego wyrugowania Bizantyńczyków z Italii. Ostatnim ważnym punktem oparcia Cesarstwa Wschodniego w Italii pozostawało Bari – formalnie stolica katapanatu Longobardii, a w praktyce izolowane miasto nad Adriatykiem. Bari położne na końcu półwyspu,  z trzech stron otoczone było wodą, a od strony lądu bardzo silnie ufortyfikowane, więc Bizantyńczycy nie obawiali się oblężenia, licząc na to, że wobec przewagi swojej floty,  będą mogli aprowidować miasto i dostarczać  posiłki wojskowe drogą morską. Jednak Guiscard przygotował się bardzo starannie do oblężenia. Zgromadził znaczną flotyllę statków, które rozmieścił wzdłuż całego wybrzeża  miasta, skuwając je ze sobą łańcuchami. W ten sposób odciął zaopatrzenie Bari od strony morza, a całkowitą blokadę zamknął na zewnątrz murów obronnych od strony lądu. Mimo to oblężenie Bari trwało przez dwa i pół roku. Pierwsza próba przerwania blokady zakończyła się połowicznym sukcesem; część bizantyńskich okrętów zdołało dotrzeć do oblężonego miasta, przy dużych stratach własnych. Jednakże podczas drugiej z kolei próby podjętej nocą  na wiosnę 1071 roku, okręty normańskie wysłane przeciwko Bizantyńczykom,  zostały mylnie rozpoznane jako należące do obleganych. W rezultacie zaskoczenia, bitwa morska zakończyła się pogromem floty greckiej.  Sytuacja oblężonych stawała się beznadziejną, co wzmocniło niezmiernie  zwolenników  kapitulacji – przekupywanych systematycznie przez Normanów – którzy w kwietniu otworzyli bramy przed najeźdźcami. Zwycięski Guiscard  potraktował mieszkańców wspaniałomyślnie, pozostawiając im pewne przywileje.

Tymczasem, w sierpniu 1071 r. armia bizantyńska poniosła druzgocącą klęskę w bitwie z Turkami pod Manzikertem, a cesarz Roman Dukas dostał się do niewoli. Hordy tureckie zaczęły zalewać Anatolię i grozić zniszczeniem tamtejszych sanktuariów chrześcijańskich.  Według relacji pochodzącej z tego okresu, zawartej  w Translatio Sancti Nicolai Confessoris pióra Nikefora z Bari, Wenecjanie wybierali się wykraść relikwie Św. Mikołaja, z sanktuarium położonego w Mirze, w Anatolii,  by je umieścić w  bezpiecznym miejsce, lecz zostali wyprzedzeni przez żeglarzy z Bari, którzy dowiedzieli się o tym pomyśle. W roku 1087 sami wykradli  szczątki Świętego i przewieźli do rodzinnego miasta, gdzie zostały uroczyście powitane a następnie umieszczone w grobowcu w krypcie bazyliki, wzniesionej specjalnie w tym celu, na miejscu dawnego pałacu bizantyńskiego katapana. Niewątpliwie, poza pobożnością, odegrały tu rolę również sprawy bardziej przyziemne.  W średniowieczu do sanktuariów z relikwiami znanych  świętych ciągnęły  tłumy pielgrzymów, co przyczyniało się w wielkim stopniu do zamożności miejscowości pielgrzymkowych, a Św. Mikołaj cieszył się wyjątkowo dużą popularnością, tak w Kościele Katolickim, jak i (w szczególności) w Prawosławnym. Odkąd więc zaczął być nazywany Św. Mikołajem z Bari, a nie z Miry, miasto to stało się jednym z głównych miejsc pielgrzymkowych chrześcijaństwa.

Architektura trójnawowej bazyliki Św. Mikołaja jest wzorcem stylu romańsko-apuliańskiego, a jej rozwiązania powtarzane są w innych świątyniach Apulii pochodzących z tego okresu, na przykład w katedrze w Bitonto. Jej trójkątnie zakończona fasada flankowana jest dwiema niskimi kwadratowymi wieżami, które upodabniają  ją raczej do zamku niż domu modlitwy, a zewnętrzne arkady – biegnące po północnej i południowej stronie i podtrzymujące  kolumnowe portyki – poszerzają  bryłę bazyliki, aż do szerokości transeptu, tak, że jej plan przybiera formę prostokąta. Za to główny portal obrzeżony jest misterną dekoracją reliefową. We wnętrzu nietypowe są łuki, przebiegające w poprzek nawy głównej, oraz wsparte na kolumnach potrójne arkady odgradzające prezbiterium od nawy. Nad głównym ołtarzem, na czterech kolumnach wznosi się wspaniałe, kwadratowe cyborium, pochodzące z pierwszej po łowy XII w. Jego  podwójny ośmiokątny dach wsparty jest na ozdobnych kolumienkach.

Katedra w Bitonto
Główny portal bazyliki Św. Mikołaja
Cyborium bazyliki Św. Mikołaja, połowa XII w.

Za ołtarzem, gdzie zachowała się oryginalna posadzka w stylu Cosmatich, znajduje się najcenniejszy element wyposażenia bazyliki – tron biskupa Eliasza, pochodzący z przełomu XI i XII wieku. Wyrzeźbiony jest w białym marmurze, z ażurowym oparciem i poręczami, ozdobionymi geometrycznymi reliefami, oraz siedziskiem wspieranym przez atlantów, najwyraźniej w najwyższym trudzie.

Tron biskupa Eliasza, przełom XI i XII w.

Sklepienie krypty wspiera las 26 cienkich kolumn z oryginalnymi bizantyńsko romańskimi kapitelami. Wschodnia strona krypty odgrodzona jest kutą krata i w niszy ca nią znajduje się grobowiec ze szczątkami Św. Mikołaja.  Liczne ikony i wiszące lampy nadają krypcie wygląd cerkiewny. Nic w tym dziwnego, gdyż prawosławni są jej współużytkownikami.

Krypta w bazylice Św. Mikołaja
Kolumna w kypcie Św. Mikołaja
Bizantyńsko-romańskie kapitele w krypcie
Fragmnt sarkofagu w krypcie

Kolejne dramatyczne oblężenie przeżyło Bari w roku 1139, kiedy Roger II – wyniesiony w 1130 roku na tron  nowo erygowanego Królestwa Sycylii, przez antypapieża Anakleta II – po dziewięciu latach krwawych konfliktów z papiestwem i zbuntowanymi baronami, kończył brutalne pacyfikowanie swojego królestwa. Bari był ostatnim dużym miastem, które mu się opierało, pod wodzą swojego księcia Jaquintusa. Szczególnie odrażający charakter miała zemsta króla na mieszkańcach krnąbrnego miasta. Po kilku tygodniach oblężenia, głód zmusił obleganych do wynegocjowania warunków kapitulacji, zgodnie z którymi, obie strony miały wymienić jeńców, a oblegającym zagwarantowano bezpieczeństwo. Jednakże król, wykorzystał jako pretekst skargę jednego ze swoich rycerzy – wziętego do niewoli przez oblężonych, któremu jakoby mieli oni wyłupić oko – do zaaranżowania procesu sadowego, w którym powołany przez niego „niezależny” sąd uznał, że incydent ten przekreślał warunki kapitulacji. Na tej podstawie król sterroryzował miasto, skazując  na śmierć Jaquintusa i innych dziesięciu przywódców,  dalszych dziesięciu kazał oślepić lub okaleczyć, a licznych obrońców uwięzić.

Jednak największe nieczęści miało dopiero spaść na miasto. W roku 1154 zmarł Roger II. Jego następcą został Wilhelm I, jedyny z synów Rogera , który przeżył ojca, a jeszcze za jego życia został koronowany na współmonarchę.  Panowało powszechne przekonanie, że Królestwo Sycylii nie przeżyje swojego pierwszego króla i ulegnie rozpadowi. Trzy największe potęgi świata chrześcijańskiego, Cesarstwo Wschodnie i Zachodnie oraz Papiestwo rościły sobie prawa do Italii południowej i  szykowały się do ich wyegzekwowania. Interesy tych potęg były ze sobą sprzeczne, lecz łączyło je dążenie do obalenia Królestwa Sycylii.

Wyprawa cesarza Fryderyka Barbarossy na południe Italii w pierwszej połowie 1155 r. nie przyniosła wymiernych rezultatów, a cesarz musiał ulec naciskom swoich, zmęczonych upałem rycerzy i wycofać się na północ. Natomiast cesarz bizantyński Manuel Komnen skierował do Apulii znaczną flotę i armię, pod wodzą Michała Paleologa. Zgodnie z oczekiwaniem, Grecy znaleźli poparcie baronów normańskich pokonanych i utrzymywanych w ryzach przez Rogera II, którzy po jego śmierci  podnieśli bunt w kontynentalnej części  Królestwa. Pod koniec lata wspólnie oblegli Bari, gdzie ludność miasta, w większości grecka, otworzyła im bramy miejskie, a normańska załoga cytadeli została zmuszona do kapitulacji. Mieszkańcy wyładowali swoje resentymenty wobec władz normańskich, burząc całkowicie cytadelę.

Grecy wraz z rebeliantami kontynuowali podbój Apulii. Na początku września,  wysłana przeciwko nim armia królewska pod wodzą Asclettina poniosła klęskę pod Barlettą, a pod koniec września papież Hadrian IV, wyruszył na czele armii do Kampanii, gdzie przywrócił lenna baronom normańskim, których zostali pozbawieni przez Rogera II.  Pod koniec roku cała Kampania i północna Apulia znalazły się w rękach Greków i rebeliantów.

W tym czasie król Wilhelm I przebywał biernie na Sycylii i dopiero bunt grupy baronów sycylijskich, przeciwko jego wszechwładnemu ministrowi Maio z Bari, skłonił go do energicznego działania. Po opanowaniu sytuacji na wyspie, na wiosnę 1156 r. wyruszył na czele armii i floty do Brindizi, obleganej, obleganej przez siły grecko-rebelianckie. Na wieść o zbliżaniu się jego wojsk, część rebeliantów zbiegła, a najemnicy wycofali się ze służby, żądając podwyżek żołdu. Osamotnione siły bizantyńskie zostały całkowicie rozgromione przez Wilhelma I, w lądowo-morskiej operacji militarnej. Król bardo surowo rozprawił się ze zbuntowanymi baronami i miastami Apulii. Z Brindizi  wyruszył do Bari, które poddało się bez walki, lecz w odwecie za zdradę i zniszczenie cytadeli, Wilhelm wysiedlił wszystkich mieszkańców, a miasto zburzył aż do fundamentów, oszczędzając tylko bazylikę Św. Mikołaja.

Spośród wrogów  króla, na Południu pozostał już tylko papież Hadrian IV, który poczuł się zmuszony do potwierdzenia wszelkich praw lennych Wilhelmem l do zawarcia z nim traktatu w Benewencie, niezmiernie korzystnego dla króla.

W  wykopaliskach, prowadzonych w podziemiach obecnej katedry w Bari odkryto fragmenty posadzki z inskrypcją  odnoszącą się do biskupa z połowy ósmego wieku. Z tego okresu pochodziła więc zapewne pierwsza świątynia jaka wznosiła się  w tym miejscu.

Fragmenty wczesnośredniowiecznej mozaiki z podziemi katedry Św. Sabina w Bari

Potem została ona zastąpiona katedrą dedykowaną Św. Sabinowi – biskupowi Canossy – zburzoną na rozkaz Wilhelma I i odbudowaną  w XII i XIII w., w stylu bazyliki Św. Mikołaja. W środkowej partii jej trójdzielnej fasady – obrzeżonej fryzem arkadkowym – znajduje się wielka rozeta, z rzeźbionymi maswerkami, obramowana ozdobnym gzymsem. Na przecięciu naw wznosi się kopuła ozdobiona  zewnątrz fryzem reliefowym, w stylu mauretańskim, a zewnętrzne ościeża okien pokrywa bogata dekoracja rzeźbiarska.

Fasada katedry św. Sabina
Rozeta w fasadzie katedry
Kopuła katy
Ościeża okien katedry

Do ciekawych elementów wnętrza należy cyborium nad ołtarzem głównym, ambona oraz kamienna chrzcielnica z XI wieku.

Cyborium w katedrze Św. Sabina
Amboa w katedrze Św. Sabina
Chrzcielica w katedrze Św. Sabina, XI w.

Zamek w Bari wzniesiony został przez królów normańskich na miejscu cytadeli – zburzonej przez mieszkańców w roku 1155 – a potem rozbudowany przez Fryderyka II.

Zamek w Bari, XII/XIII w.

Stare miasto w Bari zajmuje niewielką przestrzeń na końcu półwyspu, obrzeżoną  od strony morza bulwarem z czasów Musoliniego, a od strony  lądu odgrodzoną wyraźną linią Corso  Vittore Emanuele II, poza którym rozciąga się regularna siatka ulic, krzyżującym się pod kątem, pochodzących z krótkiego okresu panowania Joachima Murata. Trudno o większy kontrast  tego ostentacyjnie reprezentacyjnego otoczenia z samym, pełnym uroku starym miastem, z jego  krętymi uliczkami, zaułkami i sklepionymi  przejściami. Inaczej niż w starym Neapolu,  domy nie są tu tak wysokie, by na uliczkach miało się wrażenie przebywania w korytarzach. Różni je od Neapolu również schludność i czystość.

Uliczki starego miasta w Bari

Castel del Monte

Jadąc szosą z Andrii do Castel del Monte, już na kilka kilometrów przed dotarciem do celu wyłania się przed oczami wysokie wzgórze,  porośnięte ciemnozielonym lasem piniowym, ze złotawą koroną zamku na szczycie.

Ten najsławniejszy z zamków  wzniesionych przez cesarza Fryderyka II, zupełnie nie podobny do innych warowni z tego okresu, posiada szereg cech bliskich upodobaniom tego cesarza: jest jedną z budowli obronnych, jakie zdecydowanie dominowały wśród fundacji Fryderyka, a charakteryzuje go klasyczny umiar i symetria, a jednocześnie można się w nim dopatrzyć wpływów arabskich.

Jedyna zachowana wzmianka pisemna o budowie zamku pochodzi z roku 1240, gdy cesarz miał jeszcze dziesięć lat życia przed sobą, nie wiadomo jednak, czy zamek został ukończony przed jego śmiercią, a  niemal na pewno nie zdążył go odwiedzić. Zamek przeżywał potem burzliwe dzieje, a na ponurą ironię losu zakrawa fakt, iż  po  bitwie pod Benewentem –  w której poległ Manfred, syn Fryderyka II – zwycięski Karol Andegaweński wykorzystywał zamek  jako więzienie, w którym przetrzymywał stronników Manfreda, a wśród nich jego nieletnich synów, a więc wnuków cesarza.

Zamek wzniesiony został na planie ośmiokąta foremnego, z podobnym ośmiokątnym dziedzińcem wewnętrznym i takimiż basztami na wszystkich ośmiu rogach, wznoszącymi się nieco powyżej głównego korpusu. Historycy architektury dopatrują się wzorów tego  zupełnie nietypowego rozwiązania w jerozolimskim Meczecie Skały, kościele Św. Witalisa w Rawennie, lub kaplicy palatyńskiej Karola Wielkiego w Akwizgranie. Wszystkie te trzy budowle Fryderyk II znał z autopsji, a wiadomo, iż osobiście interesował się architekturą. Z drugiej strony kształt zamku może nawiązywać do tradycji muzułmańskiej, w której ośmiokątna gwiazda – powstała z dwóch kwadratów, obróconych o 45 stopni względem siebie – jest jednym z typowych motywów dekoracyjnych.

„Korona Apulii”

Zamek nie jest duży; jego średnica zewnętrzna wynosi 56 m, a średnica dziedzińca zaledwie 18.  Korpus zamku wznosi się na wysokość 20,5 m, a baszty są nieco wyższe i mają po 7,9 m średnicy, Cała bryła robi wrażenie zwartej, lecz nie przysadzistej. Wzniesiona jest z dużych bloków wapienia o ciepłym, złotawym zabarwieniu. Zdecydowanie klasyczny jest portal głównego wejścia, z trójkątnym tympanonem obrzeżonym ozdobnym gzymsem i wspartym na dwóch pilastrach.

Portal wejściowy
Okno nad portalem
Wejście z dziedzińca do wnętrza
Wnętrze dziedzińca
Balkon na drugim piętrze
Okno z porfirową ościeżą

Na każdym z trzech poziomów zamku przebiega amfilada ośmiu identycznych sal o trapezoidalnym kształcie. Robią one surowe wrażenie, gdyż w XVIII wieku zostały ogołocone ze swojego oryginalnego wystroju marmurowego, który neapolitańscy Burboni wykorzystali w pałacu w Casercie; postało po nim tylko parę pilastrów i jedna służka sklepienia w formie głowy maszkarona.  Za to zachowały się porfirowe ościeża drzwi i okien. 

Przejęcie pomiędzy dwiema salami
Porfirowe ościeża drzwi
Porfirowa półkolumna
Jedna z nielicznych marmurowych półkolumn
Rzeźbiony zwornik sklepienia

W XIX wieku zamek został całkowicie zaniedbany; odnowiony w latach 1920-tych, pod koniec XX w. trafił na listę UNESCO, a obecnie figuruje na rewersie włoskiej edycji monety jednego eurocenta.

Trulli

Całkowicie unikalną formą budownictwa wiejskiego w Apulii  są tak zwane trulli, spotykane prawie wyłącznie w dolinie rzeki Itrii, na południe od Bari. Są to bardzo malownicze chaty wywodzące się z szałasów z szałasów i budynków gospodarskich, wznoszonych z suchego muru (bez zaprawy murarskiej), w bezwodnych i kamienistych okolicach, wykorzystywane jako domy mieszkalne. Mają one bardzo charakterystyczny  wygląd, ze stożkowatym dachem wzniesionym techniką pozornego sklepienia, który przykrywa pojedyncze pomieszczenie, o bardzo grubych murach,  zbudowane na planie koła lub kwadratu. Dach jest dwupowłokowy, z powłoką zewnętrzną ułożoną z nachylonych pod kątem, niewielkich naturalnych płytek z twardego wapienia, o ciemno-szarym  zabarwieniu. Szczyt dachu bywa na ogół zwieńczony kamiennym pinaklem, w formie kuli, dysku lub wielościanu, na którym budowniczowie mieli zwyczaj  pozostawiać swoje autografy. A na samym dachu malowano niekiedy symbole religijne. Wnętrze pokryte bywa zazwyczaj  tynkiem wapiennym , lub pobielone. Truli nie posiadały, na ogół, okien, a jedynie drzwi i otwory wentylacyjne, a więc były bardzo ciemne; chłodne latem, a trudne do dogrzania zimą.

Jednoizbowe trulli posiadały niekiedy boczne alkowy sypialne, a domy wieloizbowe składały się z połączonych ze sobą pomieszczeń, z których każde przykryte było niezależnym dachem. W zagrodach wiejskich, poza mieszkalnymi, były to także pomieszczenia gospodarcze.

Tradycja tego budownictwa nie jest bardzo stara, sięga zapewne osiemnastego wieku, a większość z zachowanych trulli pochodzi z wieku dziewiętnastego i pierwszej połowy dwudziestego. Największe ich zagęszczenie znajduje się w miasteczku Alberobello, gdzie zostały słusznie objęte patronatem UNESCO.

Trulli w Alberobello
„Trullo Sovrano” – jedyne piętrowe w Alberobello, pierwsza połowa XVIII w.

Matera

O istnieniu Matery dowiedziałem się przypadkiem z zamieszczonej w Internecie informacji o tym, że została ona jedną (obok bułgarskiego Plowdiwu) z Europejskich Stolic Kultury 2019, a załączone fotografie zachęciły mnie do włączenia tego miasta do planowanej wycieczki do Apulii. Prawdę mówiąc Matera nie należy już do Apulii, lecz do Bazylikaty, a położona jest blisko granicy tych dwóch prowincji, na kamienistej wyżynie Murgia. Właśnie to otoczenie zdecydowało o wyjątkowości  dwóch starych dzielnic Matery: Sasso Barisano i Sasso Caveoso, położonych na brzegach  głębokiego kanionu wyżłobionego w szarych wapiennych skałach przez potok Gravina.

W grotach, naturalnych i wykutych w skałach, mieszkali tu ludzie poczynając od epoki neolitycznej, aż czasów współczesnych. Przez wieki skały obrosły domostwami, czy częściej wejściami do podziemnych pomieszczeń. W skałach wykuto cysterny zbierające wodę deszczową, ale także podziemne kościoły, choć te najbardziej reprezentacyjne wyrosły na powierzchni skał. Wysoka wieża katedry góruje nad obu dzielnicami.

Widok katedry od strony Sasso Barisano
Widok w kierunku katedry od strony Sasso Caveoso

Fantastyczne widoki tworów rąk ludzkich – zrośniętych organicznie z dziełami surowej, nieożywionej przyrody – otwierają się co krok, a znakowane ścieżki pozwalają nie zagubić się w labiryncie uliczek i schodków. Nie sposób ich opisać, a fotografie zapewniają tylko słaby przekaz wrażeń.

Sasso Borisano
Sasso Caveoso
Kościół San Pietro Caveoso
Skała Monte Errone z wykutym mkościołem Santa Maria de Idris
Kanion Graviny
Jaskinie po przeciwnej stronie kanionu Graviny

Katedra Santa Maria della Bruna pochodzi z XIII w. i została wzniesiona w romańsko-apuliańskim stylu romańskim. Fasada podzielona jest w pionie na trzy pasy, z których środkowy zwieńczony jest trójkątnym szczytem, obrzeżonym fryzem kolumienkowym, a w centrum dominuje ogromna rozeta z kamiennymi maswerkami, podtrzymywana przez trzy telamony, o dosyć niezwykłej pozycji ciała.

Rozeta katedry
Zachodni portal katedry

Matera niewątpliwie zasługuje na miano Europejskiej Stolicy Kultury. Spędzony tu jeden krótki dzień,  pozwalał zaledwie na bardzo pobieżne zorientowanie się we wrażeniach, jakich można tu doznać. Nie starczyło czasu na obejrzenie miasta podziemnego. Zostało poczucie niedosytu i słaba nadzieja na dłuższy pobyt w przyszłości.